NOWOŚĆ W SKLEPIE KP
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Bożek: Klimat na zegar |
|
|
Jakub Bożek
|
|
27.10.2009 |
40 dni, 13 godzin i 54 minuty. W chwili gdy to piszę, właśnie tyle zostało do 15. Konferencji Klimatycznej w Kopenhadze. O co tyle szumu? Trochę już o tym pisaliśmy wcześniej, więc tu będzie krótko i pobieżnie. Konferencja Klimatyczna (COP od Conference of Parties) to coroczne spotkanie organizowane przez Organizację Narodów Zjednoczonych. Podczas tej konferencji zbierają się wszyscy sygnatariusze Ramowej Konwencja Narodów Zjednoczonych w Sprawie Zmian Klimatu (UNFCCC) i debatują na temat globalnego ocieplania. W założeniu efektem debat powinna być spójna polityka klimatyczna, w ramach której zawarte będą strategie zapobiegania oraz łagodzenia skutków zmiany klimatu. Dlaczego w założeniu? Na początku traktat UNFCCC nie zmuszał państw-sygnatariuszy do podejmowania wiążących zobowiązań. Wszystkie deklaracje nie miały więc pokrycia w twardych realiach codziennej polityki. Dopiero Protokół z Kioto – sporządzony w 1997 roku – zobowiązał 37 najbogatszych krajów (czyli państw uwzględnionych w tzw. Aneksie I) do podjęcia działań w kierunku redukcji emisji gazów cieplarnianych. Protokół wszedł w życie w roku 2005, a okres jego trwania będzie trwał tylko do 2012 roku. Wniosek? Należy zacząć pracować nad jego następcą, ponieważ samo UNFCCC nie jest dostatecznie mocnym orężem do walki z globalnym ociepleniem. I to właśnie w Kopenhadze podjęta zostanie próba utworzenia kolejnego narzędzia do radzenia sobie ze zmianą klimatu.
Tyle że już dziś widać, że ta próba raczej się nie powiedzie. Przewidują to nawet – dotychczas optymistyczni – urzędnicy ONZ. Janos Pasztor – doradca sekretarza generalnego ONZ do spraw klimatu – powiedział ostatnio dość jasno, że bardziej niż na wiążące ustalenia w Kopenhadze liczy na owocne rozmowy już po Konferencji Klimatycznej. To przykre, ale i realistyczne stanowisko. Przecież ani amerykański Tydzień Klimatyczny, ani późniejsze negocjacje ONZ w Bangkoku nie zakończyły się żadnymi pozytywnymi ustaleniami. Nic tylko słowa, słowa i jeszcze raz słowa. I nawiasy. Bo w 200-stronicowej wczesnej wersji nowego porozumienia jest aż 1150 nawiasów, w które wysłannicy poszczególnych państw wpisywali swoje zastrzeżenia. Dla ciekawych, fragment:
[In reflection of] [Because of] their historical responsibility for the accumulation of greenhouse gas emissions in the atmosphere, [developed country Parties [and other Parties included in Annex I of the Convention] [must] [should] [show leadership] [in the global effort to build a low-carbon economy that ensures continued growth and sustainable development and strengthens capacity to adapt to the impacts of climate change] [shall take the lead in combating climate change] [and the adverse effects thereof] [in] [by] [in particular on taking corresponding measures in] [mitigation] [in taking on ambitious economy-wide quantified emission limitation and reduction] commitments [immediately implementing ambitious and legally binding emissions reductions] [through deep reductions in their emissions.] [or actions.]
Nieźle, co?
A to nie wszystkie kłopoty z Kopenhagą. Stany Zjednoczone proponują bowiem, by porządek krajowych zobowiązań zastąpić narodowym rozkładem jazdy. W ramach Protokołu z Kioto każdy z krajów Aneksu I był zobowiązany do ograniczenia swoich emisji do poziomu wyznaczonego w porozumieniu klimatycznym. Czapa była więc nałożona odgórnie, a państwa były odpowiedzialne za wszystkie emisje pochodzące z ich terytorium. Pomysł wprowadzenia „narodowego rozkładu jazdy” wywraca Protokół z Kioto do góry nogami. Według tego planu każde z państw przedkłada mapę drogową, w której wymienia kroki podjęte na drodze do ograniczenia zmiany klimatycznej oraz podaje wynikające z tych przedsięwzięć ograniczenia w emisjach gazów cieplarnianych. Tu państwa mogą sobie punktowo wybrać miejsca przeciwdziałania globalnemu ociepleniu i nie muszą już odpowiadać za całość emisji.
Plus tego rozwiązania to decentralizacja polityki klimatycznej. Minus to brak ogólnych i weryfikowalnych celów ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. Być może nie jest to jednak takie złe rozwiązanie. Ostatecznie Protokół z Kioto nie okazał się być jakimś wielkim sukcesem. Co prawda krajom Aneksu I udało się (od roku 1990 do 2007) ograniczyć emisje CO2 o jakieś 17 proc., ale nie było to efektem wprowadzania nowych technologii ani uruchomienia rynku pozwoleń na emisje. Gros spadku ilości CO2 wypuszczanego do atmosfery był bowiem skutkiem upadku Związku Radzieckiego.
Narodowe rozkłady jazdy mogą przekonać do zawarcia porozumienia liczące się kraje rozwijające się (Indie, a przede wszystkim Chiny). Prawdopodobnie są też warunkiem wstępnym, bez którego do stolika nie usiądą Stany Zjednoczone. Jankesi nie przepadają przecież za odgórnymi rozwiązaniami.
Założę się o skrzynkę piwa (z organicznego jęczmienia), że w Kopenhadze nie zostanie wykute żadne nowe, wielkie porozumienie klimatyczne. Może to i lepiej? W końcu, co nagle to po diable. Być może wprowadzenie bardziej zdecentralizowanych rozwiązań byłoby krokiem w dobrą stronę. To prawda, że globalne problemy potrzebują globalnych rozwiązań. Ale te ostatnie muszą być wprowadzane lokalnie. Klęska Kopenhagi może być więc początkiem nowej, lżejszej polityki klimatycznej. Oby. Jeszcze tylko 40 dni, 12 godzin i 42 minut.
PS. Dla wszystkich, którzy lubią zaliczyć niezły dół wrzucam link do ciekawego artykułu Bruce’a Bueno de Mesquity – politologa z Uniwersytetu Nowojorskiego. Mesquito jest twórcą opartego na teorii gier modelu matematycznego, przy pomocy którego (często skutecznie) przepowiada polityczną przyszłość. Tym razem do gara wrzucił informacje o polityce klimatycznej. Wyszło mu, że w 2050 roku emisje będą ograniczone znacznie poniżej zakładanego dziś poziomu, a w 2100 roku nikt już się nie będzie przejmował klimatem. Brrrrrr…
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 27.10.2009 )
|
|
Prosto z Kopenhagi
-
Kopenhaga, dzień 12.
-
Kopenhaga, dzień 11.
-
Kopenhaga, dzień 10.
-
Kopenhaga, dzień 9.
-
Kopenhaga, dzień 8., cd
-
Kopenhaga, dzień 8
-
Kopenhaga, dzień 6
-
Kopenhaga, dzień 5., cd.
-
Kopenhaga - dzień 5.
-
Kopenhaga, dzień 4.
-
Kopenhaga, dzień 3
-
Kopenhaga, dzień 2.
-
Kopenhaga, dzień 1.
|
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...