NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Za dużo rozpaczy, za mało gniewu Drukuj
Przemysław Sadura   
30.08.2006
shapiro1

Czy współczesna demokracja rzeczywiście daje obywatelom możliwość wyboru? Dlaczego polityczna „władza większości” tak często współistnieje z ekonomicznym panowaniu nielicznych i dramatycznymi nierównościami społecznymi? W jaką stronę powinna iść reforma systemów politycznych? To tylko kilka z wielu pytań, które w swojej niedawno wydanej po polsku książce „Stan teorii demokracji” (Wydawnictwo Naukowe PWN) stawia Ian Shapiro, amerykański teoretyk polityki i dyrektor Centrum Studiów Międzynarodowych i Regionalnych na Uniwersytecie Yale. Każdą z podejmowanych kwestii Shapiro obudowuje przykładami z dobrze mu znanej praktyki demokracji amerykańskiej. Przeniesione na polskie podwórko zagadnienia te nabierają nowego znaczenia, wyostrzając stanowisko amerykańskiego politologa.

Konsensus versus współzawodnictwo

Kluczowym problemem współczesnej demokracji, zdaniem autora „Stanu teorii demokracji”, jest konieczność rozstrzygnięcie czy powinna ona być areną sporu czy porozumienia. Rozważania Shapiro ujawniają tu pewne powinowactwa z myślą Chantal Mouffe, według której utopijna wizja polityki bez konfliktów jest zmorą współczesnej teorii politycznej (Julian Kutyła „Zarządzanie zamiast rządzenia”, „Gazeta Wyborcza” z 22-23 kwietnia 2006).

Shapiro krytykuje koncepcje demokracji, których autorzy - ze względu na przekonanie, że jednomyślność jest dana z natury lub że rywalizacja sprzyja niepotrzebnym i destabilizującym konfliktom - wyżej cenią porozumienie i zgodę niż antagonizm. Inaczej jednak niż postulująca lewicowy projekt radykalnej demokracji Mouffe, Shapiro proponuje nieco zaskakujący powrót do Schumpetera. Demokratyzację władzy zapewnia uczynienie jej przedmiotem rzeczywistego wyborczego współzawodnictwa. Zdaniem Shapiro zorganizowane współzawodnictwo o władzę ma sens dlatego, że jest nastawione na zinstytucjonalizowanie dyskusji, a nie porozumienia. Odwołanie do konsensusu jako politycznego ideału rozpowszechnione nie tylko w światowej literaturze ale również w polskiej (i nie tylko polskiej) praktyce politycznej minionych kilkunastu lat nie daje się obronić.

Model współzawodnictwa rozpoznaje i instytucjonalizuje spostrzeżenie J.S.Milla, autora eseju „O wolności”, że to właśnie współzawodnictwo idei przyczynia się do oświecenia życia publicznego, dla którego zagrożeniem jest konsensus, który wytwarza niewolniczy konformizm. „O tym, jak bardzo model konsensusu wyparł, w powszechnym odczuciu, model współzawodnictwa świadczy to, że ludzie na ogół nie dostrzegają, iż ponadpartyjne porozumienia ponad podziałami to w istocie zmowa krępująca demokrację” – podsumowuje Shapiro (199). Widać to wyraźniej kiedy stwierdzenia te odniesie się do najnowszej historii Polski.

Kierunek polskiej transformacji wyznaczany był przez porozumienie elit w zakresie priorytetów polityki zagranicznej, obronnej ale przede wszystkim gospodarczej. W tym czasie dominował nacisk na międzygabinetową ciągłość i ponadpartyjny konsensus. Przemiany po 1989 r. prowadziły wprost do pojawiania się rozczarowania i niezadowolenia wykluczonych: robotników wielkoprzemysłowych, pracowników PGR-ów. Niestety organizacje, które mogły wyrażać te emocje – związki zawodowe takie jak „Solidarność” i OPZZ, lewicowe partie polityczne - były zainteresowane promowaniem i osłanianiem urynkowienia. Kiedy wyborcom de facto odebrano wybór, ledwie pozorując współzawodnictwo na rynku politycznym, społeczny gniew obrócił się w rozpacz. Kryzys polskiej demokracji nie zaczął się jesienią ubiegłego roku lecz 16 lat wcześniej. Wyborczy triumf PiS, LPR i Samoobrony, a więc partii, które wprost ogłosiły chęć zerwania z dotychczasowym kursem i konieczność „rewolucji” jest owocem tego kryzysu a zarazem wykoślawioną i skazaną na porażkę próbą jego rozwiązania. Uzasadnienie tej tezy wymaga jednak powrotu do bardziej ogólnych rozważań o demokratycznym systemie politycznym.

