Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kapela: Literatura onanistyczna Drukuj
Jaś Kapela   
25.04.2010
aleja-mniejsza.jpgPisanie recenzji z nowej książki Krzysztofa Vargi niebezpiecznie przypomina kopanie leżącego. Kopanie obleśnego, niepełnosprawnego leżącego, który śliniąc się i masturbując krzyczy: „opluj mnie, jesteś taki przystojny i mądry, chcę poczuć na twarzy podeszwy twoich butów”. Cóż, nie jest to zbyt komfortowa sytuacja.

Wydaje się, że autor połasił się na stworzenie dzieła celowo żenującego, nieinteresującego i banalnego. Uśmiercając swoje nudnego bohatera w pierwszym zdaniu powieści odbiera czytelnikowi nawet tę szczątkową przyjemność, jaką mogłoby być śledzenie akcji. Akcji, której zresztą nie ma. Bohater opowiada nam całe swoje życie, które streścić można by w ten sposób: urodził się, chodził do szkoły, próbował być artystą, ale bez powodzenia, więc poświęcił się piciu i oglądaniu pornosów. Jałowość jego egzystencji ma – jak się zdaje – budzić wzruszenie czy melancholię i chyba w jakimś stopniu budzi te uczucia rzeczywiście. A przynajmniej tak można przeczytać w recenzjach z „Polityki” i „Gazety Wyborczej”. Jedyne wytłumaczenie, jakie znajduję dla takiego stanu rzeczy, to wspólnota pokoleniowa. Autorzy recenzji są w tym samym wieku, co autor Alei Niepodległości.

Niestety nie będąc rówieśnikiem autora dostrzegam jedynie żałość, klisze i mądrości w rodzaju: „dupa życia stała się już wkrótce atrakcyjną, ciepłą przystanią”, „żadnych wspomnień wartych więcej niż chuj, którego trzymasz w ręku”. Problem jednak z tymi ewidentnymi mądrościami polega również na tym, że wypowiadający je narrator zdaje się sam w nie nie wierzyć. Niekonsekwencja jest tu jedną z podstawowych strategii pisarskich. Długie wywody przeciwko kategorii pokoleniowości nie przeszkadzają bohaterowi sto stron dalej narzekać, że brakuje mu przeżycia pokoleniowego, choć w jeszcze innym miejscu określa się jako „pokolenie bez Teleranka”, a gdzie indziej z kolei zauważa, że jego doświadczenia w największej mierze określa transformacja ustrojowa. Totalna niechęć do sztuki współczesnej, a sztuki krytycznej w szczególności, budzi zaskoczenie zważywszy, że ambicją głównego bohatera jest być artystą. Ambicja to zresztą złudna, bo, jak czytamy gdzie indziej, zależy mu głównie na tym, żeby mieć duży telewizor i wiele kanałów w tymże. Czy po to zostaje się artystą, żeby mieć duży telewizor? Tak zapewne sądzi narrator. Sztuka krytyczna to dla niego obnażanie się na wernisażu, nakłuwanie, podpalanie, tarzanie nago w farbie lub gównie, tudzież polewania siebie i publiczności własnym moczem. „Może dlatego nie został później uznanym artystą nurtu krytycznego”. Bo wstydził się to robić. Czemu nie wstydzi się wygłaszać żenująco płytkich sądów na temat jednej z najciekawszych artystycznych formacji ostatniego czasu, nie wiadomo.

Być może, że jest jednak tak, że celowo wszelkie wywody głównego bohatera są głupie i nieprzekonujące. Bo taki to ma być właśnie bohater. Dlaczego Varga postanowił przedstawić czytelnikom osobnika równie obskuranckiego, żałosnego i przegranego? Mam na ten temat pewną teorię. Być może Aleja Niepodległości ma stanowić pamflet na zwycięskie pokolenie polskiej transformacji, a w szczególności środowisko „Gazety Wyborczej”. Być może Krzysztof Varga, skądinąd redaktor „Wyborczej”, postanowił obnażyć całą nędzę ideową i intelektualną swojego środowiska. Krystian Apostata byłby w tym przypadku swoistym everymanem, który obrazować ma klęskę całego pokolenia. „Jestem szmatą, pomyślał o sobie Krystian, żałosny onanista i alkoholik. Samotny walikoń i smutny ochlapus w średnim wieku. Moim najbliższym kumplem jest sąsiad menel, a moją kobietą moja własna ręka”. Czyżby głos sumienia pokolenia „Gazety Wyborczej”?

