|
Lato, lato i po lecie, a po drodze zdążyło wyjść tyle ciekawych
książek, których już nie sposób odłożyć na wakacje. Cóż, trzeba zatem
się nimi raczyć jesienią i wtedy nadrobić zaległości. Bo przecież
kiedyś trzeba.
Zaczynajmy. Na początku myślałem, że to będzie powieść, bo oglądałem
świetny film na podstawie tej książki. Chodzi oczywiście o Aimée &
Jaguar. Historię pewnej miłości, Berlin 1943 Eriki Fischer, świeżo
wydanej przez Czarne. Ale to nie jest powieść, to fabularyzowany
dokument o szalonym romansie w czasie pogardy, o miłości romantycznej
młodej Żydówki Schragenheim do przykładnej hitlerowskiej żony i matki
czworga synów Frau Wust. Historia jest jak najbardziej prawdziwa. Sama
książka też jest pasjonująca, choć czasami można ugrząźć w morzu
szczegółów. I w jakimś sensie romans między kobietami bywa tutaj
rodzajem pretekstu dzięki któremu można opowiedzieć całkiem inną
historię - historię niemieckich (a zwłaszcza berlińskich) Żydów, którym
krok po kroku odbierane są prawa i którzy ciągle myślą - oni (władza)
nie mogą być aż tak nienormalni. Niestety - mogą.
Książka w Polsce została przyjęta całkiem dobrze i nie wzbudziła
widocznych protestów w mainstreamowych mediach. A należy przypomnieć,
że Aimée & Jaguar wyszła tutaj po 14 latach od swego niemieckiego
debiutu, choć przecież z Niemiec do Polski rzut beretem. Stawiam kokosy
przeciw orzechom, że wtedy byłoby dużo gorzej (polscy wydawcy się
książką kompletnie nie interesowali), nie było odpowiedniego klimatu do
zrozumienia opowieści o miłości dwóch kobiet jako sposobu na opowieść o
totalitaryzmie (lesbijki w hitlerowskim Berlinie? A po co nam panie
dziejku, takie rzeczy?). Trochę wody upłynęło w rzekach, kilka parad na
ulicach i już jest. Jednak.
Ale czy do końca? Wyszła ostatnio świetna publicystyczna książka
Krzysztofa Tomasika Homobiografie, zbiór kilkunastu szkiców o tuzach
polskiej literatury: wyważone, kompetentne (autor musiał przebić się
przez najważniejsze polskie dzienniki XX wieku), skondensowane,
przekonujące. Wniosek z lektury: życie bywa skomplikowane. Bywa się
homoseksualistą i konserwatystą, i skacze z okien nowojorskich
wieżowców (Jan Lechoń, poeta), bywa się matką kilkorga dzieci, pisze
patriotyczne wiersze, a starość spędza z przyjaciółką pod jednym dachem
podarowanym skądinąd przez naród (Maria Konopnicka, pisarka). Cóż,
życie. W książce Tomasika jest więcej takich historii, czasami bardzo
tragicznych. (Żadna chyba nie jest jednak tak tragiczna jak opowieść o
21-letniej niemieckiej Żydówce piszącej poruszające wiersze miłosne do
kobiety, której bardzo młode życie skończyło się w obozie
koncentracyjnym). Z Homobiografii dowiemy się też, że bardzo wielu
autorów polskiego kanonu literackiego nie było tak do końca
heteroseksualnych; po prawdzie wielu było całkiem homo. Cóż, życie.
O ile jednak opowieść o Aimée i Jaguar (to imiona w prywatnym miłosnym
kodzie) nie wzbudziła emocji, o tyle książka Tomasika - owszem. Na
przykład emocje Dariusza Nowackiego w „Gazecie Wyborczej”, który
dochodził do zaskakujących wniosków: kiedyś mianowicie było pięknie, bo
pisarze pięknie mogli ukrywać swój homoseksualizm i cudownie
sublimować, a dziś już niestety nie (napuśćmy na nich Romana Giertycha,
może jednak się uda i zaczną sublimować w miły sercu Nowackiego
sposób?); poza tym to wszystko plotki rodem z Pudelka (może byłby to
nawet fajny pomysł, ale - zdemotywuję pewnie wielu niezdecydowanych
czytelników książki Tomasika, którą skądinąd serdecznie polecam -
najzupełniej tak nie jest).
