Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Szczuka: Żydzi Marii Janion |
|
|
Kazimiera Szczuka
|
|
14.06.2009 |
W roku 1957 Maria Czapska pisała w paryskiej „Kulturze”, że Zagłada Żydów „ w Polsce obranej przez Hitlera jako pole straceń” spowodowała powstanie istotnej więzi, spajającej odtąd Polskę z narodem żydowskim. Od więzi tej - pisała Czapska – „zwolnić się nie jest w naszej mocy”.
Maria Janion parokrotnie już cytowała te słowa. Zestawia je z Mickiewiczowskim przekonaniem o mistycznej unii łączącej Polaków i Żydów, o przeznaczeniu, które „związało ściśle dwie narodowości, na pozór sobie obce”, jak wykładał Mickiewicz w 1844 roku w Paryżu. Zagadka obecności Żydów w polskiej historii i w polskiej wyobraźni, „tematy żydowskie”, uśpione gdzieś na marginesie narodowego kanonu wreszcie - ciężka, czarna żałoba Holocaustu. Wszystko to wyznacza trwającą od kilku lat nową epokę w dziele Janion. Ostatnia jej książka, Bohater, spisek, śmierć. Wykłady żydowskie w całości już poświęcona Żydom, na nowo odkrywanym, tajemniczym bohaterom polskiego romantyzmu i polskiego oświecenia. To właśnie w tekstach i symbolach uznawanych za kanoniczne dla polskiej tożsamości, w pismach Staszica, Mickiewicza, Krasińskiego, w legendach niepodległościowych i heroicznym micie śmierci za ojczyznę Janion odcyfrowuje zapisy i odgrzebuje ślady niedoczytanych wątków. Żydowskich, albo po prostu antysemickich, jak w Nie-boskiej komedii. Znów dokonuje postulowanego przed laty odnowienia znaczeń, bo wiedza o długim trwaniu romantycznego paradygmatu ujawnia zaskakujące przemilczenia, zaniedbania i zupełnie nowe interpretacje. Ale dzieje się coś innego jeszcze. Holocaust, zapisany w tekstach, świadectwach, poezji i literaturze rozsadza heroiczno-romantyczną tradycję polską, zmusza ją do przebudzenia, do dialogu.
Janion, zazwyczaj oszczędna w moralizatorskich zapędach ujawnia też, że zwrócenie Żydom należnego im miejsca w historii, zrekonstruowanie losu kościuszkowskich marzeń o wspólnie wywalczonej wolności ale i prześladowczych urojeń antysemickich ciążących nad polską kulturą co najmniej od początku XIX wieku – uważa teraz za swój moralny obowiązek. Pozwala nam zgadywać, że owe „zwolnić się od tego nie jest w naszej mocy” przyjmuje najbardziej osobiście, jako credo, któremu jest posłuszna. Holocaustowa żałoba, nazwana przez Imre Kertésa etycznym fundamentem europejskiej kultury, „mroczny blask” pozostawiony po epoce pieców nigdy nie powinien zniknąć „w świecie do którego należymy”.
Trwałość odczucia utraty, moralny wstrząs wojny i Zagłady Janion ujęła w swą tytułową formułę z roku 2000: „Do Europy tak, ale razem z naszymi umarłymi”. Dziwne i dla niektórych przerażające wezwanie to nic innego jak imperatyw pamięci, świadomości i empatii. Przesłanie Czapskiej Janion kieruje wprost do polskiej wspólnoty, do „nas” tu i teraz. „Musimy żyć w nadmiarze bólu, w poczuciu nieodwołalnej straty [..]. Polska, którą Hitler wyznaczył na pole ludobójstwa, nie może się od tej żałoby uchylić”. Nieczęste u autorki osobiste wyznania dotyczą tego samego poczucia powinności. „Wojna była dla mnie straszną traumą, mam poczucie, że naznaczyła cały mój wewnętrzny los. Stała się podstawowym przeżyciem” – mówiła Maria Janion w roku 2002, w rozmowie z Katarzyną Bielas. W okupowanym przez Niemców Wilnie jako kilkunastoletnia dziewczynka zobaczyła tłum Żydów prowadzony na Ponary, miejsce masowego mordu. „Wtedy obudziło się we mnie uczucie, które dziś mogę nazwać ‘tragicznym współczuciem dla Żydów’. To współodczuwanie już na zawsze pozostało we mnie, jak przysięga złożona sobie samej. […] Przysięga, że jestem z nimi, że ich pomszczę. Bo przedtem, chociaż mieszkaliśmy wtedy niedaleko getta i z Żydami, tak czy inaczej, mieliśmy do czynienia – ja tak nie myślałam, niewiele rozumiałam”.
