NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kropiwnicki: Wykluczony kontynent, przepołowiony rozum Drukuj
Maciej Kropiwnicki   
25.01.2009

contphil.jpgFilozof też człowiek, jak mawiają. A skoro nie spadł z nieba, to jest całkiem prawdopodobne, że jego intelektualnymi wyborami i preferencjami, podobnie jak w przypadku reszty populacji, rządzą społeczne i psychologiczne mechanizmy kształtujące jego tożsamość. Pal licho, jeśli kończy się to na zwykłej identyfikacji z określoną filozoficzną subkulturą – łatwo sobie wyobrazić, toute proportion gardée, hipisa deleuzjanistę, heideggerystę w szwarcwaldzkiej chatce, czy zwolennika kantyzmu z imperatywnym krawatem ciasno zawiązanym pod szyją. Gorzej, gdy podziały te skutkują wojnami w filozofii mającymi nierzadko mało filozoficzny charakter – polem walki jest tu częściej kultura, ta ogólnofilozoficzna, jak i, niestety, ta osobista.

W filozofii współczesnej, zwłaszcza w jej wydaniu anglosaskim, daną przynależność kulturową w decydującej mierze nadal określa się w oparciu o podział: „filozofia analityczna” („brytyjska” i „amerykańska”, „logiczna” i „ścisła”) – „filozofia kontynentalna” („cała reszta”, niekiedy tylko „ciemna”, najczęściej „pozbawiona sensu”). Rozróżnienie to, mające swoje źródła w myśli analitycznej, przyjęte zostało jako zestaw mniej lub bardziej wygodnych etykiet i autodeskrypcji przez oba obozy, na które dzieli wspólnotę filozofów. I, co ciekawe – jak twierdzi Simon Glendenning w świeżej daty książce The Idea of Continental Philosophy – u podstaw tej dychotomii, do pewnego stopnia przejętej także w polskiej recepcji zachodniej myśli filozoficznej (swoją drogą nierzadko będącej wynikiem „kolonizacji”), stoi mechanizm wykluczenia, całkiem podobny do tego, który nadaje tożsamość grupie etnicznej lub narodowej w myśl tyleż prostej, co skutecznej formuły: my (ci dobrzy) – oni (źli).

„Filozofia kontynentalna” – którą tradycyjnie umiejscawia się w linii biegnącej mniej więcej od klasycznej filozofii niemieckiej do Heideggera, „postmoderny” i Derridy (dyżurnych chłopców do bicia) – byłaby zatem kategorią wykluczeniową, w której prócz opisu pewnej formacji intelektualnej („nieanalitycznej”), zawarta jest podobna pogarda, co w słowach „Żyd”, „Czarny”, czy „Cygan”, gdy padają z „lepiej wiedzących” ust. Choć, kto wie, być może i do tego przypadku stosuje się maksyma Žižka, że ideologia nacjonalistyczna ma u podstaw założenie „kradzieży (naszej) rozkoszy” (przez „nich”, oczywiście). Glendinning, co ciekawe, wskazuje – na pierwszy rzut oka jakby na potwierdzenie tej tezy – mały ciemny sekret amerykańskiej filozofii analitycznej: w latach 50. ubiegłego wieku przybrała ona postać swego rodzaju „akademickiego mccartyzmu” (określenie Johna McCumbera), którego funkcjonariusze, nie mniej zaciekle niż inni państwowi policjanci, tropili i eliminowali wszelkie elementy „nieamerykańskie”. To nawiązanie do tez książki McCumbera Time in the Ditch: American Philosophy and the McCarthy Era (2001) służy jednak autorowi do wysunięcia całkiem rozsądnej tezy, że mechanizm poszukiwania „wroga” w celu określenia własnej tożsamości działa w istocie po obu stronach barykady, a aktualnie znaczenie ma nie tyle to, „kto zaczął”, ile utrzymująca się postać tego konfliktu. Mniej lub bardziej równo rozdzielana dziś pogarda zwalnia często, jak każda pogarda dla inności, z myślenia.

