|
Nagroda im. Andrzeja Woyciechowskiego dla Dziennikarza 20-lecia przypadła Jerzemu Baczyńskiemu, redaktorowi naczelnemu Polityki. Gratulacje! Ale nie o „Polityce” i zasłużenie ze wszech miar nagrodzonym Redaktorze będę pisał. W finałowej trójce znaleźli się Adam Michnik i Jacek Żakowski. Adam Michnik, ze studia w Erewaniu, komentował swoją nominację. Byłem w Zachęcie, widziałem, słyszałem i czułem się coraz gorzej. Byłem po raz trzeci świadkiem publicznej wypowiedzi Adama Michnika, który krytykował kogoś konkretnego za coś konkretnego. Dawał do zrozumienia, wszyscy rozumieją, nikt nie reaguje. Wcześniej dużo bardziej rozwiniętą formę krytyki Adam Michnik na ten sam temat wygłosił podczas promocji świetnej książki Andrzeja Friszke o komandosach z 1968 roku i już zupełnie bez pretekstu podczas debaty towarzyszącej przyznaniu nagrody literackiej Europejski Poeta Wolności w Gdańsku. Kogo takiego krytykuje Adam Michnik, nie wymawiając zadżumionego nazwiska? Cóż za przewiny popełnił ów złoczyńca, że nawet nie ma prawa usłyszeć własnego imienia? Adam Michnik wie i nawet ja wiem. Podczas wypowiedzi nominowanych do nagrody Dziennikarza 20-lecia Adam Michnik zauważył, że na ten tytuł zasłużył Ryszard Kapuściński, prawdziwy dziennikarz dwudziestolecia. I powoli robi się ciepło, ciepło. Dodam na marginesie, że jeśli już tak szufladkami periodyzacyjnymi nagradzać, to Ryszard Kapuściński bardziej zasłużył na tytuł dziennikarza 50-lecia lub stulecia, bo jednak przed 1989 rokiem napisał kilka ważnych bądź najważniejszych książek. Adam Michnik dorzucił, że zasług nie zmieni fakt, że Kapuściński jest ostatnio, cytuję z pamięci, „obrzucany świństwami i kalumniami”.
I tu leży anonimowy pies pogrzebany. Jest nim autor książki Kapuściński non-fiction, redakcyjny podwładny Adama Michnika - Artur Domosławski. Nominowany zresztą w tej samej edycji nagrody Andrzeja Woyciechowskiego właśnie za swoją książkę o Kapuścińskim. Adam Michnik nigdzie expressis verbis nie napisał słowa o tej, jednej z najważniejszych książek ostatniej dekady ani słowa. Ale mówi o niej publicznie, nie zniżając się do wymienienia nazwiska obłożonego prywatną anatemą dziennikarza własnej redakcji. Jeśli się mylę, chciałbym to publicznie usłyszeć. I ta książka i jej autor na to po prostu, zawodowo i po ludzku zasługują. Chciałbym móc przeczytać miażdżącą krytykę książki Domosławskiego pióra Adami Michnika. Z argumentami. Tekstu zderzonego z opiniami już wygłoszonymi lub nie. To, co mnie interesuje, to nie to, po której stronie Adam Michnik ma serce, a po której kieszeń, tylko co myśli jego głowa o próbie biografii Kapuścińskiego, w mojej opinii otwierającej pogłębioną rozmowę o książkach samego Kapuścińskiego, jego czasów, jego zaangażowania. Nikt nigdy nie podejrzewał Adama Michnika o brak odwagi. Chciałbym więc usłyszeć ten głos. Jestem do głębi przekonany, że jest zgodne z oczekiwaniem, wyrażonym sądem Antoniego Słonimskiego, przywoływanym niejednokrotnie przez Adama Michnika: „Jak nie wiesz, jak się zachować, zachowaj się przyzwoicie”. Adam Michnik mówi półsłówkami, mruga do nas okiem w tej kwestii. Chciałbym, żeby się z nią skonfrontował otwarcie, na ubitej ziemi debaty publicznej. Żeby przemówił swoim głosem. Za dużo sobie wyobrażam? Z całą pewnością. Felieton ukazał się w „Przekroju” z 26 października 2010.
Na podobny temat
|
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...
Sympatyczna opowiastka. Sympatyczna, ...