Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Tomasik: Miłość do Hłaski i lepszy Witkowski Drukuj
Krzysztof Tomasik   
24.08.2010

bereza-tomasik.jpgHenryk Bereza (rocznik 1926) jest nie tylko jednym z najbardziej znanych krytyków literackich. Towarzyszy polskiej prozie i poezji od ponad 50 lat, nie tylko czytając, ale także obracając się wśród kolejnych pokoleń pisarzy, w tym takich postaci jak Jarosław Iwaszkiewicz czy Julian Stryjkowski, z którymi pracował w „Twórczości” oraz Marek Hłasko, z którym był blisko związany. Pomysł, aby właśnie z Berezą przeprowadzić wywiad-rzekę, w której opowie o swojej drodze życiowej, wydaje się znakomity i świetnie, że wreszcie został zrealizowany w postaci książki „Końcówki. Henryk Bereza mówi” autorstwa Adama Wiedemanna i Piotra Czerniawskiego.

Bereza ma rzeczywiście dużo do powiedzenia i obok wspomnień z dzieciństwa i czasu wojny, zaprezentowania własnej koncepcji krytyki literackiej, opowieści o snach i próby diagnozy chwili obecnej, mamy też opisy najciekawszych osób, które spotkał na swojej drodze. A jest co opisywać, skoro pierwszymi pisarzami poznanymi przez Berezę byli Nałkowska, Iwaszkiewicz i Andrzejewski, a debiut zawdzięczał Marii Żmigrodzkiej i Marii Janion, które prowadziły dział literacki tygodnika „Wieś”. Przypomniane zostają postacie ciekawe, choć zupełnie zapomniane jak Alicja Dreszkiewicz, przed wojną obracająca się w kręgu Witkacego, swatana z Bruno Schultzem, potem przebywająca na emigracji we Francji czy piszący po polsku i kaszubsku Jan Drzeżdżon, którego twórczością Bereza przez wiele lat próbował (bezskutecznie) zainteresować innych.

Krzeczkowski

Przypomniany jest także Henryk Krzeczkowski, tłumacz i krytyk literacki, homoseksualista, przyjaciel Kisielewskiego, Hertza, Mycielskiego. Jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny to Bereza określa go jako paskudnego: „Był rudawy, z taką podpalaną cerą”. Przede wszystkim zostaje jednak scharakteryzowany jako „geniusz w opowiadaniu opowieści artystycznych o charakterze towarzysko-plotkarskim”. Dalej ta myśl zostaje rozwinięta: „on prowadził wobec mnie bardzo otwarte życie, ja znałem dziesiątki jego chłopaków, on rzeczywiście znał całą Warszawę homoseksualną. Jak ja czytałem ostatnio ‘Lubiewo’ i słuchałem przede wszystkim zachwytów nad ‘Lubiewem’ poprzez wtajemniczenie homoseksualne, to niczego nie ujmując Witowskiemu, po prostu Witowski jest jakimś amatorem lub praktykantem wobec Krzeczkowskiego. I tutaj ja specjalnie nie przejmowałem się, czy to jest fantazja, zmyślenie, wiedziałem już, jak on zmyśla, bo on zmyślał na przykład o mnie rzeczy, i była we mnie zgoda czy przyzwolenie na jego takie użytkowanie zażyłości ze mną poprzez dawanie wszystkim do domysłu, że stanowimy parę, choć nigdy nie byliśmy parą tego typu. Ale mój związek z nim zdecydowanie się pogłębił i w okresie jego choroby to ja po prostu rozpaczałem, nawet nie chodziłem do niego, tylko on dzwonił do mnie przed pójściem, ale to już taki ostatecznym, do szpitala, i wtedy też, śmiertelnie chory, snuł przez telefon opowieści takie, jak to będzie, jak on wyzdrowieje i jak będziemy chodzić znów do Bristolu i będziemy razem tacy szczęśliwi”.

