|
Piotr Kuczyński na swoim blogu przestrzega przed nadmiernym optymizmem po ostatnich dobrych dniach na giełdach. Nie wiadomo, czy są one jedynie korektą, czy początkiem nowej hossy.
Przestrzega również przed przecenianiem ustaleń szczytu G20.
„W jedno, proszę, nie wierzcie: w to, że decyzje bardzo reklamowanego szczytu G20, doprowadziły do dużych wzrostów indeksów giełdowych”.
„Zasilenie MFW z pewnością pomoże krajom rozwijającym się, ale przede wszystkim tym, które będą potrzebowały pomocy. Nie ma ono znaczenia dla USA, strefy euro, Japonii itp., czyli do krajów, z których kryzysy wyszedł”.
Ekonomista przypomniał, że choć na szczycie zdecydowano się na „znaczne zwiększenie regulacji rynków finansowych (również sektora »shadow banking« wraz z funduszami hedżingowymi)”, to „każdy kraj ma to zrobić we własnym zakresie »wtedy, kiedy sytuacja się uspokoi«”.
„Co prawda dobrze, że szczyt postanowił podjąć opisane wyżej działania - pisze Kuczyński - ale bardziej istotne jest to, czego nie zrobił i kiedy i jak państwa zrobią to, do czego się zobowiązały. Prawdę mówiąc prawdziwym sukcesem było to, że szczyt zakończył się bez spodziewanych rozdźwięków między Stanami Zjednoczonymi, Wielką Brytanią i Japonią z jednej strony (zwolennicy zwiększenia interwencjonizmu państwowego), a Francją i Niemcami (zrobiliśmy, co trzeba było, teraz poczekamy na wyniki). Po prostu znaleziono najmniejszy wspólny mianownik, bo celem szczytu było pokazanie jedności i danie nadziei. I ten cel został osiągnięty. Ponieważ nie osiągnięto kompromisu w sprawie środków stosowanych do zwalczania kryzysu to nic o tym nie mówiono”.
Kuczyński mówi o niespełnionych nadziejach, na jakąś znaczącą poprawę w sposobie zarządzania rynkami światowymi, co wiąże się ze zbytnim przywiązaniem do neoliberalnego modelu gospodarki.
„Uważam, że zbudowanie nowego ładu jest niezbędne, ale tym razem się ono nie uda. Mówi się na przykład o wprowadzenia sensownych regulacji rynków finansowych. Bardzo dobrze, ale kto to ma zrobić? Ci sami ludzie, którzy od lat rządzili w spółkach, bankach centralnych, rządach i doprowadzili do obecnego kryzysu?”
„Olbrzymia większość (…) popiera wolny rynek w wydaniu friedmanowskim. Trwająca już ponad 30 lat indoktrynacja prowadzona nie tylko na poziomie uczelni, ale i różnych „think tanks” (a przecież ciągle powstają nowe - np. FOR Leszka Balcerowicza) doprowadziła do sytuacji, w której będzie bardzo trudno o zmianę poglądów elit. A bez takiej zmiany nie przeprowadzi się poważnych reform. Prawdę mówiąc to należałoby doprowadzić do wymiany elit finansowych (…), ale tego bez rewolucji nie da się zrobić.”
Przewiduje też, że obecne działania przywódców najbogatszych państw (a właściwie ich brak) doprowadzi w przyszłości do jeszcze większego niż obecnie ekonomicznego krachu. Dopiero wtedy dokonają się jakieś faktyczne zmiany.
„Owszem, dojdzie do upudrowania systemu, jakieś reformy zostaną wprowadzone, ale stopień finansjeryzacji gospodarki zmniejszy się nieznacznie, tykająca bomba derywatów nie zostanie rozbrojona a rynkiem walutowym i surowcowym rządzić będą fundusze (również nadal mało regulowane fundusze hedżingowe)”.
„Niewiele się zmieni, a my sami, żądając dużych stóp zwrotu, kredytów ponad nasze możliwości, ochrony miejsc pracy itd. itp. zmusimy polityków do wprowadzania rozwiązań, które będą pseudo-reformami”.
„Świat finansów nie wyciągnął zbyt wielu nauk z obecnie trwającego kryzysu. Kapitałów czekających na okazję jest mnóstwo i każdy chce zarobić. Sposób myślenie inwestorów/graczy się nie zmienił. Zarządzający funduszami się w większości nie zmienili, a nawet jeśli się zmienili to na ich miejsce przyszli inni wychowani w tym samym duchu”.
Kuczyński ostrzegł, że obecne kosmetyczne zmiany są budowaniem fundamentów pod kolejny, dużo głębszy kryzys.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...