Bohater, spisek i śmierć to klasyczna triada polskiego patriotyzmu. Bohater - romantyczny. Spisek - niepodległościowy. Śmierć – na polu chwały. Za ojczyznę. Czy nie jest daremne pytanie o głębszy sens tych pojęć, wciąż kanonicznych dla patriotycznej edukacji młodzieży, mimo, że romantyzm pozostaje bodaj najbardziej przez tę samą młodzież nielubianą i nie rozumianą epoką? Maria Janion w triadę tę wpisuje treść nieoczekiwaną i wybuchową - Żydów. Bohater romantyczny, o którym tu będzie mowa, to postać historyczna i mityczna zarazem, pułkownik żydowski Berek Joselwicz, uczestnik insurekcji kościuszkowskiej, żołnierz legionów Dąbrowskiego i armii napoleońskiej, „rozsiekany” przez huzarów austriackich pod Kockiem w 1809 roku. Po słowie „spisek” wystarczy dopisać słowo „żydowski”, aby zamiast zamęczonych przez Nowosilcowa wileńskich filomatów i filaretów czy podchorążych rozpoczynających powstanie listopadowe pojawiały się w zbiorowej wyobraźni wizje plugawych knowań na zgubę Polski i świata.
Fantazmat żydowskiego spisku, zarysowany w publicystyce Stanisława Staszica w pełni rozwinął i spopularyzował Zygmunt Krasiński, opisujący w Nie-boskiej komedii„ straszliwych przechrztów, lubieżnych i chciwych wrogów chrześcijaństwa. W obszernym rozdziale „Mit założycielski polskiego antysemityzmu”, poświęconym Krasińskiemu, poznajemy złożoną archeologię wyobrażeń o Żydach jako istotach nie należących do ludzkiego gatunku, o mordzie rytualnym, o nieodwołalnym i niezmywalnym przez chrzest złu żydowskim. Opisywane przez Staszica językiem oświeceniowego racjonalizmu żydowskie zło polegać miało na przestępczych skłonnościach, społecznej nieużyteczności i przywiązaniu do głupstw Talmudu. Krasiński, tworzący ekscytujące fantasmagorie rewolucji jako końca świata i zamaskowanych Izraelitów stojących za kulisami dziejów, w listach do przyjaciół zapewniał, że wizje te mają pokrycie w rzeczywistości, że po prostu.. tak jest jak to opisał. Ludwik Stomma zdążył już nazwać ten fragment książki „najbłyskotliwszą częścią wykładu Marii Janion”, („Polityka” 23 maja 2009), bo kompendium nienawiści jest chyba wyczerpujące, sprawia, ze włosy stają dęba na głowie. Wreszcie – tytułowa śmierć to Holocaust. Triada romantyczna pęka i całkowicie zmienia sens, staje się nie tyle cudzą opowieścią, co kompletnie inną, odmienioną opowieścią o nas samych, o tym, co spoza sceny kulturowej świadomości decyduje o naszych marach- koszmarach, o nienazwanych symptomach, o korozji wspólnotowych wyobrażeń.