Demokracja i redystrybucja

Najpełniej swój rugujący rzeczywiste współzawodnictwo potencjał nowoczesna demokracja ujawnia w przypadku kwestii redystrybucji. Jeszcze w XIX stuleciu wielu autorów niekoniecznie wrogich demokracji wyrażało obawę (czasem – przyznajmy - nadzieję), że przyjęte w tym ustroju większościowe podejmowanie decyzji w momencie upowszechnienia się prawa wyborczego doprowadzić musi do ogołocenia bogatych przez biednych. Obawa jednych a nadzieja drugich nie znalazła potwierdzenia w historii, co stało się jednym z większych rozczarowań polityków wierzących w parlamentarną drogę do socjalizmu i legalną reapropriację nieuczciwie zdobytego majątku elit. Praktyka życia politycznego w demokratycznych krajach XIX i XX wieku pokazała, że nie ma żadnych bezpośrednich związków między rozszerzaniem się prawa wyborczego a redystrybucją na rzecz najbiedniejszych. Co więcej państwa demokratyczne nierzadko prowadzą redystrybucję regresywną i to z dużym ponadpartyjnym poparciem.
Co powstrzymuje polityków od zabiegania o głosy tych, którym się nie powiodło, oferując politykę redystrybucji dochodów bardziej zamożnych? Zdaniem Shapiro częściowo wyjaśniają to: wpływ na rządzących innych grup interesu niż ubodzy (już Marks i Engels określali rząd mianem „komitetu wykonawczego burżuazji”), trudności w nakładaniu nowych podatków związane z wpływem sponsorów kampanii wyborczych, strach (prawdziwy lub udawany) przed potencjalną ucieczką kapitału za granicę, oraz sprzeciw różnych niewybieralnych instytucji wraz z ograniczeniami strukturalnymi i instytucjonalnymi.
W celu zilustrowania tej tezy można wrócić do postulowanego niedawno przez Karola Modzelewskiego ograniczenia niezależności NBP oraz sięgnięcia po politykę pieniężną, jako instrumentu chroniący rynek wewnętrzny i umożliwiającego sprawiedliwszą dystrybucję („Chóry i pienia”, „Gazeta Wyborcza” z 29-30 lipca 2006). Wiadomo, że taka decyzja naraziłaby jej autorów na krytykę ze strony UE oraz groźną reakcji rynków finansowych. Z tych powodów nie zdecydował się na nią rząd Leszka Millera, dlatego też najprawdopodobniej uchyli się od niej ekipa Jarosława Kaczyńskiego. Tymczasem zdaniem Shapiro coraz silniejsza tendencja państw demokratycznych do cedowania uprawnień w dziedzinie polityki monetarnej na niezależne banki centralne jest jednym z instytucjonalnych ograniczeń redystrybucji na rzecz ubogich. Bankowcy postrzegają redystrybucyjną politykę budżetową w kategoriach wzrostu inflacji i przeciwdziałają jej sięgając po restrykcyjną politykę pieniężną. Przekazywanie krajowym i międzynarodowym instytucjom finansowym uprawnień umożliwiającym blokowanie działań na rzecz redystrybucji pozwala rządom zabezpieczyć się przed „populistycznymi” żądaniami przez wyłączenie ich z zakresu dyskusji, pozwalając przy tym zachować czyste ręce (148).
Podobną rolę – twierdzi Shapiro - spełniają żądania politycznej decentralizacji, budowy „silnego” społeczeństwa obywatelskiego i przenoszenia funkcji władczych na organizacje społeczne. Postulaty te znamy bardzo dobrze. Przez ostatnich kilkanaście lat były one niezliczoną ilość razy podnoszone w polskim dyskursie publicznym. Zdaniem autora „Stanu teorii demokracji” działania te są niepotrzebne, a wręcz szkodliwe i niebezpieczne. Prowadzą bowiem do dalszego rozczłonkowania państwa, stwarzając kolejną możliwość blokowania działań redystrybucyjnych rządu (148). Jednym słowem demokratyczne państwo samo ucina sobie rękę, która mogłoby hojnie wspomóc potrzebujących.
Inną sprawą jest popytowa strona redystrybucji w systemie demokratycznym – ręka, którą po dobra posiadane przez zamożniejszych mogliby wyciągnąć zdominowani. Mając w postaci prawa wyborczego gotowy mechanizm, dzięki któremu mogą wykorzystać władzę państwa do naprawy swoich krzywd, nie robią z niego użytku. Przesądza o tym kilka czynników takich jak: niedostateczny dostęp do informacji, dominacja błędnych przekonań i fałszywej ideologii oraz indywidualizm. Wyrażają się one w rozpowszechnianych mądrościach życiowych głoszących, że bogacenie się jednostek podnosi poziom życia społeczeństwa, że nie należy się kłócić o to, kto dostanie ciastko, lecz postarać o to aby zdobyć większe dla wszystkich, że niższe podatki dla najbogatszych ułatwiają tworzenie nowych miejsc pracy itd. Dominacja neoliberalnego frazesu w połączeniu z powszechnym przekonaniem o skuteczności działań jednostkowych powoduje, że rząd nie musi odpierać oddolnej presji na redystrybucję, której ideologicznie naiwni wyborcy po prostu nie stwarzają. Jednostki są przekonane, że skończenie studiów, wyjazd zagranicę lub wykupienie losu na loterii w stopniu większym niż zbiorowa presja na władzę poprawi ich pozycję materialną. W przypadku najbardziej zmarginalizowanych wykluczenie wiąże się z przekonaniem o własnej nieskuteczności. W odróżnieniu od gniewu smutek działa demobilizująco. Tam gdzie jest za dużo rozpaczy i za mało gniewu, tam nie ma zorganizowanych wystąpień o charakterze politycznym (170).

