|
Carnevale: Czy ktokolwiek dzisiaj wierzy jeszcze w
poszukiwanie dróg wyjścia z utowarowienia? Antonio Negri przekonuje na
przykład, że nie można stanąć na zewnątrz rynku i poprzez to
marksistowskie odczytanie formułuje wniosek, że zmiana musi dokonać się
wewnątrz samego kapitalizmu. Nie istnieje żadne prawdziwe zewnętrze.
Czy uważa pan, że możliwa jest jeszcze praktyka artystyczna krytykująca
i podważająca stawanie się sztuki towarem?
Ranciere: „Jak można uciec od rynku?” to jedno
z tych pytań, których główną zaletą jest przyjemność ze stwierdzenia,
że jest ono nierozwiązywalne. Pieniądze są konieczne, aby robić sztukę;
aby zarabiać na życie trzeba sprzedawać owoce swojej pracy. A zatem
sztuka jest rynkiem i nie ma od tego odwołania. Problemem artystów,
podobnie jak innych ludzi, jest wiedza o tym, gdzie należy postawić
stopę, co robić w danym miejscu, w danym systemie wymiany. Należy
znaleźć sposoby tworzenia innych miejsc albo innych sposobów ich
użytkowania. Ale trzeba też oderwać ten projekt od dramatycznej
alternatywy wyrażanej w pytaniach „Jak można uciec od rynku,
zakwestionować go, itd.?” Jeśli ktokolwiek wie, jak obalić kapitalizm,
czemu po prostu nie zacznie tego robić? Krytycy rynku chętnie jednak
opierają swój autorytet na niekończącym się udowadnianiu, że wszyscy
inni są albo naiwni, albo są spekulantami. Krótko mówiąc, zbijają oni
kapitał na deklarowaniu naszej bezsilności. Krytyka rynku stała się
dzisiaj ponurym roztrząsaniem i wbrew swoim założeniom służy do
krępowania emancypacji umysłów i praktyk. Ostatecznie nie różni się ona
od dyskursu reakcyjnego. Krytycy rynku wzywają do subwersji tylko po
to, aby uznać ją za niemożliwą i porzucić wszelką nadzieję na
emancypację. Dla mnie fundamentalnym zadaniem jest badanie możliwości
podtrzymywania przestrzeni gry. Odkrywanie, w jaki sposób można tworzyć
nowe formy przedstawiania przedmiotów lub organizacji przestrzeni,
które kwestionują nasze oczekiwania.
Największym wrogiem artystycznej i politycznej kreatywności
jest konsensus - czyli przypisanie do określonych ról, możliwości i
kompetencji. Godard powiedział kiedyś ironicznie, że fabuła epicka
została zarezerwowana dla Izraelczyków, a dokument dla Palestyńczyków.
Oznacza to, że podział gatunków - na przykład rozróżnienie między
wolnością tworzenia fikcji i rzeczywistością newsów - zawsze jest już
podziałem możliwości i zdolności. Powiedzenie, że w dominującym
porządku przedstawienia dokument jest zarezerwowany dla Palestyńczyków
oznacza tyle, że mogą oni jedynie wystawić ciała swoich ofiar na widok
kamer filmujących telewizyjne newsy i wzbudzić współczucie swoim
cierpieniem. A zatem świat zostaje podzielony na tych, którzy mogą i na
tych, którzy nie mogą pozwolić sobie na luksus grania słowami i
obrazami. Subwersja zaczyna się wówczas, gdy ten podział zostaje
zakwestionowany, gdy na przykład palestyńska reżyserka Elia Suleiman
kręci komedię o codziennych represjach i poniżeniu, które reprezentuje
izraelski punkt kontroli i zamienia młodego palestyńskiego bojownika w
postać z mangi. Proszę pomyśleć także o pracach libańskich artystów
takich jak Walid Raad, Khalil Joreige, Joana Hadjithomas, Tony Chakar,
Lamia Joreige i Jalap Toufic, którzy, poprzez swoje filmy, instalacje i
performance, zacierają różnicę między faktem i fikcją, aby stworzyć
nowe podejście do wojny domowej i okupacji. Uzyskują oni ten efekt
dzięki subiektywnemu spojrzeniu albo poszukiwaniom w świecie fikcji,
tworząc „fikcyjne archiwa” wojenne, dokonując fikcyjnego odwrócenia
nadzorującej kamery tak, aby filmowała zachód słońca, albo grając
dźwiękami emitowanymi przez pociski moździerzowe i sztuczne ognie, itd.
