NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Friszke: Ciołkosz chciał uczynić najbiedniejszych świadomymi obywatelami Drukuj
Z Andrzejem Friszke* rozmawia Mikołaj Syska   
28.03.2011

Mikołaj Syska, Krytyka Polityczna: Adam Ciołkosz to postać bardzo ważna dla polskiej lewicy. Wybitny działacz PPS-u, poseł na Sejm,  charyzmatyczny mówca i przywódca strajków robotniczych. Wychowuje się w rodzinie o silnej tradycji lewicowej. Jako młody chłopak trafia do harcerstwa, które odegrało ogromną rolę w przgotowaniu Ciołkosza do roli przyszłego działacza społecznego. To bardzo ciekawe, bo podobnie było później z Jackiem Kuroniem i dużą częścią pokolenia Marca. To właśnie harcerstwo było szkołą działania, współpracy, zaangażowania, bezinteresownej pracy dla innych.

ciolkosz.jpgAndrzej Friszke: Mnóstwo ludzi zaczynało w harcerstwie swoje zaangażowanie ideowe. I to zarówno z prawicy, jak lewicy. Harcerstwo zakorzenia w młodych ludziach chęć wpływania na rzeczywistość, promuje szlachetne wartości, pragnienie zmieniania świata na lepszy. Pamiętajmy też, że lata 1918-1920 to zaangażowanie młodych harcerzy w walkę o niepodległość, tworzenie zrębów nowego państwa. A Ciołkosz był wybitnym instruktorem, należał do tych, którzy tworzyli pierwsze struktury tej organizacji w Polsce. Nie było jeszcze wtedy harcerstwa, ale skauting. We Lwowie wychodziło pismo „Skaut”, do którego piętnastoletni Ciołkosz pisał artykuły. W 1914 r. spotkał Andrzeja Małkowskiego - ten kontakt zapewne miał znaczenie, bo Małkowski był postacią charyzmatyczną. W 1917-1918 Ciołkosz był już liderem skautingu w macierzystym Tarnowie. Prócz typowych zajęć harcerskich szkolili się też wojskowo, a jak nadszedł listopad 1918, wstąpili do tworzącego się wojska polskiego.

Co kształtuje światopogląd młodego Ciołkosza? W książce Adam Ciołkosz. Portret polskiego socjalisty pisze pan, że duży wpływ miały doświadczenia wojenne.

Wojna była dla Ciołkosza ogromnym przeżyciem, był bardzo aktywny i na froncie, i w akcji plebiscytowej na Mazurach. Doświadczenie żołnierza popychało go w kierunku antymilitarystycznym, zarzucał potem harcerstwu, że jest strukturą hierarchiczną i militarystyczną. Chociaż sam, jeśli trzeba było walczyć, zgłaszał się na ochotnika. W wojnie z bolszewikami uczestniczył do końca, a potem jeszcze na ochotnika w powstaniu śląskim. Ale jednocześnie uważał, że wojna to wojna, a na czas pokoju potrzebna jest zupełnie inna struktura życia społecznego i ideowego.
Niemałe znaczenie dla Ciołkosza miało też zetknięcie się z mniejszościami narodowymi w czasie wojny polsko-ukraińskiej. Ciołkosz zapewne czuł żal, że taka wojna w ogóle ma miejsce. Możemy to wnosić na podstawie jego późniejszej postawy w sprawach polsko-ukraińskich. Stąd, siłą rzeczy, negatywny stosunek do nacjonalizmu i jego pochodnych, czyli antysemityzmu, dyskryminacji, demagogii narodowej, a stykał się z nimi bezpośrednio po powrocie na studia, gdzie środowiska młodzieży narodowej były bardzo dynamiczne.

Ciołkosz trafia na uniwersytet, angażuje się w działalność lewicowych organizacji studenckich. Jakie lektury są wtedy ważne dla niego i całego środowiska młodej lewicy? Co ich kształtuje jako lewicowców?

Przede wszystkim Żeromski. W jego książkach odnajdują ważne dla lewicy postulaty, czyli wezwanie do pracy społecznej, ujęcia się za ubogimi, sprzeciw wobec dyskryminacji kobiet. Żeromski dla ludzi o lewicowych przekonaniach był wtedy ogromnie ważną, dziś powiedzielibyśmy „kultową”, postacią. Ciołkosz spotykał go w 1914 roku i był pod dużym wrażeniem. Oprócz tego oczywiście inni pisarze: Daniłowski, Strug, Brzozowski, Abramowski. Lektury kształtują poglądy młodej lewicy i pobudzają do działania, ale chyba nie więcej niż doświadczenia codzienne, ogląd społecznej rzeczywistości.

