NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Chrzanić konserwatywną modernizację Drukuj
Jakub Bożek   
23.03.2010

No i mamy wreszcie własną małą, konserwatywną modernizację na miarę PRL. Całkiem niedawno partia władzy zafundowała nam własną wizję przyszłości prosto z przeszłości. Jak będzie wyglądać polska retro-przyszłość? Pomyślcie o „Jetsonach”, plecakach rakietowych, „Kosiarzu umysłów” i hełmach z wirtualną rzeczywistością, o tych wszystkich nowinkach, które były przestarzałe już po zejściu z taśmy produkcyjnej. Pomyślcie o elektrowni atomowej.

  

Powrót do przeszłości ogłosiła Halina Trojanowska, pełnomocnik rządu ds. energetyki jądrowej i wiceminister gospodarki. Powrót jest podwójny, z jednej strony wracamy przecież do technologii (nowoczesnej jak steampunkowe gitary i laptopy), z drugiej do Żarnowca, miejsca, w którym zakończył się modernizacyjny projekt PRL-u. Bo 16 marca 2010 pani pełnomocnik ogłosiła, że konkurs Ministerstwa Gospodarki na lokalizację pod elektrownię jądrową wygrał właśnie Żarnowiec.

  

Ostatecznie o lokalizacji zadecyduje inwestor, czyli Polska Grupa Energetyczna. PGE planuje budowę dwóch elektrowni jądrowych o mocy 3 GW każda, a szacowany koszt jednego megawata to około 3 mln euro. O tym dlaczego kosztorys i harmonogram (inwestor planuje oddać elektrownię do użytku już w 2020) inwestycji, wydaje się być naciągany pisałem już wcześniej tutaj. Warto też pamiętać o tym, co na naszym serwisie pisał Wojciech Kłosowski. Budowa atomówek nie rozwiąże naszych problemów z energetyką. To prawda, że dziś dysponujemy sporymi nadwyżkami mocy i dlatego jesteśmy jednym z dwóch europejskich krajów eksportujących energię elektryczną. Jednak większość polskich bloków energetycznych jest przestarzała (niektóre z nich mają po 40, 50 lat) i na granicy wykończenia. Źródeł nowej mocy potrzebujemy więc już zaraz, a nie dopiero za 10 czy 15 lat.

  

Tę dramatyczną sytuację polskiej energetyki oddaje zapotrzebowanie na inwestycje. Instytut na rzecz Ekorozwoju podaje, że w okresie 2010-2030 niezbędne będą środki o wartości 100 mld euro i to bez uwzględnienia kosztów finansowania (czyli odsetek od kredytów, kosztów refinansowania itd.). Powinniśmy inwestować w nowe źródła, w sieć energetyczną, w efektywność całego systemu. Dzięki tym wydatkom możemy zmniejszyć zapotrzebowanie na energię. Kłosowski pisał, że unowocześnienie sieci energetycznej pozwoli zaoszczędzić wiele cennych gigawatogodzin, bo straty na przesyle wynoszą aż 12%. Tymczasem sama budowa dwóch elektrowni atomowych to według bardziej realistycznych (czyli około 5 mld euro za megawat) kryteriów wyceny około 30 mld euro. Czy inwestowanie takiej kwoty w atom nie utrudni dalszej modernizacji polskiej energetyki?

  

A to jeszcze nie koniec kłopotów z elektrowniami atomowymi. Pytania budzi jakość naszej „kultury bezpieczeństwa”, brak kadr, kwestia wyboru dostawcy uranu i miejsc składowania odpadów. Niezłe wprowadzenie do atomowej problematyki można znaleźć na stronie liberalnego think-tanku Center for American Progress. Na pewno warto też zapoznać się z nowym wydaniem kwartalnika MIT „Innovations”.

  

Poczynania polskiej partii władzy każą się zastanowić nie tylko nad ryzykiem związanym z atomem. Równie dużo mówią o ryzyku konserwatywnej modernizacji, do której tak bardzo stara się nas przekonać Cezary Michalski. Zagrożeń związanych z tą ścieżką jest multum, dla mnie najważniejsze są dwa: pozbawione innowacyjności naśladownictwo oraz ignorowanie buntu społecznego i marginalizowanie opozycji i sfery publicznej.

  

Ciekawe, że prawdopodobnie autorem pojęcia „konserwatywna modernizacja” jest Włodzimierz Brus ekonomista, niegdyś członek partii, potem rewizjonista. Używał go by opisać i krytykować politykę rozwoju w czasach realnego socjalizmu (terminy „konserwatywna” i „socjalistyczna” stosował zamiennie). Jego diagnoza imitacyjnej modernizacji pozostaje aktualna.