Jednocześnie Bereza konkretyzuje jak wyglądała sprawa z „dawaniem wszystkim do domysłu”, że stanowił parę z Krzeczkowskim: „On tylko raz odegrał teatr dobierania się do mnie i ja wiem, jaki był cel tego teatru. Mianowicie było to w czasie Zjazdu Literatów w sześćdziesiątym piątym roku w Krakowie i myśmy byli we wspólnym pokoju we dwóch, bo wszyscy wiedzieli, że jesteśmy zaprzyjaźnieni i obydwaj byliśmy delegatami zjazdowymi. Pewnego dnia zjazdowego była przerwa w obradach i ponieważ tryb życia był niesłychanie absorbujący, w dzień obrady zjazdowe, wieczorem jakieś towarzyskie imprezy i noce pijackie, więc ja położyłem się do łóżka i on się zaczął wtedy do mnie dobierać. Ja zupełnie zgłupiałem po prostu, otrzeźwiałem i jednocześnie wiedziałem, że to jest dobieranie się, żeby skandal wyniknął. I rzeczywiście wyniknął, bo doszło między nami do szarpaniny. I słychać było wrzaski na korytarzu, a o to właśnie chodziło: żeby wszyscy wiedzieli, że my jesteśmy parą. Ale nigdy parą nie byliśmy. W każdym razie ja byłem wielbicielem tego jego nieustannego opowiadania, bo to były najdziwniejsze skoki wyobraźni, najdziwniejsze rzeczy, on był jak znawca życia towarzyskiego, snobistycznego europejskiego. Nazwiska się sypały arystokracji polskiej, hierarchii kościelnej, wszystko było możliwe i dla mnie było oczywiste, że to nie jest żadna faktografia i to nie jest plotkarstwo naiwne, tylko to jest sztuka i wirtuozeria narracyjna. I ja absolutnie byłem w stanie resztkami sił całą noc siedzieć z nim w Bristolu lub SPATIF-ie, jeśli przez całą noc był otwarty SPATIF, i jeszcze odprowadzaliśmy się, odprowadzałem go do Świętokrzyskiej na Czackiego i on mnie odprowadzał w Aleje, i to nie miało końca”.

Homoseksualizm

Przytoczone powyżej fragmenty są dość typowe dla całej książki. Homoseksualizm pojawia się tu wielokrotnie, ale więcej jest sugerowania niż dopowiedzenia czy sproblematyzowania kwestii. Ewidentnie sam Bereza nie chce mówić w tym kontekście o swoim życiu prywatnym, a przeprowadzający wywiad Piotr Czerniawski i Adam Wiedemann (ubiegłoroczny coming out w „Dużym Formacie”) nie dociskają, starają się raczej stworzyć atmosferę miłej pogawędki znajomych. W efekcie rozdział o życiu i miłości jest o połowę krótszy niż rozdział o snach. W ogóle książka jak na 10 lat pracy (tyle czasu minęło od pierwszej rozmowy) jest zadziwiająco krótka (168 stron), a dodać trzeba, że ważną jej część stanowią zdjęcia z prywatnego archiwum Henryka Berezy.

Jednocześnie Bereza często ma potrzebę usprawiedliwiania się, zapewniania, że w jego przypadku tylko kwestie literackie decydują o docenianiu danego twórcy, przeciwstawia nawet siebie Jerzemu Andrzejewskiemu, który zauroczony jakimś młodym literatem był gotowy wyżej oceniać jego twórczość: „Andrzejewski kierował się w swoich ocenach pisarstwa i możliwości pisarskich swoimi sympatiami niekoniecznie związanymi z literaturą, podczas gdy ja, święcie w to wierzę, nigdy czymś takim się nie kierowałem. Ja mogłem się mylić, ale oceniałem twórczość pisarzy młodych jako twórczość w kategoriach wyłącznie literackich, wbrew temu, co czasami formułowano i głoszono, ja nie widzę u siebie wpływu na oceny literackie w moich osobistych stosunkach z autorami”. I dalej: „Myśmy przez pewien czas z Andrzejewskim wspólnie chodzili do Fukiera albo i do Bristolu i ja byłem świadkiem zalotów Jerzego Andrzejewskiego i on mi bardzo tak żywiołowo wypowiadał, nawet w obecności zainteresowanych, pamiętam takie sytuacje powtarzające się, u Fukiera albo przy barze w Bristolu mówił: ‘Popatrz, Heniu, cóż za piękny chłopak, jakie on ma oczy’. A ja nie widziałem ani urody, ani pięknych oczu”.

Hłasko

Na najważniejszego pisarza w życiu Berezy wyrasta w tej książce Marek Hłasko. Nawet język jakim krytyk literacki mówi o nim zdradza wielkie uczucie: „Pamiętam bal sylwestrowy z roku 1955, na tym balu na schodach w Związku Literatów ja szedłem do góry, a Marek schodził, i on stanął i ja stanąłem, i jednak nie doszło do rozmowy. Natomiast doszło parę miesięcy później, 31 marca 1956 roku, nazywam to wielkim dniem z Markiem, to była Wielka Sobota i właściwie wtedy wszystko się zdecydowało, jeśli chodzi o ten mój związek z Markiem Hłaską, a od tej daty, od 31 marca 1956 roku do wyjazdu Marka 20 lutego 1958 roku, był to związek niemal codzienny, właściwie codzienny, nawet jeżeli się nie widywaliśmy, to byliśmy w jakimś kontakcie z sobą z wszystkim szaleństwami wynikającymi z charakteru Marka, z jego życia, z jego histerii, no z wszystkiego, co mniej więcej znacie. Po prostu jak gdyby byłem do jego dyspozycji przez te dwa lata”. Ten emocjonalny fragment robi wrażenie także dlatego, że Bereza, który wielokrotnie mówi, że wielu tytułów czy nazwisk nie pamięta, tu wymienia dokładne daty sprzed ponad pięćdziesięciu lat.

