Żadne dochodzenie, czy był prąd w tramwaju, czy go nie było, nie umniejszy jej zasług - mówi o Henryce Krzywonos Agnieszka Wiśniewska, autorka książki Duża Solidarność, mała solidarność, w rozmowie z Anitą Czupryn w
„Magazynie” dziennika „Polska The Times” z 10 września.
Jaką kobietę Pani zobaczyła, kiedy po raz pierwszy pojechała do Henryki Krzywonos?
Poznałyśmy się na otwarciu świetlicy Krytyki Politycznej w Trójmieście. Henryka już wcześniej była zaprzyjaźniona z Krytyką Polityczną. Wówczas poznałam osobę, jaką Polska zobaczyła dwa tygodnie temu - kobietę silną, zdecydowaną, odważną, opiekuńczą. Kobietę, która, jeśli trzeba, to nakrzyczy, ale jak trzeba, to przytuli. Zanim do niej zadzwoniłam z propozycją: „Pani Henryko, będę pisać o pani książkę”, spotkałyśmy się jeszcze kilka razy.
Książka to był Pani pomysł?
To był pomysł Sławka Sierakowskiego i środowiska Krytyki Politycznej. Był styczeń 2010 r., zastanawialiśmy się, jak będzie obchodzona 30. rocznica podpisania porozumień sierpniowych. Przewidywaliśmy, że pojawią się opowieści o wolności w ujęciu albo katolickim, albo liberalnym. A my chcieliśmy włączyć się w przygotowania obchodów ze swoją opowieścią. Solidarność jest ważnym ruchem dla środowiska Krytyki Politycznej, odwołujemy się do jej dziedzictwa. Pomyśleliśmy o Henryce Krzywonos. Jak na jej format - dokonania i znaczenie w strajku w sierpniu ‘80, działalność po 1989 r., kiedy pomagała związkowi, pielęgniarkom, feministkom, dzieciom - ludzie za mało o niej wiedzą. Sławek zaproponował, żebym to ja napisała biografię Krzywonos. Zaufał mi, ja się zgodziłam. Chciałam przypomnieć Krzywonos, pokazać kobietę, przez której życiorys można opowiedzieć historię Solidarności. Dziś, kiedy już wszyscy wiedzą, kim jest Henryka Krzywonos, czuję, że to był dobry wybór.
Kiedy przyjeżdża Pani po raz pierwszy do domu Henryki Krzywonos, to jaką kobietę wtedy spotyka? Inną niż na spotkaniach Krytyki Politycznej?
Nie. Choć zaskoczyło mnie, jak dużo mówiła o dzieciach, a jak niewiele o innych sprawach. Ale Henryka domowa nie różni się niczym od Henryki, która wchodzi na scenę w czasie zjazdu Solidarności, czy tej Henryki, która występuje na scenie w czasie Kongresu Kobiet, czy tej, która przemawia podczas trójmiejskiego Marszu Kobiet. To jest zawsze ta sama osoba. Wiedziałam, że nie będziemy rozmawiać o tym, jaką kanapę kupiła czy gdzie powiesiła firanki.
Poznała Pani jej życie, ale myślę, że w książce nie umieściła Pani wszystkiego. Dlaczego?
Moja książka to nie karta pacjenta w szpitalu, gdzie trzeba wszystko opisać, ani program „Uwaga”. To historia kobiety, która walczy o prawa pracowników, o związki zawodowe, w latach 80. pomaga je zakładać, a prawie 30 lat później jest mediatorką między strajkującymi pielęgniarkami i premierem. To w końcu kobieta, która walczy o prawa kobiet, nie przez przypadek Kongres Kobiet uhonorował ją tytułem Polki Dwudziestolecia. W tej historii nie było ważne, żeby wygrzebywać, kim był jej pierwszy mąż, jakie nosiła kiedyś nazwisko, czy tata bił ją częściej, czy rzadziej, a mama piła więcej czy mniej. Oczywiście, to jest część opowieści o Henryce i ona jest w tej książce, ale nie to mnie podniecało. Chciałam raczej zrozumieć, dlaczego Henryka nagle staje i mówi: „Ten tramwaj dalej nie pojedzie”. I wiem, że nie dlatego, że zabrakło prądu. Chciałam opowiedzieć o tamtym świecie osobom w moim wieku, a ja jestem młodsza niż Solidarność. Osobom, które nie mają prawa tego wiedzieć i słyszą tylko jedną narrację o Solidarności - polityczną. Chciałam pokazać, że to jest historia żywa i bohaterka jest dla mnie ważna.
Cały wywiad w „Polska the Times”
Czytaj książkę Agnieszki Wiśniewskiej: Duża Solidarność, mała solidarność. Biografia Henryki Krzywonos.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...