  

Modernizacja socjalistyczna, jaką znamy - pisał Brus - nie rodzi wewnętrznych bodźców rozwoju. Gdy się pamięta o względnym zacofaniu krajów realnego socjalizmu, to staje się zrozumiałe, że ich rozwój musiał mieć początkowo charakter imitacyjny. Zwraca jednak uwagę silna dominacja i długotrwałość tego procesu. […] Bardziej nowoczesna technologia - importowana lub imitowana - zwiększała oczywiście produkcyjność pracy. Wszelako modernizacyjny efekt dla gospodarki mierzy się nie tylko tym, lecz także zdolnością do pobudzania rozwoju własnej technologii i innowacyjności. Tak się jednak nie działo w krajach socjalistycznych mimo spodziewanych rezultatów nowego systemu organizacji, nauki i oświaty oraz zniesienia tajemnicy handlowej, co miało przynieść nieograniczony obieg informacji między pokrewnymi firmami, gałęziami, zaprzyjaźnionymi krajami. Ujawniła się także niezdolność do głębszej modernizacji strukturalnej. Kraje te okazały się zdolne do rozwoju tradycyjnych gałęzi […], ale nie zdołały dokonać skoku choćby w jakiejkolwiek jednej dziedzinie.

  

Dziś nowe huty stali i przemysł ciężki zastępują nam nowe elektrownie atomowe i centra księgowości i rachunkowości. Reszta pozostaje bez zmian. Naśladujemy sprawnie, ale nie wytwarzamy nowej wartości. Przy czym przemysłowa modernizacja przyniosła chociaż dużo miejsc pracy. Tymczasem według ekspertów InE realizacja scenariusza atomowego oznacza tylko około 900 nowych stanowisk dla wysoko wykwalifikowanych, często sprowadzanych z zagranicy ekspertów. A co z produkcją nowej wiedzy? Czy atomówki nie będą stymulowały polskiej myśli technicznej? Wydaje się to wątpliwe. Po pierwsze, polskie nakłady na badania i rozwój są śmiesznie niskie (0,23% PKB). Polityka naukowa Waldemara Kuczyńskiego nadal pozostaje aktualna. Tadeusz Kowalik przypomina, że ten „jako szef ekonomicznych doradców premiera Buzka wypowiadał się przeciwko wzrostowi nakładów na naukę w Polsce, manifestacyjnie podkreślając, że w tej dziedzinie Polska jest skazana na imitacyjny rozwój nauki”. Po drugie, programy badawcze w tym sektorze są długotrwałe i obciążone ryzykiem niepowodzenia. To naturalnie zmniejsza chęć do inwestycji i sprawia, że technologiczny rozwój sektora atomowego jest raczej letargiczny. Ku przestrodze może posłużyć historia południowoafrykańskiego koncernu energetycznego Eskom. Ten gigant utopił mnóstwo pieniędzy próbując wdrożyć nową technologię. Nawet olbrzymie subsydia rządu RPA (prawie miliard dolarów) nie pomogły uratować projektu. W 2009 program został zawieszony.

  

Konserwatywna modernizacja w wykonaniu PO jest też koncertowym pokazem niszczenia sfery publicznej. Jak inaczej można nazwać fakt, że z pieniędzy przeznaczonych na promocję energetyki atomowej nie będą mogli korzystać jej przeciwnicy? Antypolityczne stanowisko rządu doskonale wyraził Luis E. Echavarri, szef agencji energii jądrowej NEA przy OECD, gdy doradził „wyjaśnienie polskiemu społeczeństwu, dlaczego jest rozwijany program energetyki jądrowej. Nie jest dobrze bowiem, gdy o energetyce jądrowej rozmawia się przez pryzmat «tak» lub «nie» dla atomu”. Widocznie dobre jest tylko rozmawianie na „tak”.

  

Spór o atom jest więc nie tylko sporem o przyszłość polskiej energetyki. Jest też sporem o model rozwoju, jaki chcemy wybrać. Jeżeli satysfakcjonuje nas konserwatywna modernizacja, przystańmy na atom. W końcu i on ma jakieś zalety. Przekonująco pisze o nich ekolog i wywrotowiec Stewart Brand w rewelacyjnym Whole Earth Disicipline (jeżeli w tym roku chcecie przeczytać jedną książkę o ekologii, to niech to będzie właśnie ta). Jeżeli uznamy, że chcemy czegoś innego niż bezwarunkowego naśladownictwa i milczącej sfery publicznej, jeżeli naprawdę zależy nam na radykalnej odmianie polskiej polityki, powinniśmy sprzeciwić się budowie atomówek. Nie tylko ze względu na ryzyko, ale i ze względu na sposób w jaki się chce je nam sprzedać. Ze względu na to, że polskich obywateli traktuje się jako milczących konsumentów, których zachowanie może zmienić byle jaka kampania reklamowa.

