NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Łaska przekraczania granic Drukuj
Kinga Dunin   
24.03.2007
„Święty Paweł” to książka zuchwała. Nie tylko z tego powodu, że mówi o możliwości stworzenia innego świata, ani dlatego, że przekonuje nas, iż drogowskaz do niego został ustawiony dwa tysiące lat temu przez fundamentalne nauczanie świętego Pawła - co w ustach lewicowego filozofa może się wydawać zaskakujące. Hasło „święty Paweł wiecznie żywy” przełożone na język współczesnych debat i postulatów politycznych łatwo okazać by się mogło nie tyle zuchwałe, ile nieco żenujące, gdyby nie szedł za nim wybór języka, który śmieszność tę zmienia nie tyle w filozoficzną powagę, ile w religijny patos, któremu trudno się oprzeć.

Alain Badiou miesza język teologii i filozofii, by stworzyć książkę w swej istocie religijną, i przywołuje słowa, które wydają się nie pasować ani do polityki, ani do znanych dyskursów lewicowych. Co więcej, sięga do języka tradycji, od której dzisiejsza lewica może nie tyle się odżegnuje, ile jest odżegnywana. Żeby czytać Badiou z przejęciem, a nie z filozoficznym zadęciem, trzeba z całą powagą potraktować takie terminy, jak wiara, nadzieja, miłość, łaska, prawda…

Jednocześnie jest to książka świecka i ateistyczna. Wnikliwie analizując i rekonstruując myśl Pawłową, w miejsce kluczowych dla niej momentów - nowiny o zmartwychwstaniu i o Chrystusie, gwarancie prawdy - podstawia wiarę w „wydarzenie”, które umożliwia zerwanie z dotychczasowym porządkiem, oraz przekonanie, że wystarczającym gwarantem prawdy może się okazać dostępna każdemu człowiekowi (w wymiarze świeckim) zdolność do miłowania bliźniego swego jak siebie samego.

Słowo

Taki wybór języka nie jest przypadkowy. Kiedy Paweł głosił, że nie ma już Żyda ani Greka, odnosił się do dwóch dominujących w Imperium Rzymskim reżimów dyskursu - religijnego, opartego na proroctwie, wyjątku i prawie, oraz filozoficznego, umiejscawiającego człowieka w porządku kosmosu. Nauczanie Pawła nie spierało się z nimi ani ich nie kwestionowało, lecz stanowiło skandal, zerwanie, wykroczenie wobec tych powszechnych norm myślenia. Siało zgorszenie. Wobec mądrości tradycyjnej religii i filozofii było głupstwem - lekceważonym i wyśmiewanym, ale „Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, żeby zawstydzić mędrców” (1 List do Koryntian 1,27).

Współczesna lewica znajduje się w podobnej sytuacji. Musi wypowiedzieć się w świecie zdominowanym przez dwie oczywistości - logikę rynkową przenikającą nasz język i sposoby myślenia oraz komunały liberalnych demokracji tworzących złudzenie, że jest w nich miejsce dla wszystkich ludzi i wszystkich poglądów. Dyskursy te są dużo bardziej elastyczne i zwodnicze od tych, z którymi zmagał się Paweł, ale to one zajęły miejsce „mądrości”, wszystko inne mianując głupstwem. Odnawiając język religijny, Badiou wymyka się im.

Jednocześnie wymyka się jeszcze jednemu niebezpieczeństwu. Wymogiem współczesności jest „nowość”. Dyskursy liberalne łakną jej, żywią się nią, łatwo wchłaniają ją w siebie, jednocześnie rozbrajając. Badiou wymija tę pułapkę, odwołując się do języka obarczonego tysiącletnią tradycją, której nie możemy całkiem się wyprzeć i która nas nieco onieśmiela, wciąż bowiem jest w niej ślad sacrum albo przynajmniej ślad po sacrum.

