Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Ostrowska: Tworzenie pamięci narodu Drukuj
Joanna Ostrowska   
17.08.2009
A kiedy już się zdawało, że zabójcy nas złapią, pierzchaliśmy na wszystkie strony, by każdy mógł mieć szansę. Tak naprawdę przyjęliśmy strategię antylop.
Eugenie

6 kwietnia 1994 roku prezydent Rwandy, Juvenel Habyarimana, wracał z podróży służbowej wraz z prezydentem sąsiedniej Burundii, Cyprianem Ntaryamirą. Samolot, którym lecieli, nigdy nie dotarł do celu. O zamach oskarżono Tutsich, jedno z rwandyjskich plemion. Doprowadziło to do masakr na ludności cywilnej. Winnymi zbrodni byli i są członkowie plemienia Hutu, którzy jako ochotnicy szkolonych przez wojsko rwandyjskie bojówek interhamwe zabijali swoich pobratymców. Dopiero po stu dniach, w lipcu 1994 roku udało się powstrzymać ludobójstwo w Rwandzie, a sezon maczet został zakończony.

1 stycznia 2003 roku na mocy prezydenckiego dekretu ułaskawiono zbrodniarzy drugiej i trzeciej kategorii (zabójcy i współzabójcy). Wypuszczono ich z więzień i pozwolono im wrócić do domu.

Francuski dziennikarz Jean Hatzfeld od roku 2000 opublikował trzy książki dotyczące masakr w Rwandzie. Opowiadają historie z okolicy miejscowości Nyamata, leżącej niedaleko stolicy kraju Kigali. W wyniku czystek zginęło tu 50 tysięcy Tutsich. Przed było ich 59 tysięcy. W tym miejscu zbrodnie rozpoczęły się 11 kwietnia, a zakończyły 14 maja.

Strategia antylop jest książką podsumowującą wielokrotne wyprawy autora do Nyamaty i Rwandy. Jak on sam twierdzi, stanowi coś w rodzaju zebranych razem śladów historii i spotkań z ludźmi, z którymi wcześniej rozmawiał. Jest to rodzaj literackiego powrotu do swoich bohaterów i pewnego podsumowania tego, co przeżyli. Dwie wcześniejsze książki Hatfelda: Nagość życia i Sezon maczet dotyczyły odpowiednio: ofiar i sprawców. W Strategii antylop następuje ‘spotkanie’ obu grup, tak charakterystyczne dla sytuacji współczesnej Rwandy, której politycznym celem staje się pojednanie ponad wszystko.

Ocalony nie jest już panem swojej pamięci, nie może się uwolnić od kłopotliwych wspomnień. Wspomnienia wstydliwe, takie jak wszy, gwałt, czy zdrada, można odłożyć na bok, przenieść na inne miejsce. Ale nie da się ich usunąć.
Innocent


Świadkowie zbrodni wyodrębniają dwa rodzaje taktyki charakterystyczne dla morderczych 100 dni z 1994 roku.

Pierwsza to taktyka mordowania – bardzo skrupulatna i bezlitosna. Godziny od 9.00 do 11.00 rano to pierwszy etap mordu, w którym brali udział tylko młodzi ludzie. Następnie przerwa obiadowa do godziny 15.00. Wtedy kobiety Hutu przygotowywały posiłek dla „myśliwych” - krótki odpoczynek „maczet”. Od 15.00 do 17.00 drugi etap, w którym brali już udział starsi i ich zadaniem było dobijanie rannych. Wieczorem huczne świętowanie kolejnego udanego polowania, oglądanie łupów (tym zajmowały się głównie kobiety, które oprócz gotowania dla bohaterów Hutu, okradały domostwa swoich sąsiadów). Pijackie zabawy zakrapiane urwagwą (wino bananowe) były charakterystycznym elementem całego rwandyjskiego konfliktu.

Druga to taktyka przeżycia, charakteryzująca się bezwzględnym uporem i powtarzalnością zachowań. Poranne nasłuchiwanie śpiewu morderców, którzy rozpoczynają polowanie, wypatrywanie zbrodniarzy i ucieczka. W Nyamacie sceną ucieczek były dwa miejsca: zalesiona góra Kayumba i bagna Nyamwizy. Ofiary – niczym zwierzęta - przystosowały się do zaistniałych warunków. W pierwszej scenerii, przez kilka do kilkunastu godzin dziennie uciekały (z 2000 tys osób, które udały się do tego lasu przeżyło tylko 20, w tym dwie kobiety). W drugiej - udawały trupy, leżąc kilka godzin w bagnie.