Obszerny esej o Berku Joselewiczu otwiera cały tom pokazując, jak legendę żałobnego bohatera, skonstruowaną na modłę legendy księcia Józefa Poniatowskiego kultywowano aż do lat trzydziestych XX wieku. Wojna i Zagłada położyły kres kulturze asymilowanej żydowskiej inteligencji a tym samym pamięci o Berku jako figurze jej protoplasty. Charakterystyczne, że kult Berka Joselewicza był potrzebą właśnie asymilowanych czy asymilujących się polskich Żydów, niekoniecznie Polaków. W 1935 odbyło się uroczyste przeniesienie grudki ziemi z grobu pułkownika Joselewicza pod Kockiem na kopiec marszałka Piłsudskiego w Krakowie. W ten sposób Żydzi pośrednio, przez swojego historycznego reprezentanta i pod auspicjami samego marszałka mogli uczestniczyć w „nieśmiertelnej sławie armii polskiej”. Czarująca wizja urodzonego żołnierza, którego umiłowanie wolności i patriotyczne porywy doprowadziły do serdecznego zbratania z polską szlachtą, uwieczniona została przez Juliusza Kossaka na dwóch konnych malowidłach, wprowadzających Żyda- wąsatego kawalerzystę do narodowego panteonu. Legenda formowanego przez Berka oddziału o wdzięcznej nazwie starozakonny pułk lekkokonny inspirowała Mickiewicza do tworzenia legionu żydowskiego w Konstantynopolu w 1855 roku. Icchak Bashewis Singer, piszący w roku 1939 (!) esej „Pułkownik Berek Joselwicz” , choć pobłażliwy - jak pisze Janion - wobec polskich porywów romantycznych, podkreślał, śledząc szczegóły biografii Berka, że nigdy nie wyrzekł się on swojego żydostwa, nigdy, choć zgolił brodę i balował z polskimi panami , nie zerwał z ortodoksyjną rodziną. Nigdy nie przyjął chrztu. W ten sposób stał się – jak pisze Singer – pierwszym nowoczesnym Żydem w Polsce, członkiem wspólnoty łączącej obywateli różnych wyznań i różnych stanów. „Mości panowie, w obronie ojczyzny równość u mnie popłaca i dlatego tak Żyd, chłop, szlachcic, ksiądz i mieszczanin równego są szacunku” – mówił przecież Naczelnik Kościuszko.
A zatem - Żyd jako polski bohater romantyczny. Brzmi dziwnie, nieprawdaż? Generał Dąbrowski, w odpowiedzi na listowne zameldowania się Berka pod jego rozkazy pisał : „Z prawdziwym ukontentowaniem doszedł mnie list Twój – obywatelu pułkowniku – spodziewałem się zawsze, że Ty, co pierwszy byłeś do zachęcania ziomków swych podczas ostatniej rewolucji, aby się jęli oręża w obronie kraju, nie opuścisz i tej drogi służenia ojczyźnie przez przybycie do legionów”. Zanim ulegniemy wzruszeniu - a ulegniemy jeszcze nie raz, bo kogóż nie chwyta za gardło ten moment wspólnoty uświęconej celem walki o wolność - autorka stopniowo zacznie dozować nam prawdy gorzkie i słowa trujące. Podobnie jak drobiazgowo opisane w książce „Do Europy..” wysiłki endeckiego profesora Stanisława Pigonia, aby dzieje i legendę legionu żydowskiego Mickiewicza zdezawuować i ośmieszyć – Janion przedstawia genealogię niewiedzy i pogardy wobec całej tradycji walk niepodległościowych polskich Żydów. Oto, mimo pamiętanych jeszcze bohaterskich czynów „regimentu izrealskiego” pod wodzą Berka i pełnej poświęcenia walki ludności żydowskiej podczas szturmu Suworowa na Pragę – już podczas powstania listopadowego minister wojny Franciszek Morawski głosił, że Żydów sobie w armii nie życzy. Jako tchórzliwi, skłonni do rejterady i zdrady nie nadają się tam, gdzie walczyć powinien „lud jednej wiary”, „jednordzenny”. W odpowiedzi na romantyczną biografię Berka stworzoną przez Ernesta Łunińskiego w roku 1909 inny historyk, Adam Skałkowski pisał w 1926 roku, że udział Żydów w walkach roku 1794 był fałszywą