Trzeba przy tym przyznać, że metafilozoficzny namysł towarzyszący nieustannie samemu filozofowaniu – zwłaszcza samo pytanie: „co to jest filozofia?”, na które nie sposób udzielić prostej odpowiedzi – nadal silniej zaznacza się w większości nurtów z tradycji „kontynentalnej” i to z jej obozu przychodzi impuls do zjednoczenia. Cechuje ją znaczne uwrażliwienie na tekstualny, retoryczny, kulturowy i społeczny wymiar każdej wypowiedzi filozoficznej, czyli po prostu zwracanie uwagi na przykład na to, że w praktyce każdy filozof lub filozofka był(a) jednocześnie osobą mówiącą i piszącą, a zatem uwikłaną w warunki dyskursywności, a liczba wybitnych filozofek jest, nie z ich własnej winy, rzecz jasna, nieporównywalnie mniejsza od zastępu męskich przedstawicieli tej profesji. Już choćby to wskazuje na szerszy horyzont, w którym filozofia w nurcie „kontynentalnym” dokonuje refleksji nad sobą samą, nie zrzucając tego zadania np. na socjologię nauki. Analitycy, mimo że szczęśliwie coraz częściej wahający się co do jednoznacznego określenia istoty filozofii, nadal w decydującym stopniu przywiązani są do jej czysto naukowej wizji, zapatrzonej w metody nauk przyrodniczych. Choć i pod tym względem winy rozkładają się dziś coraz bardziej symetrycznie. Jak podkreśla bowiem Simon Critchley w swoim skądinąd ciekawym ujęciu „kontynentalności” filozofii (Continental Philosophy. A Very Short Introduction, 2001), o ile „analitycy” popadają w zgubny scjentyzm, o tyle „kontynentalni” mają niekiedy ciągotki do obskurantyzmu, proponując kolejne „teorie wszystkiego”, dające pojedynczy klucz (wytrych) do rzeczywistości: popęd, wolę, władzę, ślad Boga, epokowe zapomnienie bycia itp.

Podobnie jak jeden naród wiele może nauczyć się od drugiego, tak wiele mogą wziąć od siebie i „narody filozoficzne”, które, nie wiedzieć czemu, rozcinają niekiedy, choć często z pominięciem faktycznych granic państwowych, wspólne osiągnięcie nowożytności – postulat jedności rozumu. Prześcigają się przy tym w udowadnianiu niemożliwości wzajemnego zrozumienia się, niewspółmierności języków bądź, co gorsza, w parareligijnym okopywaniu się na własnych pozycjach, tyleż bezpiecznych, co ułudnych. Dlatego warto wsłuchać się w postulat wieńczący książkę Glendinninga – filozofa tout court – gdy stwierdza, że określenie tożsamości filozoficznej powinno odnosić się, przecinając wszelkie inne pozorne podziały, raczej do różnicy między tymi, którzy sądzą, że wiedzą, i tymi, którzy nie sądzą, że wiedzą, czym jest filozofia. Nie wiedząc tego, możemy nie tylko przyczynić się do większej demokratyzacji filozofii i jej syllabusów, a szerzej, humanistyki, ale przede wszystkim ustrzec się po prostu zaślepiającego błędu tkwiącego w wykluczeniu filozoficznego innego.

Simon Glendinning, The Idea of Continental Philosophy, Edinburgh University Press, Edinburgh 2006.
 
 — -


Co tydzień recenzje książkowe Macieja Kropiwnickiego.


Już wkrótce jeszcze więcej recenzji na naszej witrynie!

Komentarze
Dodaj nowy
thomas  - A może by tak argument?   |30.01.2009 14:04:11
Mam pewną trudność wyłuskania racji, dlaczego Autor wyżej ceni sobie tzw.
podejście kontynentalne (sama nazwa jest cokolwiek myląca, bo filozofowie
austriaccy, w większości analitycy, wcale nie byli żadnymi wyspiarzami).

No
więc spróbujmy. Widzę trzy próby argumentów. Wszystkie kulą w
płot.

