|
Magdalena Hajdysz: Skąd się wzięło w waszym spektaklu połączenie Płomieni Stanisława Brzozowskiego i historii Ruchu „Wolność i Pokój”?
Wojtek Zrałek-Kossakowski*: Gdy Zbyszek zaproponował mi współpracę,
byłem zaskoczony tym połączeniem - jak tekstem o terrorystach
opowiedzieć o pacyfistycznym ruchu?! Ale zagłębiając się w materiały
WiP-u, przekonałem się, że łączyje rodzaj niezgody na rzeczywistość i
chęć zmiany - a różnica polega na kontekście, który wymusza metody
działania Historia WiP-u należy do jednej z najbardziej
nieopowiedzianych. A był to przecież ruch, który ożywił oklapła w
tamtych czasach opozycję. Sukcesy WiP-u to m.in. zablokowanie budowy
elektrowni atomowej w Żarnowcu i Klempiczu, zamknięcie Huty Siechnice we
Wrocławiu i zwracanie uwagi na problemy wtedy u nas nieporuszane, jak
wykluczenie ze względu na wyznanie, rasę czy płeć.
Zbigniew Brzoza**: Wojtek nie wspomniał jeszcze o różnicy pokoleniowej
między nami - ja jestem tym starszym pokoleniem WiP-u. Płomienie były
dla nas bardzo ważną książką. Odnajdywaliśmy własne emocje w przeżyciach bohaterów. Różniły nas
zasadniczo okoliczności i metody działania, ale łączyły sprzeciw wobec
sposobów sprawowania władzy i gotowość do płacenia ceny za wolność. I
rodzaj niesmaku, z jakim patrzyliśmy na rzeczywistość. Kiedy zaczęliśmy
pracę nad scenariuszem spektaklu o WiP-ie, doszliśmy do wniosku, że
bohaterowie Brzozowskiego - z ich gotowością poświęcenia własnego życia w
imię walki o sprawiedliwość i wolność - są podobni do wipowcó w.
Co rozmowy z członkami WiP-u wniosły do spektaklu?
Z. B.: Udało się wydobyć i nazwać przeżycia nieopisane wcześniej. Bez
tych rozmów spektakl by nie powstał. Tym, co nas najbardziej
interesowało, poza metodami działania WiP-u, były indywidualne przeżycia
uczestników tego ruchu. Oczywiście, dotykamy tu też historycznego
wymiaru WiP-u. Przeczytaliśmy kilkanaście tysięcy stron dokumentów
IPN-owskich, jakieś ubeckie prace magisterskie z tamtych lat,
wspomnienia uczestników, artykuły i reportaże z prasy zagranicznej.
Czy powrót do idei WiP-u jest dziś w ogóle możliwy?
Z.B.: Wolność i Pokój to ruch obywatelskiego nieposłuszeństwa, który
- zarówno jeśli chodzi o metody działania, jak i ideowy światopogląd
uczestników - mógłby fantastycznie funkcjonować w dzisiejszej Polsce.
Bardzo brakuje mijego odwagi, tolerancji, niezgody na przemoc,
otwartości i szacunku dla innych, choćby stali po przeciwnej stronie. W
WiP-ie uczestniczyli ludzie o bardzo różnych światopoglądach, ajed-nak
udawało im się znaleźć wspólny cel - pierwszym było żądanie uwolnienia
Marka Adamkiewicza i zmiany roty przysięgi wojskowej. Kolejnym
postulatem było wprowadzenie służby zastępczej dla tych, którzy nie
chcieli iść do wojska z powodów politycznych. Niezgoda na przymus służby
wojskowej wydaje się dziś oczywista - wtedy tego postulatu nikt poza
WiP-em nie ważył się formułować. Symboliczne, że to właśnie wywodzący
się z WiP-u Bogdan Klich zlikwidował wojsko z poboru.
Czym różni się obywatelskie nieposłuszeństwo od terroryzmu?
Z.B.: Ruchy obywatelskiego nieposłuszeństwa nie operują przemocą i są
częścią systemu demokratycznego. Tam, gdzie ich nie ma, nie ma pełnej
demokracji, a ze społeczeństwem jest coś nie tak. Jeśli prezydent Gdyni
dostaje 90 procent głosów, to - jakimkolwiek byłby prezydentem - znaczy,
że w Gdyni obywatele zrezygnowali z demokracji, a spór został wyparty z
życia społecznego. Natomiast terroryzm bierze się z poczucia
bezradności i słabości. Jest podobnie nieskutecznyjak krzyk - wpycha
drugą stronę w sytuację bez wyjścia, w której przestaje być ona
partnerem do rozmowy, a staje się wrogiem.
W.Z.-K.: Żeby mogło wystąpić coś takiego jak ruch obywatelski, musi być
coś takiego jak obywatel. To jest ta różnica między Narodną Wolą opisaną
przez Brzozowskiego a WiP-em.
W jaki sposób opowiada o tym wasz spektakl?
Z.B.: Jest pewnego rodzaju relacją. W ograniczonym stopniu buduje
zdarzenia sceniczne. Tylko we fragmentach wziętych z Płomieni używamy
języka realizmu psychologicznego. WiP używał bardzo różnorodnych form
działania. Ten spektakl próbuje uchwycić jego ducha - będzie kolażem,
koncertem, spektaklem, filmem. Z mieszczańskiego, konserwatywnego punktu
widzenia to dramatyczna opowieść o tym, że nie ma doskonałego prawa,
doskonałego społeczeństwa, nie ma doskonałego człowieka, doskonałych
kategorii w sferze estetycznej czy obyczajowej. I że co innego jest
dobre dla nas, a co innego będzie dobre dla naszych dzieci czy wnuków. W
tym sensie jest więc optymistyczny, bo mówi: Buntuj się! Bunt jest dobry.
Wywiad ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 12 sierpnia 2011.
Premiera spektaklu odbędzie się w sobotę, 27 sierpnia, o godzinie 19.00 na Scenie Malarnia w ramach Festiwalu Solidarity of Arts. Spektakl pod patronatem Krytyki Politycznej.
* Wojtek Zrałek-Kossakowski - dramaturg, muzyczny kurator Centrum
Kultury „Nowy Wspaniały Świat” i członek „Krytyki Politycznej”.
** Zbigniew Brzoza - reżyser teatralny i telewizyjny, wykładowca łódzkiej PWSFTviT.
Czytaj też: „Płomienie” w Teatrze Wybrzeże
Na podobny temat
|
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...
Sympatyczna opowiastka. Sympatyczna, ...