Czy zatem jest to moment, aby powiedzieć: tak, jesteśmy zwolennikami wpisania wartości chrześcijańskich do konstytucji europejskiej? Z pewnością nie. Gest taki przekształcałby świętość w kapłaństwo, żywą tradycję uniwersalizmu w narzędzie partykularnego sporu z Innymi. I byłoby to głęboko sprzeczne z prawdziwymi wartościami chrześcijańskimi, dowodem na to, że nie jesteśmy spadkobiercami Pawła.

Książka Badiou ateisty przypomina nam zresztą, że wielki uniwersalistyczny przewrót, któremu początek dało chrześcijaństwo, jest dziś wspólną własnością wszystkich ludzi. Powinien być kontynuowany i jest zadaniem powszechnym, choć może w głównej mierze zadaniem dla lewicy, a instytucjonalny Kościół nie jest tym podmiotem, który szczególnie przyczynia się do tego dzieła. To nie chrześcijańska wiara, lecz uniwersalizm jest ideą, która wciąż domaga się wcielenia, a chrześcijaństwo jest jedynie historyczną i przygodną formą, w której znalazła ona swój wyraz.

Powszechność

„Ustanowienie uniwersalizmu” - taki podtytuł nosi książka, ale jej główną bohaterką jest prawda. Uniwersalizm potrzebny jest prawdzie, aby wyrwać ją z objęć wspólnoty i odnieść do całej ludzkości. Dzisiaj, tak jak przed wiekami, wymaga to odniesienia się do empirycznych różnic, których znieść się nie da ani nawet nie należy. Chodzi natomiast o to, aby je przekroczyć, tak by podmioty odmienne stały się w swej istocie takie same. O to, aby zachować różnicę, ale zlikwidować wrogość i nierówność. Paweł pouczał: „Niczym jest zarówno obrzezanie, jak i nieobrzezanie” (1 List do Koryntian 7,19) i powinniśmy za nim powtarzać: niczym jest płeć, orientacja seksualna, religia, narodowość… W istocie bowiem jesteśmy takimi samymi ludźmi.

W myśl tak rozumianego uniwersalizmu Badiou piętnuje rozmaite współczesne partykularyzmy: rasowe, płciowe czy religijne, próbujące tworzyć oddzielne wspólnoty w oparciu o „rzekome kulturowe osobliwości”. Wyśmiewa przekonanie, że tylko homoseksualista jest w stanie zrozumieć homoseksualistę. Takim wybrykom myśli przeciwstawia powszechną dostępność uniwersalizmu. Pokazuje, jak odmienności te przechwytywane są przez rynek dla tworzenia nowych grup konsumentów i mód; jak język kultywowania różnic może cofnąć nas do poziomu, w którym walka o prawa mniejszości przestaje być walką o prawa człowieka.

Trudno mi tu zgodzić się z autorem, nawet jeśli chodzi o kulturę Zachodu, a tym bardziej, gdy myślimy o Polsce. Neutralizacja „różnic, które są niczym” jest wciąż odległym projektem, a na przeszkodzie nie stoją partykularne żądania mniejszości, tylko nieokiełznane roszczenia większości. Mimo to nawet polska lewica może wyciągnąć z tego pewne wnioski. Popierając walkę o prawa kobiet, mniejszości narodowych czy seksualnych, nie powinna po prostu stawać w obronie konkretnych postulatów, lecz musi umieć umieścić je w szerszym kontekście. W tym sensie nie można mówić, że poparcie dla mniejszości seksualnych jest angażowaniem się w problem marginalny. Rozwiązaniem bowiem jest taka zmiana kultury, aby naprawdę niczym w niej był homoseksualizm i niczym heteroseksualizm, niczym bycie kobietą i niczym bycie mężczyzną. Jak pisze Badiou: „Wytwarzanie równości, usuwanie (w myśleniu) różnic jest materialnym znakiem uniwersalności”.

