NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Nie z tej ziemi (seks z historią w tle) Drukuj
Błażej Warkocki   
26.09.2008

Lato, lato i po lecie, a po drodze zdążyło wyjść tyle ciekawych książek, których już nie sposób odłożyć na wakacje. Cóż, trzeba zatem się nimi raczyć jesienią i wtedy nadrobić zaległości. Bo przecież kiedyś trzeba.

Zaczynajmy. Na początku myślałem, że to będzie powieść, bo oglądałem świetny film na podstawie tej książki. Chodzi oczywiście o Aimée & Jaguar. Historię pewnej miłości, Berlin 1943 Eriki Fischer, świeżo wydanej przez Czarne. Ale to nie jest powieść, to fabularyzowany dokument o szalonym romansie w czasie pogardy, o miłości romantycznej młodej Żydówki Schragenheim do przykładnej hitlerowskiej żony i matki czworga synów Frau Wust. Historia jest jak najbardziej prawdziwa. Sama książka też jest pasjonująca, choć czasami można ugrząźć w morzu szczegółów. I w jakimś sensie romans między kobietami bywa tutaj rodzajem pretekstu dzięki któremu można opowiedzieć całkiem inną historię - historię niemieckich (a zwłaszcza berlińskich) Żydów, którym krok po kroku odbierane są prawa i którzy ciągle myślą - oni (władza) nie mogą być aż tak nienormalni. Niestety - mogą.

Książka w Polsce została przyjęta całkiem dobrze i nie wzbudziła widocznych protestów w mainstreamowych mediach. A należy przypomnieć, że Aimée & Jaguar wyszła tutaj po 14 latach od swego niemieckiego debiutu, choć przecież z Niemiec do Polski rzut beretem. Stawiam kokosy przeciw orzechom, że wtedy byłoby dużo gorzej (polscy wydawcy się książką kompletnie nie interesowali), nie było odpowiedniego klimatu do zrozumienia opowieści o miłości dwóch kobiet jako sposobu na opowieść o totalitaryzmie (lesbijki w hitlerowskim Berlinie? A po co nam panie dziejku, takie rzeczy?). Trochę wody upłynęło w rzekach, kilka parad na ulicach i już jest. Jednak.

Ale czy do końca? Wyszła ostatnio świetna publicystyczna książka Krzysztofa Tomasika Homobiografie, zbiór kilkunastu szkiców o tuzach polskiej literatury: wyważone, kompetentne (autor musiał przebić się przez najważniejsze polskie dzienniki XX wieku), skondensowane, przekonujące. Wniosek z lektury: życie bywa skomplikowane. Bywa się homoseksualistą i konserwatystą, i skacze z okien nowojorskich wieżowców (Jan Lechoń, poeta), bywa się matką kilkorga dzieci, pisze patriotyczne wiersze, a starość spędza z przyjaciółką pod jednym dachem podarowanym skądinąd przez naród (Maria Konopnicka, pisarka). Cóż, życie. W książce Tomasika jest więcej takich historii, czasami bardzo tragicznych. (Żadna chyba nie jest jednak tak tragiczna jak opowieść o 21-letniej niemieckiej Żydówce piszącej poruszające wiersze miłosne do kobiety, której bardzo młode życie skończyło się w obozie koncentracyjnym). Z Homobiografii dowiemy się też, że bardzo wielu autorów polskiego kanonu literackiego nie było tak do końca heteroseksualnych; po prawdzie wielu było całkiem homo. Cóż, życie.

O ile jednak opowieść o Aimée i Jaguar (to imiona w prywatnym miłosnym kodzie) nie wzbudziła emocji, o tyle książka Tomasika - owszem. Na przykład emocje Dariusza Nowackiego w „Gazecie Wyborczej”, który dochodził do zaskakujących wniosków: kiedyś mianowicie było pięknie, bo pisarze pięknie mogli ukrywać swój homoseksualizm i cudownie sublimować, a dziś już niestety nie (napuśćmy na nich Romana Giertycha, może jednak się uda i zaczną sublimować w miły sercu Nowackiego sposób?); poza tym to wszystko plotki rodem z Pudelka (może byłby to nawet fajny pomysł, ale - zdemotywuję pewnie wielu niezdecydowanych czytelników książki Tomasika, którą skądinąd serdecznie polecam - najzupełniej tak nie jest).

