Nowość w sklepie kp
Komentarze
CYTAT DNIA
Żeby było weselej, napiszę, jak Cię pamiętam. Pochylnia z Sali Śniadeckich, ty lecisz na czele grupy robotników i studentów goniąc bojówkę endecką, która chciała rozbić wieczór poezji różnych narodów. Masz taką minę wilkołaka, jaką umiałeś robić, zęby na wierzchu, oczy wytrzeszczone, w ręku trzymasz szczątki krzesła. I wyjesz.
list M. do Czesława Miłosza, Rok myśliwego
|
|
Uzdrowienie systemu |
|
|
agszcz
|
|
14.03.2010 |
Regulacje dotyczące sfery wymiany informacji są dzisiaj najważniejszymi regulacjami w społeczeństwie. Wiemy już, że Michał Boni, szef Zespołu Doradców Strategicznych premiera oraz jednocześnie przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów wreszcie to zrozumiał, a z nim inni przedstawiciele rządu (Rejestr, tak, jak indeks, jak cenzura, i tak dalej… Uświadomiłem sobie, że nie: my p[projektujemy jakieś społeczeństwo informacyjne, tylko jesteśmy w samym środku społeczeństwa informacyjnego. I jeśli (…) przedstawiciele państwa zrozumieli to ostatni, to wybaczcie, ale zrozumieli).
Obecnie najważniejsze okazują się zupełnie nowe z punktu widzenia władzy postulaty - otwartość w sferze kultury i edukacji, prawo do dostępu do informacji publicznych, gwarancja prywatności i ochrona danych osobowych.
Pojawiła się również pierwsza, poważna propozycja (propozycja będąca wynikiem aktywności tak zwanej strony społecznej – czyli organizacji pozarządowych zajmujących się Internetem oraz samych internautów). Rządowe Centrum Legislacji wydało komunikat dotyczący uruchomienia Rządowego Systemu Informacyjnego (RSI), który, według strony projektującej, ma stać się platformą wymiany informacji w procesie stanowienia prawa w Polsce.
Powoływanie kolejnego gremium, tym razem nazwanego „grupą inicjatywną” nie może być jednak skutecznym rozwiązaniem dwóch głównych problemów: dotyczącego braku przejrzystości w procesie legislacyjnym i w dostępie do informacji publicznej. Wyjście jest tylko pozorne. Państwo dysponuje już wieloma różnymi grupami, komitetami, radami i innymi organami kolegialnymi, które powinny zajmować się informatyzacją i e-government. Utworzenie nowej grupy nie rozwiąże sytuacji i nie wniesie nic nowego.To będzie w dalszym ciągu postępująca biurokratyzacja, budowa i rozbudowa grup, podgrup, szufladkowanie, tworzenie niepotrzebnych folderów itd.
Chodzi raczej o to, żeby te już istniejące grupy, a zwłaszcza te, które pobierają za swoją pracę wynagrodzenie z budżetu działały celowo. Zadaniem rządu nie jest powoływanie „grup inicjatywnych”, czy tworzenie „zamkniętych serwisów z PDF-ami”, ale doprowadzenie do sytuacji w której dokumenty dotyczące legislacji są publikowane w sposób strukturalizowany i czytelny (podstawa jest wyposażenie w otwarty interfejs API). W sejmie system jest jeden. RCL chce stworzyć inny, znacznie uboższy. Do systemu trzeba wpiąć kancelarię prezydenta, sądy z TK na czele po to by, zakończyć postępujący podział rządu na tematyczne segmenty legislacyjne. Platforma on-line ma stać się narzędziem konsultacji wszystkich projektów wychodzących z rządu. RSI powinien być jeden i należy dołożyć starań, aby poszczególne systemy służące do informowania o inicjatywach ustawodawczych były między sobą skomunikowane i budowane zgodnie z zasadą otwartych standardów (za: VaGla.pl).
Strona rządowa powinna udostępnić ludziom dane, po to, by mogli je następnie ponownie wykorzystać w dowolnym celu (tzw. re-use). W tym dla stworzenia serwisów internetowych, pozwalających na społeczną dyskusję. Trzeba też wskazać na konkretną osobę w strukturze władzy wykonawczej, która mając oparte na przepisach rangi ustawowej kompetencje będzie odpowiedzialna za ewaluacje wydatków budżetowych czynionych na budowę infrastruktury e-goverment w kraju.
Propozycje rządowe są dalekie od optymalnych także ze względu na traktowanie konsultacji społecznych jako „doraźnej” formy działania. Konsultacje muszą być otwarte, a to oznacza upublicznienie dokumentów i stworzenie kanałów wielokierunkowej komunikacji między administracją, a społeczeństwem. Kluczowym problemem jest także zakres kompetencji grupy inicjatywnej, jako zespołu uczestniczącego w rozmowach i reprezentującego internautów.
Realne zagrożenie związane jest również z powołaniem zespołu konsultacyjnego zamiast otwarcia administracji publicznej na społeczeństwo. Za konsultacjami musi iść generalna sanacja prezentowania informacji publicznej i procesu stanowienia prawa w ogóle. Aby to było rzeczywistością, konsultacje społeczne muszą stać stałym elemntem procesu legislacyjnego – już od pomysłu na ustawę do momentu jej uchwalenia. Nie można dopuścić do sytuacji by tak, jak w przypadku Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych, rozmowy ze stroną społeczną były jednie wynikiem atmosfery powszechnego niezadowolenia i dotyczyły już przecież gotowej nowelizacji. Kolejność musi zostać wreszcie zmieniona.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 14.03.2010 )
|
|
|
|
Greckie pojęcie symbol oznacza akt z...
"Są gry komputerowe, które mogą&n...
Proszę Pani, ale to się i tak stać mu...