Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Ostrowska: Gdyby miasto stopniało |
|
|
Natalia Ostrowska
|
|
03.06.2009 |
Miasto składające się z białych sześcianów o jasnej strukturze i przewidywalnym planie zabudowy w oczach modernistów było jak najbardziej wskazane. Miasto trwałe i wieczne, w którym człowiek dobrze się czuje i którego plan urbanistyczno-architektoniczny teoretycznie zaspokaja wszystkie potrzeby mieszkańców. Czysta bryła i przejrzystość form pojawiających się na skutek wizji o powstaniu idealnego miasta, w którym mieszka idealne społeczeństwo. O tym, że realizacja takiej wizji nie jest możliwa i nie odpowiada potrzebom człowieka opowiada wystawa serii prac fotograficznych Potknięcia czasu autorstwa Alicji Karskiej i Aleksandry Went w Fundacji Profile w Warszawie.
Prace z cyklu Miasto-Projekt przedstawiają białe kostki ułożone w racjonalną sieć urbanistyczną bloków cukrowych. Kostki są imitacją budynków jedno- i wielokondygnacyjnych wraz z zostawioną przestrzenią na drogi i szersze ulice. W tym mieście brak zasygnalizowania drzew i terenów zielonych. Architektura miasta z góry ujmuje wijące się dzielnice na planie przypominającym koło lub rozgwiazdę wokół wielkich jezior-kałuż w centrum i na obrzeżach. W przeciwieństwie do metropolis łatwo tu wskazać granice poszczególnych dzielnic. W tle fotografii widać plac budowy i ciężki sprzęt prowadzący rozbiórkę rozpadających się prawdziwych kamienic. Przygnębiający widok w ciemnej tonacji kontrastuje z bielą cukrowego miasta. Mimo to w zainscenizowany obraz miasta wpisana jest destrukcja i rozpad. Miasto-Projekt to topniejące miasto, którego geometria kostek poprzez kontakt z bluzgającym błotem i kałużami upada. Plan wystawy ułożony jest tak, że na naszych oczach makiety wyobrażonych miast rozpływają się w organiczności. Przekształcają się w ruiny lub projekty, które nigdy nie zostaną zrealizowane.
Przychodzą mi na myśl takie miasta jak Brasilia czy paryska dzielnica La Defense, w których nie da się mieszkać. Alicja Karska i Aleksandra Went poprzez zdewastowanie „modernistycznej” architektury w postaci rozwalającej się geometrii pieczołowicie ułożonych białych kostek unaoczniły potrzeby człowieka i przyrody. Sprzeciwiają się utopijnej wizji o przetrwaniu miejsc z zasady, że już istnieją. Idealne miasto rości sobie prawa do wieczności i witruwiańskiej trwałości jednak nie są one możliwe do zastosowania. Cukier łatwo rozpuszcza się w kałużach i błocie pozostawiając po sobie jedynie słodką papkę. Tak samo miasto wyrosłe bez korzeni przybierając sztuczną formę nadaną przez projektantów.
Czy miasto idealne i uporządkowane z charakterystyczną osią jest w stanie poprawnie funkcjonować i spełniać potrzeby swoich mieszkańców? Czy i na ile elementy organiczne rozkładają takie miasto od środka? Myślę również, że na te pytania artystki próbują znaleźć odpowiedź w drugim cyklu przysłowiowego „potknięcia czasu”. Zdjęcia serii Z cyklu przedstawiają „obiekty” i przestrzenie „byle jakie”, stare, często opuszczone, czekające na swój upadek lub koniecznie jak najszybsze wyburzenie. Miejsca wycofane z obiegu i pozornie pozbawione znaczenia, które wołają żeby coś z nimi zrobić.
Fotografie zdają się być stronicami otwartej książki z obrazkami. Widok jednak jest przygnębiający. Może dlatego, że reprodukcje pochodzą z książki, która tak naprawdę nigdy nie istniała. Stare i opuszczone wyższe piętra kamienic zasłonięte są czarną budowlaną siatką. Odpada od nich tynk, sypią się okna. Tak jakbyśmy byli specjalnie oddzieleni od upadających budynków, nie mogąc spojrzeć na nie w pełni. Wraz z oglądaniem kolejnych fotografii orientujemy się, że budynek zaczyna być coraz mniej istotny. Powoli na pierwszy plan wysuwa się sama metalowa siatka aż do kompletnego zasłonięcia budynku w całym kadrze.