legendą, Berek zwykłym karierowiczem, regiment starozakonnych nigdy nie istniał a ochotnicy „rozbiegli się na odgłos maciejowickiego gromu”. Śledzimy w ten sposób tworzenie kanonu pojęć do dziś obecnych w polskiej wyobraźni, gdzie przede wszystkim istnieje podział na walecznych Polaków, przez wieki gotowych bić się o niepodległość i tchórzliwych Żydów, nie umiejących ani broni utrzymać , ani wsiąść na konia, ani wytrwać na polu walki. Straszliwa jest janionowska kolekcja cytatów, prowadząca przez powstanie styczniowe aż do drugiej wojny, kiedy to – jak sami pamiętamy – Polacy nie oddali ani guzika a Żydzi jak barany szli na rzeź. Straszliwe jest przypominanie, że polska prasa podziemna pisała, jak to mordowani Żydzi „nie mają honoru” , jak przez osiemnaście wieków walczyli jedynie podstępem, nigdy orężem i jak „zatracili godność ludzką”. Odzyskać ją mieli – chwilowo - podczas powstania w getcie. Ginąc zasługiwali na przelotne uznanie, niekoniecznie na dostawy broni. A i to uznanie więcej miewało w sobie pogardy wobec całej reszty, wszystkich pomordowanych, którzy broni w ręku nigdy nie mieli i tworzyli „masę” poddaną – jak pisano – bezwartościowemu, z punktu widzenia moralnego i militarnego – unicestwieniu.
W ten sposób dochodzimy do sedna przesłania całej książki. Holocaust całkowicie podważa myślenie o „męskiej” (!) godnej śmierci romantycznej i „nieużytecznej”, „niehonorowej” śmierci cywilnej, nieuzbrojonej, masowej. Holocaust podważa utożsamianie odwagi ze strzelaniem a ocalenia życia z tchórzostwem. Podważa honor Polaków skoro przeciwstawiany miałby być horrorowi Żydów, ginących w komorach gazowych i w ten sposób – to autentyk z narodowej bibuły! – „płaszczących się nikczemnie przed wrogiem”. Śmierć, traktowana w patriotycznym kanonie jako czyn i jako ofiarnicze polskie posłannictwo zamienia całkowicie swój sens, kiedy dodamy do niej przymiotnik „żydowska”. Dlatego Janion cytuje zdanie Michała Głowińskiego: „Każdy kto umarł ze zbrodniczych wyroków, umarł godnie”.
Ostania partia książki ,poświęcona literaturze Zagłady, otwiera przed nami perspektywę współczesnej Europy , o której pisał Imre Kertésza , że symbolicznie jednoczy ją fundament pamięci; trauma i jej etyczne wyzwanie. W polemice z Primo Levim, jego tytułowym pytaniem „Czy to jest jeszcze człowiek?” i próbą ustanowienia granicy człowieczeństwa na figurze obozowego muzułmana, który upodobnił się do zwierzęcia, Janion przywołuje właśnie Imre Kertésza. Los utracony to opowieść Kertésza o samym sobie w obozie, włącznie z długim epizodem bycia muzułmanem właśnie, kiedy urywa się pamięć, wola, wiedza o tym, kim było się przed obozem. Formie literackiej Leviego, zakorzenionej w języku Dantego i jego wizji piekieł, bo tym dla Leviego jest Auschwitz, Janion przeciwstawia ironię Calela Perechodnika, ciemną, awangardową poezję Paula Celana, nienawiść Tadeusza Borowskiego do zatrutej zachodniej cywilizacji. Podobnie jak w poprzednich książkach, gdzie analizowała teksty Tadeusza Różewicza, Hanny Krall, Henryka Grynberga, a także Pamiętnik z powstania warszawskiego Mirona Białoszewskiego, Maria Janion wciąż pyta o język, o formę na pograniczu milczenia, zdolną pomieścić niewyrażalność tego, co aż za bardzo prawdziwe. W jakiej postaci etyczny projekt „nieskończonej żałoby” miałby się urzeczywistnić? Jak „nasi umarli” – jeśli uznamy ich za naszych – mają się znaleźć w Europie? Stomma nazwał idee Janion całkiem świadomym wołaniem na puszczy, Maciej Gdula stworzył formułę „Mission Impossible Marii Janion”.
