Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sierakowski: Szkoda konserwatystów Drukuj
Sławomir Sierakowski   
18.10.2009
Matyja nie ugania się za jedyną prawdziwą definicją konserwatyzmu. Próbuje rozczesać potargane losy myśli konserwatywnej od lat 80. ze sporą dozą cierpliwości i wyrozumiałości, choć opisuje najczęściej swoich bezpośrednich konkurentów bądź polemistów. Nie obwieszcza ani przegranej, ani wygranej konserwatystów w Polsce, choćby dlatego, że jedna z ram, którą przykłada do ogólnego obrazu, to kontrowersja między strategią bezpośredniego zaangażowania politycznego a pracą w sferze metapolitycznej. Już tu choćby można łączyć zwycięstwo na jednym polu z porażką na drugim, bądź odwrotnie. Mniej interesuje go sportowy komentarz, a bardziej ukazywanie paradoksów, bo to one najlepiej pozwalają określić problemy myśli konserwatywnej w Polsce ostatnich dziesięcioleci, a zarazem całej sfery publicznej.

Zresztą konserwatyzm zawsze zaczyna się u nas od paradoksu. Pisał o tym najwięcej Marcin Król w serii książek przypominających myśl konserwatywną od jej początków nad Wisłą. Być konserwatystą w czasach niewoli to sprzeczność, bo nie sposób uzgodnić naraz formy i treści. Jeśli iść prosto, dojść można do wynarodowienia i zdrady (przypadek pierwszego polskiego konserwatysty Józefa Kalasantego Szaniawskiego lub Henryka Rzewuskiego) albo do porzucenia drogi ewolucyjnej, gdy nadarza się okazja na rychłe odzyskanie niepodległości (Maurycy Mochnacki). A polski konserwatyzm rodzi się i odradza zawsze w czasach niewoli. Pierwszy raz po powstaniu listopadowym, kolejny po stanie wojennym 1981 r., gdy wydaje się, że trzeba porzucić nadzieję na szybkie zmiany i ocalić ducha, „uobywatelnić masy”, wypracować myśl polityczną. W międzywojniu szybko gaśnie, nie stworzy partii masowej, choć zapłodni jeszcze pokolenie „Buntu Młodych” i „Polityki” Giedroycia, Kisielewskiego, Pruszyńskich i Bocheńskich, ale i ono szybko zacznie odżegnywać się od konserwatyzmu, żeby kto żyw rozbiec się po różnych stronach powojennych barykad.

Książka Matyi ukazuje fatum, które towarzyszy każdemu polskiemu konserwatyście. Dość powiedzieć, że sam Król pod koniec lat 80. wpadnie w pułapkę, którą wcześniej wielokrotnie rozbroił na papierze. Stwierdzi, że „bez względu na obecny układ sił politycznych państwo jest nasze”, i dogada się z Jerzym Urbanem w sprawie legalizacji „Res Publiki”, narażając swą wersję kompromisu na zarzut zdrady.

Wszyscy konserwatyści prędzej czy później wylądują na marginesie, i to wszystkich stron. Hall, Wierzbicki i Wołek pisali będą dla „Wyborczej”, Łagowski i Walicki dla „Przeglądu”, Michalkiewicz w „Naszym Dzienniku”, Mażewski w „Dziś” Rakowskiego, Korwin-Mikke nawet w „Nie” Urbana. Najbardziej nastawieni na politykę partyjną rozbijać się będą jak UPR o próg wyborczy, okazując się za to skutecznymi w sferze metapolitycznej, a „konserwatysta kulturowy” Wiesław Walendziak najpierw niemal otrze się o stanowisko premiera, by w końcu wylądować w biznesie. Podobnie akademicki intelektualista Ryszard Legutko stanie się ministrem w rządzie IV RP, choć gdy trwała jeszcze III RP, zwierzał się: „nie dostrzegam w sobie najmniejszej skłonności do oburzania się na to, co się dzieje, nie odczuwam obaw ani przed nową nomenklaturą, ani przed oligarchią, ani przed neokomuną”.

W nowoczesności tron dla Stańczyka okazuje się krzesłem elektrycznym. Nawet autor książki „Konserwatyzm po komunizmie” znajdzie się na moment w polityce, by ostatecznie poświęcić się Akademii i publicystyce.