Czy Nowacki napisałby o Aimée & Jaguar że to plotki rodem z Pudelka? Nie, nie napisałby. Dlaczego? Jest zapewne kilka powodów, ale główny brzmiałby: bo bohaterki nie są z Polski. Bo nie napisały książek, o których mówi się w polskich szkołach. Gdyby tak się stało - nie wątpię, że krytyk wysłałby książkę Fischer zgrabnym kopem wprost do Pudelka.

I tu pojawia się jeszcze jedno pytanie - czy mógłby ukazać się u nas polski odpowiednik Aimée & Jaguar? Mamy przecież dziś modę na dzieła o tematyce historycznej, państwo daje na nie nawet duże pieniądze. Wyobraźmy to sobie: romans pomiędzy kobietami na tle Powstania Warszawskiego… A może jacyś dwaj powstańcy..? Oczywiście, że nie. Nie, i jeszcze raz nie. Nie wątpię, że byłoby to w opinii wielu dzieło - jakie, no jakie? - oczywiście antypolskie. Chociaż kto wie? Może warto próbować, a jakiś Instytut do Spraw Polityki Historycznej i Polskiego Filmu sypnie kasą? Do dzieła dziewczęta i chłopcy!

Po prawdzie, pierwsze jaskółki już są. Wyszła powieść Tadeusza Olszewskiego Zatoka ostów, napisana przed dwudziestu laty, odnaleziona i wydana dzięki staraniom kilku zaangażowanych osób. Miłość żonatego mężczyzny do Anglika na gorącej greckiej wyspie, powrót do Polski, rozwód, w tle końcówka lat 70, wydarzenia na Wybrzeżu, za zakrętem stan wojenny. Całość opowiedziana w bardzo subtelny sposób, może też nieco sentymentalny, ale kto nie bywa sentymentalny. Skądinąd to pewna nowość w literaturze gejowskiej, która woli raczej pisać o seksie niż o miłości (o miłości pisze natomiast Ewa Schilling i wychodzi jej to bardzo dobrze). Być może Zatoka ostów - niczym butelka odnaleziona po dwudziestu latach dryfowania w morzu - przybyła po to, by powiedzieć, że miłość to też fajny temat?

Tak czy owak główny bohater powieści Olszewskiego szybko przekona się, że Polska to skurwiel. Całkiem dosłownie. Bo strajki, Solidarność i stan wojenny odetną go od Jeffa. Choć bohater nieszczególnie angażuje się politycznie. A wręcz przeciwnie. Z jednej strony walka opozycyjna a z drugiej partyjne rozgrywki, żadna z tych opowieści nie pociąga bohatera. Przed polityką jednak nie umknie, bo samolot do Anglii i Jeffa ze względu na stan wojenny nie odleci. Polska go jednak dopadła. Miłość homoseksualna na tle historycznym kończy się klęską - i to właśnie z powodów polityczno-historycznych. Niemal gotowy materiał na filmowy scenariusz.

Czytając powieść Olszewskiego można się przekonać jak dalece kwestia homoseksualna nie pasowała do głównych opowieści tego czasu (partyjnej i opozycyjnej). Można by sobie na przykład wyobrazić, że główny bohater, gdy już zakochał się szczęśliwie w Jeffie, a jednak musi swe szczęście ukrywać przed światem, pobiegnie do opozycjonistów (zna ich, jest dziennikarzem) i powie: słuchajcie, jest taka sprawa, wszystko fajnie, wolne związki zawodowe, wolność słowa i demokracja, dorzućmy do tego pakietu równe prawa lesbijek i gejów. Oczywiście fantazjuję. W świecie, który przedstawia Olszewski byłby to oczywisty absurd, obce ciało. Całkiem tak samo jak w świecie rzeczywistym, obawiam się. I być może jest to powód dla którego warto czytać (urocze w swej niewinności, zapewniam) powieści gejowskie sprzed dwudziestu lat…

