NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Mościcki: Pochwała świeckiej teologii Drukuj
Paweł Mościcki   
27.02.2007
Profanacje
Profanacje* podzielą z pewnością los innych książek współczesnych filozofów tłumaczonych na polski. Agamben zajmuje bowiem obszar, który w rodzimym piśmiennictwie właściwie nie istnieje. Obszar ten można by nazwać eseistyką filozoficzną albo, za Pascalem Quignardem, „retoryką spekulatywną”. Chodzi o styl jednocześnie filozoficzny i literacki, oparty na wielkim oczytaniu w najbardziej skomplikowanych i hermetycznych systemach filozoficznych współczesności, ale niestroniący od uroków czysto literackich. W Polsce takie pisma najczęściej wpadają w czarną dziurę - akademicy narzekają na miałkość myślową tych tekstów (a jakże, wszak od dawna wiadomo, że nigdzie spekulacja nie osiąga takich wyżyn, jak w kraju nad Wisłą!), pisarze i krytycy literatury narzekają na grafomanię, narcyzm i co tam jeszcze (na polu literatury i teorii literatury też, nie ukrywajmy, jesteśmy prawdziwymi potentatami!). Ostatecznie więc książki takie przemijają bez echa, bo nikt nie chce o nich poważnie - to znaczy zgodnie z wymogami, jakie stawia ich styl - dyskutować.

Najciekawszym kontekstem myśli Agambena prezentowanej w Profanacjach jest tzw. „myśl postsekularna”. Trend to w zachodniej humanistyce znany, choć wciąż jeszcze daleki od jednoznaczności, w Polsce prawie nieobecny, wyjąwszy najnowsze prace Agaty Bielik-Robson. Zresztą jak w Polsce uprawiać myśl postsekularną, skoro sekularyzacja przestrzeni publicznej jest wciąż terminem raczej z dziedziny futurologii niż historii? Ogólnie rzecz ujmując, myśl postsekularna odnosi się do ponownego odkrycia teologii w filozofii. Samo to odkrycie może jednak mieć różne wersje - od nowej filozofii religijnej (John Milbank, Jean Luc Marion) poprzez „dekonstrukcję chrześcijaństwa” (Jean Luc Nancy), aż po czysto filozoficzne wykorzystanie figur i motywów teologicznych w tekstach Žižka, Badiou i po części samego Agambena.

Najważniejszym rozdziałem Profanacji pozostaje najdłuższy tekst zatytułowany Pochwała profanacji i on także pozwala mniej więcej zrozumieć, czym dla Agambena mogłaby być myśl postsekularna (sam autor zresztą nigdy nie używa tego terminu).

Wbrew rozpowszechnionej interpretacji etymologii słowa „religia”, która utożsamia ją z  łączeniem i jednoczeniem (religare) tego, co ludzkie i tego, co boskie, jej właściwym sensem zdaniem Agambena jest separacja (od czasownika relegere). „Religia nie może istnieć bez separacji, co więcej, każda separacja jest w swej istocie religijna”. Religia polega na wydzieleniu specjalnej sfery, która wyłączona jest z codzienności, nie jest przedmiotem tych samych zabiegów i działań. Przedmioty, symbole lub słowa z tej sfery są przeznaczone do jednego, wyłącznie liturgicznego, użytku. Przywrócenie oddzielonych rzeczy do powszechnego użytku to właśnie profanacja. Włączenie sfery sacrum do profanum.

Agamben widzi w geście profanacji poważne zadanie filozoficzne, a przede wszystkim polityczne. Profanacja nie oznacza jednak wcale sekularyzacji. „Sekularyzacja jest rodzajem stłumienia, które nie narusza żadnych sił, lecz jedynie prowadzi do ich dyslokacji. Na przykład polityczne zeświecczenie pojęć teologicznych (boska transcendencja jako paradygmat suwerennej władzy) zadowala się przekształceniem monarchii niebiańskiej w monarchię ziemską, sama władza pozostaje jednak nietknięta”. Sekularyzacja nie jest właściwą postawą wobec sacrum, ponieważ stanowi jedynie negację religii, tworzy dla niej alternatywę, która samej religii nie zmienia. Inaczej w przypadku profanacji. „Profanacja neutralizuje swój przedmiot. To, co było niedostępne i oddzielone, wskutek profanacji traci swoją aurę i może zostać przywrócone użyciu. W obu przypadkach mamy do czynienia z zabiegami politycznymi: pierwsza operacja dotyczy jednak sprawowania władzy, którą legitymizuje, odnosząc ją do uświęconego modelu; druga natomiast dezaktywuje mechanizmy władzy i przywraca wspólnemu użytkowaniu zawłaszczone dotychczas przestrzenie”.