Prawda

Trzeba też jasno powiedzieć, że partykularyzowanie prawdy przez rozmaite mniejszości nie jest podstawowym problemem, jaki dostrzega Badiou. Kiedy twierdzi, że dziś „prawo do myślenia prawdy ma tylko monetaryzm wolnej wymiany i kapitalistyczny parlamentaryzm”, wskazuje na dużo potężniejszego przeciwnika. Tak jak Paweł wyrwał prawdę z objęć jednej wspólnoty, tak obecnie trzeba umieć zerwać z pozorami uniwersalizmu nie poprzez spór i krytykę, ale przez praktyczne zerwanie i stworzenie własnej prawdy. Ma to być prawda, która wykracza poza istniejące prawo, jest realizacją możliwości, jest nadmiarem, powstaje w jedności myśli i działania. Krótko mówiąc, prawdy się nie odkrywa, prawdę się stwarza.

I taką też naukę czerpiemy od Pawła, który nie dyskutował ani z faryzeuszami, ani z mędrcami - był apostołem narodów, dostosowującym się do ich odmienności, a jednocześnie pokazującym, że możliwe jest zerwanie z dawnym porządkiem i stworzenie nowego. W tym sensie był także politykiem - choć mówił „głupstwa” dla mniejszości, robił to, co możliwe. Nie wikłał się w doraźne spory, nie próbował zmieniać ludzi, lecz perspektywę, z której na siebie patrzą. Tak rozumiana prawda jest czystą pozytywnością i afirmacją, a nie katalogiem kolejnych zakazów i nakazów. I wyzwala nas od działania Prawa.

To głoszenie potrzeby stanięcia po stronie jednej, uniwersalnej prawdy jest szczególną zuchwałością. W liberalnym świecie nie ma chyba gorszej obelgi niż oskarżenie kogoś, że wydaje mu się, iż jest posiadaczem jedynej prawdy. Wiemy, że prawdy nie są jedyne ani uniwersalne, lecz zawsze cząstkowe, i każdy powinien być gotowy do negocjowania ich z innymi. Demokracja jest bardzo złym ustrojem, ale lepszego nie da się wymyślić - powtarzamy. A najzagorzalszymi jej wrogami są właśnie ci, którym wydaje się, że znają prawdę. Konsekwencją prób wprowadzenia jej w życie były obozy nazistowskie czy gułagi.

Miłość

Gwarancją, że tak się nie stanie, i integralną częścią Pawłowej metodologii tworzenia prawdy jest miłość. „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący” - głosi zamordowany milionami cytowań fragment z listu do Koryntian (13,1). Gdyby prawdy totalitaryzmów oparte były na miłości bliźniego, ich praktycznym efektem byłoby budowanie uniwersalności, a nie skrajnej różnicy, jak to czyniły - dowodzi Badiou. Innymi słowy, gdyby obozy powstawały z miłości, naziści sami by się w nich zamknęli. Przykazanie „kochaj bliźniego swego jak siebie samego” domaga się równej porcji miłości dla wszystkich, a także dla siebie - kto siebie nie kocha, nie ma też nic do dania innym. Reguła ta unieważnia wszystkie szczegółowe przykazania, zastępując je normą uniwersalną.

To miłość ma tworzyć prawdziwe prawo, uwalniając nas od faryzejskiego posłuszeństwa prawom skostniałym. „Kochaj i rób, co chcesz” - pisał święty Augustyn, nie mając przecież na myśli zachęty do promiskuityzmu, tylko warunek działania moralnego, a nie jest nim ścisłe przestrzeganie litery prawa wbrew prawdzie duchowej. I nie chodzi tu również o to, co współczesna kultura nazywa „autentyzmem”.

Zadajmy w tym miejscu pytanie: czy do wiary takiej - bo książka ta jest wyznaniem wiary, wiary i nadziei - ma prawo ateista? Z punktu widzenia ateistów ma takie samo prawo jak chrześcijanin, który dokłada do tego kilka zbędnych założeń metafizycznych. Ciekawsza byłaby odpowiedź chrześcijanina. Czy ateista jest zdolny do prawdziwego miłowania bliźniego? Jak wiadomo i wśród chrześcijan jest to cnota rzadka, ale czy tylko im dostępna? Nie mnie na to pytanie odpowiadać. Gdyby jednak była to odpowiedź pozytywna, to stwarzałaby ona tę właśnie perspektywę uniwersalną, w której niczym jest wiara i niczym jest niewiara.

