Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Nie taki tryzub straszny |
|
|
Andrzej Brzeziecki, Nowa Europa Wschodnia
|
|
02.03.2010 |
Czy ukraiński nacjonalizm jest zjawiskiem groźnym?
W gabinecie mojego znajomego, uważającego się za ukraińskiego patriotę, w pracy wiszą – obok zdjęcia Julii Tymoszenko – portret Leonida Breżniewa i zdjęcia Adolfa Hitlera… Na pytanie, jak można powiesić obrazek z ludobójcą, pada zawsze odpowiedź, że Hitler, tak jak Breżniew, to postać historyczna, jak Napoleon czy Platon. Odpowiedź głupia i tak naprawdę pokazująca pojęciowy mętlik, jaki wielu Ukraińców ma w głowach. To samo dotyczy młodych Ukraińców maszerujących w strojach nawiązujących do symboliki OUN-UPA. Wyglądają jak chłopcy od Tejkowskiego dwadzieścia lat temu w Polsce i chyba w głowach mają niewiele więcej.
Czy ukraiński nacjonalizm jest zjawiskiem groźnym? Czy to tylko margines? Pięć lat temu podczas pomarańczowej rewolucji autobusów, które przywiozły ludzi z Galicji do Kijowa, pilnowali dobrze zbudowani mężczyźni z nacjonalistycznych bojówek. Inni, obecni na Majdanie, gdy sobie podpili, opowiadali, jak jeździli do Czeczenii jako ochotnicy, by walczyć z Rosjanami – pewnie zmyślali, choć znane były takie przypadki. Faktem pozostaje jednak, że ktoś, kto organizował kampanię Wiktora Juszczenki wpadł na pomysł, że można podpierać się tego typu organizacjami. Teraz, gdy Juszczenko – na odchodnym – przyznał Stepanowi Banderze tytuł bohatera Ukrainy, możemy w tym widzieć ukłon w stronę właśnie takich środowisk i dorzucanie do ognia nacjonalizmu. Niektórzy ujrzeli w tym inwestycję w przyszłość – Juszczenko miałby być liderem nacjonalistycznych partii.
Czy Polacy mają prawo się tego obawiać? Gdybyśmy sam nie mieli niedawnego epizodu z chłopcami, którzy „zamawiali piwo”, a potem znaleźli się bardzo blisko szczytów władzy, pewnie mielibyśmy prawo bić na alarm.
Tymczasem ukraiński nacjonalizm jest zjawiskiem lokalnym, ograniczającym się do kilku obwodów Ukrainy zachodniej – bo nawet nie jej całej. Uderza w oczy jego anachronizm – ale ma na to odpowiedź ukraiński historyk Jarosław Hrycak: Ukraina jest wciąż w innym czasie historycznym niż Polska. Hrycak ocenia, że to opóźnienie wynosi około 80 lat – jak wyglądał polski nacjonalizm wtedy, dobrze wiemy. Ponadto warto też pamiętać, że ukraiński nacjonalizm jest wiernym uczniem polskiego. Ideologowie ukraińskiego nacjonalizmu podglądali Polaków i ich naśladowali. Teraz pozostaje poczekać cierpliwie, aż Ukraina doszlusuje do średniej europejskiej i te nastroje przeminą. Ukraiński nacjonalizm, ten podszyty ksenofobią i nierzadko antysemityzmem, traktujmy więc jako chorobę okresu dojrzewania, bardziej trądzik, niż poważne zjawisko. Nie oznacza to oczywiście przyzwolenia.
Należy jednak zadać pytanie, czy Ukraińcy nie zauważyli, że po drodze była II wojna światowa i Holokaust - które w zupełnie innym świetle stawiają jakiekolwiek nacjonalistyczne poglądy? Pytanie zasadne, bo Ukraińcy jako jeden z narodów Związku Radzieckiego ponieśli wielką ofiarę w walce z faszyzmem, a jego pokonanie było jednym z elementów tożsamości Ukrainy radzieckiej. Tu, po pierwsze, dochodzimy do ważnej różnicy między Polską a Ukrainą. Żadne poważne środowiska polityczne w Polsce nie liczyły na powstanie państwa u boku Hitlera. Na Ukrainie takie środowiska były. To że Stepan Bandera te rachuby przypłacił osadzeniem w Sachsenchausen, to inna sprawa. Te nastroje - inny stosunek do Niemców, pamięć o ich znośnej obecności w czasach I wojny światowej - wpłynęły na możliwość powstania batalionu Nachtigall czy dywizji SS Galizien, choć ta druga miała już galicyjski rys, a nie ukraiński.
Po drugie, po wojnie na Ukrainie trwała regularna wojna z UPA z użyciem lotnictwa aż do lat 50., a do końca epoki dominowała propaganda Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, zwalczająca z całych sił także ukraiński ruch narodowy. Propaganda antyfaszystowska, wszędobylska w czasach ZSRR, miała w większym stopniu stanowić legitymizację władzy i tak naprawdę wykluczała namysł nad istotą ustroju totalitarnego. Być może także dlatego, że analogie nasuwały się same. Potępienie przybrało postać rytuału.
