NOWOŚĆ W SKLEPIE KP
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
„Odra”: Homobiografie - życie po życiu? |
|
|
Joanna Krakowska
|
|
26.04.2009 |
Książka Krzysztofa Tomasika Homobiografie jest zarazem niewinna
i bezczelna. Niewinna, bo opiera się niemal wyłącznie na ogólnie
dostępnych źródłach, publikowanych dziennikach i wydanej już
korespondencji – nie ujawnia więc niczego, czego byśmy wcześniej nie
wiedzieli. Bezczelna, bo wyciąga z tych źródeł to, co ledwie
wspomniane, przemycone, zakamuflowane. Bo przywołuje takie wyznania,
które zwykliśmy publicznie pomijać milczeniem. Bo przeciwstawiając się
hipokryzji, nie oszczędza nikogo.
Tomasik zwraca uwagę na te fragmenty lektur, które wywoływały u nas
dotąd jedynie wypieki na twarzy i zmusza nas bezczelnie do jawnej
konfrontacji z tym rumieńcem. Na jego książkę składa się szesnaście
mini esejów poświęconych seksualnym biografiom polskich pisarek i
pisarzy od Marii Konopnickiej po Pawła Hertza. Dlaczego od razu nie
napisać: homoseksualnym biografiom? Ano dlatego, że nie w każdym z tych
przypadków można dodać do seksualnej natury człowieka jednoznaczny i
określony raz na zawsze przedrostek: homo-, hetero- czy bi-. Celem
Krzysztofa Tomasika nie jest jednak roztrząsanie złożonego charakteru
ludzkiej seksualności, ale pokazanie, jak z kwestią własnej orientacji
seksualnej radzili sobie wybitni polscy pisarze, kształtując swój
zewnętrzny wizerunek i jak traktowali ją ich biografowie i edytorzy.
Tomasik wydobywa na pierwszy plan ukryte między wierszami, świadomie
nieraz ignorowane przez biografów zapisy, mówiące wiele o trudach życia
według społecznych standardów, o granych na co dzień komediach, o
cierpieniu i naturze miłości. Nie trzeba kwalifikacji psychoanalityka,
by wiedzieć, że te aluzje i niedomówienia więcej mówią o ich autorach
i o świecie, w którym żyli niż wszelkie jawne autokreacyjne narracje.
Homobiografie nie są, wbrew pozorom, żadnym wymuszonym zbiorowym
coming outem. Większość bohaterów książki Tomasika nie ukrywała swoich
skłonności do własnej płci: Szymanowski z „wiadomą jego właściwością”;
Andrzejewski wiecznie spragniony miłości „istniejącej poza tymi, wśród
których żył”; Iwaszkiewicz ze swoimi „męskimi przyjaźniami”; Mycielski,
który starał się wypracować w tych sprawach jakiś etyczny kodeks
postępowania. Nie wszyscy natomiast chcieli i potrafili na ten temat
mówić. Nie chciał tego Lechoń, „obnoszący się wiecznie z jakimś
chłopakiem”. Nie chciała Dąbrowska, która jednak oponowała przeciwko
nazywaniu homoseksualizmu „nieczystym pragnieniem”, skoro to „taka sama
miłość jak inne”. Nie mógł Zawieyski, choć na koniec spoczął we
wspólnym grobie z mężczyzną, z którym spędził całe życie. Nie chciał
wreszcie Paweł Hertz, który skądinąd wiedział, że „kiedy człowiek
czegoś chce, a jednocześnie bardzo to potępia, to dzieją się straszne
rzeczy”.
Dzisiaj, kiedy biografie tych ludzi – jak zawsze w wypadku sławnych i
wybitnych – nie są już ich własnością, wpisane w literackie
dziedzictwo, same stają się tekstami kultury i świadectwem swoich
czasów, to obiekcje, czy wolno się nimi zajmować rzetelnie i
szczegółowo, wydają się niedorzeczne. Jeśli Jan Lechoń pisze ze
swobodą: „Mickiewicz i żona wariatka, Krasiński i żona niekochana i
Delfina, Słowacki – załgany zupełnie na ten temat – przepraszam, ale
chyba onanista, jeśli nie nieświadomy pederasta”, daje tym samym
Tomasikowi wolną rękę w pisaniu o jego, Lechonia miłości do
„najdroższej osoby”.