Czy Nowacki napisałby o Aimée & Jaguar że to plotki rodem z
Pudelka? Nie, nie napisałby. Dlaczego? Jest zapewne kilka powodów, ale
główny brzmiałby: bo bohaterki nie są z Polski. Bo nie napisały
książek, o których mówi się w polskich szkołach. Gdyby tak się stało -
nie wątpię, że krytyk wysłałby książkę Fischer zgrabnym kopem wprost do
Pudelka.
I tu pojawia się jeszcze jedno pytanie - czy mógłby ukazać się u nas
polski odpowiednik Aimée & Jaguar? Mamy przecież dziś modę na
dzieła o tematyce historycznej, państwo daje na nie nawet duże
pieniądze. Wyobraźmy to sobie: romans pomiędzy kobietami na tle
Powstania Warszawskiego… A może jacyś dwaj powstańcy..? Oczywiście,
że nie. Nie, i jeszcze raz nie. Nie wątpię, że byłoby to w opinii wielu
dzieło - jakie, no jakie? - oczywiście antypolskie. Chociaż kto wie?
Może warto próbować, a jakiś Instytut do Spraw Polityki Historycznej i
Polskiego Filmu sypnie kasą? Do dzieła dziewczęta i chłopcy!
Po prawdzie, pierwsze jaskółki już są. Wyszła powieść Tadeusza
Olszewskiego Zatoka ostów, napisana przed dwudziestu laty, odnaleziona
i wydana dzięki staraniom kilku zaangażowanych osób. Miłość żonatego
mężczyzny do Anglika na gorącej greckiej wyspie, powrót do Polski,
rozwód, w tle końcówka lat 70, wydarzenia na Wybrzeżu, za zakrętem stan
wojenny. Całość opowiedziana w bardzo subtelny sposób, może też nieco
sentymentalny, ale kto nie bywa sentymentalny. Skądinąd to pewna nowość
w literaturze gejowskiej, która woli raczej pisać o seksie niż o
miłości (o miłości pisze natomiast Ewa Schilling i wychodzi jej to
bardzo dobrze). Być może Zatoka ostów - niczym butelka odnaleziona po
dwudziestu latach dryfowania w morzu - przybyła po to, by powiedzieć,
że miłość to też fajny temat?
Tak czy owak główny bohater powieści Olszewskiego szybko przekona się,
że Polska to skurwiel. Całkiem dosłownie. Bo strajki, Solidarność i
stan wojenny odetną go od Jeffa. Choć bohater nieszczególnie angażuje
się politycznie. A wręcz przeciwnie. Z jednej strony walka opozycyjna a
z drugiej partyjne rozgrywki, żadna z tych opowieści nie pociąga
bohatera. Przed polityką jednak nie umknie, bo samolot do Anglii i
Jeffa ze względu na stan wojenny nie odleci. Polska go jednak dopadła.
Miłość homoseksualna na tle historycznym kończy się klęską - i to
właśnie z powodów polityczno-historycznych. Niemal gotowy materiał na
filmowy scenariusz.
Czytając powieść Olszewskiego można się przekonać jak dalece kwestia
homoseksualna nie pasowała do głównych opowieści tego czasu (partyjnej
i opozycyjnej). Można by sobie na przykład wyobrazić, że główny
bohater, gdy już zakochał się szczęśliwie w Jeffie, a jednak musi swe
szczęście ukrywać przed światem, pobiegnie do opozycjonistów (zna ich,
jest dziennikarzem) i powie: słuchajcie, jest taka sprawa, wszystko
fajnie, wolne związki zawodowe, wolność słowa i demokracja, dorzućmy do
tego pakietu równe prawa lesbijek i gejów. Oczywiście fantazjuję. W
świecie, który przedstawia Olszewski byłby to oczywisty absurd, obce
ciało. Całkiem tak samo jak w świecie rzeczywistym, obawiam się. I być
może jest to powód dla którego warto czytać (urocze w swej niewinności,
zapewniam) powieści gejowskie sprzed dwudziestu lat…
Choć nie tylko je, oczywiście. Do historii z zupełnie innej strony
podeszła Bożena Keff (w innych wcieleniach znana także jako Umińska,
autorka znakomitych Barykad) w książce pod przewrotnym tytułem Utwór o
Matce i Ojczyźnie. To rodzaj poematu o postholokaustowej traumie (można
go postawić na półce obok Maus Arta Spiegelmana), książka osobista i
uniwersalna, precyzyjna i - co najważniejsze - odważna. Z jednej strony
książka opowiada o trudnej relacji Usi (córki) i Meter (matki, ocalałej
z Holocaustu) i oporem przed przejęciem traumy (Teraz, kiedy Hitler,
który mi wymordował rodzinę/ I Stalin, oby go piekło pochłonęło, nie
żyją/ Tylko ty mi zostałaś, moje dziecko/ Z bliskich), z drugiej to
opowieść o Polsce i jej fobiach, które słychać na ulicy, w przychodni
lekarskiej i w telewizji - o antysemityzmie w homofobicznej szacie.