To wszystko wśród krzyków cierpiących, zranionych ludzi, odgłosy gwałtów na kobietach Tutsich. Wokół unosił się potworny zapach brudu i śmierci, o którym wspominają zarówno sprawcy, jak i ofiary.

Jako post scriptum opisu taktyki przeżycia warto wspomnieć jeszcze o możliwości ukrycia się w Kościołach, których w okolicy było multum. Niestety już na samym początku tragedii wszyscy biali duchowni opuścili swoje owieczki. W konsekwencji w dniach 14 i 15 kwietnia, w dwóch Kościołach w okolicy Nyamaty doszło masakry około 10 tysięcy ludzi.

W ciągu tych stu krwawych dni Tutsi przestali być ludźmi. I tak naprawdę opisując książkę Hatzfelda, nie ma możliwości uniknięcia opowieści o samej tragedii. Fakty serwowane przez świadków są tak porażające, że czytelnik ma ochotę o nich opowiadać; przekazywać tę szokującą prawdę dalej.

Importują (organizacje humanitarne z Zachodu – J.O) przebaczenie do Rwandy i zawijają jej w plik dolarów, żeby nas przekonać. Istnieje Akcja Przebaczenie, tak jak istnieje Akcja AIDS, spotkania informacyjne, afisze, lokalne przedstawicielstwa, bardzo mili biali w terenowych autach z turbodoładowaniem. (…) My zaś mówimy o przebaczeniu, bo tak wypada i dlatego że dotacje też mogą się przydać.
Innocent


Spotkanie sprawców i ofiar było nieuniknione, kiedy w 2003 roku większość zbrodniarzy została wypuszczona z więzień. Nie od razu powrócili w swoje rodzinne strony. Najpierw czekał ich pobyt w obozach przystosowawczych, który miał nauczyć ich kontrolować emocje i reagować na widok i spotkanie z ofiarą. Jednocześnie ofiary powoli przygotowywano do tego, że egzystencja państwa i społeczeństwa bez Hutu jest niemożliwa. Dlatego, niejako pod przymusem trzeba zaakceptować prawo łaski dla zbrodniarzy i przyjąć ich z powrotem do grona obywateli Rwandy. W tym trudnym procederze polityki pojednania miała pomóc urwagwa, której spożywanie w lokalnych barach stało się jedyną okazją rozmowy o tym, co wydarzyło się w połowie 1994 roku. Ta konfrontacja jest oczywiście trzymana w ryzach, a jedyne dostępne formy dyskusji o masakrach to aluzja i żart. Tylko w takim otoczeniu zarówno sprawcom, jak i ofiarom wolno pamiętać o ludobójstwie.

Książka Hatzfelda jest doskonałym przykładem procederu radykalnego kształtowania i tworzenia pamięci narodu, w którym nie ma miejsca na „ofiarnictwo” i „żałobę”. W takiej sytuacji składanie świadectwa jest bardzo trudne, jeśli nie praktycznie niemożliwe. Hatzfeld twierdzi, że jego bohaterowie najczęściej milczą, ponieważ, w przeciwieństwie do ofiar wojny ofiary ludobójstwa nie są w stanie wyrazić/opisać swojej historii. Po pierwsze, nikt kto tego nie przeżył, nie zrozumie. Po drugie, prawdziwe świadectwo mogliby dać tylko Ci, którzy zginęli.

Tego typu podejście do pamięci o ludobójstwie jest niejako typowe dla naszej kultury i przypomina pamięć o Holocauście, trudność w wyrażaniu tamtego cierpienia. W przypadku Rwandy, podobnie jak w Izraelu lat 50’ i 60’, społeczeństwo jest niejako przymuszane do pewnej wersji prawdy historycznej, która ma wyeliminować możliwość chaosu w państwie. W Izraelu to niebezpieczeństwo braku ładu było związane z „nowym wrogiem”. W Rwandzie sprawca i ofiara żyją obok siebie, a ich współistnienie blokuje „pamięć” zbrodni i możliwość przepracowania masakry.