Czy otwarta księga jest wizualną narracją na kartach/zdjęciach nienapisanej historii kiedy widać już tylko zbliżenia na kratkowany filtr w postaci siatki? Okna i balkony opuszczonych kamienic przestają mieć znaczenie. Nie liczy się to, że budynek umiera, tylko to, że nie mamy już na co patrzeć. Niebo jest jednym obrazem, na który warto spoglądać. Granica w postaci metalowej siatki oddziela nas od możliwości wykonania jakiejkolwiek czynności. Nie możemy unieść się w chmury. Zdjęcia pozostawiają nas bezradnymi i głęboko przejętymi.
Trzecim cyklem prezentowanym na wystawie jest Polowanie, które niejako nie łączy się bezpośrednio z dwoma pozostałymi. Scena rozgrywa się w pokoju myśliwego, w którym pełno myśliwskich trofeów zaczynając od poroży i wypchanych głów jeleni a na skórze dzika leżącej na podłodze kończąc. Ponadto kanapy i fotele też są oczywiście ze skóry. Akcja toczy się w zatrzymanym w czasie kadrze, otwierającym się na inny zapętlony czasowo kadr w rytm nokturnu Chopina. W tym wnętrzu rozgrywa się właśnie „polowanie”. Początkowo wydaje nam się, że myśliwy strzela do much, jednak po jakimś czasie okazuje się, że są to wielkie balony w kształcie serc.
Scena powtarza się, ale balony cały czas lecą beztrosko do nieba. Żaden z nich nie zostaje zestrzelony, bowiem myśliwy tylko pozoruje strzał a my nie zatykamy uszy ani nie czujemy się przestraszeni hukiem pękającego balonu. One mogą wznieść się wysoko, my ludzie nie. Możemy jedynie obserwować, jak niewinnie odlatują w chmury, w krainę, w której nie czyha na nie żadne niebezpieczeństwo.
Fotografie Alicji Karskiej i Aleksandry Went to moim zdaniem udana próba pokazania, w jaki sposób zmienia się organiczna tkanka miejska. Poprzez geometryczne miasto w postaci kostek cukru przekształcającego się w breję, czarną siatkę przysłaniającą opuszczone i rozpadające się kamienice oraz udawanie strzelania do balonów w pokoju myśliwego obalane są mity trwałości i wieczności. Nie chodzi tutaj jednak w jaki sposób mieszkańcy kształtują swoją przestrzeń, ale o to, jak miasto samo w sobie się zmienia i jak źle człowiek reaguje na brak możliwości realizacji swoich indywidualnych potrzeb. A to zawsze boli, szczególnie gdy owe potknięcia czasu nie przystają do rzeczywistości. Może zatem za radą artystek warto czasami spojrzeć w niebo, na to, co niezniszczalne.
Wystawę prac Alicji Karskiej i Aleksandry Went Potknięcia czasu w Fundacji Profile można oglądać do 7 czerwca. W trakcie wystawy miała miejsce również promocja książki Panie i Panowie ze zdjęciami przedstawiającymi witryny fryzjerskie, fotografowane przez Aleksandrę Went i Alicję Karską w różnych miastach świata. Zdjęcia te można układać w zestawy łączące się wbrew geografii ich pochodzenia.
Fundacja Profile
ul. Hoża 41/22
www.fundacjaprofile.pl
Alicja Karska i Aleksandra Went - autorki filmów, fotografii, instalacji pracują razem od czasu studiów w gdańskiej ASP. Ich wspólne wystawy prezentowano w CSW Zamek Ujazdowski, Warszawa (2003); Galeria Le Guern, Warszawa (2004); Pr ojekt_1, Gdańsk (2005); BGSW, Słupsk(2005); Galeria Miejska Arsenał, Poznań (2006).
Na podobny temat
|
|
|
|
Ale Piątek się wysilił. Nie ma polotu...
Ojej, jak bardzo wiem o czym jest ten...