Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Łukaszenka chce kontrolować internet |
|
|
szcz
|
|
18.02.2010 |
Podpisane 1 stycznia, przez Aleksandra Łukaszenkę zarządzenie „O działaniach zmierzających ku udoskonaleniu wykorzystywania narodowego segmentu sieci internet” wprowadza na Białorusi nowe zasady użytkowania sieci. Kluczowe są dwa punkty dekretu. Po pierwsze, zarządzenie Łukaszenki nakłada dostawców obowiązek prowadzenia ewidencji i następnie przechowywania informacji o świadczonych usługach internetowych. Daje je to możliwość prześledzenia aktywności internautów, identyfikowanie użytkowników (choćby za pomocą niektórych danych z dowodu osobistego), którzy regularnie wchodzą na określone strony - na przykład, opozycyjne.
Po drugie, niepokój budzi punkt 11 dekretu. Mówi on o tym, że „w wypadku ujawnienia poważnych naruszeń prawodawstwa (…) w ciągu sześciu miesięcy od wydania zalecenia usunięcia tych naruszeń może być wstrzymane świadczenie usług internetowych osobie prawnej lub indywidualnemu przedsiębiorcy, który dopuścił się naruszeń”. Poza tym po wejściu dekretu w życie 1 lipca br. dane osobowe użytkowników usług internetowych oraz informacje o tych usługach będą przekazywane do organów śledczych, prokuratury oraz innych organów aparatu kontroli państwowej. O wcześniejszej zgodzie sądu nie ma nawet mowy. Identyfikację ułatwi to, że dostęp do internetu na Białorusi zapewnia tylko państwowy monopolista – Bełtele.com.
Informacja o podpisaniu zarządzenia wywołała ostre komentarze przedstawicieli opozycji białoruskiej oraz europejskich organizacji broniących wolności słowa w mediach. Lucy Marion z organizacji Reporterzy Bez Granic powiedziała: To jest nie tylko sposób śledzenia dysydentów i ludzi, którzy krytykują rząd, ale także próba zastraszenia osób poszukujących w internecie informacji, których brak w tradycyjnych mediach. Dekret ten może doprowadzić do autocenzury, która poważnie wpłynęłaby na wolność słowa w kraju.
Szefowa Białoruskiego Związku Dziennikarzy (BAŻ) Żanna Litwina uważa natomiast, że dekret powinna zbadać OBWE lub Rada Europy - Póki co, trudno ocenić możliwe następstwa jego przyjęcia, dlatego też dekret powinni zbadać specjaliści. Mogłaby pomóc pełnowartościowa ekspertyza (ze strony) struktur międzynarodowych, na przykład Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie lub Rady Europy. Za skandaliczne uważa zarządzenie również opozycyjny białoruski portal Karta’97, nazywając dekret wprost, inicjatywą zmierzającą do zablokowania opozycyjnych stron.
Wydaje się, że władze białoruskie realizują konsekwentną politykę zmierzająca do ustanowienia pełnej kontroli nad internetem (ma temu służyć również powołane niedawno prezydenckie Centrum Operacyjno - Analityczne), bo dzieje się w nim coraz więcej. Z internetu korzysta regularnie ponad 3 mln osób. Coraz więcej Białorusinów szuka tam także politycznych informacji. A opozycyjne strony internetowe są znacznie bardziej popularne od reżimowych. Stronę Karty-97 (charter97.org) odwiedza codziennie ponad 27 tys. osób, a sztandarowy portal administracji prezydenta Biełaruś Siegodnia (sb.by) – tylko 5 tys. Zmiany na Białorusi przywodzą na myśl również to, czym żyją internauci np. w Niemczech, gdzie Federalny Trybunał Konstytucyjny będzie się wkrótce przyglądał retencji danych – chodzi o skargę konstytucyjną, złożoną w imieniu 35 tysięcy obywateli (to niespotykany w światowej historii kontroli konstytucyjnej przypadek).
Oczywiście możliwość identyfikacji użytkowników internetu, to nie to samo co blokowanie treści, ale trzeba pamiętać, że trudno blokować cokolwiek nie wiedząc komu się blokuje, albo kogo się od sieci odcina. Dlatego właśnie problem retencji danych telekomunikacyjnych związany jest z filtrowaniem, blokowaniem, ograniczaniem dostępu. Dlatego kwestia retencji związana jest z problemem zapewnienia realnych gwarancji wolności słowa.
Wiadomo, że głosy sprzeciwu dla planów Łukaszenki płynące spoza Białorusi raczej nie rozwiążą sprawy. Prezydent nie cofnie dekretu pod wpływem krytyki ze względu na proces stanowienia prawa (konsultacji społecznych nie było, ale przecież nie było ich także w Polsce zanim rząd przyjął nowelizację ustawy o grach hazardowych wprowadzającą filtrowanie sieci), ani tym bardziej ze względu na fakt, że w jawny sposób ingeruje w sferę wolności i praw obywatelskich. Im większy wpływ na życie obywateli ma internet, tym w większym stopniu wpływ na sieć chcą uzyskiwać rządy. Zarówno te demokratyczne, jak i autorytarne. Jeśli społeczeństwo nie wystąpi w imieniu swoich praw, nic się nie zmieni.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 18.02.2010 )
|
|
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...