Demonopolizacja demokracji

Zdaniem Shapiro współczesna demokracja umożliwiając kreowanie polityki redystrybucyjnej nie gwarantuje, że zostanie ona podjęta. Tym bardziej, że tak wiele czynników działa na jej niekorzyść. Zadaniem dla teoretyków demokracji jest odkrywanie takich mechanizmów, które uczynią istniejący system prawdziwie demokratycznym. Wymaga to zwiększenia współzawodnictwa w ramach istniejącego systemu poprzez zastosowanie w polityce praktyk antymonopolowych znanych z gospodarki. Politolog z Yale proponuje wzmocnienie instytucji państwowych i powstrzymanie ich ucieczki od odpowiedzialności, wzmocnienie pozycji partii politycznych i uniezależnienie ich od możnych sponsorów, przemodelowanie systemów wyborczych w kierunku większej proporcjonalności i otwartości, rozbudowanie systemu politycznego o mechanizmy umożliwiające odwoływanie się, wstrzymywanie, a nawet weto, lecz tylko tym, którzy zagrożeni są dominacją i których podstawowe interesy są zagrożone (a więc wykluczonym, uboższym, mniej wykształconym, imigrantom etc.).
Działania koalicji rządzącej w Polsce tylko częściowo realizują te postulaty, a historia uczy, że częściowe rozwiązania szybko stają się częścią problemu. Centralizacji państwa i symbolicznemu zerwaniu z dotychczasowym konsensusem politycznym towarzyszą deklaracje i działania zmierzające do kontynuacji dotychczasowej polityki ekonomicznej. Uchylanie się od podjęcia sensownej polityki redystrybucyjnej jest markowane przez populistyczne rozdawnictwo: becikowe dla matek, pomoc dla ofiar suszy i powodzian, amnestia dla maturzystów etc. Zmiany w ordynacji wyborczej mają promować swoistą zmowę kartelową. W świetle propozycji Shapiro taka polityka jest krótkowzroczna. Niezadowolenie społeczne zagospodarowane przez partie rządzące może łatwo przerodzić się w rozpacz i wycofać z życia politycznego kolejne segmenty społeczeństwa. Demokracja się od tego nie zawali, ale pozostanie fasadą.

Ian Shapiro „Stan teorii demokracji”, przeł. Izabela Kisilowska Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2006, 226 stron.

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 25.10.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.83160 Seconds