NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Krakowska: Czy teatr jest ważny? Drukuj
Joanna Krakowska, "Dialog"   
18.07.2009
polityka_teatru_okladka_s.jpgKażda szanująca się ciotka rewolucji będzie zachwycona, kiedy zobaczy, jak jej wyobrażenia o teatrze wojującym ze społecznym samozadowoleniem zyskują nowego sojusznika w postaci książki teoretycznej, której ambicją jest ująć taki teatr w siatkę pojęć, wyposażyć jego krytyków w narzędzia interpretacyjne, a widzom zaproponować lektury dodatkowe. Można się bowiem ucieszyć, że pewien rodzaj teatru – jaki, trzeba to za chwilę spróbować określić – wraz z owymi lekturami, teoriami, kontekstem innych dziedzin sztuki i językiem krytyki zaczyna tworzyć pewną całość, spójny układ wzajemnych odniesień, platformę porozumienia światopoglądowego w szerokim tego słowa znaczeniu. Niezależnie od tego, jak potoczą się losy tego teatru i poszczególnych twórców, niezależnie od tego, dokąd zaprowadzi nas takie teoretyzowanie – jest jasne, że krystalizowanie się w miarę spójnego wokółteatralnego dyskursu stwarza szansę na syntezę, staje się zalążkiem stylu, prądu, nurtu, czyli, innymi słowy, jakiegoś historyczno-artystyczno-intelektualnego kontinuum, które odtąd będzie punktem odniesienia dla tego, co przedtem i co potem.

Polityka teatru Pawła Mościckiego [1] na półce z książkami nie będzie stała samotnie. Ci, którzy zainteresowani są przede wszystkim sprawami polityki i filozofii, postawią ją jako dwunasty z kolei tom serii „Idee” Wydawnictwa Krytyki Politycznej, serii mającej na celu – jak ogłoszono – „systematyczną budowę intelektualnej bazy dla ruchów lewicowych oraz aktywne włączanie w polskie debaty publiczne nowych dyskursów krytycznych”. Właściciel półki, ciekaw nowych prądów, na lewo od tomu Mościckiego postawił więc wcześniej książki Slavoja Žižka, Alaina Badiou, Jacques’a Rancière’a, Maurice’a Blanchota, a z prawej zdążył już dołożyć tom kolejny, Uwikłanych w płeć Judith Butler i przygotować miejsce na Etos lewicy Andrzeja Mencwela. Z kolei czytelnik mniej zaangażowany w projekt kulturowy Krytyki Politycznej, a bardziej zainteresowany teatrem, także znajdzie na swoim regale odpowiednie towarzystwo dla Pawła Mościckiego. Wydany przed osiemnastoma laty, a teraz wznowiony, tom Polityka i teatr Zygmunta Hübnera z Polityką teatru mogą bowiem stworzyć nierozłączny tandem. Inna rzecz, czy harmonijnie dopełnią się nawzajem, czy też będą przy byle okazji odwracać się do siebie grzbietami i okazywać wzajemny dystans?  

Polityka i teatr Hübnera to z jednej strony książka historyczna – dzieje społeczne teatru w PRL-u, podręcznik uwikłań i strategii sztuki teatralnej w autorytarnym systemie. Ale z drugiej strony, to także projekt wykraczający poza swoją epokę – wizja wyznaczająca teatrowi kierunek zaangażowania, zakazująca mu zamykania się w wieży z kości słoniowej, wykpiwająca przekonanie, że polityka może kogoś nie dotyczyć. Hübner stojąc na stanowisku, że niepodległość i demokracja nie zawieszają praw rządzących polityką i nie zwalniają teatru z odpowiedzialności za świat, stwarza podwaliny pod takie myślenie o teatrze, które sprzyja ambicji uczynienia z niego prawdziwie politycznego medium.