Uniwersytet w dwudziestoleciu międzywojennym jest bardzo żywy. Działa wiele organizacji młodzieżowych, studenci zwołują wiece, wydają pisma. Skąd bierze się ta aktywność młodych ludzi? Na dzisiejszym uniwersytecie w ogóle tego nie ma.

Wśród młodej inteligencji istniało wówczas przekonanie, że powinna być odpowiedzialna za sprawy swojego środowiska i za sprawy kraju. Młodzi ludzie mieli poczucie, że trzeba coś zmieniać, o coś walczyć, dopasowywać do tego metody działania i poszukiwać zwolenników. I to niekoniecznie w sferze polityki, prowadzili też działalność oświatową i samopomocową - dla biedniejszych kolegów.
Trzeba też pamiętać, że był to specyficzny czas. I wojna światowa właściwie zniszczyła dotychczasową kulturę, normy moralne i przyniosła poczucie końca pewnej epoki. To pozwalało uruchomić wyobraźnię i myśleć o tym, jak zbudować nowy świat. Odpowiedzią był komunizm, czyli projekt budowy nowej cywilizacji i zniszczenia pozostałości starej. W Polsce jednak komunizm był słaby, między innymi ze względu na jego rosyjskie pochodzenie. Tu lewicę zdominowała PPS, która chciała stworzyć państwo zapewniające pokój i system polityczno-społeczny umożliwiający rozwój, likwidację nędzy, postęp oświaty, pozwalający wydobyć z człowieka to, co dobre. Ważne było zapewnienie jak największej równości w społeczeństwie, umożliwienie społecznego awansu najuboższym.
Inną koncepcję miały ruchy prawicy nacjonalistycznej, które mówiły, że wojna niestety leży w naturze człowieka. Tylko siła się liczy. A jeśli chcemy być silni, to potrzeba nam konsolidacji narodu, silnej władzy i silnego państwa. Jak lubił mówić Dmowski: „Potrzeba nam nie cech kobiecych, ale męskich”.

Hasła narodowe zdobywają wtedy dużą popularność wśród młodzieży. Zwolennicy tego ruchu mieli przewagę na uniwersytecie i spore poparcie w społeczeństwie. Skąd brała się u młodej inteligencji fascynacja nurtem nacjonalistycznym?

Prawicowcy opisywali siebie jako pierwsze pokolenie niepodległej Polski. Mówili: przychodzimy z wojska, które nas nauczyło, że tylko Polakom zależy na tym państwie. W Polsce, również w obszarze cywilnym, konieczna jest dominacja Polaków, potrzebne jest wychowanie narodowe, które umocni naród, a w konsekwencji niepodległość. Co prawda jedna trzecia ludności to mniejszości narodowe, ale tylko Polakom zależy na państwie, więc im należą się większe prawa. I oczywiście trzeba twardo egzekwować dyscyplinę i porządek, bo tylko wtedy państwo będzie silne. Dlaczego trzeba ograniczyć liczbę żydów na uniwersytecie i wprowadzić numerus clausus? Bo to nie są Polacy i nie będzie im zależało na polskości i silnym państwie polskim. Poza tym oni wnoszą obce pierwiastki do polskiej, katolickiej kultury. Wielu ludzi po doświadczeniu wojny uwierzyło w te idee. Hasła PPS to była według nich utopia i „żeńskie wartości”.
Trzeba jednak pamiętać, że narodowcy nigdy nie mieli większości. Mieli bardzo silne poparcie (jak pokazały wybory 1922 r. - około 28 procent, a w środowisku inteligenckim nawet wyższe), ale nigdy nie zdobyli bezwzględnej większości. Na tak duże poparcie miał też wpływ Kościół, któremu, ze względu na pewien zakres wspólnych przekonań, a także głęboki strach przed komunizmem i laicką kulturą, było bardziej po drodze z endecją niż z innymi ruchami politycznymi. Ale społeczeństwo było podzielone i tak jak istniał ruch endecki, istniał też antyendecki.

Kulminacją tego sporu endeków z antyendekami jest nagonka i zabójstwo Narutowicza.

