|
Psychologii często się zarzuca, że jest nauką reakcyjną, konserwującą niesprawiedliwy system społeczno-polityczny. Upatruje ona, zdaniem krytyków, przyczyny ludzkiego postępowania w czynnikach genetycznych, czy szerzej – biologicznych, a także jednostkowych predyspozycjach, uniwersalizując je i nie uwzględniając czynników kulturowych i społecznych. O ile zarzuty takie bywały, a może nawet wciąż bywają, prawdziwe wobec niektórych, zazwyczaj mało naukowych koncepcji psychologicznych (psychoanaliza, psychologia humanistyczna) i praktyk (niektóre rodzaje psychoterapii, służebne wobec kapitału aplikacje w biznesie), to z pewnością nie są takimi w stosunku do współczesnej psychologii społecznej.
Jej rozwój w znacznym stopniu idzie bowiem w kierunku zrozumienia złożonych relacji międzygrupowych, a więc uzyskania wiedzy, której zastosowanie pozwoli minimalizować uprzedzenia, zażegnywać konflikty, temperować wrogość i agresję, uczyć tolerancji i wzajemnego szacunku. To wszystko oczywiście oznacza pozytywną zmianę społeczną, zapewne nie na poziomie systemu, bo to byłby zamiar (przynajmniej na razie) zbyt ambitny, ale na poziomie spostrzegania i stosunku do swoich i obcych oraz rzeczywistych kontaktów między członkami grup.
Pomiędzy uzyskaniem wiedzy, jej upowszechnieniem i masową popularyzacją a zastosowaniem istnieją naturalnie przepastne różnice. Jest to jednak dobry punkt wyjścia i podstawowe zadanie psychologów społecznych. Przykładem jego prototypowej wręcz realizacji jest książka Michała Bilewicza, młodego psychologa z Uniwersytetu Warszawskiego Być gorszymi. O reakcjach na zagrożenie statusu grupy własnej.
W pracy tej empirycznym próbom poddany został autoweryfikacyjny model reakcji na zagrożenie (autorstwa Michała Bilewicza i Mirosława Kofty), który stanowi alternatywę dla teorii tożsamości społecznej (autorstwa Henriego Tajfela), znanej w psychologii społecznej od niemal czterdziestu lat. Zgodnie z tą ostatnią jedną z podstawowych potrzeb człowieka jest podwyższanie samooceny, zaś środkiem, który temu służy, jest przynależność do grupy.
Niektóre badania rzeczywiście pokazały, że ludzie, którzy przystępują do grupy, czy to w sposób spontaniczny, czy nakłonieni przez eksperymentatora, są bardziej zadowoleni z siebie niż pozostali. Ci zaś, których samoocena zostaje sztucznie obniżona (poprzez podanie spreparowanych informacji zwrotnych), są skłonni w większym stopniu dyskryminować członków grup obcych. Jednak osoby o niskiej samoocenie niekoniecznie wyróżniają się większym przywiązaniem do grupy własnej. Analiza wielu badań wykazała, że to badani o wysokiej samoocenie byli skłonni bardziej faworyzować grupę własną niż badani o niskiej samoocenie. Tak więc, niezgodnie z teorią Tajfela, nie stwierdzono silnego związku między niską samooceną a potrzebą pozytywnej tożsamości społecznej. Poszukiwanie pozytywnych informacji o sobie (i o grupie, do której się należy) najwidoczniej nie jest tu jedynym istotnym motywem.
Konkurencyjna wydaje się potrzeba autoweryfikacji. Ludzie dążą bowiem nie tylko do uzyskania pozytywnych informacji o sobie, ale także do uzyskania informacji potwierdzających własne przekonania (choćby były krytyczne wobec własnej osoby czy grupy). Skłania nas to między innymi do faworyzowania osób, które potwierdzają to, co sami o sobie sądzimy. Zamiast reagować pozytywnie na pochwały, reagujemy tak na przyznanie nam racji.
W relacjach międzygrupowych ludzie często otrzymują informacje o jakichś negatywnych cechach swojej grupy. Mogą to być oceny dotyczące wymiaru sprawnościowego (nieudolność, niska inteligencja itp.) lub moralnościowego (przypomnienie jakiegoś niegodziwego postępku, zbrodni itp., popełnionych na przykład przez członków własnej grupy narodowej). To zagrożenie statusu grupy własnej według teorii tożsamości społecznej powinno doprowadzić do próby przywrócenia pozytywnej samooceny, na przykład poprzez deprecjonowanie grup obcych.
