NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Zielony konsument czy zielony obywatel? Drukuj
Jakub Bożek   
28.03.2010
Każdy się liczy. To jedna z pierwszych lekcji ekologii politycznej. Wszystkie nasze decyzje, najdrobniejsze praktyki i przyzwyczajenia mają wpływ na środowisko. Polityka zaczyna się więc w domu. Jeżeli posortuję śmieci, zrezygnuję z dwóch kąpieli dziennie, zamiast benzyny kupię migawkę (dla wszystkich spoza Łodzi: sieciówkę), przestanę jeść mięso codziennie - to świat się zmieni. Odrobinę, ale zawsze. A jeżeli więcej ludzi nabierze świadomości ekologicznej, to te ich małe decyzje zaczną mieć rzeczywiste znaczenie. Niedawno opublikowane w „PNAS”, czasopiśmie Amerykańskiej Akademii Nauk, wyniki badań pokazują , że nawet nieznaczna zmiana stylu życia Amerykanów zmniejszy emisje gazów cieplarnianych w takim samym stopniu, jak likwidacja najbardziej energochłonnego i brudnego przemysłu: metalurgii, rafinerii ropy naftowej i innych. Dzięki termomodernizacji, oszczędzaniu energii, zwracaniu uwagi na ekologiczne znaki jakości Amerykanie mogą ograniczyć emisje o tyle, ile corocznie produkują Francuzi.

No i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jeden problem. Ludzi nie tak łatwo nakłonić do zmian. Szczególnie jeżeli w tym celu używa się abstrakcyjnych i często niezrozumiałych argumentów. A do takich przecież należy ryzyko zmiany klimatycznej, nie dość, że odległe w czasie, to jeszcze oddalone w przestrzeni.  Żeby zorientować się, jaką rolę odgrywa ono w codziennym życiu przeciętniaków takich jak my, wystarczy rzut oka na sondaże. Gdy amerykańscy badacze opinii publicznej poprosili respondentów, by uporządkowali sprawy według ich postrzeganej ważności, kwestie klimatyczne i środowiskowe zawsze były na końcu. Praca, opieka zdrowotna, wojna w Iraku i system ubezpieczeń społecznych ciągle mają o wiele większe znaczenie niż zmiana klimatyczna. Podobnie jest w Polsce. Instytut na rzecz Ekorozwoju co jakiś czas sprawdza, czym kierujemy się przy zakupach. Wyniki nie zaskakują. Cena ciągle jest ważniejsza niż przyjazne środowisku warunki produkcji albo rodzaj opakowania.

Powstaje pytanie: jak to zmienić? Jak sprawić, byśmy w codziennych wyborach uwzględniali sprawy środowiska i przyswoili sobie lekcję ekologii politycznej? Jedno jest pewne, legitymizacji dla polityki ekologicznej i klimatycznej powinno się szukać także poza wąską działką ochrony środowiska i ekologii. Tę naukę wziął sobie do serca Barack Obama. Gdy stara się przekonać ludzi do ustawy klimatycznej, raczej nie odwołuje się do ustaleń klimatologów i ekspertów od ryzyka. Mówi o nowych zielonych miejscach pracy, innowacyjności, konkurencyjności, bezpieczeństwie energetycznym i mniejszych rachunkach za energię. Zamiast zmieniać świadomość ludzi, chce zmienić warunki, w jakich podejmowane są decyzje o konsumpcji. Zamiast odwoływać się do emocji i empatii, przekonuje ludzi, by myśleli swoim portfelem. Temu przecież służą różne subsydia, programy wymiany gruchotów na nowe auta zużywające mniej benzyny, ulgi w podatkach itd. Takich rozwiązań jest pełno w nowej ustawie klimatycznej autorstwa senatorów Johna Kerry’ego i Lindseya Grahama.

Ale czy sam rynek i sprytny system bodźców wystarczą? Tu mam wątpliwości. Ale nie dlatego, że rynek to zło wcielone. Sam w sobie nie ma żadnej wartości moralnej, nie jest ani dobry ani zły. To tylko narzędzie, którym posługujemy się, by organizować wspólne życie. Ale jak każde narzędzie, tak i to cechuje się pewną instrukcją obsługi i ograniczonym zasobem czynności, którym służy. To trochę tak jak z młotkiem. Można nim wbijać gwoździe, można też puknąć się w głowę, ale raczej nie zaparzy się nim herbaty. Rynek może więc pomóc we wdrożeniu zasad racjonalności ekologicznej, ale wszystkiego nie załatwi.