Prócz niekonsekwencji, kolejną irytującą manierą książki Vargi są powtórzenia. W niesamowite dłużyzny obfituje główny wątek koncentrujący się na zazdrości Krystiana wobec kolegi ze szkolnej ławy Jakuba Fidelisa. Któremu niestety się udało. Oczywiście udało mu się nie dlatego, że jest zdolny, pracowity i dobry w tym, co robi, ale dlatego, że jest błaznem, cynikiem i cwaniakiem. A przynajmniej za takiego uważa go Krystian. Któremu jednak trudno wierzyć. Jako zawistnik i nieudacznik wydaje się raczej dość stronniczy w swych sądach. Fidelis jest tancerzem, co budzi tym większą nienawiść Apostaty. Skąd ta niechęć do tańca, sztuki przecież trudnej i wymagającej, oczywiście łatwo zgadnąć. Masowa popularność teleturniejów w rodzaju Taniec z gwiazdami sprawiła, że w pewnych kręgach wypada tańca nie lubić. A jak zauważyliśmy Apostata jest ucieleśnieniem głupoty i żenady swojego środowiska.

Nazwiska znaczące również nie wpływają pozytywnie na lekturę dzieła. Niewierzący w nic główny bohater nazywa się Apostata. Jego pozytywnie nastawiony do życia antagonista to Fidelis. Dziewczyna, która porzuciła Krystiana dla Jakuba, nazywa się Kabotyn. Chamski kolega z klasy - Rudis, porządny kolega z klasy - Prudens. Varga jest tutaj konsekwentny niczym Orzeszkowa w swoich powieściach tendencyjnych. Czytelnik musi od razu wiedzieć, kto jest kim. Co ciekawe, jedyny budzący szczątki sympatii bohater Alei… nie ma nazwiska. Określany jest po prostu jako pan Grześ. To jeden z dwóch akapitów, gdzie autorowi udało się zdobyć na coś w rodzaju empatii. Narrator ma zrozumienie dla samotniczego menelstwa pana Grzesia, tak jak nie ma zrozumienia dla niczego innego. Co ciekawe, nawet znienawidzony Fidelis ma więcej ludzkich uczuć. Gdy dowiaduje się, że Apostata spotkał człowieka, który miał ponoć romans z jego ciotką, pyta się, czy z nim o niej rozmawiał. Krystian się dziwi. Oczywiście rozmawiał z nim wyłącznie o sobie. Nic innego go nie interesuje. Ciotka była tylko jędzą, która kazała mu jeździć do sklepów ekologicznych, jakby nie mogła się zadowolić jedzeniem z Biedronki.

Jak widzimy świadomość ekologiczna bohatera, podobnie jak każda inna, poza onanistyczną, również nie jest rozbudzona. Z tym onanizmem to również ciekawa sprawa. Bohater ciągle powtarza, że wali sobie konia, ale gdy przychodzi do sceny oglądania pornosów, okazuje się, że do występujących w nich kobiet żywi głównie obrzydzenie. Niepojęte. Zawsze wydawało mi się, że masturbacja to przyjemność, a oglądanie podniecających kobiet i pieprzących się z nimi mężczyzn może w niej dopomóc. Dla Apostaty oglądanie porno to smutny obowiązek mający pomóc w uwolnienie lędźwiowego napięcia. Podobnie zresztą jest z jego pijaństwem. Nie pije dlatego, że lubi, ale dlatego, żeby się ogłuszyć. „Chciałby się ukryć w tym piwie, w jakiejś wielkiej piwnej pianie złudzeń, w której nikt by go nie wypatrzył”. Doprawdy bardzo to wszystko żałość budzące i samobójstwo wydaję się rozsądnym rozwiązaniem. Jednak samobójstwo jest dla Apostaty nadmiarem heroizmu (boi się nawet jeść grzyby!). Cały samolot musi zginąć, aby mógł w końcu umrzeć. Ale o tym, że tak się stanie, wiedzieliśmy już od pierwszego zdania.

