|
Warkocki: Michaśka is dead |
|
|
Błażej Warkocki
|
|
14.09.2009 |
[..] zwłaszcza pierwsza część Margot. To nanizany na raczej rachityczny sznureczek fabularny zbiór anegdotek, oryginalnie napisanych i artystycznie przerobionych przez pryzmat wyobraźni autora. Fabuła u Michała Witkowskiego czasami się zatrzymuje i wtedy autor może dać popis sztuki opisu dynamicznych sytuacji. Jak np. tej o gwieździe zwisającej nad sceną i syczącej z zazdrości, gdyż jej miejsce zajęła znienawidzona konkurentka. Śmiechu jest co niemiara. Prawie tyle, ile podczas oglądania telewizyjnego szoł, gdy gwiazda jeżdżąca na lodzie jednak się potknie.
Co z tego wszystkiego wynika? Niewiele. Od biedy to, że wszystko jest na sprzedaż. I wszystko jest towarem. Zwłaszcza odmieniec, oczywiście przerobiony pod czujnym okiem operatora. Tak kończy się powieść. Margot i urodziwy Cygan na tle jeziora, „muzyka żab i świerszczy gra patetycznie, tirowcy gdzieś daleko biją brawo”. Zaraz potem pojawi się napis: „The end”.
Niestety nie ratuje on powieści. Margot wygląda jak zgrabnie napisana, fabularnie rozpadająca się powieść o niczym. Intelektualny ciężar nigdy nie był mocną stroną prozy autora, ale też nie musiał. Główną zaletę stanowiły styl i zmysł obserwacji, które razem pokazywały inny wymiar rzeczywistości. Z recenzji, które już zdążyły się pojawić, wyczytałem, że książka jest napisana znakomicie. To prawda. Znowu mamy do czynienia z uwodzącym „witkowskim” idiomem. Ale co z nim robić, jeśli nic nie odsłania?
Być może warto wziąć pod uwagę odautorski komentarz. Margot jako literatura popularna, jej lingwistyczna wersja, która – dopowiedzmy – w zakręcony stylistycznie sposób opowiada rzeczy znane dobrze z telewizji? Choć w nieco bardziej cyniczny sposób. A może warto wziąć pod uwagę pytanie, które w innym kontekście zadała Eliza Szybowicz. „Czy biegłość formalna i pustota treściowa nie są aby cechami wykluczającymi się?”. Właśnie.
Na moje ucho nowej powieści Michała Witkowskiego zabrakło „momentu etycznego”. To on właśnie był siłą „Lubiewa”. Tam Witkowski potrafił opowiedzieć historię wykluczonych bez łatwego sentymentalizmu, ale i bez wyższościowego cynizmu. I z pewną dozą empatycznego utożsamienia, które powodowało, że w tym życiu na dnie mogliśmy odnaleźć paradoksalną niewinność. Jednocześnie autor umiał z dużą mocą wjechać pomiędzy dostępne w sferze publicznej dyskursy – ten mainstreamowy i ten emancypacyjny.
Czytaj cały tekst na witrynie: Dwutygodnik.com.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 17.09.2009 )
|
Viking napisał: >Czytelnictwo w Pols...
Oczywiście viking znów najlepiej wie ...