Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Walka na śmierć i życie |
|
|
Jan Smoleński
|
|
07.10.2009 |
W globalnym szale prywatyzacji lat 90. XX wieku międzynarodowe instytucje finansowe – takie jak Bank Światowy czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy – naciskały na kraje Trzeciego Świata, by te prywatyzowały usługi publiczne. Kraje biedne, uzależnione od zagranicznej pomocy, tylko pozornie miały w tej kwestii wolny wybór. Najczęściej odmowa podążania za neoliberalnymi dogmatami wiązała się z obcięciem jakichkolwiek kredytów. Jedną z prywatyzowanych usług był dostęp do wody. O fatalnych skutkach tego pomysłu opowiada film Strumień: Z miłości do wody (Flow: For Love of Water).
Transnarodowe korporacje – głównie zajmujące się sprzedawaniem butelkowanej wody – uzyskały preferencyjne warunki przejęcia kontroli nad jej źródłami. Nieoceniona w tym procesie okazała się „pomoc” międzynarodowych instytucji finansowych, które, dzięki temu, że utrzymują bliskie relacje z korporacjami, doskonale rozumiały ich „potrzeby”. Np. warunkiem kredytu na „modernizację” z Bank of Asia dla jednego z indyjskich regionów było zlikwidowanie wszystkich publicznych darmowych ujęć wody, z których korzystali najbiedniejsi.
Prywatyzacja miała oczywiście pomóc wszystkim. Korporacje zobowiązywały się, że w zamian za faktyczny monopol, będą np. rozbudowywać sieci wodociągowe. Jak nietrudno się domyślić, nic takiego się nie stało. W Delhi prywatyzacja sieci wodociągowej doprowadziła do tego, że opłaty za wodę wzrosły dziesięciokrotnie. W La Paz i El Alto władze lokalne zdecydowały się na renacjonalizację ujęć wody, bo mieszkańcy zostali po prostu oszukani przez korporację. Międzynarodowe koncerny, kierując się zasadą „zysk ponad wszystko”, tworzyły biznes, który im się opłacał. Z dobra podstawowego czyniły dobro luksusowe, dostępne jedynie dla zamożnych.
Dla nas, wychowanych w luksusach państwa będącego bliżej niż dalej (przynajmniej geograficznie) globalnego centrum, może nie być to do końca jasne, ale w krajach Trzeciego Świata trwa regularna walka o dostęp do wody. Jest to walka na śmierć i życie. Bez wody nie ma rolnictwa, szerzą się choroby, ludzie cierpią głód.
Irena Salina, reżyserka filmu Strumień: Z miłości do wody, nie stworzyła wyciskacza łez dla wrażliwych liberałów, którzy, by przeżyć katharsis po szale konsumpcji, oglądają tragiczną historyjkę o beznadziei życia gdzieś na drugim końcu świata. Strumień to film polityczny, nie uciekający od odpowiedzi na pytanie, kto jest wyzyskującym, a kto wyzyskiwanym. Irena Salina pokazuje w swoim dokumencie, jak mechanizmy tzw. wolnego rynku są w gruncie rzeczy sposobami na dyscyplinowanie i trzymanie w ryzach najbiedniejszych, jak bieda i wykluczenie są – nie skutkami ubocznymi logiki prywatyzacji – lecz narzędziami w celu zdobycia i utrzymania władzy. Realna władza polityczna, dzięki kontroli nad źródłami wody, nie jest spiskową wizją wziętą z Jamesa Bonda. Międzynarodowe korporacje, wspomagane przez MFW czy BŚ, wykluczając z dostępu do dóbr podstawowych całe rzesze ludzi, a wybierając na swą klientelę wąską grupkę zamożnych, tworzą bazę dla swych wpływów. Biedni głosu nie mają, choć to ich kosztem najczęściej wprowadza się „reformy racjonalizujące wydatki publiczne”. Są traktowani z pogardą, co doskonale obrazuje scena, w której biali panowie w garniturach przyjeżdżają zobaczyć tragiczne warunki życia czarnej biedoty w jednej z afrykańskich wiosek. Gdy jedna z kobiet wykrzykuje, że rzekomo dostępna dla wszystkich woda ma dla niej cenę zaporową, urażony białas stwierdza, że każdy musi płacić za to, z czego korzysta i tym kończy swoją wizytę.
Strumień: Z miłości do wody pokazuje, jak walka o dostęp do wody jest problemem uniwersalnym, dotyczy i zamożnych konsumentów z amerykańskiej klasy średniej, jak i biednych Indian z Boliwii. Choć nie ulega wątpliwości, że biedota z krajów Trzeciego Świata jest w nieporównywalnie gorszej sytuacji, to jednak już w krajach centrum dochodzi do eksploatowania wody dla zysku kosztem niszczenia dobra wspólnego, np. lokalnego ekosystemu. Również w krajach centrum transnarodowe korporacje, korzystając z potężnych kancelarii prawniczych, potrafią uzyskać wyroki sądów będące w ich interesie.
Film Ireny Saliny nie jest pozbawiony wad. Dość chaotycznie porusza wiele wątków, praktycznie nie opowiada o Europie – koncentruje się na Stanach Zjednoczonych i krajach Trzeciego Świata. Siłą filmu jest jednak to, że budzi gniew, tak potrzebny do mobilizacji politycznej.
Strumień: Z miłości do wody, USA 2008, reż. Irena Salina
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 07.10.2009 )
|
|
Prosto z Kopenhagi
-
Kopenhaga, dzień 12.
-
Kopenhaga, dzień 11.
-
Kopenhaga, dzień 10.
-
Kopenhaga, dzień 9.
-
Kopenhaga, dzień 8., cd
-
Kopenhaga, dzień 8
-
Kopenhaga, dzień 6
-
Kopenhaga, dzień 5., cd.
-
Kopenhaga - dzień 5.
-
Kopenhaga, dzień 4.
-
Kopenhaga, dzień 3
-
Kopenhaga, dzień 2.
-
Kopenhaga, dzień 1.
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...