Zresztą nie tylko o tym. Na pierwszej stronie autor narzeka na ubóstwo języka polskiego. Po co być pisarzem, skoro nie wierzy się w możliwości swojego narzędzia? Czy majster przychodząc na budowę zaczyna od narzekania na młotki? Zapewne są i tacy. A jednak to dziwi. Bohater Vargi w ogóle nie jest najlepszego zdania o literaturze. „Ludzkość wynalazła słowo pisane po to, aby mniej myśleć o życiu i wszystkich jego pułapkach. Całe literackie dziedzictwo człowieka, podsumował Krystian, to wyłącznie środek znieczulający, tak jak sen i alkohol”. I znowu ta irytująca maniera każąca w drugim zdaniu powtórzyć sens pierwszego. Bohater nie wierzy w sens literatury, a autor w rozum czytelnika. Dobrali się.

Wiemy już, że dojmujące doświadczenia naszego bohater to onanizm i alkoholizm, ale są też oczywiście inne, choć nie do końca przez niego uświadomione. Dowiadujemy się na przykład, że żyje on z tak zwanych fuch, czyli jest samozatrudniony. Nie ma jednak problemów ze znalezieniem pracy, podobnie jak nie ma tego problemu żadna z osób, z którymi się styka. Praca pojawia się sama. Co nie wydaje się zbyt realistyczne, ale nie o realizm przecież tutaj chodzi, tylko odmalowanie świadomości pokolenia. Dlatego też nie dziwi, że problemem nie jest tu bieda, zdrowie czy wspominana praca, ale niespełnienie. Jak bardzo trzeba być ślepym, żeby nie dostrzegać, że istnieją ważniejsze rzeczy, niż to, że komuś innemu udało się zrobić większą karierę? Trzeba być dokładnie tak ślepym, jak główny bohater nowej powieści Krzysztofa Vargi. Znacząca jest scena spotkania po latach licealnej klasy Fidelisa i Apostaty, na którą składają się, zdaniem bohatera, „sami starzejący się faceci bez większych osiągnięć życiowych”. Skąd to wie, skoro jest zbyt wyniosły, żeby z nimi porozmawiać? Może mają rodziny i pracę, może coś tworzą i są szczęśliwi? Dla Apostaty liczy się jedynie Fidelis, któremu zazdrości, cała reszta jest jakąś ciemną, nieznaczącą masą.

Najciekawsze jest, że autor najwyraźniej zdaje sobie sprawę ze słabości swego dzieła. Wie, że stworzył książkę „infantylnie maczystowską i nieudolnie operującą męskimi fantazjami, które w tym wypadku są niczym więcej jak substytutem głęboko skrywanych potrzeb seksualnych małego chłopca”. Opinia, odnosząca się w książce do sztuki Apostaty, w dużej mierze opisuje też dzieło Vargi. Samoświadomość żenady jednak nie powstrzymała autora przed masochistycznym aktem publikacji. Być może pozazdrościł artystom sztuk wizualnych, dla których żenada może być naturalnym środkiem wyrazu. Niewykluczone, że w istocie Aleja Niepodległości nie jest literaturą, tylko performansem. Czymś na kształt opisywanego przez Vargę oblewania siebie i czytelników własnym moczem. Być może dla krytyków sztuki może to być swoiste wydarzenie. Ale ludziom szukającym literatury poleciłbym szukanie dalej.    

Krzysztof Varga, Aleja Niepodległości, Wołowiec 2010.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 24.05.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.99629 Seconds