NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
O żałobie, żartach i liberalnych strażnikach szafy Drukuj
ASz   
22.12.2008

tomasik_okladka_s.jpg Tomasik opowiada rzeczy oczywiste, choć powikłane: homoseksualne żywoty wielu aktorów polskiego kanonu. Niby nic, ale zaczęło się dziać - Błażej Warkocki recenzuje Homobiografie Krzysztofa Tomasika w „Czasie Kultury”.

Bo kto żył więcej niż jednym życiem,
Więcej niż jeden raz musi umierać
(Oscar Wilde, Ballada o więzieniu w Reading)



Krzysztof Tomasik zebrał w swojej książce kilkanaście szkiców na temat postaci polskiego kanonu parających się piórem: w większości bardzo znanych. Interesował go – nie ukrywajmy – głównie (pewny, bądź tylko możliwy) homoseksualizm.

Autor wpisuje się tu w pewną tradycję – poszukiwania symbolicznej homoseksualnej genealogii. Odnajdywania, wykopywania, odkrywania przodków, białych braci i sióstr, dzięki którym można nadać sens życiu i umościć się w kulturze, która skazała osoby homoseksualne na przymusowe milczenie. Tomasik nie jest tu z cała pewnością pierwszy. Gregory Woods w swojej obszernej monografii literatury homoseksualnej podaje jak to pomiędzy kartkami bibliotek XIX-wiecznego Oxfordu sympatyczni młodzi dżentelmeni robili spisy prawdziwych i mitycznych kochanków homoseksualistów. Takie spisy, mniej lub bardziej zakamuflowane, można również odnaleźć u Jerzego Andrzejewskiego czy Grzegorza Musiała. Niestrudzonym gejowskim biografem (już fazy emancypacyjnej) był także Marcin Krzeszowiec.

Dlaczego zatem książka Tomasika jest wyjątkowa? Bo unika kilku pułapek. Po pierwsze to nie spis fascynujących plotek z życia seksualnego intelektualistów. Przeciwnie. Należy sobie w końcu uświadomić – a Homobiografie dają ku temu sposobność – że homoseksualność to nie „obyczajówka”, tylko fakt kulturowy, no i część polskiej kultury, ważna o niej opowieść.

Istnieje różnica między tym, co prywatne, a tym, co intymne. Tomasik w swojej książce – jak każdy autor biografii, co wynika z samej definicji gatunku – zajmuje się życiem prywatnym swoich bohaterów. Co więcej – wykazuje dużo szacunku i zrozumienia wobec ich wyborów życiowych. A jednak czytelnik znający Homobiografie wyłącznie z recenzji prasowych mógłbym podjąć (mylne) wrażenie, że autor zajmuje się kwestiami intymno-łóżkowymi. Tych kilka „momentów” – a są to ze dwa cytaty w których jeden znany pisarz obsmarowuje drugiego znanego pisarza – znalazło poczesne miejsce w tekstach Dariusza Nowackiego (GW, 27 maja) i Jerzego Sosnowskiego („Przekrój”, 12 czerwca). Z perspektywy psychoanalitycznej podejrzliwości są to zachowania symptomatyczne: autorzy wybierają świadomie skandalizujący szczegół (który zapiekle krytykują), nie zauważając wymowy całości. Pamiętajmy zatem, że podniesiona przez Jerzego Sosnowskiego kwestia  wyższości rozmów o Ziemi Ulro nad rozmowami o seksie analnym – jest być może ciekawa, ale nie ma zupełnie nic wspólnego z książką Krzysztofa Tomasika.

Homobiografie obrazują pewien paradoks. Autor nie korzystał z jakichś tajnych źródeł, wykorzystał to co już dostępne (głównie opublikowane dzienniki i listy). W jakimś sensie mówi to, co wszyscy i tak wiedzą. A jednak „to” było długo kamuflowane i nie podlegało kulturowej obróbce i interpretacji. Było tajemnicą, ale „jawną” (czy w Polsce żyje ktoś zajmujący się kulturą, kto nie wiedziałby, że Iwaszkiewicz był homoseksualny?) i nie była to dobra sytuacja, bo wszelkie „jawne tajemnice” mają projekcyjną moc wyszukiwania kozłów ofiarnych. Dałoby się też zapewne sporządzić słownikową broszurkę strategii eufemizujących homoseksualność: jak powiedzieć, żeby nie powiedzieć, albo nie powiedzieć do końca. W tym sensie książka Tomasika nazywa „jawną tajemnicę” tożsamości homoseksualnej i pokazuje, że funkcjonuje ona w samym centrum polskiej kultury. Jest jej istotną częścią.