Jednak nie zawsze wyjściowe przekonanie o cechach własnej grupy musi być pozytywne. W krajach azjatyckich silna identyfikacja z grupą nie wiąże się z postrzeganiem jej statusu jako wysokiego. Badania przeprowadzone w dwudziestu jeden krajach pokazały, że także Polacy, choć pod względem nacjonalizmu (faworyzacji własnego narodu) znaleźli się na jednym z czołowych miejsc, ulokowali się wśród sześciu krajów o najmniejszej dumie z osiągnięć polityczno-ekonomicznych. Silnej identyfikacji towarzyszyła więc niska samoocena. Te i inne dane pozwoliły autorowi uznać Polskę za miejsce zamieszkane przez ludzi o negatywnym autostereotypie. O ile w Stanach Zjednoczonych dominuje pozytywny stereotyp i autowaloryzacja przynosi taki sam efekt jak autoweryfikacja, o tyle w naszym kraju te dwa mechanizmy prowadzić powinny do różnych konsekwencji w postawach międzygrupowych.
Część badań Bilewicza wykorzystuje właśnie tę zakładaną różnicę kulturową.
W kolejnych bardzo pomysłowych eksperymentach badane były konsekwencje zagrożenia pozytywnego statusu grupy własnej: w kulturze o negatywnym autostereotypie, u badanych o zróżnicowanym autostereotypie, w wymiarze moralności (także z uwzględnieniem infrahumanizacji – odmawiania innym emocji specyficznie ludzkich, a przypisywania tych, które człowiek dzieli ze zwierzętami), wreszcie w grupach o pozytywnym stereotypie. Testowany model teoretyczny przewidywał zanik faworyzacji grupy własnej w sytuacji zagrożenia jej pozytywnego statusu. Skoro w kulturach o tradycji negatywnego postrzegania grupy własnej (np. w Polsce) informacja o jej negatywnym statusie prowadzi do autoweryfikacji poglądów na jej temat, to powinna wywoływać też wzrost poczucia podobieństwa i sympatii do obcych. Z kolei na poziomie jednostkowym model przewidywał, że negatywy lub pozytywny autostereotyp grupowy będzie wpływał na to, jak ludzie zareagują na zagrożenie statusu własnej grupy.
Badania potwierdziły przewidywania na poziomie reprezentacji społecznych i – jak przyznaje autor – w nieco mniejszym stopniu na poziomie indywidualnym. Trudno zreferować wszystkie uzyskane wyniki, ale na kilka warto zwrócić uwagę. Pod wpływem zagrożenia pozytywnego statusu grupy własnej uczestnicy badania czuli się bardziej podobni do grupy, która w innych warunkach wydawała im się bardzo odległa – np. Arabów. Działo się tak nawet wtedy, gdy grupa ta była ofiarą działań ich własnej grupy. Prawidłowość ta zdaje się jednak dotyczyć tylko członków grup o negatywnym autostereotypie. Gdy jest on pozytywny, członkowie takich grup tracą poczucie bliskości z ludźmi, od których pochodzi zagrażająca informacja. Natomiast informacja o niemoralnym działaniu grupy własnej wobec obcej prowadziła w badaniach do dehumanizacji ofiar (odmawiania im ludzkich uczuć). To niezbyt optymistyczny rezultat. Warto jednak podkreślić, że zagrożenie statusu grupy własnej powodowało ograniczenie efektu kozła ofiarnego (obarczania winą za swoje niepowodzenia), a konkretnie – spadł poziom przypisywania Żydom spiskowości, co w rezultacie prowadziło do polepszenia relacji międzygrupowych.
Te i inne opisane w książce wyniki doprowadziły autora do konkluzji, że przedstawianie negatywnych informacji o grupie (jak to miało miejsce choćby przy okazji Jedwabnego czy Abu Ghraib) wbrew potocznym przekonaniom może zmniejszyć siłę uprzedzeń. Jednak by negatywne informacje wywierały korzystny wpływ na relacje międzygrupowe, potrzebny jest pewien wyjściowy poziom krytycznego postrzegania własnej grupy. Nasuwa się więc wniosek, że obowiązująca w Polsce polityka historyczna z pewnością nie służy racjonalnemu i zniuansowanemu (a więc i krytycznemu) postrzeganiu przeszłości i katolicyzmu. Skuteczność tych propagandowych zabiegów może mocno ograniczyć korzyści płynące choćby z zewnętrznej krytyki naszych narodowych przywar i niedoskonałości przywódców.
