Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Czas na cenzurę prewencyjną? Drukuj
Szczerbiak   
02.04.2010
Komisja Europejska przedstawiła wstępną propozycję przepisów zobowiązujących kraje członkowskie do nałożenia surowszych kar na osoby wykorzystujące seksualnie dzieci. Część tych przepisów ma tzw. „internetowy” charakter. Komisja proponuje m.in. objęcie karaniem również nowych form niegodziwego traktowania, takich jak nagabywanie dzieci przez Internet. Karanie za pedofilię w postaci blokowania stron WWW ma dotyczyć zarówno oglądania pornografii dziecięcej online, jak i przechowywania plików w pamięci komputerów. Państwa członkowskie miałyby samodzielnie decydować w jaki dokładnie sposób strony powinny być blokowane, przy czym w każdym przypadku obowiązywać będą gwarancje prawne. Komisja nie wskazuje, kto ma ponieść koszty blokowania (za: di.com.pl).

KE przytacza badania, według których nawet do 20% dzieci w Europie pada w dzieciństwie ofiarą przynajmniej jednego incydentu o charakterze wykorzystywania seksualnego. Skala niektórych form przemocy seksualnej rośnie, co ma związek także z nowymi „możliwościami”, jakie daje Internet (każdego dnia do sieci ma trafiać 200 nowych obrazów zawierających takie treści).

Nie wiemy również jakie było polskie stanowisko w tej sprawie. Jak pewnie stanowiska swojego kraju nie znają Francuzi, Niemcy, Hiszpanie. Komisja Europejska dysponuje dość dużą autonomią w przygotowaniu tego typu komunikatów zapowiadających rozwiązania legislacyjne. Jeżeli tematy są złożone, to towarzyszą im zamawiane w otwartym trybie studia i analizy, konferencje i warsztaty, grupy robocze. Udział państw członkowskich i stanowiska zależą od indywidualnej aktywności. Polska ma na razie średnie moce przerobowe i wiele tematów ignoruje lub przygotowuje neutralne stanowiska. Od publikacji do ostatecznego przyjęcia przez Parlament  upływa średnio dwa lata. To wynika z formalnych terminów proceduralnych. Pytanie o stanowisko Polski jest więc jak najbardziej trafne i aktualne, ponieważ, jak wiadomo, nie ma zwyczaju, by kształtowało się ono w oparciu o szersze konsultacje.

Wstępna propozycja dyrektywy nie zawiera żadnej gwarancji, że blokowanie będzie następowało w drodze wyroku niezawisłego sądu, po postępowaniu z zachowaniem zasad bezpośredniości, równości stron czy prawa do obrony (tak działa cywilizowany wymiar sprawiedliwości). Mając w pamięci poprzednie doświadczenia, zarówno te polskie, jak i innych krajów europejskich, można też zauważyć brak zasady zakładającej istnienie dwóch przeciwstawnych stron toczących spór. Jest to o tyle ważne, o ile zakładamy, że przyszli oskarżeni nie będą z góry winii i będą posiadali możliwość wnoszenia zażalenia, odwołania, czy kasacji. Jeśli KE nie założy takiej możliwości, będzie to kolejny dowód na bezzasadność (i bezprawność) nowych przepisów.

Istnieją też inne wątpliwości, które podważają szerokie i pełne przygotowanie projektu. Nie wystarczy opierać się na badaniach i sondażach, by stwierdzić że dane zjawisko społeczne jest złe i należy podjąć działania je wykluczające, bo w przypadku uregolowań dotyczących Internetu, należy brać pod uwagę także techniczne możliwości i uwarunkowania. Należy nieustannie powtarzać i przypominać, że blokowanie stron nie jest w żadnym przypadku skutecznym rozwiązaniem jakiegokolwiek negatywnego zjawiska społecznego. Niesie ze sobą zawsze niebepieczeństwo dotyczące zakresu blokowania i  pytanie czy filtracja będzie dotyczyła wyłącznie treści których posiadanie czy/ i pozyskiwanie jest penalizowane, czy też treści potencjalnie umożliwiających uzyskanie informacji o adresie usługi która udostępnia informacje. Poza tym to łamanie zasady wolności Internetu i otwartości przepływu informacji (jakakolwiek by ona nie była).

Filtrowanie po stronie użytkownika czegokolwiek poza pornografią dziecięcą poza tym, że nieskuteczne  technicznie (skuteczne jest jedynie blokowanie po stronie serwera) – jest pozbawianiem go możliwości wykonywania niekaranej (legalnej) przecież czynności. Jeśli rzecz dotyczy filtrowania treści umieszczonych przez obcokrajowca na serwerze poza granicami Polski (o ile kraj, którego obywatelem jest osoba i na terenie którego stoi serwer takich rzeczy nie karzą) to z formalnego punktu widzenia w ogóle prawo kraju odbiorcy nie ma nic do rzeczy. Albo należy zakazać posiadania lub /i sprowadzania innych rodzajów treści i podówczas filtrowanie po stronie użytkownika, jakkolwiek technicznie dziurawe, byłoby rodzajem prewencji, albo uznać, że pornografia dziecięca, treści ksenofobiczne, naruszanie własności intelektualnej, gdziekolwiek na świecie by się nie pojawiły podlega prawu (polskiemu, unijnemu) i wówczas byłaby to środek karny (wszyscy pedofile są nasi, wszyscy ksenofobowie są nasi, wszyscy piraci są nasi). W sytuacji pozostawienia niezmienionych przepisów karnych, ustawowe stosowanie środków technicznych dla powszechnego uniemożliwienia wykonania legalnych czynności stanowi brak konsekwencji.

Obecnie, sąd (a w praktyce nawet prokuratura czy policja) może nakazać właścicielowi serwera znajdującego się na terenie Polski zablokowanie dostępu do strony zawierającej treści nie tylko zawierające, ale nawet jedynie podejrzane o pornografię dziecięcą. Może też nakazać zablokowanie samej domeny (tak jak to zrobiono z koniecpzpn.pl). To i tak już wykracza poza projektowaną dyrektywę, bo nie są zachowywane wymienione w niej gwarancje. Problem jest oczywiście, gdy serwer stoi poza granicami Polski, ale w przypadku jeśli jest to obszar UE, to wydaje się, że można to nakazać tak samo, a i w innych krajach raczej trudno przypuszczać, by po oficjalnym stwierdzeniu przez sąd, że na jakimś serwerze znajduje się pornografia pedofilska właściciel serwera nie byłby zobowiązany zablokować do niej dostępu lub całkowicie usunąć.

Ciekawie może więc wyglądać kwestia zgodności (a raczej zupełnego braku)  unijnej dyrektywy z polskim konstytucyjnym zakazem cenzury prewencyjnej.









Komentarze
Dodaj nowy
wrzecion   |03.04.2010 15:00:39
znow to samo…
t.krynicki   |04.04.2010 15:25:02
Wydaje mi się, że tekst nadaje się do przeredagowania.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 02.04.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.87513 Seconds