Książka opisuje również pewną nieprzepracowaną żałobę, którą jawna tajemnica podtrzymuje. Weźmy przykład Lechonia. Cudowne dziecko polskiej literatury, homoseksualista-konserwatysta, antykomunista, samobójca, wokół którego odprawiono wiele rytuałów „chowania w szafie”, obecnie ulubiona figura prawicowego dyskursu (gdzie występuje w roli „dobrego homoseksualisty”). Jak wynika z ksiązki Tomasika sporo zrobiono, żeby nie można było porozmawiać z Aubreyem Johnstonem (zamieszkałym w USA), długoletnim partnerem Lechonia. Biografowie byli odsyłani z kwitkiem, a Johnston w najlepszym razie lekceważony jako „nikt”. To nie tylko strata dla polskiej kultury, ale również przemoc symboliczna wobec konkretnego człowieka. Bo strażnicy „szafy” i pomników, nawet jeśli sami fotografują się z żonami, biorą śluby tudzież rozwody, będą bezwzględni wobec homoseksualnej żałoby.

Trzeba bowiem pamiętać o drugiej stronie medalu. Wielkie fragmenty życia ludzi takich jak Lechoń są zakłamywane. Bo nie chodzi tylko o – często dziś podnoszone – prawo do legalnego związku. Chodzi również o prawo do legalnej żałoby. O to, żeby można było wyrazić publicznie ból, do czego każdy heteroseksualista (po śmierci żony czy męża) ma prawo.

Czy Aubrey Johnston był na pogrzebie Lechonia? A może powinien go organizować? W istocie jego historia była bardzo dramatyczna: w momencie samobójstwa partnera przebywał w Europie i przez kilka miesięcy wysyłał listy do zmarłego Lechonia, nie wiedząc że ten nie żyje. Szybko stał się nielegalny, bez prawa do wyrażenia wspomnień. I najważniejszego: prawa do legalnej żałoby. Takich historii w książce Tomasika jest poukrywanych więcej.

Dziś zatem należy sobie powiedzieć jasno: obrońcy homoseksualnej „szafy” działają na szkodę polskiej kultury. Wywiad-rzeka z Johnstonem byłby ogromnym wkładem do rodzimej kultury; mógłby ukazać się na przykład w bibliotece „Więzi”, która specjalizuje się w Lechoniu. Byłaby to książka fascynująca i ogromnie ważna. Jednak akcja obrońców „szafy” się powiodła. Aubrey Johnston zmarł w 2003 roku i nic już nie powie.

Homobiografie doczekały się obfitej recepcji, pod każdym względem zróżnicowanej. Można wręcz dojść do wniosku, że książka Tomasika spełniła rolę nazwania homoseksualnej tajemnicy w polskiej kulturze. W bezpretensjonalny, kompetentny sposób Tomasik opowiada rzeczy oczywiste, choć powikłane: homoseksualne żywoty wielu aktorów polskiego kanonu. Niby nic, ale zaczęło się dziać. Interesująco rozłożyły się głosy liberalne i konserwatywne. Konserwatywne można było łatwo przewidzieć, więc nie są aż tak ciekawe. Tomasz Terlikowski na przykład ogłosił, że mamy do czynienia z „apoteozą grzechu”, choć Iwaszkiewicz pod koniec życia błogosławił swój małżeński stan – więc może nie tak do końca (swoją drogą kiedy to właściwie fundamentaliści religijni zawładnęli sporym obszarem dyskursu publicznego? Mam wrażenie, że głosy katolickich integrystów kiedyś były mniej widoczne). O wiele bardziej interesujące są wypowiedzi „liberałów” (nazwij ich w ten sposób umownie) np. Dariusza Nowackiego i Jerzego Sosnowskiego, których głos układa się we wspólny wzór strażników homoseksualnej szafy.