To wydarzenie spolaryzowało społeczeństwo. Po zabójstwie prezydenta nie można było stać pośrodku. Można było albo bronić Niewiadomskiego, albo uznać, że to był zamach na głowę państwa i złamanie wszystkich reguł demokracji. Dla nas dzisiaj demokracja jest kwestią najważniejszą, ale w świecie po I wojnie światowej wcale tak nie było. Według niektórych polityków i publicystów demokracja była rzeczą niebezpieczną, bo osłabiającą poczucie jednej prawdy, osłabiającą pozycję elit, a zatem – według wielu prawicowców – pierwszym etapem prowadzącym do komunizmu. Tak jak w Rosji, gdzie rewolucja lutowa i rządy Kiereńskiego poprzedziły rewolucję październikową i bolszewizm. Trzeba powiedzieć, że dla części ludzi lewicy demokracja też była przeszkodą, hamowała bowiem możliwość radykalnych zmian, których pragnęli. I dlatego komuniści byli przeciw demokracji. Ale Ciołkosz i inni socjaliści zawsze bronili demokracji jako warunku tworzenia nowego, zdrowego społeczeństwa. Uważali, że nie można budować lepszego świata na przemocy. Mieczysław Niedziałkowski, jeden z przywódców PPS, pisał, że człowiek słabo przygotowany do partycypacji w życiu publicznym może stać się świadomym obywatelem, ale tylko dzięki demokracji, czyli dyskusjom, sporom, lekturom, praktycznej aktywności w organizacjach, związkach zawodowych, samorządach, nabywaniu wiedzy o mechanizmach życia społecznego i budowaniu kultury dyskusji.

PPS był wówczas obudowany licznymi organizacjami wychowawczymi i edukacyjnymi. Dla samego Ciołkosza ważne jest realne działanie. Mocno angażuje się w pracę z robotnikami, organizuje strajki, warsztaty, akcje broniące praw pracowniczych. Realna polityka to było według niego spotkanie z robotnikami. Dzisiaj chyba żaden z polityków nie myśli w tych kategoriach.


Dla socjalistów najważniejsze było to, żeby państwo było wspierane przez klasę robotniczą, czyli coraz bardziej świadomych pracujących obywateli. To był cel polityki według PPS: żeby świadomymi obywatelami stali się robotnicy, zwykle zabiedzeni, niedokształceni, nieoczytani. Tacy obywatele mogliby sami walczyć o poprawę swojego losu, o przekształcanie życia społecznego i coraz większą partycypację społeczną. Robotnicy, chłopi powinni mieć poczucie, że państwo jest ich wartością. A będą mieli takie poczucie, jeśli zapewni im ono warunki rozwoju i będzie bronić ich interesów.
Ciołkosz organizował wiece, Dni Kultury Robotniczej i wiele innych akcji, bo był lewicowcem-społecznikiem. Ponadto oczywiście organizował robotników Tarnowa, a potem Krakowa, do wyborów parlamentarnych, samorządowych i do kas chorych, bo i takie się odbywały.

Demokracja okazała się niezbyt ważna również dla środowiska sanacji. W Polsce pokutuje mit Piłsudskiego jako człowieka nieskazitelnego. Pamiętając o jego zasługach, opowiedzmy jednak o latach 30.: o  prześladowaniach politycznych, ograniczeniach demokracji, Brześciu. Te wydarzenia to przecież także dzieło Piłsudskiego, a dziś jakoś niechętnie się o nich wspomina.

