|
„Jesteście w stanie wyobrazić sobie absolwentkę prestiżowego uniwersytetu mówiącą otwarcie, że lubi possać i jest przekonana, że to w niczym nie umniejsza jej inteligencji?” – to jedno z wielu retorycznych pytań, jakie zadaje autorka książki Suka. Z pamiętnika masochistki, a ponieważ z bólem serca musimy przyznać, że wyobrażenie sobie takiej osoby przychodzi nam z trudem, dlatego też z łatwością łączymy się w żalu. Jednocześnie jest nam trochę przykro, że tą osobą nie jest sama autorka, podpisana jako Goodgirl. Gdyby Goodgirl nie była Goodgirl, a np. Iwoną Zakrzycką, gdyby nie ukrywała się pod pseudonimem, tylko zdecydowała się własną osobą firmować swoją – autobiograficzną przecież – historię, to być może jej książka wywołałaby dyskusję, jakiej nie wywołała. A może nie. W każdym razie szkoda.
Jeśli wierzyć autorce Suki BDSM opiera się przede wszystkim na zaufaniu. „BDSM to zaufanie, piękno absolutnego oddania, wymiana energii między partnerami. To coś, co sprawia, że obie strony czują się dobrze i na właściwym miejscu.” Mi, co prawda, nie zawsze dokładnie z tym kojarzyło się wiązanie i biczowanie, ale jestem w stanie wyobrazić sobie, że to właśnie zaufanie jest tu najważniejsze. Oraz możliwość powiedzenia „stop”. Tego „stop”, które nie zawsze da się powiedzieć w małżeństwie, bo przecież ślubowało się przed Bogiem, że się będzie aż do śmierci męczyć i dręczyć. Jeśli mamy ochotę poczytać o wyższości BDSM nad katolicyzmem, judaizmem, czy islamem, to jest to odpowiednia książka. Teoretycznie wyłącznie dla dorosłych, ale w praktycy nie ma w niej więcej scen przemocy i seksu, niż w Biblii, a pewnie jest ich nawet mniej. Bo to króciutka książeczka. Może nawet zbyt króciutka. Napisana raczej w formie listu przeplatanego anegdotami z życia erotycznego, zostawia pewien niedosyt. Choć dowiadujemy się, że źródła skłonności autorki tkwią w dzieciństwie, to jest to zaledwie wzmiankowane. Jeśli książka ma być formą terapii, wyznania, oczekiwałoby się bardziej dogłębnego przedstawiania źródeł wyboru seksualnego masochizmu jako drogi życia. Ale może nie musi być żadnych specjalnych źródeł? Może jest właśnie tak, jak pisze Goodgirl, że wystarczy dostać parę klapsów od rodziców, którzy będę ci tłumaczyć, że to z miłości i dla twojego dobra, aby w biczowaniu w przyszłości widzieć wyraz uczucia? Zapewne nie wystarczy, ale jest to ciekawy paradoks i ciągle w Polsce obecny. Bicie z miłości. Czyżbyśmy żyli w społeczeństwie krypto BDSM? Nie można tego wykluczyć. Obłuda jest głównym z tematów Suki. „Mam siedem lat i oglądam z rodzicami film «po dzienniku». W pewnej chwili na ekranie pojawia się zbliżenie twarzy kobiety i mężczyzny, całują się namiętnie, co dalej nie wiem, gdyż mama każe mi wyjść z pokoju.” Sytuacja ta jest skonfrontowana z doświadczeniami chłopców, którzy karmieni są telewizyjną przemocą, ale również, gdy przychodzi do seksu, okazuje się to temat tabu. Nie przeceniałbym znaczenia telewizji, ale anegdota ta mówi coś okrutnie prawdziwego o społeczeństwie, w którym miłość (vide: Parada Równości) okazuje się czymś perwersyjnym i zakazywanym, a przemoc (vide: Powstanie Warszawskie) wartym własnego Muzeum i nieustannych obchodów. Sprawa z seksem też okazuje się podejrzana. Pokątne zdradzanie małżeńskich partnerów cieszy się społecznym przyzwoleniem i jako taką estymą, ale już chwalenie się, że w łóżku lubi się biczować partnerkę i kazać jej obciągać swoim kolegom okazuje się być nazbyt wstydliwe. A przecież w pierwszym przypadku naprawdę kogoś zdradzamy, gdy w drugim wszystko odbywa się za obopólną (albo też większej ilości osób) zgodą. Nie jest to nic odkrywczego, ale warto mieć świadomość, że każdy model relacji płciowych (np. małżeństwo) jest wypadkową stosunków ekonomicznych i społecznych, a nie czymś niezmiennym i ponadhistorycznym. Autorka Suki dobrze o tym wie i chciałaby, żeby zrozumieli to również np. politycy, co powoduje w niej zrozumiała frustrację. Politycy mogą nawet lubić BDSM, czy choćby przebierać się w sukienki, ale już przyznanie się do tego albo np. walka o prawa ludzi żyjących w konkubinatach nie wydaje im się zbyt dobrym pomysłem. Cóż. Żyjemy w kraju, gdzie nawet politykom lewicy zdarza się twierdzić, że trzeba się godzić na aborcyjny „kompromis”. Nie trzeba chyba też przypominać, kto ratyfikował konkordat. A może trzeba? Chyba trochę trzeba. Dlatego też szkoda, że taka w gruncie rzeczy sympatyczna i łatwostrawna książeczka jak Suka przeszła praktycznie bez echa. Choć cierpi na pewne literackie, edytorskie i strukturalne niedostatki, to wciąż można ją przeczytać w pół wieczora i mieć z tego pewną przyjemność. Żyjemy w kraju, gdzie ludzie uprawiający BDSM są bardziej rozsądni, otwarci i tolerancyjni, niż wielu polityków, czy kapłanów. Nie jest to może najprzyjemniejsze pole do refleksji, ale z pewnością jakieś jest. „Suka wewnątrz niej domagała się zaspokojenia, jej uległość nie była kaprysem, czy zachcianką, była wewnętrzną potrzebą. Czymś, dzięki czemu mogła na co dzień stawić czoła światu.” A jednocześnie ludzie uczestniczący w BDSM zdają się przeważnie mieć świadomość, że suką się nie jest, suką się bywa. Jest to gra i konwencja, która może uczynić nasze życie przyjemniejszym, ale nie można życia sprowadzać do roli. Życzyłbym takiej świadomości większej część społeczeństwa. Nie musimy być zawsze sukami, naprawdę. __________ Goodgirl, Suka. Z pamiętnika masochistki, Wydawnictwo REPLIKA 2010.
Na podobny temat
|
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...
Sympatyczna opowiastka. Sympatyczna, ...