|
szcz
|
|
22.02.2010 |
Kancelaria Prezesa Rady Ministrów informuje na swojej stronie internetowej o „nowej koncepcji współpracy z obywatelami w zakresie praw podstawowych w sferze nowych technologii”. Przedstawione propozycje nieznanego autora (lub autorki) mają w przyszłości stanowić podstawę współpracy między stroną rządową i społeczną.
Przede wszystkim zapowiedziano usunięcie rejestru stron i usług niedozwolonych z projektu nowelizacji ustawy hazardowej. I faktycznie tak się stało. Nowela z 12 lutego jest dostępna w ciemnych zakamarkach Biuletynu Informacji Publicznej Ministerstwa Finansów. Dziwi jednak brak uzasadnienia (przy wcześniejszych projektach się pojawiało). Przypomnijmy, że rejestr był krytykowany od początku, ale rząd się tym nie przejmował. Projekt ustawy hazardowej został przyjęty bardzo pośpiesznie i bez konsultacji. Takie postępowanie rządu wywołało manifestację, listy do premiera i prezydenta, spotkanie z prezydenckim ministrem i wreszcie debatę 5 lutego, w czasie której zadeklarowano zamrożenie prac nad RSiUN.
Rządowa koncepcja współpracy zakłada również przeprowadzenie konsultacji trwających prac legislacyjnych, dotyczących sfery technologii teleinformatycznych, mediów i rozwoju społeczeństwa informacyjnego. Konsultacje miałyby się odbywać z wykorzystaniem platformy komunikacyjnej on-line. Zasady konsultacji określiłaby „grupa inicjatywna”, składająca się z przedstawicieli internautów, przedsiębiorców, ekspertów, organizacji pozarządowych oraz rządu.
Piotr VaGla Waglowski twierdzi, że nowe zapisy nie są jednak wolne od zagrożeń. „W pierwszej kolejności problem ewentualnej doraźności działań. Strona społeczna sygnalizuje brak przejrzystości procesu legislacyjnego, a więc rząd proponuje konsultacje społeczne… przepisów dotyczących internetu. Tu raczej trzeba wypracować mechanizmy przejrzystości w całej administracji publicznej i całego procesu stanowienia prawa, nie tylko zaspakajać oczekiwania wobec jednej ze sfer aktywności obywateli. Takie rozwiązanie musi oznaczać systemowe podejście do przejrzystego finansowania i oceny racjonalności wydatków poniesionych na elektroniczne formy działania władzy. Istnieje różne ryzyko rozmywania odpowiedzialności za propozycje”.
Premier nie chcę zrozumieć albo przyjąć do wiadomości, że do debaty z 5 lutego doszło nie tylko w wyniku rozgoryczenia strony społecznej przy tworzeniu tej ustawy, ale jest to wyrazem większego niezadowolenia z tworzenia prawa w Polsce. Tak jak organizacje zajmujące się dziedziną telekomunikacyjną bronią zachowania wolności w internecie i domagają się udziału w konstruowaniu prawa dotyczącego nowych form komunikacji, tak, inne grupy społeczne chcą zabierać głos we własnej sprawie. Chodzi więc o rekonstrukcję demokratycznego procesu tworzenia prawa w Polsce, a nie o doraźne działania o których wspomina rząd . Doraźność może oznaczać, że po wyborach rząd zapomni o obietnicach.
Platforma komunikacyjna on-line powinna być platformą konsultacji nie tylko projektów dotyczących społeczeństwa informacyjnego, ale wszystkich projektów powstających z inicjatywy z rządowej. Za stworzeniem kompletnych i zadowalających wszystkie strony rozwiązań powinna iść też nowa koncepcja publikowania informacji publicznej; tego w jaki sposób dziś działają Biuletyny Informacji Publicznej (jak choćby ten ministerstwa finansów), co w żadnej mierze nie opiera się na zasadzie funkcjonalności. I przede wszystkim nie jest przejrzyste. Dlatego ważna jest także zmiana ustawy o dostępie do informacji publicznej - urzędowego publikatora.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 22.02.2010 )
|
Pani Kingo studiowałam na warszawskie...
...to się viking chyba wreszcie poczu...