Przez całe życie mam problem z Piłsudskim. I to jest problem, nie będę ukrywał, ogromnej fascynacji. Uważam go za twórcę niepodległego państwa. Piłsudski skonsolidował rozbieżne energie w obozie niepodległościowym przed I wojną światową. Może obóz niepodległościowy istniałby i bez niego, ale zapewne byłby rozbity. Jednocześnie Piłsudski był pragmatykiem, co umożliwiło mu zbudowanie zalążków wojska polskiego w okresie I wojny światowej, i - co ujawniło się w 1918 roku - dzięki różnym jego kompromisom, mimo ogromnych napięć, udało się zbudować jednolitą władzę centralną i jedną armię, a więc państwo. Poza tym Piłsudski był antytezą endeckości w wewnętrznym życiu politycznym. I obronił istnienie Polski w roku 1920.
To, co się działo potem, po 1926 i w latach 30., jest bolesne dla wielu jego zwolenników. Człowiek, który był w młodości głównym propagatorem programu niepodległościowego, przywódcą konspiracyjnej PPS i przez długi czas symbolem rozsądnej lewicy, nagle postępuje wbrew ideałom, z którymi go kojarzono. Wszystko zaczyna się od przewrotu majowego, a Brześć i dalsze represje są tego konsekwencją. Piłsudski stanął przed dylematem, czy można stworzyć centrolewicowe rządy w Polsce przeciwko prawicy. Będąc politykiem pragmatycznym, szukał poszerzenia legitymizacji i maksymalnego osłabienia sił prawicy. Mniej więcej połowa inteligencji to byli sympatycy prawicy, także warstwy posiadające i Kościoł. Bardzo trudno jest rządzić przeciwko takiej opozycji, dlatego próbował przekonać do siebie konserwatywną część społeczeństwa. Ale ustępstwa musiały kosztować utratę poparcia lewicy. Zwiększała się krytyka rządu, a Piłsudski odpowiadał na to dyktaturą, tłumieniem wolności i atakiem na Sejm. Nie wszystko, co robił w tym czasie, można racjonalnie wytłumaczyć. Te wulgarne wywiady, łajanie opozycji. Właściwie nie wiadomo, dlaczego to robił. Wśród socjalistów i ludowców narastał sprzeciw, były próby przywrócenia zasad demokracji. Ale Piłsudski blokował opozycję w Sejmie, walka zaczęła się przenosić „na dół”, do miast i miasteczek. Przykładem jest choćby opisywane przeze mnie pobicie Ciołkosza.

Ciołkosz trafia do Brześcia razem z innymi politykami opozycji. Przetrzymują ich tam w koszmarnych warunkach, znęcają się nad nimi psychicznie i fizycznie.

Brześć jest wydarzeniem bez precedensu w polskiej historii, symbolicznym i bardzo wstydliwym. Aresztowanie przez policję kilkunastu posłów, byłego premiera, ludzi znanych i zasłużonych, i wywiezienie ich na wiele tygodni do twierdzy wojskowej, to było coś szokującego i łamiącego dotychczasowe zasady. Poddawano ich brutalnemu reżimowi, zmuszano do czyszczenia wychodków, głodzono, wyzywano, straszono, inscenizując przygotowania do egzekucji, niektórych nawet pobito. Nie pozwalano im siadać, a nawet opierać się o łóżka, w celach nie było papieru, a używanie do podtarcia słomy było karane. o, co tam się działo, było haniebne i kładło się ponurym cieniem na życiu politycznym w Polsce.

A jak reaguje na te represje społeczeństwo?

Społeczeństwo było przestraszone aresztowaniami, ale nie wykazało ochoty do protestów i strajków.

A Kościół?

Chyba nie zwracał na to szczególnej uwagi. Trudno powiedzieć, bo nie ma pełnej monografii Kościoła w okresie międzywojennym.

Już po wojnie Jerzy Stempowski w „Kulturze” paryskiej będzie winił dwudziestolecie, że przygotowało grunt pod PRL. Uważał, że uległość warstwy urzędniczej i inteligencji zaczęła się już wtedy.

Można się oburzać na tak sformułowane tezy, ale coś w nich jest. To, co się działo przy okazji wyborów samorządowych - narzucanie przez władzę administracyjną komisarzy i prezydentów, sposób traktowania radnych, lekceważenie opozycji, rozwiązywanie wieców pod byle pretekstem, ogólne wymuszanie konformizmu społecznego… To wszystko jakoś kształtowało rozumienie przez obywateli władzy i jej możliwości, a więc miało wpływ na zachowania społeczne po II wojnie. Aparat urzędniczy miał zakodowane, że ma bezkrytycznie słuchać władzy.

Po wybuchu II wojny Ciołkosz wyjeżdża z kraju. W Londynie zaczyna działalność polityczną na wychodźstwie. Do końca życia jest wierny swoim ideałom. Kieruje PPS-em na emigracji, angażuje się w działalność społeczną, sprzeciwia się układowi jałtańskiemu i wspiera opozycję antykomunistyczną w Polsce.