Konserwatyzm, który najbardziej interesuje Matyję, to w gruncie rzeczy te same idee, którymi konserwatyści polscy, począwszy od Stańczyków, zawsze imponowali polskiej inteligencji. To głos wzywający do myślenia kategoriami państwowymi, dyskutowania rozwiązań ustrojowych, analizowania polityki zagranicznej, zastanawiania się nad sposobem wyłaniania elit, wertowania kart dziejów w poszukiwaniu błędów, podejmowania problematyki prawnej i w najogólniejszych ramach gospodarczej. Kluczowym pojęciem w słowniku tego konserwatyzmu nie jest wcale ani Bóg, ani katolicyzm, ani papież, ani nawet tradycja, ale instytucje, praworządność, interes państwa.

To naprawdę nie przypadek, że ulubionym politykiem socjalisty Piłsudskiego był Aleksander Wielopolski, a lewicowej inteligencji - Giedroyc. Gdyby Czech odrobił starą lekcję i wyruszył z Adamem Michnikiem szlakiem „cieni zapomnianych przodków”, dotarłby nie tylko do Piłsudskiego i konserwatystów, ale także do eseistyki wczesnych nacjonalistów zebranej przez Barbarę Toruńczyk albo do dzienników kard. Wyszyńskiego afirmowanych przez Michnika w poświęconym Leszkowi Kołakowskiemu eseju „Kłopot”.

Pamięć i refleksja nad błędami przeszłości jest najmocniejszą stroną konserwatystów, za to chyba najsłabszą Czecha, skoro nie pamięta już, jak „Wyborcza” (podobnie jak ówczesny rząd i opozycja) kibicowała absurdalnej walce o Niceę, a Michnik z Markiem Beylinem odpowiadali skonfundowanym Francuzom w „Le Monde” tekstem „Dlaczego mówimy »nie «”. Wtedy trzeba było przeciwstawiać się obrażaniu tych nielicznych, których oskarżano o przynależność do „partii białej flagi”, a nie dziś, gdy wszyscy się śmieją z hasła Rokity „Nicea albo śmierć”.

Bez przemyślenia błędów Aleksandra Halla nie narodzi się w Polsce prawica, która nie będzie albo populistyczną, albo postpolityczną podróbką, tak jak bez przemyślenia (podobnych zresztą) błędów Jacka Kuronia, na które zresztą sam wskazywał, nie powstanie w Polsce lewica.

Konserwatyści, tak jak socjaldemokraci, odeszli od swych idei u początków transformacji, a później byli równo zaskoczeni tym, że ludzie podzielający ich stanowisko w sferze obyczajowej mają odmienne poglądy w gospodarczej. Później można było iść już tylko na zgniłe kompromisy, zawierając doraźne, często egzotyczne sojusze albo na osi światopoglądowej, albo ekonomicznej.

Idee i środowiska konserwatywne uległy dekompozycji podczas wojny na górze, Halla w roli lidera trwale zastąpił Jarosław Kaczyński. A „konserwatyzm po komunizmie” okazał się populistycznym antykomunizmem albo fundamentalistycznym tradycjonalizmem. Jest to jednak w tym samym stopniu klęska konserwatystów co polskiej polityki, która demokratycznie potrafi jedynie postawić wszystkie strony przed tragiczną alternatywą: zwycięstwo duchowe czy wyborcze? Satysfakcja, z jaką Czech konstatuje porażkę polskich konserwatystów, to przykład bardzo wąskiego patrzenia na politykę jako na miejsce, gdzie zawsze należy dokopać wrogom i przymknąć oko na własne błędy.

matyja_konserwatyzm.jpgTekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej” z 17-18 października 2009.

Czytaj też tekst:
Polscy konserwatyści. Bez niewinności i doświadczenia Mirosława Czecha.

 — 
Rafał Matyja, Konserwatyzm po komunizmie, Warszawa: WAiP, 2009
Komentarze
Dodaj nowy
Piotrek Sz.   |20.10.2009 16:46:55
Oto widać różnicę w podejściu naczelnego KP do oponentów z lewa i z prawa. W
swoim tekście na temat kongresu kobiet Sierakowski ucisza lewicowych publicystów
z pozycji władzy ("Do radykalnie bezradnych"). W tekście na temat
Matyji, domaga się o prawo głosu dla biednych, ideowych konserwatystów, którzy
rzekomo zostali zmarginalizowani.

Dążąc do hegemonii na lewicy, KP dąży do
uciszenia lewicowych głosów, a dowartościowuje radykalną prawicę po to, aby
wobec niej zdefiniować się jako jedyna prawdziwa lewica.