Ogólnie rzecz ma się tak: wedle konserwatystów to agresywny atak na „naszą” kulturę (poprzez apoteozę grzechu homoseksualnego), a wedle liberałów  to raczej śmiesznostka, ploteczki rodem z internetowego Pudelka, ale koniec końców niebezpieczne, bo sprowadzające homoseksualną sublimację na bruk trywialnej emancypacji.

Najbardziej symptomatyczny wydaje się tu głos Nowackiego. Zanim jednak poddamy go uważniejszej analizie, zauważmy istotną rzecz. Przekaz książki Tomasika dużo lepiej odebrali niektórzy konserwatyści. Np. autor kryptorecenzji z „Naszego Dziennika” (29 maja 2008) Stanisław Krajski (autor nie wspomina, że pisze o Homobiografiach, choć w dużej mierze o nich pisze) dużo lepiej niż Nowacki rozumie o co w tej książce toczy się gra – mianowicie o redefinicję kultury. O taki jej kształt, w którym homoseksualność nie będzie skazana w najlepszym razie na wysublimowane milczenie, moglibyśmy dopowiedzieć, choć Krajewski użyje oczywiście innego języka: „Zboczenie w dziedzinie ludzkiej płciowości powiązane z destrukcją w dziedzinie moralnej musi owocować negatywnie w wielu porządkach, w wypadku pisarzy również w porządku literatury”.

Powróćmy do tekstu Nowackiego, który wydaje się być bardzo symptomatyczny dla współczesnych liberalnych strażników szafy. Dariusz Nowacki czyni mianowicie kilka dziwnych założeń, które mają niewiele wspólnego z książką Tomasika, która wedle niego jest po pierwsze „zabawna”, a po drugie „groźna” (jak twierdzą „niektórzy”, choć autor nie zdradza ich personaliów, a ciekawie byłoby je poznać).

Tomasik napisał książkę popularyzatorską i publicystyczną, a nie naukową. Do tego niewątpliwie nastawioną na emancypacyjny zysk, do czego autor ma przecież pełne prawo. Niewątpliwie jest to zachęta do tego, aby w naukowy sposób opisać strukturalne znaczenie homoseksualności w polskiej kulturze wieku XX i drugiej połowy XIX (wtedy - wedle metodologicznych konstruktywistów inspirowanych Foucaultem - rodzi się homoseksualista jako byt tożsamościowy). Mógł to już dawno zrobić Nowacki, mogli to zrobić „niektórzy”. Ale nie zrobili. Mamy więc na razie świetną popularyzatorską książkę biograficzną dzięki której sporo dowiadujemy się o tym jak drzewiej bywało (np. bardzo ciekawe uwagi o stosunku homoseksualnych mężczyzn do małżeństwa w międzywojniu). Jednak drzwi są otwarte do tego by pisać dalej i „queerować” polską kulturę, drobiazgowo uwzględniając wszelkie niuanse „kontekstów historyczno-kulturowych, paradygmatów estetycznych i norm obyczajowych” (do czego, słusznie, zachęca Nowacki). A pamiętajmy, że co nieco już zrobiono, by wspomnieć prace Germana Ritza o Iwaszkiewiczu i prekursorskie Obszary odmienności. Rzecz o Marii Komornickiej Izabeli Filipiak. Ciągle jednak o homoseksualności w polskiej kulturze czasów przedemancypacyjnych wiemy żenująco mało, zwłaszcza w kontekście prac anglojęzycznych dotyczących Europy Zachodniej (czy mają w tym udział jacyś „niektórzy”, którzy zawyrokowali, że takie badania są „niebezpieczne”?).