Ciołkosz jest bardzo ważną postacią polskiej emigracji politycznej. Należał do Rady Narodowej, czyli takiego parlamentu przy rządach Sikorskiego i Mikołajczyka, których politykę zresztą ostro krytykował. Był jednym z przywódców PPS, utrzymywał też kontakty z zachodnimi socjaldemokratami. W 1945 roku stanął wobec pytania, co czynić w sytuacji, gdy Polska znalazła się pod dominacją sowiecką, a jej konsekwencją są rządy komunistów. Szukał jakichś wyjść, prób oddziaływania, o czym piszę, ale nikt nie był w stanie odmienić losu. Socjaliści w kraju szli do więzień, w niebyt polityczny, albo wyrzekali się swych przekonań, całkowicie ulegali komunistom.
Po wojnie Ciołkosz należał do przywódców emigracji legalistycznej, czyli uznającej rząd polski na obczyźnie. W tym obozie odegrał dużą rolę. Stał się też znanym publicystą i historykiem. Wspierał ruchy opozycyjne w Polsce, w 1976 r. był między innymi inicjatorem Obywatelskiego Komitetu Zbiórki na Pomoc Ofiarom Wydarzeń Czerwcowych, popierał KOR.

Dlaczego dziś ta niekomunistyczna tradycja lewicowa, którą symbolizuje Adam Ciołkosz, jest tak kompletnie zapomniana?

W moim pokoleniu ta tradycja była jeszcze żywa. Dla środowisk opozycyjnych lat 70. to była może najważniejsza tradycja. Proszę zwrócić uwagę na tytuły pism, które się wtedy ukazywały: „Robotnik”, „Krytyka”. To wszystko są nazwy zapożyczone z socjalistycznego ruchu niepodległościowego. W tych pismach (nawet „Głosie” wydawanym przez Antoniego Macierewicza) odnoszono się do doświadczeń lub tradycji lewicy przed rokiem 1914, albo i w okresie międzywojennym. „Krytyka” wydawana przez Michnika i Kuronia wprost odwoływała się do tradycji PPS. Pamięć o tej tradycji zaczęła zanikać w latach 80. i jest to związane z ogólnym kulturowym zwrotem na prawo.  

Z czego wynikał ten zwrot?

Trochę z upływu czasu, a trochę ze stanu wojennego. Pokolenia odwołujące się do symboli i pojęć z okresu Polski niepodległej zeszły ze sceny, załamała się też wiara w ekonomiczne i społeczne wartości lewicowe. Samorząd robotniczy w przedsiębiorstwie był ostatnim projektem ideowym zakorzenionym w tej tradycji. Ekonomiczny neoliberalizm unieważnił podstawowe kategorie myślenia socjaldemokratycznego, w których celem gospodarki był nie wzrost produkcji i efektywność, ale zaspokajanie potrzeb zwykłego człowieka, państwo opiekuńcze. W Polsce dochodziło radykalne załamanie gospodarcze, właściwie katastrofa gospodarcza.
Ostra konfrontacja, którą przyniósł stan wojenny, powodowała, że ludzie myśleli raczej w kategoriach narodowych, skupiali się wokół Kościoła, a wszelka lewica kojarzyła się z komunizmem. Być może zresztą już wcześniej tradycja PPS silniejsza była w elitach inteligencji niż w masach społecznych, które właściwie nic o niej nie wiedziały.

Pokolenie Marca i środowisko KOR-u było silnie związane z tą tradycją. Zresztą jednym z założycieli KOR-u był przedwojenny PPS-owski działacz Ludwik Cohn, KOR utrzymywał też kontakty z Adamem Ciołkoszem. Natomiast po ‘89 roku to samo środowisko oddaliło się od tej tradycji. Może zapomnieliśmy o przedwojennej niekomunistycznej lewicy, bo ludzie Marca i KOR-u pozwolili sobie i nam o niej zapomnieć?

O przyczynach tej zmiany mówiłem przed chwilą. Chyba tylko Jan Józef Lipski walczył o odbudowanie tej tradycji. Ale myślę, że to odejście od lewicowości było nieuniknione. Formacja, o której pan mówi, znalazła się w ‘89 roku w takiej samej sytuacji jak Piłsudski w roku 1918. Chcąc budować demokratyczne państwo ponad podziałami, musiała zrezygnować z etykiety ideologicznej. Odwołanie się do PPS byłoby kontrowersyjne dla dużej części potencjalnych sojuszników i dla ogromnej części społeczeństwa. Zwyciężył pragmatyzm. Dla pokojowych przemian trzeba było zbudować bardziej ogólną ramę porozumienia.  