Argumentem ad personam (że analitycy to tajni współpracownicy
McCarthy’ego) nie przekona się nikogo. Toż można by mówić, że Sartre popierał
Mao, Kroński Stalina, a do tego Heidegger był w NSDAP; ale na tej podstawie
oskarżać Wodzińskiego, że chce do gazu wysłać niearyjskich filozofów, byłoby
bzdurą. Jakieś pomieszanie odpowiedzialności zbiorowej z teorią
spiskową.

Szukam kolejnego argumentu. No więc mam brak autorefleksji. Cóż,
metafilozofia jest tak samo obecna po obu stronach. Autor chyba nie raczył
poczytać tekstów Russella, Wittgensteina, Ajdukiewicza, Strawsona czy Rawlsa,
gdzie autorefleksja jest niesłychanie często obecna. Ba, współczesna filozofia
eksperymentalna, o której zapewne Autor nie słyszał (podpowiedź:
"experimental philosophy", albo w skrócie "x-phi" - wystarczy
wrzucić do Google’a), zajmuje się właśnie analizą społecznych i psychologicznych
uwarunkowań rzekomo "czystych" intuicji filozoficznych.

Mam więc ślad
argumentu, ale jest to argument nietrafny. Szukam więc dalej. No i mam. Oto i
on: analitycy poszli na lep zgubnego scjentyzmu! Tylko że to kulą w płot.
Scjentysty twierdzącego, że "nauka rozwiąże wszelkie problemy" wśród
znanych filozofów analitycznych ani jednego nie było. Bywali tacy wśród polskich
romantycznych pozytywistów, ale oni nijak nie pasują do wizji filozofii
analitycznej (np. Józef Supiński czy Julian Ochorowicz). Analitycy zwykle - choć
nie wszyscy! - uznają, że należy uprawiać filozofię w kontekście nauki, gdyż
nauka jest najlepszą drogą do wiedzy. Czy ktokolwiek przy zdrowych zmysłach może
temu zaprzeczyć? Przecież temu nie przeczył żaden fenomenolog, z Martinem H.
włącznie. Filozof, choćby i francuski czy niemiecki, nie ma gorącej linii z
zaświatami, która obwieszcza mu prawdy wszechbytu. Nie istnieje uprzywilejowany
filozoficzny wgląd w rzeczywistość, niedostępny profanom. Nie znam prawdę mówiąc
poważnych współczesnych myślicieli - rąbniętych tomistów pomijam - którzy by to
negowali. Ani analitycznych, ani kontynentalnych.
kot   |01.02.2009 01:07:49
Thomas, czym jest dla Ciebie filozofia? Bo dla mnie ani jedna (omawiana) , ani
druga nie spełnia oczekiwań.
Filozofia interesuje mnie na dwa sposoby:
estetyczno-intelektualny, i na ten drugi, moim zdaniem filozofii właściwy.

Uwielbiam czytać np: Carla Smitha albo Bilik Robson, a nawet Legutke
zaspakajając swoje potrzeby estetyczne i rozrywkę intelektualną, mimo, że z
poglądami tego pierwszego i tego ostatniego znajduję się w ostrej
kontrowersji.
Filozofią (dla mnie) są wielkie uogólnienia, ale tylko takie,
które dają się przełożyć na język nawet dnia codziennego i bieżących wydarzeń
historycznych.
Właściwie filozofią nazwałbym relacje między konkretem , a
wielkim uogólnieniem
- uniwersum. Tego w dramatycznie komplikującej się
rzeczywistości brakuje, jak deszczu wyschniętej ziemi. (Filozofia jako kompas
pozwalający się orientować w nieznanym terenie). Spełnienie tych warunków jest
dla mnie sensem i znaczeniem filozofii. Popatrz jak w małym stopniu filozofie:
anglosaska (bez wchodzenia w ustalenia, że analitycy, to niekoniecznie
wyspiarze) i kontynentalna -spełniają te warunki. Analityczna przez zbytnie
samoograniczenie, kontynentalna inaczej, lecz podobnie przez odejście od
uniwersalizmu, pogrążenie się w nihilizm i woluntaryzm, wyjątek poznawczy.
kot   |01.02.2009 01:10:58
Znów bład,i to w nazwisku, z co Pania Bielik -Robson przepraszam.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 26.01.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.79629 Seconds