Oto też przykład,
jak można sprytnie zarządzać konfliktami, reprodukując status quo.
Klingsor  - Oj,   |20.10.2009 20:26:54
widzę, że lanie, jakie niektórzy zebrali za wylewanie resentymentów pod adresem
kongresu kobiet, jeszcze boli!
Klingsor  - Nie   |20.10.2009 20:35:39
jestem fanem KP, ale "radykalna lewica", jojcząca że jest przez nią
marginalizowana - to jedna wielka "żenua".
Kto was wycisza, klauny?
Sami się kompromitujecie doktrynerstwem (maoizm, trockizm, hodżyzm), skandalami
i aferami (antysemickie publikacje wydawnictwa Książka i Prasa) i groteskową
autoreklamą w swoim niszowym rezerwacie.
Weżmy przykład. W zorganizowanej za
pieniądze SLD dyskusji, o książce zbiorowej, zredagowanej przez Konata i
Szumlewicza, dyskutują…Szumlewicz i Konat. Takiego "pluralizmu" i
kultu jednostek nie ma nawet w Korei Północnej.
Piotrek Sz.   |21.10.2009 05:38:29
Mój komentarz dotyczył strategii KP. Nie mam ochoty wdawać się w rozmowę na
temat resentymentów (od których pewnie autor powyższego wpisu też nie jest
wolny) i sporów personalnych. Sprowadzanie różnic do resentymentów i prywatnych
ambicji przyczynia się do reprodukcji status quo i jest tym, co w KP mniej lub
bardzej trafnie nazywa się postpolityką. Proponowałbym się skupić na
polityce.

Przypinanie mi łatki "radykalnej lewicy" stanowi część
dominującego dyskursu, w ramach którego umiarkowana socjaldemokracja jest
zrównywana z maoizmem i trockizmem.

Nie wiem jak wyglądają promocje ksiażek w
Korei Północnej, ale w Polsce i znanych mi krajach europejskich w promocji
książek zazwyczaj biorą udział ich autorzy.
Klingsor  - Śmiechu warte   |21.10.2009 06:16:35
A wy to nie zioniecie personalnym resentymentem? Nie prowadzicie kampanii
personalnych? I chcecie tylko o strategii dyskutować?
Proszę bardzo, niech
będzie o strategii. Na swoim cenzurowanym portalu, nazywacie się "lewicą
radykalną". Występując gościnnie, wstydzicie się tego terminu.
Nie chcecie
być określani jako trockiści? A kto prowadził kampanię reklamową na rzecz
francuskich trockistów z Nowej Partii Antykapitalistycznej? I Polskiej Partii
Pracy - w okresie, kiedy tym ugrupowaniem rządził nestor polskiego trockizmu,
Zbigniew Marcin Kowalewski ze swoim wychowankiem, redaktorem Trybuny
Robotniczej, Dariuszem Zalegą?
Kiedy francuskie troki dają dotację na polską
edycję Le Monde Diplomatique, są OK. Ale jak się polemizuje na szerszym forum,
wtedy się woła: co trockistowskie, to nie my!
Do głębokiej struktury polskiego
"dyskursu" należy koteryjne samochwalstwo. Nisza tym się powinna
odróżniać od głównego nurtu, że co traci na zasięgu i wpływach, kompensuje sobie
czystymi rękami i przyzwoitymi obyczajami. Bo jeśli przelicytowuje ona
mainstream w porządku jego najgorszych cech, to - jak mawiał radyakalny
lewicowiec/umiarkowany socjaldemokrata Chmielnicki (nierpotrzebne skreślić) -
szkoda howoryty.
blaise   |21.10.2009 13:05:25
kilingsor nie wiem czy mówisz poważnie czy tylko szukasz zaczepki, ale widzę, że
wziąłeś się za tropienie komunistycznych spisków. Gdzie ci Trockiści niby są, w
LMD? Kogo masz na myśli? Naomi Klein, Zygmunta Baumana, ŻIżka, a może Kowalika i
Teoplitza? Wszyscy oni publikują Le Monde Diplomatique. Spuść trochę z tonu
jeśli możesz.. Pominę rozważania o "głębokich strukturach polskiego
dyskursu" (hehe), ale za to chętnie dowiem się co to były za antysemickie
wydawnictwa "KiP", bo ja nic takiego nie pamiętam, może i coś takiego
było.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 20.10.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.38352 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273