NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Żakowski: Rząd dostał Rokity Drukuj
Jacek Żakowski   
23.02.2009

Strefa euro chce emitować wspólne obligacje. Dla Polski jest to groźne, bo dla rynków szukających dziś głównie bezpieczeństwa byłyby one nieporównanie bardziej atrakcyjne niż nasze obligacje. Światowy rynek już stoi wobec widma niewyobrażalnych spustoszeń, jakie spowodują finansowane właśnie z obligacji nowe gigantyczne długi Ameryki. Bo amerykańskie papiery są wciąż uważane za najatrakcyjniejsze w świecie. Dzięki temu Amerykanie mogą pożyczać tanio i bez ograniczeń, a inni dzielą się tym, co po nich zostanie.

Wspólne papiery strefy euro miałyby niemal równie uprzywilejowaną pozycję jak amerykańskie. A Europa też zadłuża się na niespotykaną skalę. Papiery amerykańskie i europejskie razem wydrenowałyby cierpiący suszę światowy rynek, z którego według niektórych szacunków w ostatnim roku znikło ponad 40 bln dol. Jeżeli więc Europejczycy by się dogadali, my, walcząc z resztą świata o resztki z eurodolarowego stołu, musielibyśmy płacić od naszych obligacji niewyobrażalne odsetki. Może o połowę wyższe niż teraz. A może jeszcze większe. Dla Polski byłoby to ogromnie bolesne i zepchnęłoby nas w jeszcze głębszą recesję.

Nic dziwnego, że wiadomość o planach państw eurostrefy zdenerwowała rząd. To jest poważny powód, żeby się denerwować. Ale w zdenerwowaniu trzeba szczególnie uważać na swoje reakcje. Jan Rokita niedawno o tym zapomniał i ze swoim okrzykiem „Ratujcie, biją mnie Niemcy” skończył jak Kaczor Donald - jako śmieszny dzwonek do telefonu.

Mam wrażenie, że stając w obliczu zagrożenia wizją euroobligacji, niektórzy członkowie rządu „dostali Rokity”. Nie dlatego, że przeceniają ryzyko, ale dlatego, że reagują niespecjalnie mądrze. Euroobligacje to nie jest rada Centrum przeciw Wypędzeniom, gdzie udało nam się chwilowo zapobiec nominacji dla Eriki Steinbach. Tu nie chodzi o symbole, sympatie, antypatie ani gry personalne - tylko o miliardy, a może biliony euro. Stawką są gigantyczne pieniądze, od których zależy przyszłość kilkunastu społeczeństw.

Fakt, że nie wiadomo, jak duże pieniądze okażą się stawką tej gry, tylko pogarsza naszą sytuację. Bo niepewność (co do przyszłości kryzysu, skali przyszłych potrzeb pożyczkowych, przyszłego popytu na obligacje i różnicy oprocentowania) zwiększa determinację krajów strefy euro. Jeżeli w tej sprawie coś można powiedzieć z dużym prawdopodobieństwem, to tylko to, że więksi mają lepsze szanse stosunkowo bezpiecznego przeżycia globalnych turbulencji.

Rząd zapowiada, że będzie się ostro przeciwstawiał euroobligacjom. Nie jest to pierwszy rząd, który się ostro przeciwstawia czemuś, co inne kraje uważają za swój żywotny interes. Kilka kolejnych rządów ostro przeciwstawiało się budowie gazociągu przez Bałtyk, ale Niemcy i Rosjanie uznali, że nie stać ich na porzucenie projektu, a Polska odrzuciła propozycję włączenia się do niego. Wiele wskazuje na to, że trwając w niezłomności, będziemy mieli rurociąg wzdłuż naszego wybrzeża, ale nie będziemy mieli do niego dostępu. Gdy w grę wchodzą żywotne interesy naszych zagranicznych partnerów, ostry sprzeciw zwykle okazuje się mało przydatny. Tym razem może być podobnie.

