|
Wystarczy, żeby piszący o mistrzowskiej twórczości
Mariana Pankowskiego skupił się na rejestrowaniu „uwag o dobrym stylu”
autora” i tym sposobem zacznie dekonstruować zjawiskowość jego tekstów.
(Osobiście używam określenia „poezja prozy”na oddanie ich literackiej
jednostkowości). Dzięki niepowtarzalnemu językowi, ponadczasowym
formułom operowania nim książki polskiego profesora z Belgii są
zmaterializowaniem idei literackości oraz ucieleśnieniem dojrzałej
prozy, której pożądają i krytycy, i czytelnicy. Wspaniałym
uzupełnieniem obecności pisarza w Polsce byłoby utrwalenie jego lektur
w postaci audiobooków, uwieczniających autora, który we właściwy sobie
sposób czyta „na głos”. (Potencjał tej wciąż niedocenianej u nas „formy
podawczej” tekstu wykorzystał już Michał Witkowski, aktorsko
interpretując swoje Lubiewo i Barbarę Radziwiłłównę z
Jaworzna-Szczakowej).
W premierowych i wznawianych przez Korporację Ha!art tytułach slawisty
z Uniwersytetu Libre odbiorcy odnajdują jednak wiele innych „poza
stylem” składników, refleksji bliskich postawom nowoczesnym. Panko,
guru wielu młodych literatów, osobliwie ujmuje starcie człowieka (z)
natury i człowieka Kultury, przypomina o wartościach humanitarnych i
humanizmie dziejowym (Rudolf), upomina się o osoby pomijane bądź
odrzucane, mówi wprost albo w zawoalowanej „liryzmem” postaci o
sprawach przemilczanych, wstydliwych, zmarginalizowanych (kategoria
młodości i starości sprawdzana w starciu z dojrzałą miłością, obrazy
przeszłości i fenomen pamięci indywidualnej w Balu wdów i wdowców). Nie
boi się Polak z Belgii rozliczeń z wmawianymi (sobie) fascynacjami i
niewyrażalnymi fobiami, tak jednostek, jak zbiorowości (Pątnicy z
Macierzyzny). Literackiego kunsztu i uniwersalności swoich dzieł
dowodzi profesor w każdej edycji książkowej. Ostatni tytuł na przykład,
wspomnieniowo-futurologiczną sylwę Ostatni zlot aniołów, zamienił w
wywrotowy poemat epicki: stylistyczny majstersztyk (wyraz fascynacji
językiem Kochanowskiego, wielkich romantyków czy Leśmiana) oraz akt
rozliczenia z własnym życiem, rodakami, wspólnymi (?) wierzeniami i
Historią.
Literatura (radykalna) Mariana Pankowskiego przekracza granice „znanego
i oswojonego”, zrywa z czytelniczymi przyzwyczajeniami, ceni
poszukiwania nowo(czes)ści, próbuje łamać tematyczne (uwarunkowane
społecznie lub kulturowo) tabu. Autor czyni to wszystko niespotykanymi
dziś w książkach środkami. Sięga po przedwojenną polszczyznę, gwary
regionalne i środowiskowe, teksty ludowe i „intertekstualia” w dykcji
wysokiej, uwodzi archaiczną, wydawałoby się, stylistyką (klasycznie
„roztańczone” układy rytmiczne, niebagatelne wiązania syntaktyczne,
bogactwo tropów i figur retorycznych) pomieszaną z wyrazami
współczesności. Całość dzieł przypomina prozę poetycką… Od pierwszych
stron odczuwa się nietypowe, jak na obecne „niepoetyckie” czasy, środki
na rzecz wyrażalnego. Co ważne: czytelnik płynie razem z narracją,
śmiało przygląda się obrazom, scenom i „ludzkim” historiom, nie mając
wielkich problemów z towarzyszeniem słowu Pankowskiego - wybornego
stylisty.
Twórczość autora Rudolfa różni się światopoglądowo od krajowej poezji
„starych mistrzów”, gdyż emigracyjny pisarz odebrał lekcję
ponowoczesności na Zachodzie, w Brukseli. Jego książki wyrażają często
obcą Polsce wrażliwość i mentalność (równość, ciało, płeć), manifestują
indywidualizm, prezentując żywioł psychofizjologii po przejściach
życiowych!
Teksty Mariana Pankowskiego czytane były na razie przez samego autora
na spotkaniach literackich, w audycjach radiowych nagrywanych, gdy
autor odwiedzał ojczyznę, oraz interpretowane przez aktorów (m.in. z
Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie). Przede wszystkim jednak
pozostają dziełami z uwagą słuchanymi, żywo odbieranymi. Publikacja
jego książek w wersji do słuchania z pewnością przyczyni się do lepszej
i szerzej zakrojonej recepcji Literatury”starszego pana z Belgii”.
Wierzę w to, gdyż ufam głosowi niepodrabialnego pisarza - w dobrym stylu.
Tekst ukazał się na portalu Czytelnia.onet.pl.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...