Wiele ze zmian gospodarczych, które wtedy wprowadzono, nie miało nic wspólnego z wartościami PPS-u.

No tak. Te przemiany odbywały się w warunkach dominacji neoliberalnego nurtu w światowej myśli ekonomicznej, co jest oczywiście radykalnie sprzeczne z tradycją ekonomii lewicowej. Ale proszę zwrócić uwagę na dominujące trendy w świecie oraz na katastrofę polskiej gospodarki, której nie można było uzdrowić bez pomocy kapitalistycznego świata.

Ale to środowisko nie zrezygnowało przecież z etykiet ideologicznych. Jedną ideologię zastąpiło drugą – neoliberalną. Może i trzeba było wtedy budować szerokie porozumienie, ale od tego czasu minęło ponad dwadzieścia lat. I przez ten czas formacja, o której mówimy, nie podjęła się odbudowania tradycji lewicowej w Polsce.

To środowisko starało się odgrywać przez długi czas rolę głównego organizatora przemian demokratycznych, ekonomicznych. I dlatego nie mogło pozwolić się zaszufladkować. Nie mogło mieć silnej tożsamości lewicowej, prawicowej czy nawet liberalnej. Upieram się, że to jest ta sama sytuacja co z Piłsudskim, który, mając skłonności lewicowe, w realnej polityce starał się być możliwie nieidentyfikowany ideologicznie.

Tadeusz Konwicki w latach 90. w rozmowie z Adamem Michnikiem powiedział, że „o ile PPS ma wielkie trudności, żeby się odrodzić w takiej postaci, w jakiej ją lubiliśmy i podziwialiśmy, o tyle – nazwijmy wytwornie – wapory endeckie rodzą się z dnia na dzień same, tak jakby były, niestety, w nas zakodowane”. Dlaczego ta z ducha PPS-owska lewica wciąż nie może się odrodzić po ‘89 roku?

Rzeczywiście te „wapory endeckie” ciągle powracają, bo ich istotą jest integryzm katolicki (jedność religii i nacjonalizmu) oraz niechęć do Żydów, a w ślad za tym poczucie zagrożenia przez świecką kulturę, idee Zachodu, nie „nasze” elity, przemiany obyczajowe. Taka postawa, „zamknięta”, wsobna, etniczna, jest widoczna w części społeczeństwa, także klasy politycznej, również dzisiaj. A postawy lewicowe zostały skompromitowane przez PRL, który utożsamiano z lewicowością. Powstały te stereotypy, że lewica to utopia i dziecinna idea, że socjalizm to zawsze komunizm, że tylko prywatne jest dobre itd. Pewne rzeczy zawarte w lewicowej postawie się skompromitowały, ale znaczna część nie. Dla zdrowia publicznego w Polsce bardzo brakuje lewicy normalnej, a nie opierającej się na obronie własnej historii i związkach środowiskowych. Jeśli nikt nie zajmie się ludźmi biednymi, poszkodowanymi przez przemiany, to powstanie potencjał buntu. Jeśli ci ludzie stracą nadzieję, że ktoś im może pomóc, to będą zwracać się przeciwko państwu.

Brak takiej lewicy to chyba trochę porażka pokolenia Marca i KOR-u.

Trochę tak, bo ta część społeczeństwa, której się nie powiodło, którym nikt nie potrafił podać ręki ani wytłumaczyć zachodzących zmian, odeszła w stronę populistycznej prawicy, która jest wielkim zagrożeniem. Polska potrzebuje lewicy, która znowu stanie się wiarygodna i ideowa, demokratyczna i propaństwowa. I takich lewicowych postaw, jakie całym swoim życiem reprezentował Ciołkosz.

 
 — 

Zapraszamy na debatę!

Andrzej Friszke, Karol Modzelewski, Małgorzata Kowalska

Prowadzenie: Roman Kurkiewicz.

29 marca, wtorek, godz. 19.00, Nowy Wspaniały Świat

 
 — 

*Andrzej Friszke - historyk, badacz dziejów najnowszych Polski, jeden z najważniejszych znawców II RP i PRL, życia politycznego emigracji oraz historii opozycji politycznej w Polsce po 1944 roku.

  

  


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 03.04.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.94106 Seconds