Seminarium Panoptykon. Rozmowy o społeczeństwie nadzorowanym. Nadzór nad biedą.
O kontrolowaniu biednych oraz wykorzystaniu kategorii biedy jako narzędzia nadzoru będziemy rozmawiać z Tomaszem Rakowskim i Ewą Charkiewicz.
27 kwietnia, wtorek, godz. 19.00, Nowy Wspaniały Świat
Czy biedni są we współczesnym społeczeństwie „bardziej
kontrolowani”? A może wykluczenie społeczne wyłącza jednocześnie spod
innych form nadzorowania, które realizują wobec nas państwo czy
korporacje?
Czemu służą takie narzędzia jak bazy danych o
bezdomnych czy „teczki” patologicznych rodzin? Pomaganiu czy
stygmatyzacji; włączaniu do społeczeństwa czy wykluczeniu?
Czemu służy dyskurs stworzony wokół pojęcia biedy i wykluczenia
społecznego? Jakie założenia polityczne stoją za takimi kategoriami jak
roszczeniowość czy wyuczona bezradność? Może służą one przede wszystkim nadzorowaniu „reszty” społeczeństwa, dyscyplinowaniu większości?
WPROWADZENIE
Niedawno
spore kontrowersje w Warszawie wzbudziła informacja o tym, że powstaje
„baza bezdomnych” - system rejestracji osób bezdomnych, zbierający
szczegółowe dane na temat stanu zdrowia, uzależnień, doświadczeń
życiowych, otrzymywanej pomocy społecznej. Bezdomny, który chce wejść
do programu wychodzenia z bezdomności, musi opowiedzieć swój życiorys,
opisać sytuację rodzinną. W założeniu to narzędzie ma oczywiście
usprawnić system świadczenia pomocy, a więc służyć samym rejestrowanym.
Z drugiej strony pojawia się koronny w liberalnej demokracji argument
racjonalizowania kosztów. Troski o „dobro wspólne”, czyli dobro
podatników. Bezdomni – jako osoby zazwyczaj funkcjonujące poza
standardowymi ewidencjami podatników, klientów NFZ czy ZUS – są
niewątpliwie jednostkami dość trudnymi do „pochwycenia” w systemie
zarządzania opieką społeczną. A przecież generują koszty; obciążają
budżet. Czy można się zatem dziwić, że racjonalne i nowoczesne państwo
„chce wiedzieć”, aby „móc zarządzać”? W przyjętym modelu społecznej
gospodarki rynkowej raczej już nie. Wciąż jednak można się zastanawiać,
czy faktycznie powinno wiedzieć aż tyle i czy musi pozyskiwać
informacje w taki właśnie – nie pozostawiający „klientom” programu
pomocowego wyboru – sposób. Z pewnością można się zastanawiać, czy w
neoliberalnym modelu zarządzania biedą jest miejsce na dyskurs praw
człowieka, na rozmowę o godności, prywatności, granicach ingerencji
państwa w życie jednostki.
Przykład tworzenia
bazy bezdomnych w Warszawie to tylko element rozbudowanego systemu
służącego rejestrowaniu, klasyfikowaniu i wreszcie dyscyplinowaniu osób
korzystających w Polsce z pomocy społecznej. Prawo do każdego zasiłku
czy renty jest powiązane ze szczegółowym kwestionariuszem, w którym
żadne dane nie okazują się zbędne; mechanizmami weryfikowania
informacji – nierzadko dopuszczającymi takie metody, jak sąsiedzkie
donosicielstwo; czy wreszcie szeregiem dyscyplin organizujących życie
osób pobierających świadczenia (konieczność stawiania się w urzędzie,
wizyty pracowników socjalnych itd.). Niewątpliwie, mamy tu do
czynienia z realnym konfliktem interesów i wartości. Z jednej strony
jest ten pojedynczy człowiek, który szuka pomocy od społeczeństwa a
jednocześnie pozostaje (powinien pozostać) w pełni praw obywatelskich,
włączając w to prawo do kontroli nad własną informacją. Z drugiej jest
interes instytucjonalny państwa i zbiorowy społeczeństwa: żeby
skutecznie pomagać, trzeba najpierw wiedzieć komu i w jaki sposób;
żeby domknął się budżet, trzeba kalkulować, ważyć interesy i przykrajać
świadczenia do możliwości ich finansowania.
Racje
są po obydwu stronach. Pozostaje jednak pytanie zasadnicze: czy taki
model świadczenia pomocy, nierzadko wiążący się ze stygmatyzacją
„klientów”, odbieraniem im godności czy prawa do prywatności,
faktycznie ma szansę realizować ideę „włączania do społeczeństwa”? Czy
może przyjmujemy model zarządzania biedą w duchu neoliberalnego
humanitaryzmu, w którym nie pozwala się nikomu umrzeć z zimna czy
głodu, ale już niekoniecznie dąży do traktowania na równi z „resztą”
społeczeństwa? Instytucjonalizujemy ideę humanitarnej pomocy od
społeczeństwa za cenę ograniczenia praw człowieka i obywatela.
W
tle takich namacalnych dyscyplin, jak bazy danych i „teczki”,
stosowanych wobec osób korzystających z pomocy społecznej funkcjonuje
narzędzie nadzoru nieco mniej zauważalne, bo wrośnięte w nasz sposób
opisywania świata: dyskurs wykluczenia społecznego, marginalizacji i
patologizacji biedy. W systemie neoliberalnym kategoria „wykluczonego
biednego” pełni istotną funkcję. Podział na ludzi użytecznych i nie
jest w pełni logiczną konsekwencją oparcia modelu społecznego i
ekonomicznego państwa na racjonalności wolnego rynku. Ten, kto nie
przyczynia się do wzrostu PKP, nie uczestniczy w rynku, nie powinien
też korzystać z jego owoców na takich samych zasadach.
Takie
a nie inne upodmiotowienie biednego – przyznanie mu praw „pod pewnymi
warunkami” i na „określonych zasadach” służy nie tylko dyscyplinowaniu
samych wykluczonych, ale ma wpływ na racjonalność całego społeczeństwa.
Z jednej strony, zapotrzebowanie na dyskurs stygmatyzacji pojawia się
po stronie tych, którzy za pomoc biednym płacą swoimi podatkami, a więc
oczekują, niejako w zamian, swoistej władzy (przynajmniej
informacyjnej) i poczucia przewagi. Tę potrzebę społeczną uosabia
opresyjny, kontrolujący aparat państwowy. Z drugiej strony, wszystkie
podmioty, które przyjęły logikę wolnego rynku za podstawę
funkcjonowania społeczeństwa (a mieszczą się w tej kategorii i biznes,
i aparat państwowy) są zainteresowane podtrzymywaniem podziału na
„włączonych i wyłączonych”. Odium stygmatyzacji w stosunku do biednych
kreowane poprzez dominujący dyskurs może być prostą i niezwykle
skuteczną technologią zarządzania całą populacją – dyscyplinowania
większości, która po stronie owych wykluczonych nie będzie chciała się znaleźć.
MATERIAŁY DO DYSKUSJI:
Gazeta Stołeczna: W Warszawie powstanie baza danych bezdomnych
Tomasz Rakowski: Łowcy, zbieracze, praktycy niemocy, Słowo/obraz terytoria
Gazeta Wyborcza: Gorączka Złomu. Wywiad z Tomaszem Rakowskim
Krytyka Polityczna, Szymielewicz: Prawo do prywatności ofiar i sprawców?
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...