Biografia Krzywonos
KP22: prze-moc
Komentarze
CYTAT DNIA
Godzina słynna: piąta pięć
Naciska budzik, dźwiga się
Do kuchni drogę zna na pamięć
Prowadzą go tam nogi same
Pod kran pakuje śpiący łeb
Przez chwilę jeszcze śpi jak w łóżku
Dopóki nie posłyszy plusku
I wtedy wreszcie budzi się
Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Zbożowa kawa, smalec, chleb
Salceson czasem, kiedy jest
Do teczki drugie pcha śniadanie
I teraz szybko na przystanek
W tramwaju tłok i nie ma Boga
Jest ramię w ramię, w nogę noga
Kimanie na stojąco jest
Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Przez osiem godzin praca wre
Jak z bicza strzelił minął dzień
Już w domu siedzi przed ekranem
Na stole flaszka z marcepanem
Dziś cały czas w ataku nasi
Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Nich nas ukoi dobry sen
Najlepsza w końcu jest to rzecz
I co się śni? Podwyżka cen
Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Edward Stachura, Piosenka dla robotnika rannej zmiany
|
|
Mościcki: Pułapka nadmiaru |
|
|
Paweł Mościcki
|
|
26.06.2007 |
Z wielu wstępnych zastrzeżeń, od jakich roi się w Filozofii głupoty, jedno wskazuje na rzecz dla lektury i oceny
książki bardzo istotną. Na drugiej stronie okładki czytamy: „Filozofia głupoty składa się z dwóch
odrębnych części. Pierwsza, zgodnie z podtytułem, dotyczy historii pojęcia
głupoty, ściśle zaś jego usytuowania w obrębie nowożytnego racjonalizmu. Druga
to właściwe przedstawienie aktualnego sensu głupoty. Czytelnik
niezainteresowany problematyką ściśle historyczno-filozoficzną powinien zacząć
lekturę od Wstępu, następnie zaś
przejść od razu do części II”. Ta uwaga, z pozoru ściśle techniczno-redaktorska,
przykrywa jednak fundamentalne pęknięcie książki, które decyduje o tym, że gdy
czytelnik zainteresowany po prostu filozofią głupoty skończy lekturę, nie
będzie dokładnie pewien, z czym miał właściwie do czynienia.
Problem głupoty to w perspektywie rozważań Jacka Dobrowolskiego rzecz
fundamentalna, dotycząca samej definicji tego, co znaczy myśleć. Nie można
zadawać serio tego pytania, pomijając jednocześnie rozległą dziedzinę
najrozmaitszych przejawów głupoty. Punktem wyjścia rozważań nad skomplikowanym
fenomenem niedostatków myślenia jest prosta wydawałoby się hipoteza, że
„istnieje głupota”, że jest ona pozytywnym i dynamicznym zjawiskiem, którego
ślady możemy śledzić w kulturze Zachodu od jej zarania aż po obecne, końcowe
(jak przekonuje Dobrowolski) stadia. Niestety, taka hipoteza, choć wydaje się
satysfakcjonować autora, nie wystarczy dla obrony osobliwego montażu
historycznego i fenomenologicznego wymiaru poruszanej problematyki.
Przez pierwsze 170 stron czytamy inspirowaną Foucaultem historię głupoty -
sposobu jej problematyzowania, pomijania, stygmatyzowania w dyskursie
teologicznym, filozoficznym, a nawet w ikonografii (ciekawe odwołanie do obrazu
H. Boscha Wóz z sianem). Ta część
książki pozostawia wrażenie, że autor prowadzi nas przez analizy kolejnych
filozofów (Erazm, Bacon, Montaigne, Kartezjusz, Kant), aby ukazać jak trudno
odkleić myślenie o głupocie, sposób jej umieszczania w perspektywie myślenia i
filozofowania od tego, jaki był jej udział jako negatywnego punktu odniesienia dla
projektu budowania nowożytnego rozumu. Innymi słowy pierwsza część to
foucaultowska genealogia głupoty wzorowana (czasami zresztą nazbyt widocznie)
na Historii szaleństwa. Do tej części
można zgłosić dwie zasadnicze uwagi. Po pierwsze jakie jest kryterium wyboru
poszczególnych autorów? Jeśli chodziłoby o maksymalnie precyzyjne pokazanie
procesu rozwoju nowożytnej racjonalności, a wraz z nią nowoczesnego dyskursu o
głupocie, to dlaczego zaraz po Kancie czytamy od razu o historiozofii masy,
Jüngerze, Canettim i Ortedze y Gassecie, a nie o najważniejszych współczesnych
filozofach? Wydaje się, że budowanie historycznego dyskursu na temat głupoty
jako części „stawania się nowożytnej racjonalności” bez obszernego komentarza
do Hegla jest przedsięwzięciem z góry skazanym na porażkę. Nie mówiąc już o
tym, jak ciekawe mogłyby być rozdziały biorące pod lupę innych, bardziej
współczesnych myślicieli - choćby niektórych przedstawicieli filozofii
analitycznej, Husserla czy Adorna.
