NOWOŚĆ W SKLEPIE KP
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Kołodziejska: Sny o keczupie |
|
|
Marta Kołodziejska
|
|
02.10.2009 |
Z okazji 90-lecia nawiązania stosunków dyplomatycznych między USA a Polską zorganizowano w Krakowie wystawę „Amerykański Sen” ukazującą amerykańską sztukę i kulturę w latach 1950-70. Towarzyszyła jej cała seria wystaw dodatkowych, koncertów, wykładów i dyskusji. Całość ta miała tworzyć różnorodny program kulturalno-edukacyjny, pokazujący złożoność stosunków między Polską a Stanami Zjednoczonymi od połowy XX. wieku. Informacje o tym imponującym projekcie znaleźć możemy m.in. na rewelacyjnie przygotowanej stronie internetowej (www.amerykanski-sen.pl). Jest ona najlepszą tego typu witryną w języku polskim, jaką widziałam, za co jej twórcom bezapelacyjnie należą się pokłony.
Dzięki wystawie po raz pierwszy w Polsce zobaczyć można prace amerykańskich fotorealistów takich jak Bechtle, Goings czy Parrish, zebrana w krakowskim muzeum kolekcja jest naprawdę imponująca. Poza nią możemy obejrzeć także wiele prac, które mają wprowadzić widza w klimat Ameryki sprzed kilku dekad: rekonstrukcję fragmentu autostrady, klip „Sto Amerykańskich Ikon” przedstawiający m.in. sceny z Westernów i Supermana, rekonstrukcję baru z obrazu Hoppera czy serię plakatów reklamowych Coca- Coli zebranych pod wspólnym tytułem „Sztuka czy reklama”.
Wszystko to stapia się w jeden sen o amerykańskiej kulturze, zarazem bardzo „nasz” sen o bogatej, wolnorynkowej wielkiej Ameryce, sen obywateli PRL-u, a jednocześnie sen Amerykanów o samych sobie. Amerykanie zdawali się pragnąć idealnego, pięknego estetycznie świata, ale dzięki obrazom widzimy, jak bardzo utopijne były to marzenia. Prezentowane obrazy, choć mogą zachwycać drobiazgowością i kunsztem, tak naprawdę tchną pustką, są martwe, a ludzie na nich przedstawieni (jeżeli w ogóle się pojawiają, jak np. na „Chryslerze z Alamedy” Bechtle’a) są raczej elementami tła, kolejnymi przedmiotami aniżeli faktycznymi postaciami.
Co więcej, te obrazy przedstawiają Amerykę jako kraj kiczu, w którym czci się keczup, Coca-Colę, centra handlowe, pick-upy i Marylin Monroe. Większość tych obrazów wydaje się być zwykłymi dokumentacjami rzeczywistości, mającymi niczym fotografia uchwycić ulotną chwilę, ale wielu z nich brakuje krytycznej oceny tego, co przedstawiają. W rezultacie, widzowi prezentuje się raczej artystyczne wypowiedzi w rodzaju „tu stoi stół, na nim solniczka” aniżeli prowokuje do refleksji. Oczywiście, są też wyjątki, moim zdaniem absolutne perełki wystawy: „Ideał” Bella, przedstawiający kobiece i męskie postaci komiksowych herosów na planszy w automacie do gry, „Zestaw Erector” Kleemana, prezentujący samochód wyścigowy sponsorowany przez producenta Viagry czy zapierające dech w piersiach „Miejskie Pejzaże” R. Estesa, budzące niepokój, bo choć przedstawiające sceny z miast pełnych ludzi, tak naprawdę robiące wrażenie martwych. Wszystkie te prace drwią z motywów obecnych w amerykańskiej kulturze: wizerunków kobiet i mężczyzn powielających liczne stereotypy (mężczyzna - umięśniony wojownik, kobieta - skąpo odziana z talią osy), samochodu jako symbolu statusu majątkowego i drogiego gadżetu czy wielkiego miasta, w którym mieszkają miliony anonimowych jednostek. Dzieła te pokazują, że pomimo marzeń o wartości przedstawionych rzeczy. tak naprawdę nie odkrywają one przed nami żadnych nowych pól, stają się po prostu kliszami, powielanymi niezmordowanie przez przemysł rozrywkowy, modę czy reklamę.
