Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Płucienniczak: Tymczasowa Strefa Eskapistyczna |
|
|
Piotr Płucienniczak
|
|
06.03.2010 |
Istnieją książki, których później niż w liceum nie ma sensu czytać – albo czytać nie wypada. Wbrew zapewnieniom redaktorów Tymczasowa Strefa Autonomiczna nie wytrzymała próby czasu. Zarówno tego egzystencjalnego, jak i rzeczywistego.
Trudno odnaleźć racje, jakie powodowały redaktorami Ha!artowskiej „Linii Radykalnej”, gdy postanawiali włączyć do niej książeczkę Petera Wilsona, zwanego Hakimem Beyem. Coż, wola wydawcy. Tymczasowa Strefa Autonomiczna jest bowiem – moim zdaniem – pozycją pozbawioną jakiejkolwiek „radykalności”, jakiegokolwiek „kwestionowania obowiązującego status quo”. To raczej (o)powieść przygodowa niż polityczna. Pomijając kwestię stylu Wilsona – mieszanki postmodernizmu, new age’u i „wolnościowej” retoryki, która niejednemu licealiście może przypaść do gustu – przyjrzyjmy się projektowi politycznemu, jaki proponuje autor. Innymi słowy: co to jest Tymczasowa Strefa Autonomiczna? I dlaczego jest – w gruncie rzeczy – strefą słodkiego eskapizmu?
Rozpoczynając proces myślowy od „pirackich utopii” na Karaibach i „znaturalizowanych kolonii” w Nowym Świecie, konstruuje Bey dychotomię, która prowadzi go prostą ścieżką przez resztę książki: Natura – Kultura, przy czym, rzecz jasna, to ta pierwsza jest „wolnościowa” i „wyzwalająca”. Więcej: jak dla każdego dobrego postmodernisty, dla Beya kultura tożsama jest z postępem i historią, a jak dla każdego dobrego orientalisty, ludy nieeuropejskie posiadają właściwy pogląd na to, czym jest wolność. Skoro Postęp nas ciemięży, nie sugerujmy się jego wskazaniami – prawdziwie wolnościowa jest nie rewolucja, która zamienia jedną formę opresji na inną, lecz powstanie, które nie zmienia niczego, lecz na krótką chwilę otwiera wrota swobody. Szeroko pojęte działanie „wolnościowe” nie jest działaniem wywrotowym, nie kieruje się solidarnością czy inną mrzonką. Bey bezlitośnie krytykuje koncept uzależniania stopnia własnej wolności od wolności innych, którzy nas otaczają. Wszak nie chodzi o zmianę rzeczywistości „całościowo” (całość to imperialistyczna ideologia), lecz świadomości. Najprostszym sposobem na to, powiada Bey, są dragi, w które wierzy z zapałem starego hipisa: Neoayahuasca, w przeciwieństwie do technologii komputerowych, nie jest częścią kapitalizmu czy innego ideologicznego systemu kontroli. Złowrogie państwo walczące z narkotykami chce uciemiężyć nasze umysły.
Bey pozostawia znamienny wyłom w tym ciągłym przeciwstawianiu sobie świata kultury i świata natury – proszoną kolację (sic!). Znakomicie obnażając swoją społeczną pozycję, twierdzi, że „salon” jest miejscem, gdzie należy szukać najwyższej formy ludzkiego porządku, gdzie wszystkie klasy przesiąknięte są wzajemnym szacunkiem, a każdemu przyznaje się pełne prawo do indywidualności. Jest to prawda, trzeba przyjąć – jak robi to nieświadomie autor – że nie istnieją na świecie ludzie innego pochodzenia niż mieszczańskie. Pozostaje wątpliwość, czy warunkiem błyskotliwej i niezróżnicowanej konwersacji nie jest wykluczenie napiętnowanych różnicą. Są to jednak wątpliwości ludzi Systemu, wierzących wciąż w brzydkie przemysłowe ideologie.
Pozostaje zatem głębokie zdziwienie, co książeczka Beya robi w naszych czasach. Wiara w wyzwolenie przez psychodeliczne doznanie? Wolność jako koncert punkowy? Autonomiczna strefa na Madagaskarze? Proszę o wybaczenie, ale podobne hasła nie trafiają mi do przekonania. Owszem, miło i przyjemnie jest dawać wiarę opowieściom Hakima Beya, popijać wolnościowe drinki w rewolucyjnej kawiarni, ewentualnie dezerterować na dwa tygodnie ze społeczeństwa konsumpcji czarterowym samolotem. Trudno jednak odnaleźć w tym choć krztę „radykalności”. Tymczasowa Strefa Autonomiczna to program licealnego eskapizmu, naszywka z anarchią, która w żaden sposób nie zmienia rzeczywistości, nie oferuje żadnej nadziei, nie daje żadnych narzędzi krytyki. Diagnoza, jaką stawia Wilson – choć miejscami trafna – jako całość boleśnie kuleje. Próba krytyki Systemu programowo pozbawiona myślenia systemowego (czy choćby systematycznego) skazana jest na produkcję komunałów, nie komun.
Hakim Bey, Tymczasowa Strefa Autonomiczna i inne eseje, Korporacja Ha!art, Kraków 2009.
Tekst ukazał się na portalu „E-Splot”.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 06.03.2010 )
|
|
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...