Choć nie tylko je, oczywiście. Do historii z zupełnie innej strony podeszła Bożena Keff (w innych wcieleniach znana także jako Umińska, autorka znakomitych Barykad) w książce pod przewrotnym tytułem Utwór o Matce i Ojczyźnie. To rodzaj poematu o postholokaustowej traumie (można go postawić na półce obok Maus Arta Spiegelmana), książka osobista i uniwersalna, precyzyjna i - co najważniejsze - odważna. Z jednej strony książka opowiada o trudnej relacji Usi (córki) i Meter (matki, ocalałej z Holocaustu) i oporem przed przejęciem traumy (Teraz, kiedy Hitler, który mi wymordował rodzinę/ I Stalin, oby go piekło pochłonęło, nie żyją/ Tylko ty mi zostałaś, moje dziecko/ Z bliskich), z drugiej to opowieść o Polsce i jej fobiach, które słychać na ulicy, w przychodni lekarskiej i w telewizji - o antysemityzmie w homofobicznej szacie. Utwór Keff jest niczym ropiejąca rana, choć ma jednocześnie wymiar terapeutyczny. Przeczytać trzeba koniecznie, choć czasami boli.

A na koniec książka, która nie jest nowością, bo wyszła jakiś rok temu, ale ciągle jest w księgarniach. Chodzi o powieść Bartosza Żurawieckiego Ja, czyli 66 moich miłości. Jeśli ktoś lubi spójne fabuły, to tą powieścią się nie naje; jeśli jednak ktoś lubi się pozastanawiać nad tym co czyta - to książka jest warta grzechu. Zwłaszcza, że zebrały się w niej najlepsze cechy pisarstwa tego autora.

Akcja rozpoczyna się na gejowskim portalu randkowym, ale wraz z rozwojem fabuły (rwanej, niejednorodnej) bycie lub niebycie gejem przestaje być kwestią pierwszoplanową. Główny bohater to seksualny „everyman”, wcielenie marzeń innych osób, projekcja ich fantazji. W związku z tym - może być każdym i każdą (skądinąd znajdziemy tu jedne z lepszych w polskiej literaturze najnowszej kreacji lesbijek)

Taki sposób myślenia o homoseksualności w prozie Żurawieckiego jest możliwy również dlatego, że autor konsekwentnie od samego początku swej drogi twórczej nie przedstawia homoseksualizmu jako transgresji; homoseksualizm nie jest tu jakimś wielkim przekroczeniem, po prostu jest, przydarza się i ewokuje konotacje bliskie „przyjaźni”.

Rwana i dygresyjna koncepcja powieści wymaga scalającego klucza interpretacyjnego. I jak sądzę, należy go szukać w nieco utopijnym fantazmacie „seksualnej redystrybucji”, który Sławomir Sierakowski zauważył w powieści Michela Houellebecqa Poszerzenie pola walki. Sierakowski pisze: „W systemie seksualnym, gdzie cudzołóstwo jest zabronione, każdemu udaje się lepiej lub gorzej znaleźć łóżkowego partnera. W systemie ekonomicznym całkowicie liberalnym niektórzy dochodzą do znacznego majątku, inni są bezrobotni i gniją w nędzy. W systemie seksualnym całkowicie liberalnym niektórzy mają różnorodne i ekscytujące życie erotyczne, inni skazani są na masturbację i samotność. Aż się prosi, żeby zapytać o możliwość redystrybucji seksualnej”. Jedną z możliwych odpowiedzi daje opowieść Żurawieckiego: seksualny everyman, penetrujący internetowe portale randkowe, ucieleśnia marzenia i koi samotność tych, którzy „wypadli” z kapitalistycznego rynku seksualnego (nie są młodzi i piękni, chorują, umierają). Ten bohater to wcielenie marzenia o seksualnej redystrybucji, utopii koniecznej, paliatywu na sprzeczności polskiego kapitalizmu czasów końca transformacji.

Pamiętam jak jeden z życzliwych czytelników w komentarzu pod moją recenzją - z której wymową się absolutnie nie zgadzał - zaproponował, by w ramach dotkliwej kary czytać mi nieustannie Żurawieckiego. Oświadczam zatem co następuje: nie mam nic przeciwko temu.

  

Tekst ukazał się na portalu Innastrona.pl, wrzesień 2008.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 26.09.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.76647 Seconds