|
Szczerbiak
|
|
21.05.2010 |
Francuski filozof Bertrand Saint-Sernin stwierdził kiedyś, że jedynie nauka tworzy uniwersalną platformę służącą do komunikacji między społecznościami współczesnego świata. Jedynym warunkiem, by debata między nimi stała się możliwa, jest zapewnienie dostępu do wiedzy.
Jedną z form realizacji tego postulatu są Otwarte Zasoby Edukacyjne. To zasoby, z których możemy korzystać w całkowicie otwarty sposób (dzięki objęciu ich wolnymi licencjami lub przeniesieniu do domeny publicznej). Celem ruchu na rzecz wolnej edukacji (który ma charakter ogólnoświatowy i nie jest zcentralizowany) jest przede wszystkim podniesienie dostępu do wiedzy i zniesienie barier związanych z prawem autorskim licencjonowaniem treści.
Aby zrozumieć wartość, jaką niesie system otwartych zasobów, należy uświadomić sobie, że brak publicznej dostępności danych pociąga za sobą szereg negatywnych skutków, jak wyższe koszty prowadzenia badań naukowych, ograniczenie innowacyjności w gospodarce czy wzrost barier cywilizacyjnych między państwami rozwiniętymi a rozwijającymi się. Zapewnienie większej dostępności danych stanowi poważne wyzwanie i wymaga zniesienia wielu istniejących przeszkód: ekonomicznych, technicznych, prawnych.
Warto też zainteresować się możliwościami, jakie dają otwarte zasoby. Badania przeprowadzone trzy lata temu na zlecenie OECD wykazały, że w skali globalnej na zasadach zgodnych z definicją OZE dostępnych jest już ponad 3000 kursów z ponad 300 uniwersytetów. I jest to tendencja wzrostowa, a do systemu włączają się kolejne ośrodki naukowe z całego świata.
Zajmująca się realizacją postulatu otwartości dostępu do wiedzy w naszym kraju Koalicja Otwartej Edukacji ma już na swoim koncie kilka ważnych projektów, jak Wolne Podręczniki (nadzorowane przez Fundację Nowoczesna Polska z Jarosławem Lipszycem na czele), biblioteka internetowa z lekturami szkolnymi Wolne Lektury czy akcja „Otwórz książkę” (cyfrowa kolekcja książek naukowych udostępnionych przez autorów). Wszystkie materiały, dostępne w różnych formatach, można bezpłatnie przeglądać, przesyłać na swój komputer a także udostępniać innym osobom. Co najważniejsze: wszystko jest zgodne z prawem.
Tworzeniem podstaw dla nowoczesnego państwa zajmują się w Polsce na razie głównie organizacje pozarządowe. Tymczasem idea darmowych podręczników dla polskich uczniów i uczennic jest skutecznym sposobem na tanią i powszechną edukację – to rozwiązanie powinno być zatem wsparte ustawowo (państwo może pomóc np. poprzez zakup praw autorskich z pieniędzy budżetowych). Walka z cyfrowym wykluczeniem jest bowiem jednym z najważniejszych zadań, jakie stoją przed polską edukacją.
Inną możliwą formą realizacji idei swobodnego dostępu do wiedzy jest Projekt Otwartej Nauki. Jest to model otwarty na swobodnym dostępie do publikacji naukowych, jako alternatywa dla systemu opartego na materiałach dostępnych jedynie dla wybranych. Chodzi o „uspołecznienie nauki” oraz uczynienie z wiedzy zasobu publicznego w jak najszerszym zakresie.
Wyżej wymienione koncepcje znajdują również uzasadnienie we współczesnej refleksji ekonomicznej. Paul Romer w pracach nad wewnętrznymi czynnikami wzrostu gospodarczego wykazał, że kluczowym czynnikiem kreowania wartości są (obok kapitału fizycznego) właśnie idee. O ile jednak kapitał fizyczny jest dobrem konkurencyjnym, o tyle idee są dobrem niekonkurencyjnym – nie ubywa go wraz z konsumpcją. Przeciwnie – społeczno-ekonomiczna wartość idei rośnie w miarę ich upowszechniania.
Polska debata nad statusem wiedzy jako czynnika rozwoju przypomina debatę, jaka toczyła się w USA na przełomie lat 70. i 80. ubiegłego wieku. Doprowadziła ona do przyjęcia w 1980 roku ustawy Bacha-Dole’a, która umożliwiła prywatnym osobom patentowanie wynalazków pochodzących z badań naukowych prowadzonych ze środków publicznych. Ustawa jest dziś jednak dość powszechnie poddawana jest krytyce ze względu na zmniejszenie efektywności procesów komunikacji naukowej i upowszechniania wiedzy. Częściowo równowagę w tej kwestii przywróciła ustawa podpisana przez George’a Busha i potwierdzona przez Baracka Obamę, nakazująca publikowanie w domenie publicznej wszystkich wyników prac naukowych finansowanych przez Narodowe Instytuty Zdrowia.
W Europie najważniejszym skutkiem przeprowadzenia poważnej dyskusji nad otwieraniem dostępu do publikacji naukowych są działania podejmowane przez UE i o charakterze międzyuniwersyteckim. Komisja Europejska regularnie przygotowuje mniej lub bardziej wiążące rekomendacje, które zachęcają do udostępniania zasobów wiedzy, a uczelnie wyższe współpracują w ramach Stowarzyszenia Europejskich Uniwersytetów (należą do niego choćby Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Jagielloński).
Podkreślenia wymaga zwłaszcza to, że SEU szczególny nacisk kładzie na wprowadzenie modelu opierającego się na refundacji poniesionych przez pracowników uniwersyteckich kosztów związanych z publikacjami w płatnych czasopismach Open Access (ruchu na rzecz swobodnego i darmowego dostępu do wiedzy) i popiera obowiązek publikacji na zasadach otwartej dostępności wyników wszystkich publicznie finansowanych badań w obrębie Unii Europejskiej.
Zmiana modelu dystrybucji wiedzy Polsce jest niezbędna, ale nie dokona się bez udziału wielu instytucji i grup obywatelskich. By rewolucja w obszarze otwartego dostępu do edukacji i nauki stała się możliwa, potrzebny jest sojusz państwa, uczelni wyższych, instytucji finansujących badania naukowe, wydawców, bibliotek, kadry naukowej i studenckiej.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 21.05.2010 )
|
..się tak w szpitalach traktuje. Choć...
Ależ, co się będą lekarze pacjentami ...