Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Kozak: Populizm - między ludem a ludnością |
|
|
Piotr Kozak
|
|
23.04.2009 |
Gdy dwa lata temu ostatecznie upadła populistyczna koalicja PiS-LPR-Samoobrona wielu Polaków odetchnęło z ulgą. Zwycięskie PO obiecało zakończyć nie tylko z Kaczyńskim, ale przede wszystkim z zapomnianymi już Lepperem i Giertychem. PO nie walczyła z PiS-em. W imię „normalności” szła do walki z populizmem. Jeśli jednak sztabowcy PO chcą wciąż traktować swoje hasła poważnie, najnowszą książkę Ernesto Laclau Rozum populistyczny powinni wyrzucić do kosza. Dla pozostałych jest to pozycja obowiązkowa. Najprawdopodobniej po jej lekturze nie oddamy głosu na Samoobronę, zrozumiemy jednak tych, którzy to zrobili.
Manipulacja masami
Lepper, Kaczyński, Giertych, za nimi Beger, Wierzejski, Hojarska - już same nazwiska brzmią jak obelgi. Wzgardliwe epitety „tani populizm”, „pełzający zamach stanu”, „kaczyzm” to słowa wyparte. Ostatecznie wróciło „normalne”. Po dwuletniej przerwie rządów tych, którym należy się tylko pogarda, polska demokracja odzyskała rozsądek i wróciła na drogę cnoty. Szkoda tylko, że ta cnota nosi imiona: Wałęsy i Falandysza, Krzaklewskiego i afery PZU, Millera i Rywina.
W tym kontekście obrazoburcza jest teza Laclau, że populizm niczym nie różni się od polityki racjonalnej. W istocie, hasła walki z ciemnogrodem PO były równie irracjonalne, jak PiS-owska idea walki z układem. Polityka normalizacji Tuska, jak i populizm Kaczyńskiego, zakładają, że „wszystko się uda, tylko dajcie nam czas i nie przeszkadzajcie”. Nie różni się to od wiary w cuda, obojętnie, czy ma nim być „druga Irlandia” czy „IV Rzeczpospolita”. Spójności systemu nie towarzyszy konsensus, ale wykluczenie, nie racjonalność, ale czysta nienawiść do Innego. Niesłuszny jest w związku z tym argument o populistycznym graniu na emocjach. Polityka miłości zbudowana jest na pogardzie dla ciemnogrodu, IV Rzeczpospolita – na wstręcie do układu, a rewolucja Leppera – na marzeniu o ściętej głowie Balcerowicza. Silny emocjonalizm jest podstawą formowania się tożsamości politycznej tak w przypadku PiS-u, Samoobrony, jak i PO.
Populizm jest zatem odwrotną stroną projektu modernistycznego; racjonalna polityka – lustrzanym odbiciem irracjonalnego populizmu. Ten ostatni nie stanowi gorszej wersji polityki, ale jest wręcz: „sposobem konstruowania tego, co polityczne” (s. 5). Logika populizmu jest logiką polityki jako takiej, wpisaną w realne funkcjonowanie każdej przestrzeni wspólnotowej. Stąd ściśle populistyczna jest polityka Tuska, Kaczyńskiego, Millera, ale i, o czym pisze wprost Laclau, polityka Solidarności. Istotą populizm jest bowiem tworzenie ludu, demos, stanowiącego zarazem sedno demokracji. „Racjonalna polityka”, sprowadzenie działania politycznego do administrowania, nie jest negacją populizmu, ale negacją polityki tout court. Można rzec: „pełzającemu zamachowi stanu” nie przewodzi Samoobrona, ale „Gazeta Wyborcza”.
Narodziny ludu
Logika populizmu jest logiką antagonizmu. Przykładowo idea IV Rzeczpospolitej łączyła w jedno hasła walki z układem, wykluczeniem społecznym i ekonomicznym wraz z walką o pamięć historyczną i o zakaz aborcji. Wprowadzała radykalne zerwanie z systemem, wskazywała na brak w jego obrębie, obiecując zarazem przyszłą pełnię wspólnoty. Jedność ludu jest bowiem skutkiem nadania nazwy owej „nieobecnej całości”. Jednocześnie sama idea była pozbawiona treści, była „pustym znaczącym”. Hasło IV RP, radykalne „puste znaczące”, było ze swej istoty niemożliwą do spełnienia obietnicą doskonałego społeczeństwa. W tym znaczeniu jednak niczym nie różniło się ono od idei III RP. Ostatecznie pustka jest cechą istotową samego ludu.
Co pokazuje jednak przykład wygranych przez PiS wyborów, puste znaczące IV RP nie było pozbawione znaczenia. Udało się mu przekonać do siebie wyborców. Jego znaczenie ucieleśniało się w podwójnym wizerunku przywódcy – Jarosława i Lecha Kaczyńskich. Bracia Kaczyńscy nie byli manipulatorami. Byli materialną reprezentacją idei, którzy nazwali ruch, tworząc jednocześnie jego tożsamość. Analogicznie Tusk ucieleśniał walkę z ciemnogrodem w imię normalności. Przywódca jest zatem niezbędnym elementem procesu konstruowania ludu, podstawą emocjonalnej identyfikacji z ideą.