Zadaniem profanacji jest więc odnajdywanie świeckiego sensu w religii, używanie jej symboli, metafor, języka do objaśniania doczesności. Myślenie postsekularne nie polega na jakimś powrocie do religii, restytucji jej autorytetu. Jest raczej filozoficzną pracą poszerzania i pogłębiania znaczenia świeckości przy użyciu teologicznych narzędzi. Najpierw jednak należy uczynić je narzędziami, wyrwać ze sfery, w której są osadzone i spróbować wynaleźć ich nowe zastosowania.

Tak właśnie postępuje Agamben, gdy swoją fascynację fotografią stara się oddać za pomocą figury mesjanicznej (rozdział Dzień sądu): „Fotografia jest dla mnie w pewnym sensie miejscem Sądu Ostatecznego, przedstawia świat takim, jaki ukaże się w dniu ostatnim, w Dniu Gniewu. Nie ma to nic wspólnego z tematem fotografii; te, które cenię najwyżej, niekoniecznie ukazują zdarzenia doniosłe, poważne czy tragiczne. Może to być zwykła twarz, błahy przedmiot, dowolna sytuacja”. Patetyczne? Pewnie tak, choć z drugiej strony podobne aforyzmy mają siłę przełamania wzajemnej alienacji tego, co świeckie i tego, co religijne, budują ciekawą narrację kulturową, która pozwala lepiej rozumieć różne wymiary doświadczenia. Podobnie jest w końcowym fragmencie tego rozdziału, który kończy się osobliwym obrazem archiwum: „Fotografia wymaga od nas, byśmy o tym wszystkim pamiętali, zdjęcia stanowią świadectwo niezliczonych imion popadłych w zapomnienie. Można je porównać do księgi życia, którą anioł apokalipsy - anioł fotografii - trzyma w rękach w dniu ostatnim, a więc codziennie”.

Wspominaliśmy o politycznym znaczeniu profanacji. Na czym ono polega? Według Agambena współczesny kapitalizm jest rodzajem religii. W obecnym kapitalizmie, który jest wielkim globalnym spektaklem, przedmioty zostają oddzielone od samych siebie, nie można ich sprofanować, ponieważ nie są przeznaczone do żadnego użytku. Nie chodzi już o zamianę wartości użytkowej na wartość wymienną (o czym pisał Marks), ale o zamianę ich obu na to, co Agamben, za Benjaminem, nazywa „wartością wystawienniczą” (Ausstellungswert). W wyniku tej zamiany świat staje się wielkim muzeum - wszystko wystawione jest na widok publiczny, ale niczego nie wolno dotykać. Wszelkie gesty profanacji - kontestacja, skandal, krytyka - zostają przejęte przez kapitalizm. Ich emancypacyjny potencjał zostaje zablokowany. „W swojej skrajnej postaci religia kapitalistyczna urzeczywistnia czyste oddzielenie, niczego już nie oddzielając. Absolutna profanacja, bez jakichkolwiek pozostałości sacrum, zlewa się wówczas z równie czczą i integralną sakralizacją”. W ten sposób dochodzi do powstania ogromnej sfery Nieprofanowalnego, której żadna tradycyjna profanacja nie może dosięgnąć. Jest to więc sfera, w której wszystko wyraźnie widać, ale niczego nie można naprawdę przeżyć. Rzeczywistość działa więc jak muzeum - mamy do czynienia z ogromnym nagromadzeniem obrazów, przedstawień, zalewem przedmiotów wszelkiego rodzaju, a wciąż rośnie w nas poczucie, że codzienność zamieniła się w spektakl, na który nie mamy realnego wpływu. „Nie dotykać eksponatów” stało się uniwersalną maksymą współczesnej egzystencji. Dlatego poważnym zadaniem jest przemyślenie naszego stosunku do przedmiotów. „Profanacja nieprofanowalnego to polityczne wyzwanie dla nadchodzącego pokolenia”. Także zadanie dla myśli, która wciąż chce trzymać się teologii, choćby po to, aby czynić z niej jednak własny, świecki użytek.