Weźmy prosty przykład. Rynkowe narzędzia mogą wzbudzić popyt na ekologiczne samochody. Wystarczy obłożyć benzynę wysokim podatkiem, zaproponować subsydia albo zlikwidować opłaty za autostrady dla kierowców ekochodów. Ale nawet nowoczesne samochody elektryczne pozostawiają duży ślad węglowy. Naukowcy ze Stockholm Environment Institute wyliczyli, że już sama produkcja nowego pojazdu to jakieś 8 ton ekwiwalentu CO2. Do tego należy doliczyć zanieczyszczenia produkowane przez elektrownie, kopalnie itd. Samochody to też inne cywilizacyjne problemy. Warto pamiętać, że Henry Ford swój wynalazek widział jako prawdziwego „zabójcę miasta”. To dzięki niemu powstały przedmieścia, niekończący się urban sprawl. Potrzebujemy nowego  sposobu myślenia o transporcie, a nie tylko lekko zmodernizowanej na zielono porcji tego samego. Tu bodźce rynkowe nie pomogą, potrzeba nowej infrastruktury i nowego pomysłu na zagospodarowanie wspólnej przestrzeni. Konieczna jest polityczna decyzja o jej kształcie.

Z innej beczki. W 1993 Szwedzi wprowadzili rewolucyjną zasadę odpowiedzialności producenta towaru za jego cykl życia (od wydobycia surowców poprzez procesy przemysłowe po składowanie odpadów i recykling). Był to ważny ruch i duża interwencja w rynek, ponieważ dotychczas odpowiedzialność leżała po stronie konsumenta i władz lokalnych. Teraz to producenci mieli zadbać, by opakowania i dobra zostały przetworzone i użyte ponownie, a nie lądowały się na wysypiskach śmieci. Pięć lat po wprowadzeniu ustawy masa przetwarzanych opakowań wzrosła o 130 tys. ton, a papieru i zużytych opon po 10 tys. ton. Pełny sukces? Z pewnością nie. Zmiana w zasadach działania rynku konsumenckiego nie rozwiązała przecież problemów infrastrukturalnych z wysypiskami śmieci, kanalizacją itd. A to przecież te systemy decydują o skuteczności recyklingu. Nie wpłynęła też na sposób, w jaki firmy projektują i produkują dobra konsumenckie. Można przecież sobie wyobrazić świat, w którym zamiast co chwila zmieniać telefon na nowy, po prostu robimy upgrade.

Nie zrozumcie mnie źle. Rynek będzie przydatnym narzędziem w walce o lepszy klimat. Ale nie może być jedynym, ani nawet pierwszym. W końcu o kształcie naszej rzeczywistości nie decydują tylko rynkowe wymiany. Ważne są też fizyczne czynniki kształtujące spektrum naszych decyzji. Polityka też się liczy. Dlatego władza, ale i my sami powinniśmy myśleć jak stworzyć nową, zieloną sferę publiczną i nauczyć się rozmawiać ze sobą o rzeczywistości, jakiej byśmy chcieli. Czy naprawdę chcemy być przez polityków traktowani tylko jako konsumenci, jak automaty reagujący na nowe bodźce i sygnały rynkowe? Czy też chcielibyśmy być obywatelami spierającymi się o wartości i ścieżki rozwoju? Nie marzy mi się ekologiczny anarchizm ani doskonała sfera komunikacji publicznej. Ale chciałbym świata, w którym wartości demokratyczne, równość i racjonalność ekologiczna wygrywają z głupio rozumianą wolnością ekonomiczną.
Komentarze
Dodaj nowy
mrufcyn   |29.03.2010 00:42:59
Rozdział jedenasty. Po prostu jedenasty.

Skoro już się przedstawiłem, skoro
Pan Narrator się zdemaskował,
pozwolę sobie na odrobinę prywaty.
Jadę zielonym
tramwajem. Tramwaj jest z zewnątrz żółto-zielony,
a wewnątrz zielono-żółty.
Mnie jednak interesuje to, co pomiędzy nimi.
Interesuje mnie w pewnym sensie
jego esencja, a esencja, jak już
wspomniałem ma kolor zgniłej krwi, czy jak kto
woli posocznicy.
W ostatniej fazie sepsy krwi od trucizny niesposób już
odróżnić.
Tak mi się przynajmniej wydaje. Takie mam o tym wyobrażenie.
Suniemy
po szynach  ja i on. Tramwaj miękko wchodzi w zakręty,
a ja swoją drogą
zaczynam trochę jak kot kołować na pętli, którą
znowu sam wieszam na swojej
szyji:
No bo, powiedzcie, czy nie zajebiście sobie wymyślić, że się
stoi na
czele jakiegoś międzynarodowego spisku, który urodził
się w Polandzie i
pochłonie kulę ziemską ze świętymi apostołami włącznie.
Albo nie, lepiej,
napiszę taką książkę, że na Saturnie będą rozdawali darmowe
laptopy, a
Supernowa się przede mną pokłoni i będę miał do końca życia
sławę i narzędzie
pracy. No a czego trzeba więcej? Czy czegoś?
Kogoś, zią,
kogoś.
Polandówy
mianowicie.
Jest taka jedna, mówią o niej Marszałek Polka
Matka. Śmiesznie nie?
Czy ten dżołk mi wyszedł? Raczej słabo.
Boga Matka
Czarna -
Chrystus i ferajna.
Czy pisałem już coś o Żydach?
E, to chyba
jeszcze się nie rozkręciłem.
Na razie tylko o Sławku Sieraku było, który to mi
jeszcze grosza za tę robotę
nie zapłacił, więc co do wspierania
żydo-masońskiego lobby ciągle mam
wątpliwości. Może zieloni zapłacą mi więcej?
Jeszcze więcej?
Póki co zielony tramwaj okazuje się jednak zielonym
autobusem
i zatruwa spalinami miasto Poznań.
Przetarg trwa.