Paweł Mościcki w swojej książce wyciąga z takiego właśnie założenia radykalne konsekwencje: zakłada możliwość uprawiania przez teatr własnej polityki. Jest więc kontynuatorem wizji Hübnera w sensie wyznaczania teatrowi miejsca w życiu publicznym, a zarazem jej destruktorem za sprawą odmowy traktowania polityki jedynie jako układu zewnętrznego w stosunku do teatru. Teatr interesuje Mościckiego nie jako przedmiot polityki, ale jako jej podmiot, i w takim sensie formułuje swoje wobec teatru oczekiwania. Dla Hübnera, zmagającego się na co dzień z polityką sprowadzoną w wersji skrótowej do GUKPPiW czy KW PZPR, wyobrażenie teatru jako miejsca, gdzie dyktuje się język, temat i warunki debaty, było cokolwiek abstrakcyjne. Stąd też bierze się fundamentalna różnica definicji pojęcia „polityka” przyjętych przez Hübnera i Mościckiego. Dla tego pierwszego polityka jest „działaniem zmierzającym do przejęcia władzy, a następnie utrzymania władzy już zdobytej” [2]. Dla Pawła Mościckiego natomiast polityka jest „sztuką konstruowania miejsc możliwych do zamieszkania, choć wcześniej niepomyślanych” [3], co oznacza zarazem odrzucenie definicji polityki rozumianej zarówno jako sposób administrowania, jak i jako walka na fantazmaty.

Sprawa definicji jest zresztą dla całości zagadnień związanych z teatrem politycznym kluczowa, bo bez określenia, co ma się na myśli, mówiąc „polityka” czy „teatr polityczny”, wszelka dyskusja na ten temat traci sens i zamienia się w serię autystycznych monologów albo, co gorsze, inwektyw. Kwestię pisania przez rzeczników jednych definicji o zwolennikach innych definicji per „towarzysz” na forach internetowych – pomińmy. Na uwagę zasługuje jednak pogląd wyrażony ostatnio przez Wojciecha Tomczyka [4], dla którego pojęcie teatru politycznego jest synonimem teatru PRL-u, posługującego się metaforą i aluzją polityczną. Definicja jak definicja, choć najwęższa z możliwych i sytuująca się na przeciwnym biegunie niż pogląd, że teatr polityczny to teatr zdolny wpływać na świadomość i zapatrywania widowni, a w konsekwencji zmieniać także postawy społeczne. Teatr polityczny zdefiniowany jako teatr aluzji staje się kategorią czysto historyczną, a wszelka dyskusja zostaje zamknięta, zanim jeszcze się rozpoczęła. W sytuacji, kiedy nie ma cezury, pisze Tomczyk, pojawienie się teatru politycznego, czyli teatru przemycającego treści nieobecne i niedopuszczone do publicznego obiegu, jest „raczej niemożliwe”. Tymczasem, jak się wydaje, obie książki, zarówno Zygmunta Hübnera, jak i Pawła Mościckiego, dotyczą właśnie tego niemożliwego. „Starałem się udowodnić – pisze Hübner – że mechanizmy polityczne mają charakter pozaustrojowy”. „Sfera polityczności jest sferą milczących i często nieuświadomionych założeń i rozstrzygnięć dotyczących podstawowych kategorii” – pisze Mościcki. Obydwaj w różny sposób otwierają tym samym współczesny teatr na politykę.    

Nieprzypadkowo różnią się jednak tytuły ich książek: Polityka i teatr – Polityka teatru. Teatr i polityka to dla Zygmunta Hübnera sfery rozłączne przynajmniej z założenia, Paweł Mościcki zaś zakłada inkluzję tych dziedzin. Hübner śledził powiązania polityki i teatru, Mościcki rozlicza teatr z prowadzonej przezeń polityki. Nie mówiąc już o tym, że Hübner daleki od megalomanii teatr uprawiał i znał świetnie wszelkie jego ograniczenia. Mościcki zaś jest widzem i filozofem, może więc bez obaw, że zostanie pomówiony o przerost ambicji, stawiać przed sztuką wielkie zadania. Jego projekt ma idealistyczny wymiar w odróżnieniu od realistycznej i pragmatycznej wizji Hübnerowskiej. Dlatego może sobie pozwolić na więcej.