  

Ponieważ mi to przeszkadza, chrzanię konserwatywną modernizację. Wolę zieloną.

Komentarze
Dodaj nowy
Krystian Szadkowski   |23.03.2010 13:16:10
Świetny tekst! Poziom jak zwykle najwyższy! Może jak jeszcze kilka lat popukamy
w ten przebrzydły totalitaryzm to się w końcu rozpadnie. Jeszcze raz gromkie
brawa!
Thome  - Atom wraca.   |24.03.2010 05:30:08
"Dziś nowe huty stali i przemysł ciężki zastępują nam nowe elektrownie
atomowe i centra księgowości i rachunkowości. Reszta pozostaje bez
zmian."

Zmiana jest jednak zasadnicza. Pierwsze funkcjonowały
długoterminowo bez rachunku ekonomicznego lub trwale wbrew oraz w warunkach
rabunku ekologicznego. Te drugie odmiennie.

"Przy czym przemysłowa
modernizacja przyniosła chociaż dużo miejsc pracy."

Najczęściej
imitacyjnie. Koszt społeczny, jak zawsze w socjalizmie, straszny. Utrzymywani w
iluzji pracownicy i zakończenie w postaci olbrzymiego tąpnięcia społecznego bez
żadnej alternatywy czy zapowiedzi zmiany.

"Czy atomówki nie będą
stymulowały polskiej myśli technicznej?"

Przypuszczalnie w takim samym
stopniu, jak inne elektrownie. Nie taka jest przecież ich rola.

Warto
spojrzeć na mapę energetyczną świata. I jeszcze raz zapytać - komu zależy, żeby
Polska nie modernizowała się "konserwatywnie"?
Spokojny   |24.03.2010 05:42:01
Nie bardzo wiem o czym piszesz kiedy piszesz o utrzymywaniu w iluzji. Pracownicy
mieszkali w mieszkaniach realnych, nie iluzorycznych, jedli realne nie
iluzoryczne jedzenie, rozmawiali przez realnie istniejace telefony i jezdzili
realnie istniejacymi samochodami. Wiekszosc tych rzeczy wytwarzano na miejscu.
Oczywiscie bez zysku, poniewaz nie jest mozliwe osiaganie zysku w sytuacji kiedy
istnieje tylko jeden podmiot. Jednak wytworzone przedmioty istnialy. Po
przewrocie ich wartosc wyrazona w zlotowkach przeliczono w ten sposob, ze
wartosc zlotowki wyliczono do dolara po kursie obowiazujacym wczesniej w
drobnych transakcjach prywatnych w bramie. Poniewaz ten kurs byl niezwykle
niekorzystny dla zlotowki, ustalono w ten sposob, ze te przedmioty nie sa warte
nic lub prawie nic a przekonanie o ich wartosci okrzyczano iluzja. Niemniej w
dwadziescia lat po zmianie w tych iluzjach ciagle mieszkaja ludzie i po tych
iluzjach ciagle jezdza samochody i pociagi.
Thome  - Coś o iluzji.   |25.03.2010 04:20:22
Pisząc o iluzji ekonomicznej nie miałem na myśli prymitywnego (i słusznie
krytykowanego) poglądu co poniektórych publicystów, że "w PRL nic nie
było". Oczywiście, że całą paletę rzeczy materialnych wytwarzano - trudno
sobie wyobrazić, aby ludzie zatracili instynkt samozachowawczy. Co więcej -
wiele tworzono, doskonalono i osiągano, choć wbrew a nie dzięki sytuacji
prawno-gospodarczej.

Twój opis z tymi "samochodami i telefonami"
dobry:) No, moze nieco przesadzony. Telefon miał….kto mieć
miał:)

"Oczywiscie bez zysku, poniewaz nie jest mozliwe osiaganie zysku w
sytuacji kiedy istnieje tylko jeden podmiot."

Ilość podmiotów na rynku
(bo przecież w PRL TAKŻE istniał realny rynek, ale w formie czarnej) nie
wyklucza osiągania zysku (np. pieniężnego). Inna sprawa, że to sytuacja
patologiczna.

Iluzja polegała (i wciąż próbuje się ją wskrzeszać, z
różnych powodów) na tym, że prowadzono działania, które w niezmienionych
warunkach nieuchronnie prowadzić musiały do bankructwa przedsięwzięcia. Brak
było mechanizmów weryfikacji w postaci rachunku ekonomicznego, co skończyło się
tak, jak wiemy. I nachalnie wciąż (także w manifeście programowym KP) serwuje
się bajkę o prawie do niemalże "dożywotniego zatrudnienia" (i nie idzie
tutaj o prawne gwarancje dla stosunku pracy jako efektu umowy). To jest właśnie
iluzja. Nie chodzi oczywiście o programową destabilizację ludzkiej egzystencji -
ale o eliminowanie np. regulacji, które petryfikują nieefektywny stan np.
zatrudnienia. Takie oszustwa kończą się nieszczęściem ludzi.