Więcej na
www.

P.S.
Zielony jest kolorem nadziei, a niebieski jest po prostu
niebieski.
kot   |30.03.2010 01:23:25
Ciekawa twórczość. Przypomina mi ,,małpę w kąpieli,,.
Thome  - Zielona dialektyka.   |30.03.2010 04:24:49
"Mówi o nowych zielonych miejscach pracy, innowacyjności, konkurencyjności,
bezpieczeństwie energetycznym i mniejszych rachunkach za energię. (…) różne
subsydia, programy wymiany gruchotów na nowe auta zużywające mniej benzyny, ulgi
w podatkach itd."

Skoro subsydia i programy wymiany gruchotów z
dopłatami - to już nie konkurencyjność i dodatkowo okresowy szok na sztucznie
stworzonym rynku "pracy".

"Rynkowe narzędzia mogą wzbudzić
popyt na ekologiczne samochody. Wystarczy obłożyć benzynę wysokim
podatkiem."

W Polsce i na świecie nie działa. Ale mafia paliwowa ma
się świetnie.

Skoro ulgi dla niektórych - to dodatkowy koszt dla reszty
i mniej pieniędzy na nowocześniejsze i mniej spalające auta. Ewentualnie (jeżeli
ulgi na takie auta) to dodatkowy koszt dla tych, których na nie nie stać. Więc
degradacja ekologiczna biedniejszych kosztem sprytniejszych i wielkich
korporacji motoryzacyjnych.
Spokojny   |30.03.2010 12:40:51
>>Pięć lat po wprowadzeniu ustawy masa przetwarzanych opakowań wzrosła o 130
tys. ton, a papieru i zużytych opon po 10 tys. ton.

bo tak to jest, jak się
diagnozuje problemy po ich zewnętrznych przejawach a nie po ich istocie.


Problem - rynek produkuje coraz więcej śmieci

Zewnętrzny przejaw - rynek
produkuje przedmioty łatwo zaśmiecające

Rozwiązanie wymyślone przez osobę
rozumującą powierzchniowo - zmusić rynek, żeby zamiast produkować przedmioty
łatwo zaśmiecające produkował przedmioty mniej zaśmiecające

efekt
powierzchniowego rozwiązania - przedmiotów mniej zaśmiecających jest coraz
więcej, w związku z czym mimo mniejszej produkcji śmieci na przedmiot wolumen
śmieci rośnie

Popełniony błąd - ulokowanie problemu w konstrukcji
produkowanych przez rynek przedmiotów zamiast w mechanizmie, który zmusza rynek
do wykładniczego wzrostu produkcji

Rzeczywista lokacja źródła problemu -
sposób konstrukcji pieniądza. Pieniądz w swojej konstrukcji współczesnej jest w
istocie długiem i samą swoją konstrukcją zmusza jego użytkownika do spłacania
rosnącego w nieskończoność oprocentowania, co wymusza nieskończony przyrost
produkcji

Istota problemu - rynek MUSI PRODUKOWAĆ CORAZ WIĘCEJ CZEGOKOLWIEK
PONIEWAŻ ZAPRZESTANIE WYKŁADNICZEGO WZROSTU PRODUKOWANIA CZEGOKOLWIEK OZNACZA
ZAPAŚĆ NIEWYPŁACALNOŚCI

Rozwiązanie problemu w jego istocie - STWORZYĆ TAKI
SYSTEM OBIEGU PIENIĄDZA, KTÓRY NIE POWODUJE, ŻE BRAK WYKŁADNICZEGO WZROSTU
PRODUKOWANIA CZEGOKOLWIEK POWODUJE ZAPAŚĆ NIEWYPŁACALNOŚCI

Rzeczywisty efekt
wszelkich inicjatyw ekologicznych - odwlekanie nieuchronnego procesu zniszczenia
środowiska o coraz krótsze odcinki czasu, w miarę nasilania się tempa
wykładniczego wzrostu produkcji

Wszystko, włącznie z "ekologicznymi
samochodami" może być narzędziem do tego, by "coś jeszcze"
wyprodukować, a więc jeszcze przez chwilę pozostać wypłacalnym. Jednak każde
takie nakręcenie koniunktury powoduje wzrost stawki w grze, w którą nie można
wygrać. Bo te nowe samochody też będą kupione na raty, te raty też będą
oprocentowane i te procenty też trzeba będzie spłacić bankom ZWIĘKSZAJĄC GDZIEŚ
PRODUKCJĘ CZEGOŚ. W tym ujęciu pomiędzy samochodem ekologicznym a
nieekologicznym nie ma żadnej różnicy.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 01.04.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.84660 Seconds