Naukowa rzeczowość języka tej książki stanowi jednocześnie jej zaletę i wadę. Bilewicz relacjonuje i wnioskuje w sposób klarowny i precyzyjny, unikając niepotrzebnych komplikacji terminologicznych i nie bojąc się powtórzeń tam, gdzie wymaga tego jasność wywodu. Ten archetypowy wręcz język dyskursu nauki empirycznej pozwala uniknąć nadinterpretacji i niedomówień, jednak nieuchronnie rozczaruje zwolenników eseistycznych pogawędek, błyskotliwych zabaw słowem, chwytliwej metaforyki, apokaliptycznych generalizacji – wszystkich tych zabiegów, które przynoszą poczytność i chwałę takim tuzom dyscyplin humanistycznych, jak choćby Zygmunt Bauman. Podkreślmy zatem: Być gorszymi… to rozprawa naukowa, nie esej. Jak na pracę naukową została zaś napisana przystępnie. W dodatku jej przejrzysta struktura pozwala na wydobycie treści, które najbardziej interesują odbiorcę.
ypada wreszcie wspomnieć o kwestiach, które wymagają polemiki. W końcowej części książki autor pisze o kulturach, które charakteryzuje pozytywny (lub nie) wizerunek grupy własnej. Tymczasem sam wcześniej przytoczył dane socjologiczne wskazujące, że nawet w obrębie dosyć przecież jednolitej polskiej kultury znajdujemy rejony, grupy wiekowe, miejsca zamieszkania, w których dominuje pozytywny autostereotyp, podczas gdy w innych jest on negatywny. Być może więc zamiast pisać o kulturach podzielających pewien autostereotyp, bezpieczniej byłoby wskazywać tylko pewne grupy czy środowiska lub ograniczyć się do opisu na poziomie jednostek o określonych cechach.
Inne zastrzeżenie ma ogólniejszy charakter: jak zawsze w tego typu badaniach pojawia się pytanie, na ile trwałe jest zagrożenie wizerunku i na ile trwała jest zmiana w postawach osób, które go doświadczyły. Należy podkreślić, że Bilewicz zadbał o to, by manipulacja eksperymentalna była tak bliska życiu, jak to możliwe. W niektórych badaniach odwołał się do takich wydarzeń, jak zamachy z 11 września, tortury w Abu Ghraib czy mord w Jedwabnem, osadzając je w ten sposób w społecznej i medialnej rzeczywistości. W życiu jednak sytuacje zagrożenia bywają o wiele bardziej dynamiczne. Ścierają się mianowicie różne informacje, wartościowania i interpretacje zdarzeń; niektóre fakty są eksponowane w debacie publicznej i w medialnych przekazach, inne znane są jedynie jako niepoprawne politycznie opinie i plotki. Oceny właściwości własnej grupy i grup obcych, emocji przeżywanych przez ofiary, spiskowego charakteru grup itd. przez większość ludzi są prawdopodobnie formułowane w sposób spontaniczny rzadziej (jeśli w ogóle), niż wynikałoby to z ogólnej natury wniosków o badanych mechanizmach. Sprawia to, że „sterylna” procedura eksperymentalna pozwala wypreparować zależności, które w rzeczywistych procesach psychospołecznych stanowią zaledwie część większej całości, być może zaś zwyczajnie nie są automatycznie uruchamiane. Mówimy tu jednak nie o dylematach związanych z tymi konkretnymi badaniami, ale o ograniczeniach modelu eksperymentalnego w ogóle.
Być gorszymi… to pozycja niezbędna dla psychologa społecznego/studenta, zwłaszcza zajmującego się relacjami międzygrupowymi; polecam ją też socjologom, politologom i dziennikarzom. W przypadku praktyków życia społecznego, aktywistów czy polityków, często przekonanych o wyższości idei, celów i sposobów postępowania grupy, do której należą, lektura tej książki może zachwiać postrzeganiem świata społecznego, skłonić do jego redefinicji i poprowadzić do zmiany o nieznanym punkcie docelowym.
Michał Bilewicz „Być gorszymi. O reakcjach na zagrożenie statusu grupy własnej”. Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2008.
Na podobny temat
|
Drogi Cezary, chyba nikt cie nie czyt...
W ostatnich dniach minister Zdrojewsk...