|
Postać Judith Butler jest dla teorii
queer tym samym, co Madonna dla muzyki pop końca XX i początku XXI
wieku. Nie znać ich znaczy to kompletnie nie mieć pojęcia o tym, co
ważne dla zachodniego świata.
Dlatego też, gdy ukazuje się polskie wydanie słynnego Gender Trouble,
uznać można, że nad Wisłą sprawy nie mają się tak źle. Słynna książka
Butler co prawda krążyła już w kserokopiach i przemyconych zza granicy
pojedynczych egzemplarzach dzierżonych chytrze przez nielicznych
badaczy i miłośników, ale nie było nigdy pretekstu, by porozmawiać o
Butler otwarcie, by o niej podyskutować, by pochylić się z właściwą
atencją, uwagą i – co najważniejsze – w szerokim gronie. Gender Trouble
bowiem – mimo iż pierwotnie miało być po prostu dziełem, w którym
„filozofia jako dyscyplina, jest mechanizmem, który napędza podmiot
autorski” – wywoływało wszędzie dyskusje sięgające daleko poza obszar
zamknięty uniwersyteckim kampusem i środowiskiem. Tak działo się na
przykład we Francji (gdzie zresztą kilka dobrych lat zwlekano z
przekładem), Niemczech, czy też oczywiście w Stanach Zjednoczonych.
Wydana tam oryginalnie po raz pierwszy w roku 1990 książka stała się
jedną z najważniejszych lektur badaczy spod znaku gender, a zwłaszcza
queer. Pozycja była wielokrotnie wznawiana, a rezonans, jaki wywołało
Gender Trouble sprawił, że do drugiego zasadniczego wydania w 1999 roku
autorka dopisała obszerny wstęp, omawiający recepcję i doprecyzowujący
opowieść o motywacji i okolicznościach powstania pracy.
Opublikowana w Polsce po przeszło dwóch dekadach od wydawniczej
premiery w języku oryginalnym książka Butler nic nie traci na
świeżości, a czasem nawet wciąż wydaje się antycypować pewne sprawy i
problemy naszego rodzimego podwórka. Śmiem bowiem twierdzić, że wcale
nie jesteśmy – na planie społecznej komunikacji - świadomi swej
różnorodności, a kiedy już ową różnorodność odkrywamy – nie umiemy jej
szanować, a co dopiero mówić o rozkoszowaniu nią czy traktowaniu jej
jako przebieranki, gry, w którą jesteśmy wszyscy, bez wyjątku,
uwikłani. Jeśli więc chodzi o gender, to czasem panuje albo atmosfera
dowcipów o „dżenderówkach” (ale nad tym spuszczamy zasłonę miłosiernego
milczenia), albo – co gorsze – atmosfera nabożeństwa i powagi,
zwłaszcza wśród wielu bohaterów, o których Butler, wydawałoby się,
pisze. Jednocześnie strach przed innością i perswazja tradycyjnych
dyskursów w przestrzeni publicznej są silniejsze od umysłowego
wyzwolenia i intelektualnej perwersji. Niestety.
A tymczasem Gender Trouble to radosny projekt wyjrzenia
poza klubowe ciemności oraz legendarny, zwłaszcza w starszych
opracowaniach, homoseksualny popęd ku śmierci i zwrócenie się ku
projektowaniu stroju utkanego z mieszanki własnej historii, tradycji,
kultury i społecznych ram. Dla Judith Butler, w tej przesiąkniętej
filozoficzną lekturą pism autorów z najwyższej półki (dość wspomnieć
tylko o Derridzie, Foucaulcie, Freudzie, Lacanie, Kristevej czy Wittig)
książce, gender jawi się jako rodzaj kostiumu i przebranie warunkowane
na wiele różnych sposobów – rytualnie oraz czasowo. Butler określa to
teorią performatywności – tą, z której badaczka słynie i która, co tu
dużo mówić, doczekała się wielu komentarzy, a także dyskusji. Nic w tym
nie ma jednak dziwnego, bo sprawa wcale nie jest taka łatwa, jak się na
pierwszy rzut oka wydaje, a myśl Butler osadzona jest głęboko w
poststrukturalistycznej refleksji. A to dla wielu wciąż teren albo
nieznany, albo niejasny.