Łaska

I dla Pawła, i dla Badiou życie w prawdzie oznacza przekraczanie istniejących granic i jest efektem działania łaski, a nie spekulacji.

Czy dzisiaj możemy spodziewać się takiej łaski przekraczania granic? W skali globalnej oczekiwaniem na łaskę jest wypatrywanie wydarzenia, od którego będzie mógł się zacząć nowy świat - takiego wydarzenia, jakim dla chrześcijaństwa było ukrzyżowanie. Nie da się ukryć, że w pracy Badiou pobrzmiewają echa komunistycznej eschatologii, wyczekiwania na prawdziwy świat bez alienacji i niesprawiedliwości.

Pojedynczy człowiek zasługuje jednak na drobniejsze łaski, jeśli otworzy się na wydarzenia. Jeśli kierowany uniwersalną miłością będzie miał odwagę podjąć działanie podporządkowane nieliteralnemu, nieoczywistemu prawu. Dla Pawła, wtedy jeszcze Szawła, było to nawrócenie, którego doznał, zmierzając do Damaszku. Takie wydarzenia zmieniają i podmiot, i świat.

Wydarzeniem może być i myśl, i słowo, pod warunkiem że nie pozostanie w sercu, lecz będzie głoszone. Bo w końcu Paweł był uwijającym się po całym imperium agitatorem. Póki mówi „głupstwa”, znajduje się po stronie świętości, prawdy i życia. Niebezpieczeństwo może się pojawić wraz z sukcesem: „Świętość zanurzona w aktualnej rzeczywistości, takiej jak rzeczywistość Imperium Rzymskiego, albo równie dobrze współczesnego kapitalizmu, może bronić się tylko, tworząc Kościół (z całą jego niezbędną surowością). Ale tenże Kościół przekształca świętość w Kapłaństwo”. Albo w Partię, albo w Instytucję, albo w Prawo.

„Święty Paweł” odczytany jako wskazówka polityczna jest przede wszystkim przedefiniowaniem kategorii polityczności. Jeśli tradycyjnie rozumiana polityka jest sztuką osiągania tego, co możliwe w ramach istniejących warunków, dla Badiou jest odkrywaniem nowych możliwości i tworzeniem warunków do ich powstania. I żadna ze zrealizowanych możliwości nie jest ostatnią. I żadna prawda nie jest ostateczna i wystarczająco uniwersalna. Chociaż, kto wie? Może. Kiedyś… Zanurzenie się w języku religijnym wprowadza nas w nastrój eschatologicznych oczekiwań na spełnienie i pełną dezalienację.

Póki jednak stawiamy kolejne kroki na drodze uniwersalistycznego projektu, będzie on miał swoich wrogów. Po pierwsze, konformistów przekonanych, że tak jak jest, tak być musi i inaczej być nie może, a nawet nie da się pomyśleć. Jest to więc cały gospodarczy i medialno-polityczny establishment, jego elektoraty i targety. Po drugie, tych, którzy prawdę partykularyzują, po raz kolejny chcą ją oddać w ręce jednego narodu, jednej grupy, a nawet jednej mniejszości. I wreszcie sam projekt może obracać się we własne przeciwieństwo, stając się kolejnym faryzejskim i dogmatycznym Kościołem. I żeby znowu z niego uciec, potrzebna jest szczególna łaska.

Tam, gdzie pojawiają się wrogowie, powstaje też pytanie: co zamierza się z nimi zrobić? Zdaniem Badiou ruch do przodu unieważnia dawne prawdy, tak jak apostolat Pawła unieważnił faryzeuszy. Z wrogów chrześcijaństwa zmienił ich w retoryczną figurę rytualnego przywiązania do nieaktualnego już prawa.

Tekst jest rozszerzoną wersją wstępu do książki Święty Paweł. Ustanowienie uniwersalizmu Alaina Badiou. Ukazał się w „Gazecie wyborczej” z 24-25 marca 2007.

Na podobny temat

Aktualizacja    ( 02.09.2007 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.87733 Seconds