* Giorgio Agamben, Profanacje, przeł. M. Kwaterko, PIW, Warszawa 2006
Komentarze
Dodaj nowy
thomas  - niespójne   |27.02.2007 05:15:20
interesująca próba, ale niespójna, zarówno u Agambena, jak i Mościckiego:

1.
w wielu kulturach nie istnieje możliwość odróżnienia sacrum i profanum (bogowie
naprawdę mieszkają w lesie, przodkowie naprawdę pomagają w życiu, nie ma żadnej
odrębnej sfery profanum) — a religie tam istnieją. Z tego wynika, że
odróżnienie zjawisk religijnych od innych nie może być istotą religii. Jest
cechą przygodną. Żadne zabawy etymologiczne tego nie zmienią.

2. jeśli chodzi
w religii o separację tych sfer, to czemu Mościcki domaga się "przełamania
wzajemnej alienacji tego, co świeckie i tego, co religijne"? wszak alienacja
taka powinna być chyba właśnie pożądana, to zatarcie jej przez usunięcie
pierwiastka religijnego tak smuciłoby myślicieli "postsekularnych"

3.
akurat w literaturze to mamy kilku niezłych twórców, choćby Gombrowicza i
Różewicza, którzy chyba literacko to pana Agambena raczej kładą; w teorii
literatury może i gorzej, ale przecież jest Libera i jego prześladowca ;)

4.
ruch teologizacji jest ruchem pt. "a od dzisiaj nie możesz tego podważać, bo
to moja religia"; scjentologia jest właśnie ruchem udającym teologię i
religię, po to, żeby uzyskać uprawnienia religii — ale pojawia się pytanie,
czemu właściwie przekonania religijne mamy darzyć wielkim sentymentem? był na
ten temat znakomity esej Marthy Nussbaum…
Dokurobei  - hmm ciekawie acz niespojnie…   |28.02.2007 04:42:26
thomasie
1. pomijając fakt, że agambenowi chodzi pewnie o szczegolny model
religii jakoś tam wywodzący się z grecji, to z tego, co pamietam z
antropologicznych lektur (dawno to bylo przyznaje), to nawet w takich
spolecznosciach, o ktorych piszesz, istnieja rozmaite obwarowania dotyczące
niektórych pokarmów, miejsc itp. itd. wiec spokojnie można powiedziec o
rozdzieleniu sfery sacrum i profanum, nawet jesli bogowie naprawde mieszkaja w
lesie, a nas nawiedzaja zmarli, wystarczy, ze niektore pokarmy sa zakazane bo…
(i tu mozna wstawic sobie dowolnie dziwne dla nas europejczykow
wytlumaczenie).
2. zatarcie roznic i przelamanie wzajemnej alienacji to chyba
jednak moga byc dwie rozne rzeczy. by wyjasnic to na przykladzie: mam kolege,
ktory glosuje na upr, spotykam sie z nim, rozmawiam a a sam wcale nie glosuje na
upr ani tez on nie stal sie markista ;) rozumiem, ze chodzi tu o to aby nie
traktowac mysli religijnej tylko jako bredzenia idioty, ale raczej jak
szaleństwo w ktorym gdzies moze kryje się ziarno prawdy
3. gombrowicz jakos
dawno nie wypowiadal sie na biezace tematy… moze dlatego, ze juz nie zyje…
a rozewicz jak czasem zdarzylo mu sie wypowiedziec na tematy pozaliterackie to
az sie prosilo, zeby to byl ostatni raz ;) (btw. kochanowski tez byl literacko
niezly) faktycznie mamy jeszcze team bokserski… niewielka to jednak pociecha
chyba przyznasz
4. dlaczego przekonania religijne mamy darzyc sentymentem? hmmm
moze na przyklad z powodu ich utopizmu, marzen o lepszym swiecie… to
oczywiscie zaden argument, z nimi jest podobnie jak ogolnie z sentymentami….
albo sie jest sentymentalnym albo nie… i tyle… oczywiscie nie kazdy musi byc
taki
thomas  - Dawkins rulez   |01.03.2007 17:19:39
Drogi Dokurobei (nie wiem, jaką masz formę w wołaczu, wybacz),

1. szczególny
model religii - jeśli tak, to w takim razie jest to teza o zdecydowanie
mniejszym zakresie (co do kultur, w których nie ma sacrum i profanum, to
przegląd nowszych badań na ten temat jest np. u Pascala Boyer w niedobrze
przetłumaczonej na polski książeczce)

2. cóż, pewnie w każdej wypowiedzi
ludzkiej, która nie jest bełkotem szaleńca, coś tam się znajdzie… tylko że
jaki ma sens czytanie "Najwyższego Czasu", kiedy jest "Krytyka
Polityczna"? Życia szkoda na bzdury.

