Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Katalog Książek KP

30 tom w serii idee

buden_okladka_150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kozek: Strategie ekologiczne Drukuj
Bartłomiej Kozek   
14.03.2010

Tekst Michała Olszewskiego w „Tygodniku Powszechnym”  wywołał zamieszanie na różnych forach ekologicznych. To dobrze, bo dyskusji nigdy za wiele. Szkoda tylko, że przy okazji musiały jak zwykle ujawnić się przykre i krzywdzące dla zielonej polityki stereotypy. To klasyczny problem polskiego ruchu społecznego po transformacji, który pokazuje, dlaczego we Francji możliwa jest lista Europe Ecologie, a w Polsce nie. Tam różne partie i środowiska (nie tylko ekologiczne) wyszły z założenia, że warto się spotkać, zobaczyć, co je łączy i spróbować zbudować wspólny program polityczny. Wyszło. W Polsce „niezależna scena ekologiczna” chciałaby (a przynajmniej takie mam wrażenie), by jej reprezentacja polityczna była wypruta z jakichkolwiek tematów pozaekologicznych. Obawiam się, że taka strategia od lat już prowadzi nas w ślepą uliczkę.

Nie potrafię wykrzesać z siebie dużo zrozumienia dla takiej postawy - jeśli przez 20 lat bije się (szczęśliwie coraz mniej fizycznie, dużo bardziej w politycznym dyskursie) grupę x i y, to naturalny jest sojusz x i y przeciwko z, promujący bliski im model świata i panujących w nim stosunków. Jeśli po takim czasie część osób ze środowiska ekologicznego, nie może dalej wyciągnąć ręki do feministek, związków zawodowych, mniejszości etc., to mam poważne obawy, że żadnej zielonej rewolucji tu nie będzie. Za mało widzę postaw otwierających pt. „tak, ekologia jest dla nas ważna, ale rozumiemy, że dla innych ważne są także inne kwestie - usiądźmy i podyskutujmy na ten temat”, a za dużo - postaw rodem z roszczeń branżowych. Jeśli potrzeba dowodów na to, że taka polityka ponosi fiasko, to wypadałoby odwołać do doświadczeń partii ekologicznych z początku lat 90. XX wieku z dawnego „bloku wschodniego”, skupiających się tylko na ekologii. Co z nich zostało? Nic, poza Łotwą skończyły na zupełnym marginesie, a te partie „drugiej fali”, które zapomniały, że zielona polityka to nie tylko ekologia, mają z tego powodu spore problemy (Czechy i baza radarowa USA, w mniejszym zakresie Estonia).

Nie dajmy się zwieść sondażom, mówiącym, że ekologia będzie ważnym tematem politycznym. Może i będzie (oby, zdecydowanie jest mi ona bliższa niż prezydenckie prawybory w PO), ale między byciem ważnym tematem a tematem, który zmobilizuje ludzi do głosowania na taką partię jeszcze daleka droga. Widać to od lat w hierarchii tematów, która nie przekłada się na zmianę sceny politycznej i jej podziału na PO i PiS. Miraż, że gdyby zrzucić rzekomo „kontrowersyjne tematy” ludzie pokochają ekologów nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości. Grupa stygmatyzowana, choćby nie wiadomo, jak bardzo ugodowo by się prezentowała, zostanie w miarę potrzeb zepchnięta na margines. Ekolodzy skojarzeni zostaną z łapówkarzami, postulaty feministek sprowadzone zostaną do „mordowania dzieci nienarodzonych”, a geje i lesbijki staną się kopulującymi na paradach sodomitami dybiącymi na moralną kondycję młodego pokolenia. Takie klisze bolą tym bardziej, kiedy wobec jednej z grup stygmatyzowanych używa je inna. Czy, będąc ekologiem, nie da się w wyborach samorządowych poprzeć tak „radykalnie lewackiego” pomysłu, jak inwestowanie w żłobki i przedszkola? Czy zaniepokojenie nierównościami płacowymi między kobietami i mężczyznami należy zamieść pod dywan, bo to kogoś urazi?

Tak naprawdę, w kwestii „długiego marszu” czeka nas nie tyle zachęcanie mitycznego społeczeństwa obywatelskiego do działania przy naszym boku (na ten temat dostatecznie dużo napisała już Agnieszka Graff), ale pokazywanie realnego zakorzenienia zielonej polityki i jej podstaw w polskim życiu społecznym i politycznym przez wieki. To zadanie trudne, nie dla każdego, ale konieczne - młodzi ludzie, którzy nie będą mieli narracji alternatywnej do Trylogii Sienkiewicza i lekcji religii w szkołach nigdy nie wyjdą poza podział na PiS i PO. Bez przywrócenia pamięci o ruchach społecznych XIX wieku, bez przypomnienia walk ekonomicznych czy budowy rodzimej przedsiębiorczości, bez „przejęcia” dla progresywnej polityki wielu czołowych pisarzy i pisarek (Prus, Orzeszkowa) nic się nie zmieni - kultura ma znacznie większą rolę w legitymizacji status quo niż chcemy jej dawać.


Rozpoznały to feministki, które a) poszły w sojusz z kobiecymi środowiskami pracowniczymi, b) odkryły bogatą historię ruchu na ziemiach polskich, zdobywając własną, historyczną narrację (książka Sławomiry Walczewskiej Damy, rycerze i feministki, Wirtualne Muzeum Historii Kobiet) - dzięki czemu z roku na rok na Manifach jest coraz więcej ludzi. „Niezależni ekolodzy” od lat mogą tylko pomarzyć od takiej frekwencji.


Co do braku sukcesów u Zielonych 2004 to opiera się on na złym prawie i na słabym zrozumieniu oraz znajomości przez ludzi zasad zielonej polityki, nie zaś na genetycznej niechęci do łączenia tematów społecznych, ekologicznych i ekonomicznych. Nawet w obliczu tak trudnej dla nas sytuacji możemy pochwalić się zmianami na lepsze, chociażby uratowaniem Pola Mokotowskiego. Zachęcam zatem do odrobinę cieplejszego spoglądania w naszą stronę, im nas wszystkich bowiem więcej i im bardziej jesteśmy otwarte i otwarci na siebie nawzajem, tym lepiej dla spraw, które leżą nam na sercu.

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 14.03.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.76974 Seconds