Gorzej, gdy Bereza swoją znajomość z Hłaską próbuje podsumowywać: „To, co mnie wiązało z Markiem Hłaską, zawsze jest rozpatrywane od strony domniemanych inklinacji homoseksualnych u mnie, czy nawet u nas obydwu, co jest czymś zupełnie bezsensownym, ponieważ przy wszystkich moich swobodach seksualnych akurat w tym wypadku w ogóle takie sprawy nie wchodziły w rachubę. Z całą pewnością to było coś, do czego pasuje słowo miłość, i właściwie każde inne jest niestosowne. Ale jeśli wolno mi w ogóle tutaj pozwolić sobie na wyznanie, to u mnie tak się złożyło w życiu, że to, co było miłością, i to niezależnie od płci tych, których kochałem, najczęściej nie wiązało się ze spełnieniami. Spełnienia, można powiedzieć, i to swobodne, były bez miłości”. Trudno właściwie odnosić się do tego fragmentu, tak wiele w nim sprzeczności, warto jednak zauważyć, że dla Berezy homoseksualizm odznacza jedynie seks między mężczyznami i jest przeciwieństwem słowa miłość. Ten wcale nie taki oczywisty sposób rozumowania wymagały głębszej analizy, podobnie zresztą jak sam fenomen Marka Hłaski w którym kochali się liczni mężczyzny.

Co dalej?

„Końcówki” jako książka wyostrzają apetyt na więcej, chciałoby się poczytać także o postaciach, które Bereza jedynie wzmiankuje, usłyszeć jego kolejne sądy. Pozostaje cieszyć się, że wywiad-rzeka z Berezą to inauguracja całej serii prezentującej ważne postacie polskiej literatury. Już wkrótce ukazać ma się rozmowa Piotra Mareckiego z Marianem Pankowskim, ponad 90-cio letnim pisarzem emigracyjnym, autorem kultowego „Rudolfa”.

Adam Wiedemann, Piotr Czerniawski Końcówki. Henryk Bereza mówi, Korporacja Ha!art, Kraków 2010.

  

Tekst ukazał się na portalu innastrona.pl

  

Komentarze
Dodaj nowy
Gnębon Puczymorda   |25.08.2010 01:03:38
Poprawcie błędy.

nie ujmując Witowskiemu, po prostu Witowski

Czy Bereza o Witkowskim naprawdę mówi dwa razy Witowski. Jeśli tak to
wypadałoby to jakoś zaznaczyć.

kochali się liczni mężczyzny.

A przede wszystkim zablokujcie możliwość dodawania komentarzy, bo to
przecież obyczajówka i ja zaraz mogę napisać coś homofobicznego.
Na przykład to, że te ploteczki o "całej Warszawie
homoseksualnej" to nudy na pudy, taki pudelek literacki, z którego
kompletnie nic nie wynika.

A tak w ogóle to lesbijki powinny
się obrazić, bo wychodzi na to, że "cała
Warszawa homoseksualna" to wyłącznie faceci.

dla Berezy homoseksualizm odznacza jedynie seks między mężczyznami

Bo szczery jest, a dostaje mu się za rzekomą nieszczerość, tj. za to, że
nie krzewi gejowskiej mitologii według wytycznych jaczejek LGBT.
antenka_beretowa   |25.08.2010 08:30:26
Zrób sobie set fotograficzny okrutnych samookaleczeń, wrzuć do Imageshack i
daj
linka.Zobaczymy,pomyślimy , może i "zaepatujesz" z partyzanta ,
albo i nie.
tajnapolska  - ok, tomasik jest ok   |25.08.2010 22:43:25
Chyba jako jedyny napisałem już 10 sierpnia o miłości Berezy do Hłaski:) Tutaj
moja recenzja Końcówek: http://tajnapolska.blox.pl
i tutaj:
http://tajnakrytykliteracki.blogspot.com

, a właściwie omówienie, jak u
Tomasika.
Zaraz dokładnie poczytam Tomasika, to może coś dorzucę:)
tajnapolska  - super   |25.08.2010 23:14:54
Czekam na kolejną rozmowę!
blaise   |27.08.2010 22:05:41
"nie ujmując Witowskiemu, po prostu Witowski

Czy Bereza o Witkowskim
naprawdę mówi dwa razy Witowski. Jeśli tak to
wypadałoby to jakoś
zaznaczyć."

