Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Ostolski: Queer na ekranie. Życie w normie? |
|
|
Adam Ostolski
|
|
18.03.2005 |
Kultura queer, której teoretyczne podwaliny dały na początku lat 90. klasyczne już dziś prace Judith Butler i Eve Kosofsky-Sedgwick, jest z całą pewnością zjawiskiem godnym uwagi. Wyrafinowane analizy ludzkiej seksualności, otwierające nowe punkty widzenia na płeć i pragnienie, okazały się mieć znaczenie również poza murami akademii. Teorii queer od początku towarzyszyła pewna wizja polityki grup zdominowanych i wykluczonych, a także szczególna wywrotowa estetyka; teoria stała się zalążkiem nowej subkultury, nastawionej na demontowanie ustalonych pojęć i wyobrażeń, zmierzającej ku dekonstrukcji wszelkich tożsamości – indywidualnych i zbiorowych, publicznych i prywatnych, seksualnych i politycznych. Teoria ta stawia świat w innym świetle, pokazując, że każdy człowiek jest (seksualnie) odmienny – nie tylko od innych ludzi, lecz także, jeśli nie przede wszystkim, od samego (samej) siebie. (Każdy heteryk nosi w sobie geja i vice versa). Bez względu na to, jak się ocenia teoretyczne, polityczne i estetyczne aspekty kultury queer (do każdego z nich można mieć różne zastrzeżenia), nie sposób zaprzeczyć, że otwiera one nowe horyzonty dla naszego pojmowania świata, zwiększa etyczną wrażliwość na inność i poszerza znacząco obszar tego, co polityczne.
Kultura queer, a zwłaszcza jej manifestacje audiowizualne, jest tematem wydanego niedawno numeru pisma „Panoptikum” (nr 3/2004). Numer, obok licznych analiz i streszczeń filmów, seriali telewizyjnych i teledysków, zawiera także fragment książki Judith Butler Bodies That Matter, będący brawurową filozoficzno-polityczną analizą przedstawień drag. Dominują tematy anglosaskie, chociaż są też pojedyncze teksty poświęcone kinu japońskiemu, polskiemu i chińskiemu.
Jednym z najciekawszych tekstów numeru jest artykuł Anny Rogozińskiej poświęcony japońskiemu filmowi animowanemu z gatunku yaoi. Yaoi to sztuka przedstawiająca miłość między mężczyznami, tworzona przez kobiety i dla kobiecej publiczności. Prowokuje to pytanie, jakie kobiece fantazje wyrażają się w tego typu romantycznych historiach. Według autorki homoseksualny kostium pozwala uwolnić (kobiece) pragnienie od patriarchalnego schematu ról płciowych. „Manga to ukazanie uczuć jako wartości podstawowej, która nie może być zrealizowana w społeczeństwie kontrolowanym przez swoje wzory zachowań, ale może być i jest ożywiana w świecie fantazji”. Erotyczne fantazje wyrażają więc na wskroś polityczne marzenie o równości płci i o emancypacji stłumionej uczuciowości. Jednak wyzwolenie przez fantazję nie jest całkowite: w obowiązkowym dla tego gatunku podziale na partnera „aktywnego” i „pasywnego” powraca nie tylko hierarchia, ale także standardowa forma heteroseksualnego romansu z podziałem na role („męskie” i „kobiece”). Jest to więc sztuka pod wieloma względami ambiwalentna.
Artykuł Pawła Leszkowicza „Homo-potwory” to smakowity esej na temat estetyki horroru. W kulturze anglosaskiej horror od dawna służy ekspresji zakazanych pragnień i namiętności: nie mogąc wypowiadać się otwarcie, twórcy odwoływali się do uczucia grozy, jakie w heteroseksualnej większości wzbudzała seksualna odmienność. Powieści i filmy grozy wywołują w odbiorcach perwersyjne przyjemności i dzięki temu destabilizują ich „normalność” (jest to szczególnie wyraźne w przypadku historii o wampirach). Autor dostrzega ograniczenia takiego podejścia, które może prowadzić do utożsamienia wszelkiej odmienności z potwornością („a co z homoseksualnymi kobietami i mężczyznami, którzy nie chcą mieć jako jedynej platformy identyfikacji psychopatologii i dziwactw?”). Sztuka grozy jest jednak niezbędna przede wszystkim dla właściwego funkcjonowania sfery publicznej. Estetyka horroru okazuje się kluczem do zrozumienia polskiego dyskursu prasowego (zwłaszcza „Gazety Wyborczej” i „Wprost”): „nasza kultura prawie zupełnie nie produkuje dających katharsis thrillerów i horrorów. Ich funkcję za to spełniają sposoby medialnej prezentacji tzw. rzeczywistości”. Dlatego w prasie rzadko pojawia się pozytywny lub chociaż neutralny obraz homoseksualisty, roi się za to od „homo-potworów” (pedofilów, molestatorów, oszustów). Ta „hipoteza nieobecnego horroru” rzuca interesujące światło na strategie przedstawiania homoseksualności w polskich mediach.
