Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Odcinanie sieci w Wielkiej Brytanii |
|
|
agszcz
|
|
14.04.2010 |
Pod koniec marca br. negocjowana od dwóch lat ustawa antypiracka, Digital Economy Bill, została przyjęta przez Izbę Gmin. Wydawcy oraz organizacje postulujące zaostrzenie praw autorskich dostają do ręki potężną broń. Powodów jest kilka. Po pierwsze, nowa ustawa pozwala uzyskać od operatorów dane osobowe użytkowników pobierających i udostępniających pliki. Dotychczas było to niemożliwe, operatorzy zwykle odmawiali, ponieważ w brytyjskim prawie precedensowym nie było żadnych podstaw aby ich do tego zmusić.
Rząd Gordona Browna przed poddaniem ustawy pod głosowanie, zrezygnował z najbardziej radykalnego artykułu. Klauzula dotyczyła blokowania stron internetowych podejrzanych o piractwo. Przepisu się pozbyto, ale idei nie. Tylnymi drzwiami wprowadzono poprawkę do innego artykułu, która działa jednak podobnie (w stosunku do usuniętego przepisu), ale wymaga wydania sądowego nakazu blokady witryny, jeśli jej treść narusza prawo autorskie albo jeśli działanie strony wiąże się z „ciężkimi i szkodliwymi skutkami dla firm i konsumentów”. Te zapisy są dodatkowo objęte wymogiem publicznej konsultacji oraz ponownej kontroli parlamentarnej po zaplanowanych na początek maja wyborach parlamentarnych (na podstawie: guardian.co.uk).
W ten sposób powstaje system stopniowanej reakcji na naruszenia prawa autorskiego. Po trzech ostrzeżeniach internauci mogą się liczyć z „sankcjami technicznymi” – od ograniczenia przepustowości łącza do czasowego całkowitego odcięcia od sieci. Digital Economy Bill nie dotyczy zresztą wyłącznie walki z „piractwem”. Ustawa reguluje również kwestie związane m.in. z upowszechnianiem dostępu do sieci. Czyni to jednak niezbyt przemyślanie. Okazuje się, że wprowadzenie w życie DEB może doprowadzić do zdelegalizowania otwartych hotspotów (darmowych punktów bezprzewodowego dostępu do Internetu, uruchamianych np. przez właścicieli barów, restauracji czy hoteli).
Ustawa przeszła zdecydowaną większością głosów. Z 646 deputowanych do Izby Gmin, nad ustawą antypiracką głosowało 3/5 obecnych. Przeciwko projektowi opowiedzieli się głównie członkowie opozycyjnych Liberalnych Demokratów. Konserwatyści w większości poparli inicjatywę rządu, a w samym klubie labourzystów przeciw było tylko 23 osób.
Krytycy podkreślają, że znaczna część deputowanych do niższej izby parlamentu była nieobecna podczas głosowania. Część komentatorów mówi wprost, że deputowani nie chcieli złościć swoich wyborców. Brytyjscy internauci są w większości przeciwni nowej ustawie. Argumentują za swoim stanowiskiem m.in. że zmiany dotyczące regulacji społeczeństwa informacyjnego są zbyt ważne, by poświęcać na debatę nad nimi tylko kilka godzin.
Do przeciwników odcinania użytkowników od Internetu należy też największy brytyjski telekom- British Telecommunications (BT). Jak podaje BBC News, zdaniem szefa firmy Iana Livingstona, oskarżony powinien mieć wybór, czy woli zapłacić karę finansową czy walczyć w sądzie. Pieniądze uzyskane w ten sposób mogłyby być przekazane na specjalny fundusz wypłacający potem rekompensaty artystom.
Cały czas obecne jest przekonanie, że realizacja prawa do swobodnego dzielenia się informacją w Internecie jest równoznaczna z tym, że twórcy muszą na tym stracić. Debata, a właściwie jej brak polegający na zaostrzaniu skrajnych postaw, zamyka oczy na alternatywne rozwiązania (jak np. wielostopniowy system wprowadzania przez twórców licencji CC na dzieła), które mogłyby wprowadzić pożądaną równowagę. Wprowadzane przez Digital Economy Bill zmiany, zmierzające do skupienia właśności intelektualnej w kilku ośrodkach, nie są ani tanie (bo wymagają odpowiedniego technicznego przystosowania), ani społecznie sprawiedliwe, wprowadzając system ochrony praw autorskich ze wskazaniem na jedną stronę.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 15.04.2010 )
|
|
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...