Kwestie te pozostaną nierozstrzygalne. Janion radziłaby szukać odpowiedzi u poetów i artystów. Może jeszcze w ministerstwie edukacji, bo na IPN liczyć raczej nie można. Ale zdarza się, że kiedy umarli nie mogą iść do Europy, a żywych to ani grzeje ani ziębi – Europa przychodzi do umarłych. Upływająca w tym roku okrągła, dwusetna rocznica śmierci Berka Joselewicza 5 maja pod Kockiem, zupełnie nieoczekiwanie zainteresowała Francuzów. Berek był przecież żołnierzem armii Napoleońskiej odznaczonym Legią Honorową. W młodości podróżował po Europie, nauczył się francuskiego a wybuch rewolucji zastał go w Paryżu. Ambasada Francji zorganizowała nie tylko konferencję naukową poświęconą Berkowi, ale i uroczystości z ceremoniałem wojskowym na polu pod Kockiem, gdzie leży jego nagrobny kamień. Skądinąd grób bohatera ostatni raz remontowano przed wojną, dopiero z okazji przybycia francuskich delegacji konieczne było gruntowne doprowadzenie go do porządku. Ambasador Francois Barry Delongchamps nazwał pułkownika Joselewicza bohaterem trzech narodów, polskiego, francuskiego i żydowskiego. „To człowiek, który miał odwagę walczyć ze stereotypami rasowymi i kulturowymi. Wierzył on w nowoczesny ideał wolności. Te właśnie ideały umożliwiły powstanie Unii Europejskiej” – mówił nad jego grobem („Gazeta Wyborcza” 6 maja 2009) Naczelny rabin Armii Francuskiej odmawiał modlitwy po hebrajski i po francusku a rabin polski po hebrajsku i po polsku. W przemowach delegacji naszych władz uparcie powracało – w jak najlepszych zresztą intencjach! - określenie „danina krwi”, którą bohater zasłużył na łono ojczyzny i gościnną mogiłę w polskiej ziemi. Paradoks publicznego języka w Polsce polega na tym, że za tradycję uznajemy jedynie dyskurs narodowo -konserwatywny, mesjanistyczny. Wolnościowa kościuszkowska retoryka, głosząca ideały wielowyznaniowej i wielokulturowej wspólnoty obywatelskiej nie jest dziś w Polsce rozpoznawana jako tradycyjna i polska. Zdaje się nam importowana ze zlaicyzowanej Europy, jakby niezgodna z polskim narodowym duchem „jednordzennym”. Język Kościuszki, Dąbrowskiego i Mickiewicza porzuciliśmy na rzecz pozostałości po języku Morawskiego i Krasińskiego. Wskutek jakiejś niepojętej ironii dziejów, bezwiednie, siłą bezwładu dyskurs ten samo-reprodukuje się do dziś, po Holocauście i po zjednoczeniu Europy.
A zatem – bohater trzech narodów versus „Żyd niewierny”, choć „dzielny”, wkupiony do wspólnoty Polaków „daniną krwi”, dosłownie dzięki niej ochrzczony, jak głosiła znana rymowanka z epoki. Czy Polakiem jest się bez względu na wyznanie? Czy Żyd może być polskim bohaterem narodowym? Czy ofiary Zagłady to „nasi umarli”, którym winniśmy tę samą pamięć co bohaterom powstań i konspiracji niepodległościowych? Dla Marii Janion tak. Przecież im to przysięgła.
Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 13-14 czerwca 2009.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 14.06.2009 )
|
|
|
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...