Innym godnym uwagi (a przy tym zabawnym) tekstem jest „Edukacyjny wymiar pornografii” Richarda Funga, bezpretensjonalne refleksje twórcy edukacyjnych filmów pornograficznych. Ich oficjalnym celem jest propagowanie bezpiecznego seksu poprzez tworzenie skojarzeń między bezpiecznym seksem a przyjemnością oraz przemycanie za pośrednictwem pornograficznych scenek wiedzy na temat różnych sposobów zabezpieczania się. Reżyser wydaje się jednak przywiązywać większą wagę do miejsca mężczyzn pochodzenia azjatyckiego w amerykańskiej społeczności gejowskiej. Jego filmy, pokazując azjatyckich mężczyzn jako podmioty i obiekty pożądania, przeciwstawiają się ich „niemal totalnemu wykluczeniu z północnoamerykańskiej gejowskiej wyobraźni erotycznej”. Ambitny projekt rekonstrukcji zbiorowej wyobraźni erotycznej realizuje się tu pod pozorem propagowania bezpiecznego seksu pod pozorem tworzenia pornografii. Przyjmuje się, że przyjemność jest dobrem, ale nie jest obojętne, z czym się przyjemność powiąże. Artykuł ten pokazuje, że pornografia może być wartościową częścią kultury (a przynajmniej do tego poważnie aspirować), że może angażować cenne treści etyczne i polityczne. W naszym kraju, w którym założenie, że „pornografia jest złem, pornografia jest złem, pornografia jest złem” urasta niemal do rangi publicznego aksjomatu, perspektywa Richarda Funga wydaje się szczególnie ożywcza i pouczająca.
„Panoptikum” to próba przybliżenia polskiej publiczności ważnej części światowej kultury. Przyswajanie lokalnej kulturze osiągnięć kultury światowej jest jednak narażone na pewne szczególne ryzyko. Teoria kultury zawsze jest najpierw teorią jakiejś określonej kultury, powstaje w pewnym kontekście jako odpowiedź na ten kontekst lub jako rzucone mu wyzwanie. Właściwe przyswojenie teorii queer wymaga zatem przede wszystkim zręcznego, krytycznego uteoretycznienia własnej kultury (przykładem udanego zastosowania teorii jest np. książka Jacka Kochanowskiego Fantazmat zróżNICowany). W przeciwnym wypadku celna myśl może się okazać w nowym kontekście nietrafnym sloganem i zamiast wyzwania wobec rzeczywistości mamy do czynienia ze swego rodzaju eskapizmem… Czy redaktorom „Panoptikum” udało się ustrzec tego ryzyka? Omawiany numer koncentruje się na amerykańskiej kulturze i (co istotne) amerykańskiej publiczności. Spośród 22 tekstów (w tym 16 pióra polskich autorek i autorów) tylko trzy w jakiś sposób nawiązują do Polski: wspomniany wcześniej esej Pawła Leszkowicza, tekst Altei Leszczyńskiej „Androgynia w przekładzie i w filmie” (m.in. o trudnościach z przekładaniem na polski androgynicznej prozy angielskiej) oraz artykuł Sebastiana Jagielskiego „Daleko od nieba – czyli gej w polskim kinie”. Ten krótki poczet gejowskich postaci w polskim filmie napisany jest zresztą nie w perspektywie queer, lecz z punktu widzenia teorii tożsamości, co w sumie wychodzi mu na korzyść. Niestety to tylko ogólne wprowadzenie w temat, któremu przydałoby się jakieś pogłębienie, rozwinięcie niektórych wątków w odrębnych analizach, dyskusja… W Polsce nie ma wprawdzie przesadnie wiele materiału, ale można by przyjrzeć się chociaż, na początek, wpływowi serialu Dynastia na stosunek Polaków do inności seksualnej lub zalążkom polskiej slash fiction. Albo zastanowić się nad obowiązkową heteroseksualnością postaci w polskich telenowelach.
„Panoptikum” będzie bez wątpienia (głównie ze względu na swoją faktograficzno-informacyjną zawartość) fascynującą lekturą dla specjalistów (np. amerykanistów i filmoznawców), trudno jednak przewidzieć, jaki odzew wywoła wśród szerszej publiczności. Egzotyka prezentowanych treści może przyciągać uwagę, ale też może utrudniać odniesienie perspektywy queer do własnej sytuacji. Jednym z największych osiągnięć kultury queer na Zachodzie było pokazanie, że problemy związane z seksualnością, odmiennością i płciowością nie są sprawą garstki wyrzutków i hobbistek, lecz czymś, co najgłębiej dotyczy każdego człowieka. Wyprowadziła ona seksualną inność z homoseksualnego getta w samo centrum politycznych debat i społecznego życia. Polska recepcja tej kultury w „Panoptikum” wydaje się zmierzać w przeciwnym kierunku: inność wydaje się problemem niszowym i egzotycznym, czymś, co dotyczy cudzoziemców oraz dziwaków, ale nie ma wiele wspólnego ze sprawami codziennego życia większości ludzi. Odmienność wydaje się tracić swoje polityczne ostrze, stając się obiektem zainteresowań czysto estetycznych. Trudno powiedzieć, czy tak się istotnie dzieje – istnieje przecież co najmniej tyle możliwych lektur, ile czytelników, i mogą to być przecież bardzo odmienne lektury.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 11.09.2008 )
|
|
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...