Drugie moje zastrzeżenie do pierwszej, historycznej części polega na tym,
że poszczególne rozdziały nie pracują na siebie. Choć autor zastrzega, że nie
chce wpaść w pułapkę kolekcjonera, encyklopedysty przypadków głupoty i jej
osobliwych przejawów, ostatecznie proponuje coś całkiem podobnego - zbiór
lektur filozoficznych, które mają pokazać ów proces stawania się rozumu, tyle
że ostatecznie rozpadają się na konstelację dość ciekawych, ale nie spiętych w
jedną narrację rozważań i szczegółowych odczytań. Być może winę za to ponosi
niedbałe zdefiniowanie tego, co chce się nazywać głupotą: czasem jest to brak
rozumu, czasem niewiedza, jeszcze kiedy indziej wszystko to, co nie mieści się
w nowożytnej definicji racjonalności. Ostatecznie więc historia głupoty to
raczej niekompletna, choć miejscami ciekawa antologia, niż powieść z wartką i
jednorodną akcją.
Jednak to, co w pierwszej części było mankamentem lub niedociągnięciem
staje się w drugiej, fenomenologicznej części książki nieznośną i pustą
manierą. Oto zamiast dokończyć rozpoczętą historię filozoficznych dyskursów
głupoty autor dokonuje zwrotu i chce nas przekonać, że głupota nie jest efektem
dyskursywnych napięć i wynalazków (jak było, wydaje się, w części pierwszej),
ale istnieje „po prostu”, jako fenomenologiczna „dana”, jako coś, czego każdy
może doświadczyć, a co we współczesnym społeczeństwie poprzez zjawisko
umasowienia stało się samą zasadą doświadczenia. Druga część Filozofii głupoty odpowiada więc na
trochę inne pytania i odmienną konstruuje narrację na temat głupoty. To, co
wcześniej stanowiło efekt dyskursywnych zabiegów mających prowadzić do
skonstruowania w pełni racjonalnej podmiotowości, staje się teraz w pełni
pozytywnym fenomenem, osobliwą „wolą mocy” napędzającą ruch świadomości.
Pozostaje pytanie: „jakiej świadomości? Genealogia nowożytnego rozumu
przedstawiona w pierwszej części sugerowałaby, że głupota jest efektem ubocznym
konstruowania pewnego dyskursywnego porządku, ślepą plamką racjonalności,
której efemeryczny i niejednoznaczny status napędza ruch samorozumienia. W
drugiej części natomiast obserwujemy opis tego jak staje się świadomość, jak
dzieli się na różne rodzaje, rozwija, różnicuje i zmienia. Wraz z nią zmienia
się także aktywna rzeczywistości głupoty. Nie asystujemy przy tektonicznych
ruchach historycznego dyskursu, ale oglądamy ruchy samego życia. Sama głupota
także zmienia swój status. Mówiąc w pewnym uproszczeniu zostaje znaturalizowana
- staje się znaczącym wymiarem stawania się życia. Ale jeśli autor nie chce
rozróżniać między życiem i historią, między ruchami dyskursu i przemianami
tkanki życia, tę jedność, „jednogłosowość” rzeczywistości trzeba najpierw
przekonująco pokazać. W przeciwnym razie ma ona status prostego założenia,
które z ukrycia kieruje rozwiązaniami problemów jakie stawia przed filozofem
głupota.