Gdyby na tym poprzestać, wystawa miałaby raczej jednoznaczny przekaz. Ponieważ jednak na wystawie znalazły się też filmy wideo będące wycinkami z Polskiej Kroniki Filmowej, przedstawiające z jednej strony „rozwiązłą” konsumpcję w USA, a z drugiej PRL-owską szarą, toporną rzeczywistość, ocena wystawy staje się znacznie trudniejsza. Z jednej strony widzimy śmiertelnie poważny materiał o stonce, z drugiej udokumentowane poruszenie wizytą amerykańskiego prezydenta w Polsce. Tak, wiemy już z pozostałej części ekspozycji, że sen o Ameryce był nierealny, że tak naprawdę tęskniąc za wspaniałą amerykańską kulturą, nie mieliśmy za czym tęsknić. Kiedy jednak oglądamy te szare, smętne kroniki, trudno się oprzeć wrażeniu, że niezależnie od tego, jak kiczowaty i pusty bywał obiekt tych marzeń, jak wyidealizowany, zmitologizowany był obraz Stanów Zjednoczonych, to amerykańskie życie było kolorowe i wolne, a Polska rzeczywistość smutna i zniewolona. Polacy czekali na coś, co okazało się tandetą, ale tandetą radosną i piękną- byli więc trochę głupi, trochę dali się zwieść, ale właściwie trudno im się dziwić.
Z wystawy można wysnuć wniosek, że właściwie amerykański sen jest iluzją, a pogoń za stylem życia rodem z USA jest niczym innym jak pogonią za naszym idealnym wyobrażeniem o tym życiu. Jednak prezentacja owych kronik burzy ten przekaz i niepotrzebnie wprowadza nieciekawy, bo stereotypowy podział na dobry Zachód i zły (bo zacofany) Wschód. Zachód ten miał swój kicz, ale mógł go tworzyć do woli, podczas kiedy my „na Wschodzie” przed telewizorami baliśmy się stonki. Zachód ten był bardziej „do przodu” właśnie dlatego, że miał swoją konsumpcję i mógł sobie z nią robić, co chciał. Większość elementów wystawy, od fragmentu autostrady, przez film o festiwalu Woodstock, po prace fotorealistów, są albo imponujące, albo monumentalne. Kontrastujące z tym szare filmy o Polakach w PRL uświadamiają widzowi, że ogląda dwa różne światy. Dziś, mając za sobą doświadczenia amerykanizacji popkultury, znając blaski i, zwłaszcza ostatnio, cienie nieograniczonej konsumpcji, Stany Zjednoczone nie robią już na nas takiego wrażenia, nie kojarzą się tak bardzo z czymś tajemniczym, egzotycznym, pociągającym. Jednak w moim odczuciu „Amerykański Sen” nie tylko uświadamia widzom, że jeszcze kilka dekad temu było inaczej, ale także niestety sugeruje, że sny Polaków o Ameryce wynikały z jałowości polskiego życia, w którym indywidualna ekspresja była niemożliwa. Rozumiem, że trudno na jednej wystawie ująć wszystkie niuanse i ukazać złożony obraz życia w PRL, warto by było jednak zrezygnować z klisz, które tak naprawdę wyśmiewają Polaków lat 50. czy 70., czyniąc z nich zaślepioną ideologią masę. Co prawda nie mieliśmy keczupu Heinz ani Cadillaców, ale to nie znaczy, że śniliśmy wyłącznie o tym, aby je mieć.
Na podobny temat
|
|
|
|
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...
Sympatyczna opowiastka. Sympatyczna, ...