Zakłada zatem zaangażowanie i uczestnictwo teatru w życiu publicznym, a zarazem jego autonomię praktykowaną w imię artystycznej odkrywczości. Zakłada zdolność teatru do artykułowania idei, których istnienia publiczność nie podejrzewała, oraz edukacyjny potencjał, sprzyjający upodmiotowieniu i aktywizacji widza. Znosi opozycję kultury wysokiej i popularnej, nie wyrzekając się jej fundamentalnej krytyki. Stawia na emancypację widowni, nakazując teatrowi tworzenie takiej przestrzeni, w której będzie mogła w pełni zamanifestować się inteligencja widza. Zmusza teatr do przyswojenia technik krytycznych. Wymaga od teatru określania się wobec przeszłości.

Polityka teatru zawiera w sobie zatem nie tylko i nie tyle postulat zaangażowania, zakładający przekraczanie granicy oddzielającej praktyki artystyczne od innych praktyk społecznych, integrujący sztukę z przestrzenią publiczną i oznaczający, jak powiada Mościcki, zabieranie głosu przez artystę w ważnych sprawach politycznych i społecznych oraz tworzenie komunikatów w odpowiedzi na aktualne sytuacje, problemy i napięcia. Istotniejszy od zaangażowania wydaje się bowiem ten aspekt sztuki teatralnej, który Mościcki nazywa „angażującym” i który odnosi się w dużej mierze do rewolucjonizowania języka artystycznego. Rewolucja artystyczna bowiem, w jego przekonaniu, zawsze przynosi efekty polityczne, wpływając na zmianę postrzegania, mówienia i myślenia – może zatem dokonywać zmian także w życiu społecznym. W sztukę angażującą wpisana jest zarówno negacja i destrukcja istniejącego stanu rzeczy, jak i substrakcja, czyli gest afirmatywny - tworzenie nowego języka, nowej idei sztuki, nowego typu relacji między sztuką a światem zewnętrznym.

Trudno wyobrazić sobie dziś projekt bardziej radykalny niż ten proponowany przez Pawła Mościckiego. Tylko czy postulowanie artyzmu, uspołecznienia, edukacji, krytyczności i pamięci jako warunków tworzenia współczesnego teatru politycznego nie jest tylko serią pobożnych życzeń?

Paweł Mościcki ilustruje niektóre ze swych koncepcji przykładami ze współczesnego teatru. Nie da się ukryć, że jest to najsłabsze ogniwo jego wywodu. Materiał, którym dysponuje, jest bowiem zbyt wątły, zbyt amatorski, by z jednej strony wzbogacić należycie, a z drugiej zdyskontować zawarte w książce teorie. Przywoływane przedstawienia wydają się w większości przypadkowe, a tym samym rzuca się w oczy brak tych oczywistych, emblematycznych, fundamentalnych wręcz dla zjawiska, które Mościcki nie tylko przecież projektuje, ale także stara się przyszpilić. Nie twierdzę, że przedstawienia, które obejrzał i wskazał jako egzemplifikację swych wywodów, są chybione, ale że za ich sprawą tym bardziej zauważa się nieobecność takich, których przywołanie jest konieczne, by to, co postulowane, zrozumieć i przełożyć na sceniczny konkret. Dość powiedzieć, że nazwisko Pawła Demirskiego pojawia się w książce w zasadzie raz w kontekście teatralnym, a Moniki Strzępki nie ma nawet w indeksie. Tymczasem wydaje się, że to przede wszystkim ten tandem realizuje dziś w praktyce wizję, jaką postuluje autor Polityki teatru.