Ten bardzo przemyślany, czasami żartobliwy, sposób odnoszenia się do
własnej historii nie tylko uwzględnia interpretacyjne i emocjonalne
zdolności widza, ale wręcz się ich domaga. Innymi słowy, dzieło jest
tak skonstruowane, że odczytanie i reakcja emocjonalna zależą od widza.
Carnevale: W „Widzu wyemancypowanym”,
wykładzie, który wygłosił pan we Frankfurcie w 2004 roku(1), stwierdza
pan, że emancypacja „zaczyna się tam, gdzie przekraczamy opozycję
między patrzeniem i działaniem oraz rozumiemy, że podział zmysłowości
sam jest częścią pewnego układu dominacji i podległości”(2). Jest to
oczywiście związane z pojęciem podziału zmysłowości, ale jak ten sposób
patrzenia, który pan teraz opisał, pozwala nam wyzwolić się z różnych
sposobów działania za pomocą innych procesów upodmiotowienia albo
poprzez przekształcenia obiektów? Czy uważa pan ten sposób patrzenia
raczej za proces upodmiotowienia czy za materialistyczny proces
działania na otoczenie?
Ranciere: Staram się przemyśleć twierdzenie,
że automatycznym skutkiem pewnego rodzaju materialnej organizacji jest
upodmiotowienie albo, przeciwnie, polityczna alienacja. Na przykład,
jednym z warunków uznawanych najczęściej za konieczne dla
upolitycznienia sztuki jest to, aby widz stawał się aktywny. Ten sposób
myślenia zakłada już jednak pewien sąd - a mianowicie, że bycie widzem
oznacza bierność. Ale patrzenie i słuchanie wymaga uwagi, selekcji,
przyswojenia, jest zatem w pewnym sensie tworzeniem własnego filmu,
tekstu, instalacji z tego, co przedstawił artysta. Tym, co
przedstawiają artyści i kuratorzy są miejsca, po których każdy porusza
się, krążąc na swój sposób między rzeczami, obrazami i słowami;
odnajdując w nich tempa, zwolnienia, pauzy; tworząc układy znaków,
zbierając razem rzeczy odległe albo tworząc wyrwy między rzeczami
skupionymi razem. Nie powinniśmy pytać wyłącznie o to, w jaki sposób
przedstawienia przekładają się na rzeczywistość. Formy artystyczne nie
są czysto subiektywną rzeczywistością, podobnie jak działania
polityczne nie są obiektywne. Polityczna deklaracja lub manifestacja,
podobnie jak forma artystyczna, jest pewnym układem słów, montażem
gestów, sposobem użycia przestrzeni. W obu przypadkach dochodzi do
przemiany fabryki zmysłowości, transformacji danej widzialności,
intensywności, nazw, które można nadawać rzeczom, pejzaży możliwości.
Tym, co odróżnia działania polityczne jest fakt, że są one aktami
zbiorowego podmiotu uznającego siebie za reprezentanta wszystkich i
zdolności wszystkich. Jest to szczególny typ aktywności, ale opiera się
on na przemianach fabryki zmysłowości, jest stworzony w szczególności
dzięki artystycznym rekonfiguracjom czasu i przestrzeni, form i
znaczeń. W każdym razie, proces upodmiotowienia jest z pewnością
„materialistycznym procesem działania na otoczenie”.
Kelsey: Używa pan słowa policja na
określenie sił społecznych i politycznych, które nieustannie starają
się utrzymywać rzeczy, aktywności i ludzi we właściwych im miejscach.