Problem ten ma zresztą odsyła do ważnego zagadnienia także nie podjętego
przez autora wprost. Jaki jest polityczny sens głupoty? Widzę dwa rozwiązania:
albo jest ona ślepą plamką tkwiącą w każdym historycznym dyskursie na temat
racjonalności, albo, znowu, jest aktywnym wymiarem świadomości jako takiej. W
pierwszym przypadku można powiedzieć, że polityka jest także w pewnym sensie
walką o to, aby w ramach porządku społecznego i opisujących go dyskursów
znaleźć możliwie najlepsze miejsce dla samej głupoty, uwzględnić umykającą
stronę konstruowanego języka. W drugim przypadku głupota jest albo
„apolityczna” (bo należy do samego życia, jest niejako dana z góry), albo daje
się ująć tylko w ramach dyskursu „biopolitycznego”.
Tak jak patronem pierwszej, historycznej części Filozofii głupoty można uczynić Michela Foucaulta, tak nad częścią
fenomenologiczną pieczę sprawuje nieodwołalnie Gilles Deleuze. Jego terminy są
w tekście niejako „znaturalizowane”, pozbawione odniesienia do autora,
funkcjonują niemal jak pojęcia potoczne bez odwołań ani przypisów. Są raczej
wykorzystywane niż omawiane. I choć sam pomysł godny jest pochwały, znowu
uwiera zbytnia wiara autora we własne możliwości. Druga część książki okazuje
się bowiem ni mniej ni więcej tylko deleuzjańską „ogólną teorią wszystkiego” -
pełno tu zamieszania, wątki ważne i ciekawie rozpoczęte mieszają się z
marginalnymi uwagami czy odniesieniami do historii świata z ostatnich kilku
lat. Dobrowolski stara się jednocześnie dopełnić motyw masy, stworzyć klasyfikacje
różnych rodzajów świadomości, ale także dokonać przy okazji rozliczeń z
polityką państwa, ekonomią, sztuką współczesną i paroma jeszcze naglącymi
zagadnieniami. Za klęskę projektu fenomenologii głupoty odpowiedzialny jest
więc chyba najbardziej zachwyt autora nad bogactwem i różnorodnością samego
zjawiska oraz wiara w to, że wszystkie problemy da się rozwiązać w jednym
planie, traktując złożoność poszczególnych obszarów swojego wywodu jako lokalne
fenomeny jednego wielkiego ruchu rzeczywistości. W związku z tym żaden z
poruszanych wątków nie zostaje tutaj dostatecznie rozwinięty. Wiele z nich
pozostaje natomiast w formie wstępnego szkicu, pomysłu, anegdoty albo,
niestety, zatrzymuje się na poziomie banału. Zamiast jednego, dobrze
opracowanego i przemyślanego wywodu z wykorzystaniem języka współczesnej
filozofii otrzymujemy więc swoisty pastisz Historii Świata z Anty-Edypa Deleuze'a i Guattariego oraz
rozważania tak dobitne jak to: „ciało oscyluje, krótko mówiąc, między pionem a
upadkiem (leżeniem)”.
W sumie szkoda straconych szans (na przykład końcowego wątku tworzenia
fetyszy w obrębie „kultury masy”) i kilku motywów, które nie zdołały przebić
się przez potoczysty styl autora i jego zachwyt nad terminami, które często
ograniczają jego rozważania zamiast je dynamizować. Niestety „stawanie się” nie
może funkcjonować jak magiczna formuła, która pozwala rozprawić się na
kilkudziesięciu stronach z historią kultury Zachodu. Nie daje też ono z góry
panaceum na sprzeczności, w które autor popada czasami całkiem spektakularnie.
Także „postulaty filozofii głupoty” sformułowane przez Jacka Dobrowolskiego na
końcu książki (na 3 stronach!!!) cementują wrażenie niedosytu. Ostatni z nich
to po prostu apel, aby refleksja pozostała w obliczu współczesnych, coraz
bardziej uciążliwych fenomenów głupoty „beztroską unikając zgryźliwości” i nie
pozwalała „stępieć dowcipowi”. Być może właściwe światło na to nonszalanckie
zakończenie wielkiego projektu rzuca to, że poprzedni postulat głosi
konieczność „demaskowania fałszerzy” w myśleniu. Być może zatem szybkość, z
jaką autor stosuje się do własnych postulatów, pozwala wierzyć, że następnym
razem jego refleksja będzie się stawać ciekawiej albo chociaż zabawniej.
Jacek Dobrowolski, Filozofia głupoty.
Historia i aktualność sensu tego, co
irracjonalne, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2007
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 26.06.2007 )
|
|
|
|
Ten brak solidarności po części jest ...
Pełno niedorzeczności u forumowiczów-...