Mościcki z pełną świadomością ignoruje też fakt, że zjawiska, o których pisze, mają jakiś swój rodowód. „Politykę teatru” Krzysztof Warlikowski uprawiał na długo przedtem, zanim Paweł Mościcki mógł postawić jego Aniołom w Ameryce – nieuprawniony zresztą, w moim przekonaniu – zarzut postpolityczności, co w tym wypadku oznaczało zamienianie realnych problemów społecznych (czyli sytuacji gejów w Polsce) na problemy ogólnoludzkie (moralne czy egzystencjalne). Poskromienie złośnicy i Oczyszczeni, ale też realizacje innych reżyserów: Bzik tropikalny, Niezidentyfikowane szczątki ludzkie czy też Zagłada ludu, czyli moja wątroba jest bez sensu, to dzisiaj nie tylko spektakle historyczne, to formacyjne doświadczenie pokolenia, które realizować ma dzisiaj w teatrze postulaty Mościckiego. Trzeba podkreślić raz jeszcze – nie chodzi o to, że autor Polityki teatru nie bierze tego pod uwagę, że o tym nie pisze, ale o to, że skoro zdecydował się – zupełnie niepotrzebnie zresztą – odwoływać do konkretnych zjawisk teatralnych, to nie powinien poruszać się wśród nich jak słoń w składzie porcelany. Ma to nawet swój komiczny wymiar, kiedy z jednej strony Mościcki błyskotliwie obnaża „policyjne” strategie krytyki teatralnej, której celem jest zaprowadzanie porządku w przestrzeni medialnej za sprawą etykiet i hierarchii, a z drugiej sam nie robi nic innego, gdy wpisuje w wymyślony przez siebie schemat sztuki postpolitycznej spektakle Albośmy to jacy tacy… Cieplaka i Anioły w Ameryce Warlikowskiego, nie mówiąc już o rzuconym en passant określeniu przedstawienia Lupy Na szczytach panuje cisza jako „jednej z najbardziej banalnych sztuk sezonu”.

Paweł Mościcki ma zatem dla teatru fascynującą propozycję teoretyczną, ale sam teatr traktuje z dezynwolturą. Nie zaryzykowałabym stwierdzenia, że kryje się za tym poczucie wyższości, ale coś tu jest na rzeczy. Mościcki nie traktuje bowiem teatru podmiotowo, świadomie przyjmuje pozycję „przypadkowego widza”, a tym samym zwalnia się z obowiązku oglądania teatru w jego ciągłości poziomej – i pionowej. Nie dostrzega więc ani kolejnych etapów podejmowanego przez konkretne teatry dialogu z publicznością – czyli faktycznej edukacji i emancypacji widzów, ani procesu formowania się języka i kształtowania wizerunku reżyserów w imię rozmaitych ideologii i przeciw nim. Nie dostrzega głębokich przemian ani podskórnych napięć, nie rozpoznaje prekursorów ani epigonów, ignoruje całkowicie historyczną perspektywę, bez której trudno o teatrze jako takim mówić serio. Ma do tego prawo, zwłaszcza że we wstępie poczynił wszelkie stosowne zastrzeżenia. Gdyby ograniczył się więc w praktyce do perspektywy teoretycznej – nie można byłoby uczynić mu z tego zarzutu.

Życzliwa lektura Polityki teatru pozwoli oczywiście czytelnikowi uzupełnić i rozwinąć egzemplifikacje na własną rękę. Lektura z założenia polemiczna wykorzysta jednak tę słabość książki i przeciw Mościckiemu, i przeciw teatrowi, którego ten jest rzecznikiem. Trzeba zatem czym prędzej zgłosić czytelnicze zamówienie, więcej – żądanie, by powstała książka kolejna – pewnie już nie przez Mościckiego napisana, ale z pewnością pisana z Polityką teatru pod pachą. Książka zatytułowana Polityka teatru w działaniu, pokazująca, jak to, o czym pisze Mościcki, ma się do dzisiejszego teatru, jaki praktyczny potencjał tkwi w jego projekcie i jak teatr może jego teorię spożytkować. Dopóki nie zostanie napisana, w to, że teatr może być naprawdę ważny, trzeba będzie wierzyć Pawłowi Mościckiemu na słowo.

[1] Paweł Mościcki Polityka teatru. Eseje o sztuce angażującej, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2008.

[2] Zygmunt Hübner Polityka i teatr, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1991, s. 7.

[3] Mościcki, op.cit., s. 9.

[4] Wojciech Tomczyk, Teatr polityczny, „Teatr” nr 3/2009.

Tekst ukazał się w „Dialogu” nr 05/2009.

Na podobny temat

Aktualizacja    ( 19.07.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.90616 Seconds