motto:
Likwidacja polskości to jest krok pierwszy, drugim będzie likwidacja Polski.
J. M. Rymkiewicz, Trzeba zniszczyć Wielką Ściemę, „Gazeta Polska Codzienna”
To prawdopodobnie najśmieszniejszy komiks, jaki powstał w Polsce tym roku. Właściwie na niego czekałem, choć nie wiedziałem, że będzie. A wiedzieć mogłem, bo fragmenty ukazały się w „Lampie”. A teraz jest już cały. Można sobie kupić i się cieszyć, że ktoś w końcu dał odpór całemu temu prawicowemu oszołomstwu, jakie po katastrofie Smoleńskiej dumnie podniosło głowę i wkroczył do mainstreamu, jakby naprawdę zadaniem wiadomość telewizyjnych było reklamowanie nowych książek Ericha von Dänikena. A przecież nie jest.
Swój satyryczny wymiar smoleńska katastrofa zaczęła zyskiwać bardzo szybko. Już kilka dni po wypadku, gdy tylko minął pierwszy szok, pojawiły się pierwsze dowcipy. Np. o tym, jakie były ostatnie słowa Lecha Kaczyńskiego. Jeśli jeszcze nie wiecie, to brzmiały: „Ląduj, dziadu!”. Z początku dowcipy opowiadano sobie po kryjomu i przyciszonym głosem, ale szybko można było usłyszeć już otwarte wybuchy śmiechu. A rzeczywistość zaczęła przeganiać dowcipy. Po facebookowych grupach: „TAK dla Stadionu Narodowego im. Lecha Kaczyńskiego” Oraz „NIE dla pochowania Lecha Kaczyńskiego na Wawelu”, zaczęły powstawać grupy: „TAK dla pochowania Lecha Kaczyńskiego na Stadionie Narodowym” oraz (chyba moja ulubiona, choć dużo sympatii mam też dla „NIE dla wszystkiego, wszystkich i wszędzie!”) – „TAK dla Stadionu Narodowego na Wawelu”.
Co działo się potem, trudno zliczyć. Sztuczna mgła, tajemnicze śmierci, ktoś słyszał strzały, ktoś inny widział białe postacie przebrane za śmigło. Dobrym kompendium spiskowych teorii, które po katastrofie prezydenckiego samolotu krążyły po internecie, aby stamtąd przedostać się do głównych mediów, stanowi blog dlaczegonienapalm.wordpress.com. Jedną z moich ulubionych jest teoria o brzozie, która musiałaby podskoczyć, żeby samolot mógł w nią uderzyć. Zresztą rozważania, o tym, że to niemożliwe, żeby taki duży samolot nie wyszedł cało ze zderzenia ze zwykłym drzewem, również nie są odosobnione. „Nie istnieje żaden dowód na to, że uderzenie w brzozę spowodowało istotny uszczerbek w systemach zasilania i sterowania samolotu” pisze jeden z blogerów na salonie24. I trudno nie przyznać mu racji. Więc dlaczego samolot spadł?
Nad wyjaśnieniem tej zagadki głowią się nie tylko profesorowie i eksperci w szklanym okienku. Lecz również zwykli Polacy. W przeprowadzonym jakiś czas temu sondażu ponad sześćdziesiąt procent ankietowanych uznało, że nigdy nie poznamy przyczyny smoleńskiej katastrofy. I nic na to nie pomogą żadne raporty, gdzie szereg rozlicznych przyczyn został szczegółowo opisany. Być może wynika to z banalnego faktu, że jest to te same sześćdziesiąt procent Polaków, które nie przeczytało w ostatnim roku żadnej książki. Dlaczego mielibyśmy od nich oczekiwać zatem czytania raportów. Ja też go nie czytałem, ale niespecjalnie mnie to też obchodzi. Samolot spadał i raczej już nie poleci. Co zrobić.
A jednak nie można nic nie robić. Choć samolot spadł, to jego szczątki i to, co po nim zostało, są ciągle żywe w naszej pamięci. I w tym momencie do głosu dochodzi Likwidator. Likwidator znany jest z tego, że likwiduje. Ach, gdyby mogło być tak, żeby już na zawsze zlikwidował temat Smoleńska. Na ile oczyściłoby to polską sferę publiczną, trudno sobie nawet wyobrazić. Choć z drugiej strony, gdyby nie Smoleńsk, zawsze znalazłyby się jakieś inne tematy. Prawicowa prasa ma niesamowitą zdolność tworzenia lolkontentu. Dzięki czemu prasa lewicowa, czy nawet bardziej liberalna, ma się z czego śmiać. „Likwidator” osiąga w tym śmiechu mistrzostwo. Choć żarty Dąbrowskiego nie zawsze bywają subtelne, a czasem są nawet subtelności przeciwieństwem, to o to właśnie w nich chodzi. Na przemoc symboliczną smoleńskiej mgły, która opanowała umysły i ciała, odpowiedzią może być tylko przemoc. A konkretnie: likwidacja. Likwidujmy, póki możemy. Potem może już być za późno.
Ryszard Dąbrowski (rys. i scen.), Likwidator – prawda smoleńska. Biały komiks (suplement do białej księgi), Zielony Front, Warszawa 2011
Na podobny temat
|
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...
Sympatyczna opowiastka. Sympatyczna, ...