To sprawiło, że Ukraińcy nigdy nie mieli okazji rzetelnie przyjrzeć się historii ukraińskiego nacjonalizmu, jego uwikłania w hitlerowskie i nie tylko, zbrodnie. Ale też nie spieszono się z powiedzeniem, że żołnierze UPA walczyli o Ukrainę, tak jak na to pozwalał im ich horyzont myślowy. Nie jest to usprawiedliwienie ich działań i zbrodni. Renesans poglądów nacjonalistycznych miał więc często charakter reakcji na dekady komunizmu, zaś całą dyskusję na temat charakteru ukraińskiego nacjonalizmu Ukraińcy wciąż mają przed sobą.
Mykoła Riabczuk, ukraiński liberalny intelektualista, widzi w Ukraińcach pokolonialny kompleks niższości, „kreolski”. W tej interpretacji ukraiński nacjonalista, którego jednak nie należy mylić z tępym bojówkarzem czy wrzaskliwym radnym z Galicji, nie chce udowadniać (lub wręcz narzucać) światu swojej wyższości, lecz musi udowodnić, że nie jest gorszy – nie jest gorszy od Rosjanina (czy też Polaka), którzy traktowali go przez dziesięciolecia z pogardą, jako młodszego brata. Taki nacjonalizm, który jest po prostu pro-ukraińskością, na pewno nie jest groźny. Przybiera on czasem charakter antyrosyjski (częściej niż antypolski), bo Rosja traktowana jest jako spadkobierczyni imperium, którego kolonie nie znajdowały się, co prawda, za morzem, ale którego charakter był kolonialny. I gdy dziś przywódcy Rosji mówią o strefie uprzywilejowanych interesów, czy nazywają Ukrainę „sztucznym tworem”, można zrozumieć ukraińskie uprzedzenia.
Groźny nie jest też, upierałbym się, ten nacjonalizm ksenofobiczny. Nawet jeśli politycy obozu pomarańczowego puszczali często oko w tym kierunku. Na Ukrainie, jako całej, nie ma i nie będzie przyzwolenia na nacjonalizm – na wschodzie kraju Bandera jest wręcz antybohaterem. Jest to państwo zbyt złożone i niejednorodne. Wśród jego elit panuje (nawet jeśli tylko podświadome) przekonanie, że jedynym wyjściem jest pragmatyzm, polegający czasem na zamiataniu trudnych spraw pod dywan. Społeczeństwo zdaje się myśleć podobnie: w ostatnich wyborach lider nacjonalistycznej partii Swoboda Ołeh Tiahnybok zajął 8 miejsce z 1,43 procenta głosów. Rzeczy, które wywołują w Polsce oburzenie – jak rajd Bandery – są wręcz groteskowe. Jeśli garstka młodych rowerzystów wystraszyła Polaków, to chyba coś nie tak z naszą wrażliwością.
Bardziej niebezpieczny jest ten mętlik w głowie, o którym pisałem na początku, a którego przyzwolenie na nacjonalizm jest tylko pochodną. Oznacza on nie tylko otwartość na agresywny nacjonalizm, ale otwartość na wszelkiego rodzaju zgubne ideologie – taki pojęciowy misz-masz oznaczałby wstęp do świata, jaki opisuje Władimir Sorokin, pisząc o Rosji.
Już w czasie ZSRR na Ukrainie, jak i w innych republikach, zaczął panować ideologiczny chaos, aksjologiczne vacuum. Po 1991 r. zjawisko przybrało na sile. Nowe państwa okazały się zbyt słabe, by sprawnie pobierać podatki i zabezpieczyć podstawowe potrzeby socjalne. Gdy na ulicach miast szalały mafie, nikt nie miał głowy do rodzących się skrajnych organizacji. Społeczeństwo obywatelskie nie istniało. Dlatego brak było mechanizmów kontroli, które potrafiłyby tropić i zwalczać różnego rodzaju ekstremalne ruchy. Zapanował nihilizm. W tej atmosferze nacjonalizm okazał się propozycją równorzędną z innymi – pamiętajmy, że młodzi, często ubodzy, ludzie z ukraińskiej prowincji rzadko podchodzą do świata z takim samym krytycyzmem jak liberalni intelektualiści z dużych europejskich miast. Oni często nie rozumieją, jak groźne rzeczy kryją się za symbolami, hasłami i gestami, które bezrefleksyjnie naśladują. Dlatego w przejściach podziemnych można kupić publikacje z dziedziny ezoteryki obok broszurek skrajnych nacjonalistów, przeróżne sekty sąsiadują z bojówkami, a politycy z pierwszej ligi mają dziwnych znajomych i kontakty. W ukraińskich księgarniach książki tropiące różnego rodzaju spiski (najczęściej żydowskie) czy tłumaczące świat zjawiskami paranormalnymi rywalizują z opracowaniami naukowymi.
I dlatego w gabinecie zwykłego przecież Ukraińca, lubiącego Polaków i cały świat, łącznie z Żydami, może wisieć i Breżniew, i Hitler.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 03.03.2010 )
|
|
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...