Prawo do rzetelnych biografii mieli zawsze sławni heteroseksualiści.
Tytuł książki „Marie jego życia” nie naruszał granic dobrego smaku i
nie narażał autorki na zarzut zaglądania Sienkiewiczowi pod kołdrę.
Prawa do przekraczania granic prywatności nie odmawiano też autorom
popularnych wydawnictw w rodzaju „Sławnych Polaków choroby”. Nie ma
więc powodu, by kwestię tożsamości seksualnej wyłączać z publicznej
rozmowy o naturze ludzkiej, stosunkach społecznych i porządku prawnym.
Nie ma też żadnego racjonalnego powodu, by życiorysów Lechonia, Hertza
czy Dąbrowskiej nie traktować poważnie i nie relacjonować uczciwie. Na
dyskomfort, jaki niektórzy odczuwają z powodu publicznego podejmowania
kwestii orientacji seksualnej historycznych (i współczesnych) postaci
jedynym panaceum może być włączenie jej w zwykły obieg społeczny i
uznanie równoprawności miłosnych dyskursów hetero i homoseksualnego. W
tym sensie Homobiografie wpisują się w dwa wielkie projekty: kulturowy i emancypacyjny.
Książka Tomasika jest kopalnią tematów na dziesiątki, jeśli nie setki
prac naukowych, eseistycznych i popularyzatorskich. Niektóre wprost
sugeruje autor, wskazując na nienapisane biografie, zapomniane
postacie, nietknięte problemy. Czy w powojennej Polsce istniało
wszechpotężne homoseksualne lobby decydujące o debiutach i przyszłości
młodych pisarzy? Jak Kościół katolicki radził sobie z homoseksualizmem
swoich akolitów? Jak ma się orientacja seksualna do poglądów
społecznych, a jak wpływa na gusta literackie?
Jedni znajdą w Homobiografiach inspirację do studiów nad
hipokryzją, inni nad krzywdą kobiet uwikłanych w małżeństwa z
homoseksualistami, ktoś napisze może o kamuflażach językowych w listach
i salonowych konwersacjach, a kto inny zanalizuje na nowo dzieła
poddawane dotąd heteronormatywnej lekturze.
Równie ważny, jeśli nie ważniejszy dzisiaj, jest emancypacyjny charakter Homobiografii.
Walka z wszelką dyskryminacją jest skuteczniejsza, kiedy się ją
personalizuje, kiedy domaga się równouprawnienia nie tyle dla jakiejś
anonimowej grupy, ale dla konkretnych znanych sobie osób. Sławni i
wybitni bohaterowie książki Tomasika zaświadczając własnym życiem, że
homoseksualizm – mówiąc słowami Iwaszkiewicza – to „ostatecznie takie
samo zjawisko życiowe jak każde inne”, stają się naturalnymi
sojusznikami w tej walce. Także dlatego, że za sprawą społecznej
opresji ich życie nie zawsze było pod tym względem udane, szczęśliwe i
spełnione. Projekt emancypacyjny, którego częścią są Homobiografie
zakłada uzyskanie dla osób homoseksualnych akceptacji społecznej i
sprawiedliwych regulacji prawnych. W praktyce znaczy to w gruncie
rzeczy bardzo niewiele. Tyle, że Agnieszka z Martą będą mogły spokojnie
wychować dzieci, pan Marian otrzyma spadek po panu Kazimierzu bez
podatku, Robert i Kuba będą uczyć w szkole i zostaną honorowymi
krwiodawcami, a rodzice homoseksualnych dzieci będą się martwić tylko
tym, czy osoba, z którą mieszka ich syn czy córka jest dobrym
człowiekiem.
W tym sensie Homobiografie to prawdziwe wyzwanie nie tylko
dla badaczy kultury, nauczycieli i polityków, ale dla wszystkich. Dla
nas, ludzi seksualnych i obywateli, hipokrytów i plotkarzy.
Tekst ukazał się w „Odrze” nr 4/2009.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 26.04.2009 )
|
|
|
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...