"Po
przewrocie ich wartosc wyrazona w zlotowkach przeliczono w ten sposob, ze
wartosc zlotowki wyliczono do dolara po kursie obowiazujacym wczesniej w
drobnych transakcjach prywatnych w bramie."

Ja bym tych "bram"
tak nie dezawuował. Dzięki nim można było np. szyneczkę konserwową na święta
zjeść.
daktyl   |25.03.2010 08:01:54
Konserwatywna modernizacja to oskymoron. To po pierwsze. A po drugie. Media
przekonują, że energia atomowa jest tania. Wręcz przeciwnie. Energetyka jądrowa
jest horrendalnie droga. Koszt budowy jednej elektrowni to kilka-kilkanaście
miliardów złotych. Żeby zaspokoić potrzeby naszego kraju, chociaż w 40%, trzeba
by było wybudować kilkadziesiąt takich elektrowni. Budowa elektrowni jest
bardzo długa i trudna. Również potencjalna likwidacja elektrowni atomowej to
szalenie długi proces.
Za elektrowniami atomowymi ciągnie się cała masa
problemów i minusów a jedynym plusem, który ma z tego wynikać - jak nas się
przekonuje -jest "czysta, tania energia". To fikcja. Energia atomowa
jest bardzo droga. Polski nie stać dziś na energetykę jądrową.

Wiatraki
można postawić wszędzie, elektrownie atomowe tylko w ściśle wyselekcjonowanych
miejscach.
Za te pieniądze można by postawić kilkadziesiąt tysięcy (jeśli nie
więcej) wiatraków w całej Polsce. I mieć rzeczywiście czystą i tanią energię.One
nie wymagają obsługi i są bezpieczne.
Spokojny   |25.03.2010 08:44:32
>>Twój opis z tymi samochodami i telefonami dobry:) No, moze nieco
przesadzony. Telefon miał&.kto mieć miał:)

istotnie. Niemniej jeśli już
miał, to nie zdarzało się w praktyce by go wyłączano z powodu braku pieniędzy na
opłacenie rachunku, co dzisiaj się zdarza nagminnie.

>Ilość podmiotów na
rynku (bo przecież w PRL TAKŻE istniał realny rynek, ale w formie czarnej) nie
wyklucza osiągania zysku (np. pieniężnego)

jeśli jest jeden podmiot, to zysk
finansowy nie jest możliwy. Możliwy jest jedynie zysk w sensie przyrostu ilości
wyprodukowanych dóbr i usług. A to zachodziło. Rzeczywiście w ciągu 40 lat udało
się zbudować socjalistom potężną infrastrukturę, wyprowadzić kraj z
analfabetyzmu, wiele rzeczy odbudować i wiele zagwarantować. Dziś upływa 20 lat
od ich upadku i można by się spodziewać, że co najmniej połowa tego powinna być
osiągnięta. Można by policzyć ile w ciągu tych 20 lat zbudowano szkół, ile dróg,
ile stworzono nowych miejsc pracy, pomnożyć to przez dwa i będzie jasne, kto był
sprawniejszy. I warto przy tym wziąć pod uwagę wartość dotacji jaką otrzymali w
tym czasie z zewnątrz socjaliści i zestawić z dotacją jaką od UE dostała RP.
Warto też zestawić zadłużenie tamtejsze i dzisiejsze - Gierek zamknął swoje
rządy zadłużeniem w wysokości 24 miliardów dolarów. Dzisiejsze zadłużenie Polski
to powyżej dwustu miliardów. Jest to niecałe 30% obecnego zadłużenia. Czyli w
ciągu o połowę krótszego okresu udało się zadłużyć na ponad dwa razy więcej,
mając dotacje i wyprzedając infrastrukturę.

A co do bram i handlu dolarami w
nich ja tego nie dewaluuję, dopóki to jest prywatny handel w bramie setką albo
dwiema. Natomiast przeliczenie wartości całego majątku narodowego po
przeliczniku z bramy uważam za kradzież stulecia. Nie było żadnej podstawy do
przyjęcia takiego przelicznika. Była to, jak to dziś mówi wprost Sacks
"decyzja ideologiczna". Czyli stwierdzenie, że "za komuny zarabiało
się 15 dolarów" to nie prawda, tylko "prawda ideologiczna".
Spokojny   |25.03.2010 08:46:52
Literówka - napisałem, że dzisiejsze zadłużenie to powyżej 200 miliardów a to
nieprawda. Prawdziwe jest natomiast zdanie, że zadłużenie odziedziczone po
Gierku to niecałe 30% zadłużenia obecnego.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 01.04.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.99004 Seconds