Błędne są jednocześnie analizy populizmu szukające właściwych mu grup społecznych. Wyborcy PiS-u to późniejszy elektorat PO i na odwrót. Ci, którzy oddali swój głos na Solidarność, poparli następnie SLD. Popełnia również błąd lewica, opierając się na esencjalistycznie rozumianej kategorii walki klas. Proletariat, jako transcendentna podstawa ruchów lewicowych, nie istnieje. Proletariat, jak i „klasa populistyczna”, są wtórne wobec swojej nazwy, nadawanej przez przywódcę. Tusk, Lepper, Miller, Krzaklewski, Kaczyński, Wałęsa, Tymiński: udało im się nadać nazwę szeregowi niespełnionych roszczeń. Obojętnie, czy było to hasło walki z wyzyskiem, czy z układem, z Balcerowiczem, czy z komuną. Główna oś rywalizacji politycznej toczy się bowiem nie o to, kto będzie umiał zmobilizować określone grupy społeczne, ale o to, kto będzie potrafił nazwać ich roszczenia, tworząc lud. Zwycięży ten, kto będzie potrafił określić granicę pomiędzy „my” a „oni”, skoncentrować lud wokół pustego znaczącego. Podmiot polityczny pojawia się bowiem dopiero w wyniku nadania mu nazwy. Lud tworzy się wokół nazwy, a nie na odwrót. „Wiara w lud” nie opiera się na wsłuchiwaniu w jego głos, ale na nadawaniu mu głosu.
Jeżeli zatem przez istotę polityki i demokracji rozumiemy tworzenie wspólnoty, formowanie przestrzeni równości tych, którzy nie są równi, upodmiotowienie tych, którzy są tylko przedmiotami władzy, to musimy zgodzić się z faktem, że populizm, jako proces wyłaniania się ludu, nie jest ekscesem, ale sednem polityki demokratycznej. „Bez produkowania pustki nie ma »ludu«, nie ma populizmu, ale nie ma też i demokracji” (s. 145-6). Populizm i wyłaniający się lud są istotą tego, co polityczne. Walki z populizmem w imię demokracji są w tym znaczeniu antydemokratyczne.
Mesjasz Lepper
Jaki jednak wniosek płynie z twierdzenia, że populizm stanowi logikę tego, co polityczne? Taki, że jest wszystko jedno, kto wypełni pustkę ludu: czy będzie to ruch faszystowski, czy komunistyczny, postępowy czy reakcyjny. Utopia może sąsiadować z konserwatyzmem, prawa pracownicze z rasizmem. Gdzie leży zatem różnica pomiędzy ludem a ludnością? Czy na pewno Lepper jest tym mesjaszem, na którego czeka lud? Może w tym wypadku nie jest wszystko jedno? – jak dopytywał się Tomasz Szkudlarek we wstępie do Rozumu populistycznego.
Podobne pytanie stawia Žižek. Przyznaje on wprawdzie populizmowi potencjał do zawieszania demokratycznych reguł, wskazuje jednocześnie, że te wybuchy autentycznej demokracji stanowią doskonałą przykrywkę dla władzy, która je instytucjonalizuje. Tej kwestii Laclau nie bierze pod uwagę. Polityka przejęła mechanizm funkcjonowania populizmu, zamieniając się w postpolityczny populizm, czego dobrym przykładem jest choćby wejście Leppera do rządu. Populizm utracił swoje emancypacyjne ostrze i sam rządzi się mistyfikacją – jest ufundowany na sprzeciwie, a jednocześnie powiela przyjęte rozwiązania systemowe. Kaczyński obiecywał Polskę solidarną, a skończyło się na obniżce podatków i składki rentowej. Populizm stanowi tym samym sobowtór zinstytucjonalizowanej postpolityki. Jest areną, na której można wyartykułować polityczne żądania mieszczące się jednak w ramach instytucji. Na tym polegał fałsz politycznego hasła Leppera: „wszyscy inni już rządzili” nie było wyzwaniem rzuconym rządzącym, ale chęcią udziału w rządzeniu. Nic dziwnego, że w rezultacie został on ministrem.
Czy emancypacja jest w zawiązku z tym niemożliwa? Według Laclau możliwa jest ona jedynie jako przejęcie hegemonii przez grupy dotąd zhegemonizowane. Pojęcie emancypacji przynależy wyłącznie do słownika praktyki politycznej. Jest kolejnym „pustym znaczącym” jednoczącym masy. Inna sprawa, że serce kłóci się z rozumem. Wiemy, że emancypacja nie istnieje, a jednak w nią wierzymy. Czy to oznacza, że musimy z niej zrezygnować? Nie, jeżeli naszym celem miałaby być walka o hegemonię i włączenie w obręb wspólnoty grup wykluczonych. Emancypacja, tak jak lud, nie byłaby podstawą, ale horyzontem działania politycznego.
Pomimo tych wątpliwości, Rozum populistyczny jest lekturą obowiązkową. Lewicy pozwoli przede wszystkim otworzyć się na polityczną praktykę. Nie poszukiwać „utraconego ludu”, ale „stwarzać lud” – na tym opiera się prawdziwe „wyjście do ludu”. Umożliwi ona, czego nie był w stanie uczynić rząd Leszka Millera, opuszczenie areny wykluczającej „racjonalności” i „normalności” polityki. Jest to szansa na nową tożsamość dla lewicy. Bycie czymś więcej niż tylko bardziej współczującą PO. Otwiera to lewicę i politykę w ogóle na działania wykraczające poza przyjęty system norm, umożliwiając jego prawdziwą zmianę. Włączenie w jego obręb postulatów grup wykluczonych. Być może, jeśli nie jest to skok, to przynajmniej krok w stronę „królestwa wolności”.
— -
Ernesto Laclau, Rozum populistyczny, przekład: zespół pod kierownictwem Tomasza Szkudlarka, Wrocław: Wyd. Naukowe Dolnośląskiej Szkoły Wyższej 2009.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 27.04.2009 )
|
|
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...