Pudło koleś. Jest to cytat z książki, która z kolei jest
zapisem rozmowy. I jest to wyraźnie zaznaczone. Naprawdę nigdy nie miałeś do
czynienia z książkami tego rodzaju? I naprawdę nie chcę psuć Twojego zachwytu
nad własną genialnością.
Gnębon Puczymorda   |28.08.2010 02:31:21
Pudło koleś. Jest to cytat z książki, która z kolei jest
zapisem rozmowy.
I jest to wyraźnie zaznaczone.


Gdzie jest cokolwiek zaznaczone, z czego można by wywnioskować, czy to
literówka w książce, literówka w przepisywaniu z książki, czy
też Bereza myli się w nazwisku Witkowskiego. No gdzie to jest? Pokaż
palcem, geniuszku.
blaise   |28.08.2010 05:36:37
No wybacz koleś, rzeczywiście nie zauważyłem tej literówki. Myślałem, że chodzi
Ci o to, że powtarza dwa razy, co jest nieeleganckie (bo za drugim razem dałoby
się to zastąpić zaimkiem). W takim razie przepraszam. Niesłusznie zakłóciłem Ci
radochę z wytykania błędów. To było głupie z mojej strony. Nie przyszło mi do
głowy, że jarasz się złapaniem kogoś na braku literki, choć szanuję twoją
spostrzegawczość. Widać bezrobocie bardziej ci służy niż mi praca na etacie. A
może ty polonistą jeszcze zostaniesz?
A w ogóle to nie jesteś czasem kolejnym
wcieleniem niejakiego mrufcyna? Bo też lubisz szybkie i łatwe zwycięstwa i do
tego z pompą celebrowane. I ta płodność niesamowita i umiejętność znajdowania
odczapistych analogii (np.: aborcja=holocaust) No i on też nie miał roboty a
zgrywał wielkiego inteligenta. Wannabe?
Gnębon Puczymorda   |28.08.2010 12:14:55
jarasz się złapaniem kogoś na braku literki

I znowu pudło! Ileż można tłumaczyć.

Mnie nie jara podwójna
literówka, tylko chciałbym wiedzieć, czy to ktoś przy przepisywaniu
się rąbnął, czy tak mówi Bereza.

O TĘ INFORMACJĘ MI CHODZI A NIE O
"WYTYKANIE BŁĘDÓW"!

A dlaczego mnie ta informacja interesuje? Bo
ma to pewne merytoryczne znaczenie: jeśli tak myli się sam Bereza, to
znaczy, że on do tego stopnia leje na Witkowskiego, że nawet nie chce mu
się zapamiętać jego nazwiska.

I ta płodność niesamowita i umiejętność znajdowania odczapistych analogii
(np.: aborcja=holocaust)


Wskaż jakikolwiek mój post, w którym choćby sugerowałem analogię
"aborcja=holocaust". Nie potrafisz? To czemu kłamiesz?

A może
znowu nie udało Ci się przeczytać ze zrozumieniem? Ale Twoje kolejne
"No wybacz koleś, rzeczywiście nie zauważyłem" już mnie nie
interesuje. Pedagogika specjalna to nie jest moje hobby.
blaise   |28.08.2010 15:28:15
"A dlaczego mnie ta informacja interesuje? Bo
ma to pewne merytoryczne
znaczenie: jeśli tak myli się sam Bereza, to
znaczy, że on do tego stopnia leje
na Witkowskiego, że nawet nie chce mu
się zapamiętać jego nazwiska. "

To ma
na pewno merytoryczne znaczenie. I widzę tu interesujący projekt badawczy:
analizujemy wpadki językowe i inne literówki, by w ten sposób wydedukować kto na
kogo leje. Jest tylko jeden problem: jak przekręcę nazwisko to znaczy, że leję
czy wprost przeciwnie? Nie możesz w swych badaniach stawiać ukrytych założeń
np.:brak litery - leje, wszystkie litery - nie leje. To wymaga teoretycznego
dopracowania.
Jeśli jednak zamiast czytać pojedyncze litery zaczniemy z nich
składać całe zdania dowiemy się co mniej więcej Bereza myśli o Witkowskim,
np:
"Jak ja czytałem ostatnio
blaise   |28.08.2010 16:13:34
Ucięło. Chodzi o to ucięte zdanie.
Brak umiejętności składania liter w całość to
z pewnością dysfunkcja znana pedagogice specjalnej.
A poza tym brak Liter
Poszczególnych to problem metafizyczny jest.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 26.08.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.83089 Seconds