|
Krzysztof Tomasik bez wątpienia potrafi doskonale posługiwać się felietonową formą. Wie o tym każdy, kto na stronach „Krytyki Politycznej” śledził prowadzony przez niego kiedyś cykl felietonów pt. „Dyskurs w pigułce”, w których analizował absurdy języka debaty publicznej w Polsce.
To doskonałe opanowanie felietonowej formy widać także w „Homobiografiach”, ostatnio wydanej książce autora. Jest to zbiór felietonów przyglądających się sylwetkom kilkunastu polskich ludzi pióra i generalnie kultury, od Marii Konopnickiej po Pawła Hertza. Jak można spodziewać się po tytule, głównym tematem książki jest problem homoseksualności przewijający się w biografiach portretowanych twórców. Wbrew temu, co napisała część recenzentów, Tomasika nie interesuje „grzebanie się w sprawach prywatnych”, czy udzielanie jasnych odpowiedzi na pytanie, kto był, a kto nie. Jego książka mówi przede wszystkim o tym, w jaki sposób polska kultura problematyzowała, przedstawiała (czy raczej ukrywała) homoseksualne motywy w biografiach swoich luminarzy.
Tomasik doskonale pokazuje, w jaki sposób polska kultura starała się negocjować reprezentację homoseksualnych skłonności takich osób jak Karol Szymanowski, Jan Lechoń, czy Witold Gombrowicz, najczęściej wybierając przy tym strategię przemilczania i udawania, że problem nie istnieje. Pokazuje również, jakie taktyki twórcze przyjęli opisywani przez niego bohaterowie w dziedzinie reprezentacji tematyki homoseksualnej w swojej twórczości. Przypomina losy „pierwszej polskiej powieści homoseksualnej”, „Efebosa” Karola Szymanowskiego, której jedyny rękopis zaginął w Powstaniu Warszawskim. Według relacji osób, które pracowały z tym tekstem (Iwaszkiewicz), zawierał on wzorowany na platońskiej „Uczcie” rozdział „Sympozjon”, w którym grupa osób zastanawiających się nad najdoskonalszą formą miłości dochodzi do wniosku, że jest nią miłość homoseksualna. Tomasik przywołuje również fragmenty „Dziennika” Zygmunta Mycielskiego (kompozytora, muzykologa), bardzo szczerej i szczegółowej kroniki życia homoseksualistów w okresie Polski Ludowej.
Autor pokazuje również, radykalnie odmienne od postawy Mycielskiego czy Szymanowskiego, strategie życiowe twórców, którzy konsekwentnie milczeli w swojej twórczości na temat własnej seksualnej tożsamości. Lub skrywali ją za fasadą specyficznego konserwatyzmu, deklaracji „szacunku dla wyborów większości”, silnie deklarowanego przywiązania do romantycznego modelu polskości i uznania dla kulturowej roli katolicyzmu w Polsce. Przykładami takiej postawy są opisywane w „Homobiografiach” strategie życiowe Jana Lechonia i Pawła Herza.
Projektowi Tomasika patronuje postać Tadeusza Boya-Żeleńskiego i jego walki z „brązownictwem”. Boy rozumiał przez to postawę usuwania wszelkich „wstydliwych”, „kłopotliwych” szczegółów z biografii wielkich postaci polskiej kultury z publicznej pamięci o nich. Boy walczył z postawą, którą nazywał „hipokryzją szacunku”, która zasłaniając się szacunkiem dla „prywatności twórców” grzebała prawdę o nich i ich życiu pod wygładzonymi, pomnikowymi, publicznymi wizerunkami. Tomasik pokazuje, jak w wypadku problemu homoseksualnych skłonności osób z panteonu narodowej kultury ten mechanizm działał szczególnie silnie i jak bardzo jest trwały. Ma się on zresztą jak najlepiej także i dziś. Reakcje na tę książkę ze strony prawicowej prasy (szczególnie recenzja Piotra Semki w „Rzeczpospolitej”) mogą służyć za przykład. Semka zarzucił Tomasikowi, że zmusza osoby homoseksualne do jasnego opowiedzenia się po stronie „bojowników o postęp”, do spolityzowania swojej prywatności, którą należy przed tym bronić w imię szacunku dla autonomii sfery prywatnej.
Problem z wezwaniami tego typu jest taki, że efektem formuły „szacunku dla prywatności” jest zupełne wymazanie problemu homoseksualności i doświadczeń osób homoseksualnych z przestrzeni pamięci kultury. Formuła o „szacunku dla prywatności” rzadko przywoływana jest dziś w przypadku osób heteroseksualnych, ba, w latach dziewięćdziesiątych to dzisiejsi prawicowi intelektualiści nawoływali do „liczenia poetom żon”. To, co naprawdę wywołuje oburzenie prawicowych publicystów, to nie „naruszenie prywatności” tych czy innych osób, ale umieszczenie problemu homoseksualności w pobliżu samego centrum polskiej kultury, jej kanonu.
Jak zauważyła Ewa Mazierska, specyficzną cechą polskiej kultury jest to, że twórcy homoseksualni dzięki temu, że ich tożsamość pozostała ukryta, zajęli miejsce w samym centrum polskiej kultury, zdobyli status „artystów narodowych” (kiedyś Iwaszkiewicz i Andrzejewski, po dziś dzień Szymanowski i Konopnicka). Książka Tomasika próbuje wydobyć ich z tego ukrycia po to, by pokazać, w jakim sensie absolutny kanon polskiej kultury został ukształtowany przez osoby homoseksualne i że wątki homoseksualne są w niej w bardziej, czy mniej pośredni sposób „od zawsze” obecne. W ten sposób homoseksualność zyskuje symboliczny mandat, prawo do obywatelstwa w polskiej kulturze.
Książka Tomasika nie jest poważną rozprawą naukową z dziedziny badań literackich, jedynie sugeruje kierunki, w jakich te badania mogłyby pójść, jaką refleksję mogłyby podjąć. Takie badania wprowadzające do polonistyki perspektywę queer studies (studiów nad społecznymi i kulturowymi aspektami różnych tożsamości seksualnych i ich przedstawieniami w kulturze) zaczynają powoli pojawiać się w polskim obiegu akademickim. Zbiór felietonów Tomasika może być doskonałym wprowadzeniem przeciętnego czytelnika do problematyki, jaka pojawia się po przyłożeniu kategorii queer do polskiego kanonu.
Recenzja ukazała się w „Aneksie” - dodatku do „Trybuny”.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...