Książka Uwikłani w płeć dla gotowych do heroicznego trudu
przejścia przez tę lekturę i zarazem zaangażowanych – w ten czy inny
sposób – w LGBTI społeczność, ważna powinna być też z innego powodu.
Butler bowiem przekracza w tym tekście granicę pomiędzy tym, co
naukowe, laboratoryjne, oderwane od osobistej historii badającego, a
tym, co indywidualne, wyjątkowe, jednostkowe. Dlatego też nie brakuje w
tej książce – zwłaszcza w „Przedmowie” – takich fragmentów: „Gdy
dorastałam, zaczęłam dostrzegać przemoc, z jaką działają normy płciowe:
wujek uwięziony, bo miał nienormalne ciało, pozbawiony rodziny i
przyjaciół, dożywający swoich dni w ‘zakładzie’ na prerii w stanie
Kansas; homoseksualni kuzyni wyrzuceni z domu za swoją seksualność,
rzeczywistą i wyobrażoną; mój własny burzliwy coming out w wieku lat
szesnastu i następnie pejzaż dorosłości, w którym traci się pracę,
miłość, dom”. Są też i takie zdania: „Staram się w tym tekście dobierać
pozory naturalności nie dlatego, że chcę poigrać z językiem czy
zaproponować numery teatralne zamiast ‘prawdziwej’ polityki, jak
twierdzili niektórzy (tak jakby można było oddzielić od siebie tatr i
politykę). Próby te biorą się z pragnienia życia, uczynienia życia
możliwym i ponownego zastanowienia się nad tym, co jest w ogóle
możliwe”.
Trochę mnie smuci w związku z tym tak ograniczony zakres oddziaływania
tego tekstu. Owszem, jest to książka jak najbardziej akademicka. Ale z
drugiej strony wydawnicza oprawa, czyli publikacja w serii „Krytyki
Politycznej” ze wstępem Olgi Tokarczuk i przystępnym opracowaniem
redakcyjnym, a wreszcie całkiem schludnym komunikacyjnie tłumaczeniem
Karoliny Krasuskiej (dodam zupełnie na marginesie – bo nie miejsce to i
nie pora na szczegółowe wyjaśnienia – że taka wydawnicza strategia ma
nie tylko swoje pozytywne oblicze…) – to wszystko powinno skutkować
szerokim echem odbiorczym. Tymczasem, i proszę natychmiast mnie
poprawić, jeśli się mylę, o książce cicho. I w zasadzie poza
studentami, którym zlecono lekturę tej książki, a także uczestnikami
dyskusji, które odbywają się w ramach – znakomicie zresztą
przeprowadzonego – cyklu spotkań „Czy wiesz, że masz gender?” – to
chyba niewielu pokusiło się na twórczą lekturę tego tekstu. A szkoda…
Piszę też o tym wszystkim, myśląc zwłaszcza o Tobie, Drogi Spryciarzu
Życiowy. O Tobie i Twojej pasji zmiatania różnych spraw pod dywan.
Myślisz, że jako gej, lesbijka czy transol masz większe prawa do
niemyślenia? Niech inni myślą za Ciebie, bo ty już dość zadręczyłeś się
swoją rzekomo ciężką sytuacją społeczno-kulturową? A pewnie! Tak jest
najprościej!
Ale gdy weźmiesz do rąk Judith Butler i spróbujesz się pochylić chociaż
nad fragmentem tej książki, to wnet pojmiesz, dlaczego tak bardzo
bolesna jest twoja ignorancja przegiętego chłopaczka, zbyt męskiej
dziewczyny czy całej reszty tych, którzy w ten czy inni sposób nie są
dodefiniowani wedle Twoich kategorii. Po lekturze tej książki, sprawy
nie będą się miały już tak prosto jak dotychczas.
Tekst ukazał się na portalu Homiki.pl, 20 stycznia 2009.
Na podobny temat
|
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...
Sympatyczna opowiastka. Sympatyczna, ...