Nowacki powtarza banał o zagrożeniu jakie stwarza emancypacja dla prawdziwej literatury i – w domyśle – porządku świata. Dawniej, gdy pisarze się „ukrywali” było pięknie a ich literatura wzniosła i wysublimowana. Dzisiaj wszystko uległo banalizacji, a o homoseksualizmie można sobie żartować na kanapie u Wojewódzkiego. No cóż, homoseksualizm jest banalny. Zawsze można też poprosić Romana Giertych, by porządził w kulturze i jest nadzieja, że pisarze zaczną sublimować i campować (i naprawdę mamy uwierzyć, że Giertych to najlepszy sposób na generowanie wielkiej literatury?). Po trzecie – Nowacki przedstawia jakąś dziwną wiarę w naturę ludzką – z faktu, że o homoseksualizmie można sobie ot tak żartować nie wynika, że ludzie przestali mieć problemy stanowiące „brzemię”. Wszyscy chorujemy i umieramy, i mamy tysiące innych kłopotów egzystencjalnych, eschatologicznych, finansowych oraz wszelkich innych. Jest się więc z czego „wyzwalać” i na ten temat ewentualnie pisać.

W gruncie rzeczy Nowacki – poprzez swą oklepaną figurę myślową czytaną dla intelektualnej rozrywki „odwrotnie” – mówi coś istotnego. Wskazuje nieświadomie na centralne znaczenie „epistemologii homoseksualnego ukrycia” (formuła Eve Sedgwick) w konstrukcji wysokiego polskiego modernizmu. Rozpoznanie uwarunkowań tegoż ukrycia (a recenzja Nowackiego jest tu ciekawym i symptomatycznym przyczynkiem) to ważne zadanie dla przyszłych badaczy.

Robi się jednak naprawdę dziwnie gdy Dariusz Nowacki pisze: „Idzie właśnie o odzew w mediach, o zdarzenia, które <zmieniałyby postrzeganie kwestii homoseksualizmu w przestrzeni publicznej> (ze wstępu). Tutaj żarty się już kończą. Tomasik ma w nosie wysokoartystyczną kulturę literacką”. Dlaczego żarty się kończą gdy chodzi o owo „zmienianie postrzegania”? Dlaczego właśnie tu? Dlaczego taka działalność jest zła? Zwłaszcza po PRL-oewskiej akcji „Hiacynt” i IV RP z jej homofobiczną paranoją i możliwym zakazem uczenia przez homoseksualistów w szkołach ( w której osoby homoseksualne przecież i tak są, ale tym razem zostały skuteczniej niż kiedykolwiek wcześniej zastraszone)?

Tak, tutaj żarty się kończą. Milczenie na temat homoseksualności jest w gruncie rzeczy – w dzisiejszych warunkach – przyzwoleniem na przemoc. Nie tylko tę instytucjonalną, ale również przemoc naszą powszednią, jakże często – np. w szkołach - homofobiczą. Przedziwna figura, którą zaprezentował Nowacki, jest w gruncie rzeczy sakralizowaniem przemocy w imię wyimaginowanej wizji Literatury. Czy programy antyhomofobiczne w szkołach też są złym pomysłem, zagrażającym wielkości prozy Gombrowicza czy Iwaszkiewicza? Cokolwiek by na temat nie myśleć: pamiętajmy że Iwaszkiewicz i Gombrowicz mają jedną cechę wspólną. Są mianowicie martwi. W odróżnieniu od uczniów i uczennic polskich szkół, a także ich nauczycieli, którym dość prosto jest zafundować, jak się okazuje, podkręcenie homofobicznej paranoi. Wizja wysokiego polskiego modernizmu zaproponowana przez Nowackiego – nieprawdziwa, ale symptomatyczna – stoi na straży przemocy, upostaciowanej w figurze „szafy”.

I tu, rzeczywiście, żarty się kończą.

Krzysztof Tomasik, Homobiografie. Pisarki i pisarze polscy XIX i XX wieku, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2008.

Tekst ukazał się w „Czasie Kultury„ 5/2008.

Komentarze
Dodaj nowy
Johansenn   |26.12.2008 14:10:17
"Aubrey Johnston zmarł w 2003 roku i nic już nie powie."

AJ mial
siostre (tak pisal JL w Dzienniku). Moze ona jeszcze zyje? Na pewno zyja jeszcze
ludzie znajacy AJ.

Gdybym miala mozliwosci, na pewno podjelabym
poszukiwania. Temat jest fascynujacy, a chwila ostatnia, zeby dotrzec do ludzi
(najlepiej nie Polakow), ktorzy znali tę parę.

Moze Krzysztof Tomasik
podejmie sie tej pracy? Jego swietna ksiazka daje duze szanse na sukces.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 22.12.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.86357 Seconds