Może więc stojąc wobec widma finansowej zapaści, zamiast „ostrego sprzeciwu” lepiej zaproponować krajom eurostrefy pozytywny i mniej bolesny dla nich model rozwiązania problemu. Po pierwsze, może to być złagodzenie kryteriów i radykalne przyspieszenie przyjęcia Polski do strefy euro, np. od stycznia przyszłego roku. Kilka tygodni temu propozycję idącą w tym kierunku ogłosił w „Financial Times” Marcin Piątkowski. Redakcja nie uznała jej za absurdalną. Po drugie, może to być porozumienie między Polską a eurozoną dające nam prawo udziału w emisjach euroobligacji. Po trzecie, mogłoby to być zobowiązanie Europejskiego Banku Centralnego do wykupu jakiejś kwoty sensownie (czyli tak jak euroobligacje) oprocentowanych polskich obligacji, dopóki nie znajdziemy się w strefie euro.

Byłyby to konstrukcje dość ekstrawaganckie, ale w polityce gospodarczej całego Zachodu jest dziś wiele ekstrawaganckich posunięć. Sytuacja stała się obłędna i prawie wszyscy już dziś rozumieją, że nie wygrzebiemy się z tego kryzysu, jeśli nie zastosujemy rozwiązań, które niedawno wydawały się niemalże obłędne. A bez względu na wszystkie obłędy rynków finansowych jedno jest dzisiaj pewne. Dla całej Unii Europejskiej wpędzenie nas w katastrofę byłoby niezwykle kosztowne. To się po prostu nikomu nie opłaci i nikt tego dziś nie chce. Wszyscy i tak mają już dosyć kłopotów.


Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 23 lutego 2009.

  

Komentarze
Dodaj nowy
zockoshi.san   |23.02.2009 18:50:28
no wlasnie…zamias plakac ze nas wystawia czemu sie do tego interesu nie
dolaczyc?…ten pomysl wydaje sie byc dobry….ciekawe co na to ekonomisci?
bedzie_dobrze   |24.02.2009 03:01:38
Dolaczanie do grupy panstw ktore podazaja sladem USA oznacza koniec taki sam,
jaki wkrotce spotka USA. Bledny jest sposob konstrukcji pieniadza, bo pieniadz
jest dlugiem a banki maja na zadluzanie monopol. Rozwiazaniem byloby jedynie
oddanie kazdej osobie jej oczywistego prawa do nieskrepowanej wymiany handlowej,
w tym do emitowania dokumentow oznaczajacych wartosc. Czyli wszyscy powinnismy
miec prawo do wypuszczania wlasnego pieniadza, a nie tylko banki powinny miec
prawo do pozyczania nam pieniedzy na procent na bazie naszego wlasnego
zobowiazania do splaty, ktore stanowi tak naprawde jedyny ich aktyw. Zadne inne
rozwiazanie nie dotyka w ogole istoty problemu. Wejscie do euro spowoduje
jedynie, ze kryzys sie opozni i uderzy w nas z tym wieksza sila. Jest on wpisany
w sama konstrukcje pieniadza. Kazdego ze wspolczesnie istniejacych, bo wszystkie
wspolczesnie istniejace pieniadze sa pieniedzmi monopolistycznymi. Wypuszczanymi
przez monopoliste, ktorego monopol oparty jest na aparacie przymusu.
Wypuszczanie wlasnego pieniadza jest jedynym przestepstwem karalnym juz na
etapie przygotowania. Dobrze to pokazuje, chronienie czyich interesow jest tak
naprawde wazne dla prawodawcow.
Rylew  - Wojna kapitałowa   |24.02.2009 04:13:48
Tak to w tej chwili wygląda, bo zarówno USA jak i EU chcą jak widać ściągnąć jak
najwięcej kapitału z całego świata pogrążając tych od których ten kapitał
odpłynie czyli kraje biedne bez własnego kapitału. Czy celem jest tylko
podparcie własnej gospodarki, czy zmiany systemu finansowego czy jeszcze inne to
się okaże później.
Ciekawe jak się zachowają państwa posiadające ropę naftową i
petrodolary.

