Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Katastrofa polityczna |
|
|
Roman Kurkiewicz
|
|
12.04.2010 |
Rozdzielam radykalnie dwa wymiary tragedii pod Smoleńskiem: ludzki, osobisty, człowieczy i polityczny, bo i taki jest. I o politycznym chcę powiedzieć.
Ale żeby zamknąć ludzki wymiar. Współczuję rodzinom, bliskim, przyjaciołom, zwolenikom, sąsiadom, wszystkim którzy stracili bliskich.
I choć nie jesteśmy panami czy władcami śmierci, to jednak o niektórych śmierciach możemy powiedzieć ze sporym prawdopodobieństwem, że można było ich w konkretnym momencie uniknąć. I że być może ktoś w większym niż inni oraz los stopniu odpowiada za taki obrót spraw. Tragiczny i ostateczny. Nie waham się powiedzieć, że wypadek rządowego czy prezydenckiego tupolewa jest wydarzeniem politycznym, jest śmiercią polityczną. I symboliczną. A właściwie jej symboliczność ustanawia jej perspektywę polityczną. Nie uważam, że ofiary tego wypadku (za chwilę z całą pewnością pojawią się wątki spisku, zamachu, podejrzeń) są ofiarami wysłużonego, zjełczałego samolotu, tajemniczej mgły czy fatalnego lotniska. Wydaje mi się, że są ofiarami polityki historycznej, która kazała (komu? kto wydał ostateczny rozkaz poczwórnego lądowania? no kto?) podejmować kilkukrotne próby lądowania wbrew wiedzy, kompetencji, doświadczeniu pilotów. Żeby zdążyć na uroczystości. Żeby zdążyć na mszę. Żeby zdążyć być.
Przypomnijmy, że kłopoty z politycznymi lądowaniami już przechodziliśmy. Była historia gruzińska, z groźbami wobec pilota. Była historia z wojskową Casą, kiedy kwiat lotnictwa śmiertelnie się zapomniał. I? I nic. A właściwie z tego to wszystko. Śmierć na własne życzenie. Ale ktoś decyzję o poczwórnym lądowaniu podjął. Chciałbym wiedzieć kto. Prezydent? Szef Sztabu Generalnego? Szef wojsk lotniczych? Szef kancelarii? Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego? Jeszcze ktoś inny? Grupa osób?
A może ktoś nie podjął decyzji, żeby nie lądować w takich warunkach? Ogłoszono żałobę. Narodową. Ale ja chciałbym przede wszystkim dowiedzieć się, dlaczego tupolew nie poleciał lądować do Mińska. Premier rządu w emocjonalnym wystąpieniu powiedział, że była to największa tragedia, jaką zna współczesny świat. To po prostu ocena, bardzo subiektywna. Nieprawda. Nie minęło 100 dni od dramatu Haiti, gdzie zginęło 300 tysięcy ludzi. Gorszych, bo nieznanych? Bo nie z rządu? Bo nie z rządu naszego? W ciągu dwóch tygodni na polskich drogach ginie więcej osób. Znajmy miarę. A raczej umiar. Może trzeba przyjrzeć się tym przyczynom ideowym, wymyślonym, kultywowanym, które zaciemniają najzwyklejszy zdrowy rozsądek. A może zamiast słów o jednoczeniu się narodu należy głośno powiedzieć, że katastrofa pod Smoleńskiem była kolejną odsłoną z wielowiekowej historii głupoty polskiej? No to mówię.
Pisane 10 kwietnia 2010.
Tekst ukazał się w „Przekroju” z 13 kwietnia 2010.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 18.04.2010 )
|
|
Felietony Romana Kurkiewicza
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...