3. Cóż, Różewicz mówi w swoich
dziełach na tematy bieżące. Z zasady unikam wypowiedzi pisarzy w wywiadach, bo
gdyby wiedzieli, co chcą powiedzieć, to byliby grafomanami. Jak powiadał Goethe:
gdybym potrafił streścić Fausta w kilku zdaniach, to bym go nie pisał. No więc
grafomani potrafią. Ale swoją drogą, nigdy nie czytałem głupiej wypowiedzi
Różewicza, były co najwyżej napastliwe i złośliwe ;) Tak czy inaczej na tle
łelbeków czy innych nudziarzy to naprawdę Różewicz jest kimś. A w teorii
literatury? Nie zapominajmy, jest przecież Libera i jego prześladowca! :P

4.
czepiam się dlatego, że jak się poczyta Mariona czy innych postsekularnych, to
wyłania się de facto obraz nędzy i rozpaczy… gadają jak chorzy na mękach o
Bogu poza istnieniem (moje pytania, czym to się różni od ateizmu, zostały
potraktowane przez marionistów jako impertynencje gnojka). tymczasem to jest
praktyczny ateizm z fałszywą świadomością i nabzdyczoną nabożnością — to ja już
idę czytać Dawkinsa

Dokurobei   |02.03.2007 01:02:54
thomasie
Dzięki za tego Boyera, chętnie przeczytam. A co do Mariona i Boga poza
istnieniem… Cóż nie potrzeba do takich odkryc Mariona, u św. Tomasza (nomen
omen) mamy bardzo podobny pomysł, niestety zwykle pomijany przez tomistów.
Ciekawie o tym pisał… Bartoś. Jeśli poważnie potraktować jego tezę, że jedynie
w przypadku Boga jego istotą jest istnienie i jednocześnie wziąć pod uwagę jego
krytykę pojmowania "esse" jako "alium ens", to okaże się
właśnie, że Bóg nie jest bytem (czyli go nie ma!) i w zasadzie nie ma istoty. Z
tym, że oczywiscie u Tomasza wszystko jest przejrzyście i skladnie a u Mariona
pseudofenomenologicznie i metnie. Z takich mętniaków to juz wolę Nancy’ego, ten
przynajmniej ładnie pisze. ;)

thomas  - o tomaszu   |02.03.2007 06:34:59
cóż, akurat Tomasz z Akwinu miał nieco inny pomysł, bo u Mariona Bóg jest nie
tylko poza bytem, jak u Tomasza, ale poza istnieniem.

Tomasz jest w sumie nie
tak daleko od standardowej teologii chrześcijańskiej - na tym polega
transcendencja czy pozaświatowość - nie jest to byt taki jak but, tylko byt
będący czystym istnieniem i pozaświatowy. OK, to jest w miarę
proste.

Natomiast coś, co nie jest ani bytem, ani byciem (po Marion
heideggerzy), to chyba po prostu w ogóle nie jest. W istocie u Mariona Bóg
sprowadza się do postulatu moralnego, wymiaru etycznego. Taki ateizm dla
wierzących, żeby sparafrazować tytuł książeczki Przełęckiego z lat 80.

A co
do pomijania aspektu pozabytowości Boga… był taki doktorant na filozofii, mgr
Ciuba bodajże, prześladował różnych ludzi tezami o przekreślaniu Boga u Tomasza,
a chodziło mu właśnie o to… Ciuba doprowadził do definitywnego emerytowania
Wolniewicza (bo ten chciał go wywalić z seminarium za udział w dyskusji)… Więc
w Warszawie teza o przekreślaniu Boga jest raczej w powszechnym obiegu,
przynajmniej dzięki barwnej historyjce o Ciubie, Bogu i Wolniewiczu.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 27.02.2007 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.83276 Seconds