Policją jest wszystko, co blokuje przekraczanie granic i dyscyplin. Ale
czy nie wydaje nam się czasem, że dziś „policja” może oznaczać raczej
siły narzucające i ułatwiające nieustanną cyrkulację, promujące
skuteczność przekraczania granic, które nie stanowi już problemu dla
istniejącego porządku? Chodziłoby o taką cyrkulację, w której nic w
zasadzie się nie porusza? W każdym razie można by powiedzieć, że są to
warunki, w których sztuka współczesna stara się definiować i myśleć
samą siebie.
Ranciere: Chodzi tu o dwie kwestie. Pierwsza
wiąże się z ogólnym pojęciem policji, druga zaś ze sposobami opisu form
władzy działających obecnie w naszych społeczeństwach. Ja sam powtarzam
często, że hasłem policji jest: „Idźcie stąd! Tu nie ma nic do
oglądania”. Policja określa układ tego, co widzialne, wyobrażalne i
możliwe powstały dzięki systematycznej produkcji tego, co dane, a nie
poprzez spektakularne strategie kontroli i represji. Oznacza to także,
że kontrola policyjna [policing] sprawowana jest poprzez
wszelkiego rodzaju kanały istniejące w ciele społecznym, a także
poprzez administracyjny aparat państwa i rynku.
Skądinąd pańskie pytanie odnosi się do zbyt łatwo przyjmowanej
tezy, że dzisiaj wszystko stało się płynne; że wkrótce jedyną
produkowaną przez kapitalizm rzeczą będą doświadczenia narcystycznych
konsumentów, a jedyną funkcją państwa będzie ułatwianie dostępu do
wielkich przepływów. Można nawet przeczytać - na przykład u Zygmunta
Baumana -twierdzenia na pograniczu halucynacji, że państwa zrzekają się
obecnie jakiejkolwiek militarnej ekspansji i kontroli a gdy czasami
dyskretnie wystrzeliwują „inteligentne” pociski ponad głowami
mieszkańców, to tylko po to, aby otworzyć szeroko wrota na napływ
nowych „zmiennych, globalnych i płynnych” sił. Szczerze powiedziawszy
ludność Bliskiego Wschodu byłaby szczęśliwa, gdyby tak wyglądała
prawda, a nielegalni imigranci byliby naprawdę wniebowzięci, gdyby
policja „zmuszała” ich do masowego przekraczania granic. Prawda jest
jednak taka, że żyjemy w świecie rzeczy jak najbardziej materialnych,
wytworzonych dzięki pracy, która bardziej przypomina pracę w sweatshopach
niż wirtuozerię wysokich technologii. W tym świecie granice są tak
trwałe, jak nierówności i na razie trzeba stwierdzić, że Stany
Zjednoczone zamierzają nie tyle zburzyć swój mur, ile zbudować
dodatkowe tysiąc mil. Przede wszystkim jednak prawda jest taka, że
porządek policyjny zawsze jest jednocześnie systemem cyrkulacji i
systemem granic. A praktyka oporu (dissensus) zawsze polega
jednocześnie na przekraczaniu granic i wstrzymywaniu ruchu. W tym
sensie cały ruch krytycznego myślenia i sztuki krytycznej, mimo swej
opozycyjnej retoryki, jest całkowicie włączony w przestrzeń konsensusu.
Mam na myśli wszystkie te prace, które starają się pokazać nam
wszechmoc przepływów rynkowych, królestwo spektaklu, pornografię
władzy. Myślę o pomnikach ikon medialnych w rodzaju Michael Jackson and Bubbles Jaffa Koonsa [1988]. Myślę o spektakularnej instalacji Shit Plug
Paula McCarthy'ego i Jasona Rhoadesa [2002], w której umieszczono w
kontenerach odchody widzów Documenta 11, aby pokazać wielkie
marnotrawstwo społeczeństwa spektaklu i udział sztuki w działaniu
machiny towaru i spektaklu. Myślę o wszystkich tych przerobionych
przedmiotach zmieszanych z obrazami reklamowymi, o cytatach z
socrealizmu, o baśniach i grach wideo, które podróżują od jednego do
drugiego wesołego miasteczka, docierając do wszystkich zakątków świata.