Jak się w tej sytuacji ma zachować Polska ? Wydaje się, że
Żakowski opisuje właściwe możliwości zachowania. Choć krytykuje rząd za dość
chaotyczne zachowania to jednak jest to krytyka konstruktywna.
W każdym razie
rozsądnie nie wpada w nurt taniego potępiania rządu Tuska za niechęć do
zwiększania deficytu budżetowego w obecnej sytuacji finansowej.
bedzie_dobrze   |24.02.2009 05:31:17
Wszystko to sa jedynie staro nowe wariacje na caly czas ten sam temat - jak sie
zadluzac taniej. Banki wreczaja nam papierki, ktore oznaczaja koniecznosc
zwrocenia bankom wiecej tychze papierkow, niz nam wreczono. Banki wczesniej tych
papierkow nie posiadaja. One w ogole nie istnialy. Podstawa do ich wydrukowania
bylo jedynie nasze zobowiazanie, ze przyniesiemy ich wiecej niz wezmiemy. Abysmy
mogli ich jednak wiecej przyniesc, musimy je wziac od kogos innego, kto takze na
podobnej jak my zasadzie bedzie zmuszony pozyczyc je z banku. Gdzie oczywiscie
znow zostana one wydrukowane jedynie na bazie jego zobowiazania do splaty. Czy
te papierki beda sie nazywaly zlote, czy dolary czy euro czy ruble czy jeny nie
ma znaczenia. To sa te same klocki przemalowywane na rozne kolory. Tak jak
wszystkie klocki lego sa plastikowymi szescianikami z bolcami laczacymi, tak
wszystkie euro/dolary/zlotowki/marki/ruble sa papierkami wydrukowanymi na
podstawie czyjegos zobowiazania, ze przyniesie ich bankowi wiecej niz z niego
otrzymal. Wszelkie ruchy w ramach tych klockow/papierkow sa tym samym szitem i
predzej czy pozniej prowadza sciezka wykladniczego wzrastania produkcji i
konsumpcji (takiego pieniadza/dlugu z samej definicji nie da sie przeciez
spacic, moze on - dlug/pieniadz - jedynie narastac) az do bagna globalnej
niewyplacalnosci. Jesli miasta, gminy, fabryki, koscioly i ludzie nie beda miec
prawa do emitowania wlasnego srodka platniczego i rozliczania sie w nim miedzy
soba, to predzej czy pozniej banki stana sie wlascicielami wszystkiego na
planecie. I nie ma znaczenia w jakich jednostkach bedzie sie rozliczalo
zadluzenie, na bazie ktorego nastapi przejecie wlasnosci.
Rylew   |24.02.2009 08:13:01
Z ostatniego artykułu W. Gadomskiego w GW:
"Musimy zarządzać bankami
zgodnie z interesem publicznym" - pisał Joseph Stiglitz, noblista sprzed
siedmiu lat, wzywając nowego prezydenta USA do nacjonalizacji banków.

Wiem
od dawna, że wszystkie istotne banki powinny być państwowe, a szczególnie nie
powinny zajmować się spekulacjami na giełdach i nie powinny mieć za cel
maksymalizacji zysków.
Może to wystarczy ?
bedzie_dobrze   |25.02.2009 12:00:56
Zastapienie bankow instytucjami swiadczacymi usluge rozliczeniowa dla ludzi,
czyli tworzace po prostu platforme umozliwiajaca miedzyludzkie czy miedzyfirmowe
rozliczenia to dobry pomysl. Punkty na takiej plaformie nie powinny byc jednak
oprocentowane, to znaczy nie powinno byc takiej sytuacji, ze korzystanie z
uslugi rozliczania sie zmusza klientow jako ogol do rosnacego zadluzania sie
wobec takiej plaformy. Poza tym nie powinny takie platformy rozliczeniowe miec
monopolu. Kazda osoba czy instytucja powinna miec prawo do utworzenia dowolnej
formy systemu rozliczeniowego - wypuszczania pieniadza, tworzenia systemow
wzajemnych rozliczen elektronicznych itd. - i powinna miec prawo do rozliczania
swojego systemu z innymi podobnymi. Kazda inna opcja jest przemoca ekonomiczna,
ktorej efektem jest zniewolenie klientow instytucji finansowych wobec nich.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 23.02.2009 )
 
« poprzedni artykuł
Generated in 0.84080 Seconds