|
Filozof też człowiek,
jak mawiają. A skoro nie spadł z nieba, to jest całkiem
prawdopodobne, że jego intelektualnymi wyborami i preferencjami,
podobnie jak w przypadku reszty populacji, rządzą społeczne i
psychologiczne mechanizmy kształtujące jego tożsamość. Pal
licho, jeśli kończy się to na zwykłej identyfikacji z określoną
filozoficzną subkulturą – łatwo sobie wyobrazić, toute
proportion gardée, hipisa deleuzjanistę, heideggerystę w
szwarcwaldzkiej chatce, czy zwolennika kantyzmu z imperatywnym
krawatem ciasno zawiązanym pod szyją. Gorzej, gdy podziały te
skutkują wojnami w filozofii mającymi nierzadko mało filozoficzny
charakter – polem walki jest tu częściej kultura, ta
ogólnofilozoficzna, jak i, niestety, ta osobista.
W filozofii współczesnej,
zwłaszcza w jej wydaniu anglosaskim, daną przynależność
kulturową w decydującej mierze nadal określa się w oparciu o
podział: „filozofia analityczna” („brytyjska” i
„amerykańska”, „logiczna” i „ścisła”) – „filozofia
kontynentalna” („cała reszta”, niekiedy tylko „ciemna”,
najczęściej „pozbawiona sensu”). Rozróżnienie to, mające
swoje źródła w myśli analitycznej, przyjęte zostało jako zestaw
mniej lub bardziej wygodnych etykiet i autodeskrypcji przez oba
obozy, na które dzieli wspólnotę filozofów. I, co ciekawe – jak
twierdzi Simon Glendenning w świeżej daty książce The Idea of
Continental Philosophy – u podstaw tej dychotomii, do pewnego
stopnia przejętej także w polskiej recepcji zachodniej myśli
filozoficznej (swoją drogą nierzadko będącej wynikiem
„kolonizacji”), stoi mechanizm wykluczenia, całkiem podobny do
tego, który nadaje tożsamość grupie etnicznej lub narodowej w
myśl tyleż prostej, co skutecznej formuły: my (ci dobrzy) – oni
(źli).
„Filozofia
kontynentalna” – którą tradycyjnie umiejscawia się w linii
biegnącej mniej więcej od klasycznej filozofii niemieckiej do
Heideggera, „postmoderny” i Derridy (dyżurnych chłopców do
bicia) – byłaby zatem kategorią wykluczeniową, w której prócz
opisu pewnej formacji intelektualnej („nieanalitycznej”), zawarta
jest podobna pogarda, co w słowach „Żyd”, „Czarny”, czy
„Cygan”, gdy padają z „lepiej wiedzących” ust. Choć, kto
wie, być może i do tego przypadku stosuje się maksyma Žižka, że
ideologia nacjonalistyczna ma u podstaw założenie „kradzieży
(naszej) rozkoszy” (przez „nich”, oczywiście). Glendinning, co
ciekawe, wskazuje – na pierwszy rzut oka jakby na potwierdzenie tej
tezy – mały ciemny sekret amerykańskiej filozofii analitycznej: w
latach 50. ubiegłego wieku przybrała ona postać swego rodzaju
„akademickiego mccartyzmu” (określenie Johna McCumbera), którego
funkcjonariusze, nie mniej zaciekle niż inni państwowi policjanci,
tropili i eliminowali wszelkie elementy „nieamerykańskie”. To
nawiązanie do tez książki McCumbera Time in the Ditch: American
Philosophy and the McCarthy Era (2001) służy jednak autorowi do
wysunięcia całkiem rozsądnej tezy, że mechanizm poszukiwania
„wroga” w celu określenia własnej tożsamości działa w
istocie po obu stronach barykady, a aktualnie znaczenie ma nie tyle
to, „kto zaczął”, ile utrzymująca się postać tego konfliktu.
Mniej lub bardziej równo rozdzielana dziś pogarda zwalnia często,
jak każda pogarda dla inności, z myślenia.
Trzeba przy tym przyznać,
że metafilozoficzny namysł towarzyszący nieustannie samemu
filozofowaniu – zwłaszcza samo pytanie: „co to jest filozofia?”,
na które nie sposób udzielić prostej odpowiedzi – nadal silniej
zaznacza się w większości nurtów z tradycji „kontynentalnej”
i to z jej obozu przychodzi impuls do zjednoczenia. Cechuje ją
znaczne uwrażliwienie na tekstualny, retoryczny, kulturowy i
społeczny wymiar każdej wypowiedzi filozoficznej, czyli po prostu
zwracanie uwagi na przykład na to, że w praktyce każdy filozof lub
filozofka był(a) jednocześnie osobą mówiącą i piszącą, a
zatem uwikłaną w warunki dyskursywności, a liczba wybitnych
filozofek jest, nie z ich własnej winy, rzecz jasna,
nieporównywalnie mniejsza od zastępu męskich przedstawicieli tej
profesji. Już choćby to wskazuje na szerszy horyzont, w którym
filozofia w nurcie „kontynentalnym” dokonuje refleksji nad sobą
samą, nie zrzucając tego zadania np. na socjologię nauki.
Analitycy, mimo że szczęśliwie coraz częściej wahający się co
do jednoznacznego określenia istoty filozofii, nadal w decydującym
stopniu przywiązani są do jej czysto naukowej wizji, zapatrzonej w
metody nauk przyrodniczych. Choć i pod tym względem winy rozkładają
się dziś coraz bardziej symetrycznie. Jak podkreśla bowiem Simon
Critchley w swoim skądinąd ciekawym ujęciu „kontynentalności”
filozofii (Continental Philosophy. A Very Short
Introduction, 2001), o ile „analitycy” popadają w zgubny
scjentyzm, o tyle „kontynentalni” mają niekiedy ciągotki do
obskurantyzmu, proponując kolejne „teorie wszystkiego”, dające
pojedynczy klucz (wytrych) do rzeczywistości: popęd, wolę, władzę,
ślad Boga, epokowe zapomnienie bycia itp.
Podobnie jak jeden naród
wiele może nauczyć się od drugiego, tak wiele mogą wziąć od
siebie i „narody filozoficzne”, które, nie wiedzieć czemu,
rozcinają niekiedy, choć często z pominięciem faktycznych granic
państwowych, wspólne osiągnięcie nowożytności – postulat
jedności rozumu. Prześcigają się przy tym w udowadnianiu
niemożliwości wzajemnego zrozumienia się, niewspółmierności
języków bądź, co gorsza, w parareligijnym okopywaniu się na
własnych pozycjach, tyleż bezpiecznych, co ułudnych. Dlatego warto
wsłuchać się w postulat wieńczący książkę Glendinninga – filozofa tout court – gdy stwierdza, że określenie
tożsamości filozoficznej powinno odnosić się, przecinając
wszelkie inne pozorne podziały, raczej do różnicy między tymi,
którzy sądzą, że wiedzą, i tymi, którzy nie sądzą, że
wiedzą, czym jest filozofia. Nie wiedząc tego, możemy nie tylko
przyczynić się do większej demokratyzacji filozofii i jej
syllabusów, a szerzej, humanistyki, ale przede wszystkim ustrzec się
po prostu zaślepiającego błędu tkwiącego w wykluczeniu
filozoficznego innego.
Simon Glendinning, The
Idea of Continental Philosophy, Edinburgh University Press,
Edinburgh 2006. — -
Co tydzień recenzje książkowe Macieja Kropiwnickiego.
Już wkrótce jeszcze więcej recenzji na naszej witrynie!
Na podobny temat
|
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...
Sympatyczna opowiastka. Sympatyczna, ...