Z drugiej strony „diabelska prawda” tamtego czasu wywołuje strach ofiar i wstyd sprawców. Byli „kandydaci na śmierć” mają tylko jedną możliwość osądzenia winnych na tzw. posiedzeniach gacacy. Tradycyjne ludowe trybunały mają rozwiązać sprawę wojennych traum i hańby relacji ocalonych ofiar, mają zdjąć ciężar winy ze sprawców i uspokoić nastroje społeczne. Zemsta bowiem krąży w umysłach ofiar, ale skutecznie powstrzymują ją ostrzeżenia władz i działalności zachodnich fundacji. „Biali” pragną nauczyć prawa łaski ofiary, a sprawców akceptacji swojej winy i próby zadośćuczynienia ofiarom. Problem tkwi jednak w całej wspólnocie i kwestii wspólnego przepracowania traumy. Sprawcy i ofiary, na dzień dzisiejszy, żyją zgodnie z pewnymi wzorami zachowań narzuconymi odgórnie. Książka Hatzfelda jest czymś w rodzaju próby spotkania uczestników tragedii z obu stron i konfrontacji ich historii, ich narracji. W rzeczywistości jednak, tego typu mechanizm byłby niemożliwy.

Wieczorem słuchaliśmy, chcieliśmy przecież usłyszeć, że papież czy jakiś arcybiskup zakazuje Hutu ścinania dzieci, przynajmniej w kościołach. Ale ten polski papież nie otworzył ust, dopiero później by bronić biskupa Bisago, gdy jego ornat splamiła krew Tutsich.
Innocent


Jak wygląda wkład ‘białych’ – muzungu w sytuację Rwandy? Czy prócz ogromnej ilości duchownych, przywódców licznych sekt, ludzi z fundacji i organizacji humanitarnych ktoś jeszcze przejmuje się losem Tutsi i Hutu? W 1994 roku nikt nie zareagował na ludobójstwo na kontynencie afrykańskim, podobnie jak nikt nie zareagował na Zagładę Żydów. Misja stabilizacyjna ONZ w Rwandzie to chyba najbardziej nieudana i zarazem kontrowersyjna operacja „pokojowa” (sic!) Organizacji w całej jej historii. Od roku 2006 istnieje komisja w Kigali, która ma zbadać wkład Francji w ludobójstwo Tutsi. Francuska prokuratura natomiast oskarża współpracowników obecnego prezydenta Paula Kagame o zestrzelenie samolotu prezydenckiego w 1994 roku i chce jak najszybciej znaleźć winnych – oczywiście wśród Tutsich. Politycy francuscy po dziś dzień zatem starają się nie pamiętać o Rwandzie i nie silą się na jakiekolwiek wyjaśnienia w tej kwestii. W listopadzie 2006 roku dwadzieścia pięć tysięcy Ruandyjczyków protestowało przeciwko państwu francuskiemu zarzucając mu m.in. finansowanie i szkolenie milicji Hutu. „Marianna” nadal nie reaguje.

Kiedy w połowie 1994 roku pojawiły się pierwsze informacje na temat ludobójstwa w Rwandzie, większość komentatorów „przypomniała” sobie słowo „plemię”. Następnie automatycznie pojawił się zestaw: „prymitywny”, „czarny ląd”, „Afryka” itd., co pozwoliło wytłumaczyć sobie, dlaczego nie ma sensu interweniować w spory wewnętrzne „obcych kultur” (myśląc postkolonialnie). Wszyscy zapomnieli o tym, że Holocaust był jednym z najważniejszych wydarzeń w historii XX wieku. Wszyscy zapomnieli, że ludobójstwo jest wynalazkiem Zachodu, a uciekające ofiary to obraz bardzo nam bliski. Taki obraz rwandyjskiej tragedii pozwolił przymknąć oczy na własną winę i nie mieszać się w miarę możliwości w sytuację „krajów III świata”. W końcu to kolejna afrykańska „rzeź plemienna”. Pewno nie pierwsza i nie ostatnia.

strategia_antylop.jpgJean Hatzfeld, Strategia antylop, tłum. J.Giszczak, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2009.
Komentarze
Dodaj nowy
kiann   |27.08.2009 04:00:04
Komentatorzy być może przypomnieli sobie słowo "plemię", i autorka też:
na początku tekstu, przybliżając nam wydarzenia w Rwandzie, posługuje się nim
kilkakrotnie.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 19.08.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.44587 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273