Utwór Keff jest niczym ropiejąca rana, choć ma jednocześnie wymiar
terapeutyczny. Przeczytać trzeba koniecznie, choć czasami boli.
A na koniec książka, która nie jest nowością, bo wyszła jakiś rok temu,
ale ciągle jest w księgarniach. Chodzi o powieść Bartosza Żurawieckiego
Ja, czyli 66 moich miłości. Jeśli ktoś lubi spójne fabuły, to tą
powieścią się nie naje; jeśli jednak ktoś lubi się pozastanawiać nad
tym co czyta - to książka jest warta grzechu. Zwłaszcza, że zebrały się
w niej najlepsze cechy pisarstwa tego autora.
Akcja rozpoczyna się na gejowskim portalu randkowym, ale wraz z
rozwojem fabuły (rwanej, niejednorodnej) bycie lub niebycie gejem
przestaje być kwestią pierwszoplanową. Główny bohater to seksualny
„everyman”, wcielenie marzeń innych osób, projekcja ich fantazji. W
związku z tym - może być każdym i każdą (skądinąd znajdziemy tu jedne z
lepszych w polskiej literaturze najnowszej kreacji lesbijek)
Taki sposób myślenia o homoseksualności w prozie Żurawieckiego jest
możliwy również dlatego, że autor konsekwentnie od samego początku swej
drogi twórczej nie przedstawia homoseksualizmu jako transgresji;
homoseksualizm nie jest tu jakimś wielkim przekroczeniem, po prostu
jest, przydarza się i ewokuje konotacje bliskie „przyjaźni”.
Rwana i dygresyjna koncepcja powieści wymaga scalającego klucza
interpretacyjnego. I jak sądzę, należy go szukać w nieco utopijnym
fantazmacie „seksualnej redystrybucji”, który Sławomir Sierakowski
zauważył w powieści Michela Houellebecqa Poszerzenie pola walki.
Sierakowski pisze: „W systemie seksualnym, gdzie cudzołóstwo jest
zabronione, każdemu udaje się lepiej lub gorzej znaleźć łóżkowego
partnera. W systemie ekonomicznym całkowicie liberalnym niektórzy
dochodzą do znacznego majątku, inni są bezrobotni i gniją w nędzy. W
systemie seksualnym całkowicie liberalnym niektórzy mają różnorodne i
ekscytujące życie erotyczne, inni skazani są na masturbację i
samotność. Aż się prosi, żeby zapytać o możliwość redystrybucji
seksualnej”. Jedną z możliwych odpowiedzi daje opowieść Żurawieckiego:
seksualny everyman, penetrujący internetowe portale randkowe,
ucieleśnia marzenia i koi samotność tych, którzy „wypadli” z
kapitalistycznego rynku seksualnego (nie są młodzi i piękni, chorują,
umierają). Ten bohater to wcielenie marzenia o seksualnej
redystrybucji, utopii koniecznej, paliatywu na sprzeczności polskiego
kapitalizmu czasów końca transformacji.
Pamiętam jak jeden z życzliwych czytelników w komentarzu pod moją
recenzją - z której wymową się absolutnie nie zgadzał - zaproponował,
by w ramach dotkliwej kary czytać mi nieustannie Żurawieckiego.
Oświadczam zatem co następuje: nie mam nic przeciwko temu.
Tekst ukazał się na portalu Innastrona.pl, wrzesień 2008.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...