Jeśli istnieje cyrkulacja, którą należałoby zatrzymać, jest to właśnie
ta cyrkulacja stereotypów krytykujących stereotypy, wielkich wypchanych
zwierząt demaskujących nasze zdziecinnienie, obrazów medialnych
demaskujących media, spektakularnych instalacji demaskujących spektakl, itd.
Istnieje cała seria krytycznych lub zaangażowanych form
artystycznych, które są niewolnikami tej policyjnej logiki
równoważności między władzą rynku i władzą jego demaskacji. Praca oporu
polega na ciągłym badaniu granic między tym, co uznane jest za normalne
i tym, co uchodzi za subwersywne, między tym, co uznaje się za aktywne,
a więc polityczne, oraz tym, co traktowane jest jako bierne i pełne
dystansu, a zatem apolityczne. Dokładnie to chciałem powiedzieć o
filmach, które robi Pedro Costa. Miałem także na myśli portfolio ze
zdjęciami Chrisa Markera opublikowane niedawno na tych łamach [The Revenge of the Eye,
„Artforum”, lato 2006] - są to zdjęcia przedstawiające francuskich
studentów z wiosny 2006 roku, protestujących przeciw prawu
ograniczającemu bezpieczeństwo pracy młodych ludzi. Wykorzystując
sfilmowany materiał i poddane manipulacji kadry z materiału wideo,
Marker stworzył z rzeczywistych protestujących rodzaj zbiorowości
baśniowej. Mam na myśli szczególnie zdjęcie przedstawiające grupę
młodych ludzi w bluzach z kapturem. W czasie zamieszek na paryskich
przedmieściach jesienią 2005 te kaptury, przykrywające głowy arabskiej
i czarnoskórej młodzieży, stały się rodzajem stygmatu: były porównywane
zarówno do masek terrorystów, jak i do muzułmańskich chust. Kaptury
stały się symbolem populacji zamkniętej w swoim własnym idiotyzmie.
Teraz w The Revenge of the Eye, zmieniają one młodych ludzi w
średniowiecznych mnichów, przywodząc na myśl towarzyszy świętego
Franciszka w filmie Rosselliniego. Protestujący stali się zbiorowością
baśniową w Deleuzjańskim sensie. To tak, jakby zdolność sztuki do
projektowania figur była własnością samych figur. Jest to przykład
odwrócenia perspektywy. I myślę, że tym, co sztuka może robić, jest
zawsze odwracanie perspektyw. Policja mówi: oto definicja subwersywnej
sztuki. Polityka, z drugiej strony, mówi: Nie, nie istnieje forma
subwersywnej sztuki jako takiej; istnieje rodzaj nieustannej wojny o
definicję możliwości form sztuki i politycznych możliwości wszystkich w ogóle.
Kelsey: Gdy zobaczyłem te zdjęcia Chrisa
Markera, natychmiast pomyślałem o metodach nadzoru policyjnego.
Identyfikowanie jednostek w tłumie demonstrantów, wyodrębnianie ich
twarzy - to ta sama technika.
Ranciere: Nie jest to technika identyfikowania
jednostek. Jest to taktyka zacierania granic. Celem nie jest tutaj
lokalizacja jednostek, ale rozmycie ról, wyzwolenie postaci z ich
dokumentalnej tożsamości, aby dać im rolę związaną z fikcją lub legendą.
Fragment rozmowy Jacquesa Ranciere'a z Fulvią Carnevale i Johnem Kelseyem opublikowanej pierwotnie w magazynie „Art Forum” (nr 3/2007). Tekst pochodzi z książki Jacques Rancière Estetyka jako polityka,
tłum. Julian Kutyła, Paweł Mościcki, wstęp Artur Żmijewski, posłowie
Slavoj Žižek, prace Joanna Rajkowska, Wydawnictwo Krytyki Politycznej,
Warszawa 2007, premiera 24 września 2007.
—
Przypisy:
1. Zob. Jacques Ranciere, Widz wyemancypowany, tłum. Adam Ostolski, „Krytyka Polityczna” nr 13, s. 310-319. [przyp. tłum.]
2. Tamże, s. 316. Przekład zmodyfikowany. [przyp. Tłum.]
Na podobny temat
|
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...
Sympatyczna opowiastka. Sympatyczna, ...