Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Deptuła: Tramwaj zwany muzyką |
|
|
Bogusław Deptuła*
|
|
30.05.2010 |
Najnowszy spektakl Krzysztofa Warlikowskiego choć jest dziełem dramatycznym, zrobiony został jak przedstawienie operowe.W Tramwaju są tylko trzy śpiewane przez Renate Jett fragmenty, ale to one właśnie są kluczowymi momentami. Pomyślane jak arie w operze, niosą największe emocje i dramatyzm.
W zgodnej ocenie krytyków i widzów, przedstawienie zostało zdominowane przez wielką rolę Isabelle Huppert. Nie wątpiąc ani przez chwilę w wielkość tej scenicznej kreacji, przyznaję, że obecność na scenie Renate Jett, była przeciwwagą dla pozycji Blanche-Huppert. To przedstawienie pomyślane zostało od samego początku jako swoisty benefis Francuzki. Zgodnie z jej życzeniem wybrano Tramwaj zwany pożądaniem, który w trakcie pracy nad adaptacją i samym przedstawieniem, poddany został daleko idącym skrótom i uzupełnieniom. Ze sztuki Tennessee Williamsa pozostał nieledwie dramaturgiczny szkielet. Treść sceniczną dopełniły fragmenty Salome Wilde’a, Uczty Platona czy Edypa w Kolonie Sofoklesa, no i partie śpiewane. Jak to ma w zwyczaju, Warlikowski nie okazał się zbyt wiernym inscenizatorem, gigantycznego, skądinąd, tekstu Williamsa. Poszerzył sensy, tej w istocie dość skromnej obyczajówki, o starszej siostrze przybywającej z innego nieco świata i niszczącej spokój niby rodzinny, młodszej siostry Stelli – Florence Thomassin. Dodał trzy fragmenty muzyczne, z trzech różnych całkowicie światów: Common People The Pulp, All by Myself Erthy Kitt i wreszcie nadekspresyjną kantatę Monteverdiego Combattimento di Tancredi e Clorinda, w urokowionej wersji Pawła Mykietyna, kompozytora muzyki do przedstawienia.
Warlikowski był reżyserem dramatycznym, który pracuje w operze. W przypadku Tramwaju zdaje się odbywać drogę wprost odwrotną: oto reżyser operowy przychodzi do teatru i robi przedstawienie dramatyczne, rozumiejąc, że dopiero zestawienie tekstu z muzyką, czyli aria, piosenka, mają największą siłę scenicznego rażenia i że to są fragmenty najbardziej oczekiwane. Wszak to, na co najbardziej czekamy w operze, to arie, rzecz jasna. I Warlikowski ich nam dostarczył, tylko większości widzów nie przypadły one do gustu: za długie, za agresywne, nazbyt ekspresyjne. Miały ożywiać, podbijać, a stały się dręczące, męczące, przesadne. Nie pozwalają ostatecznie zawładnąć całością scenicznej i dramaturgicznej przestrzeni Blanche-Huppert. I pewnie gdyby je wyrzucić, wszyscy byliby szczęśliwi. Tylko że reżyser Warlikowski nie ma najmniejszego zamiaru ich wyrzucać, czy choćby skrócić.
One mają pozostać niewygodne, przykre i przydługie. Mają rozwalić rytm tego przedstawienia, nie dać nam zadowolenia i satysfakcji z mile spędzonego wieczoru w teatrze, mają uwierać, być niewygodne, pozostać antyariami. Nie zanucimy ich po wyjściu, wręcz przeciwnie, będziemy chcieli o nich jak najszybciej zapomnieć, by nie przesłaniały nam wspaniałej, niezapomnianej scenicznej kreacji Isabelle Huppert.
Ufam scenicznej intuicji Warlikowskiego nawet jeśli się z nią nie zgadzam. Sztuka ma przekraczać i tylko jeśli to robi, nabiera znaczenia, a jej dzieje najdobitniej o tym zaświadczają, tylko wtedy, kiedy robi się coś niewygodnego, dochodzi się do ważnych efektów. Jasne, że znane są przypadki nietrafionych pomysłów, ślepych uliczek, pomyłek wręcz, w sztuce. Zarazem pamiętam moją własną niewygodę w pierwszych kontaktach z dziełami Kozyry czy Żmijewskiego. To było przykre i drażniące, tylko że takie właśnie być miało i było.
Gdy rozpoczyna się sceniczna wersja Common People The Pulp, Blanche-Huppert tańczy w dyskotece swój ekstatyczny, przewlekły taniec zwykłych ludzi, bo tym chciałaby się stać, a na pewno się nie stanie: swego rodowodu wymazać się nie da. Wszak ona urodziła się w Belle Reve, a piękne marzenia nie podlegają zniszczeniu, są nieśmiertelne. Śpiewając All by Myself i cytując w jego trakcie sławny wywiad z Erthą Kitt o kompromisie w związku miłosnym, Renate Jett, przyznaje, że dość ma samotności i że w życiu potrzeba kogoś mieć, ale nie za wszelką cenę.
Pod koniec przedstawienia Huppert pojawia się na scenie w dziwnej amarantowej sukni - kokonie. Spowita nią, wijąc się, wygłasza swój monolog zaczerpnięty z Platońskiej Uczty o rozdzielonych połówkach. Zaraz potem Stanley-Andrzej Chyra, porywa Blanche ze sceny i gwałci. I wtedy Renate Jett rozpoczyna śpiewać, krzyczeć, dręczyć w swej i Mykietyna interpretacji Combattimento…. Miłość przegrywa zabita przez ukochanego. Przegrywa i bohaterka, Clorinda, muzułmanka, błagając w ostatnim tchnieniu Tankreda o chrzest. Jako kobieta ulega mu, jako jego miłość zabiera mu siebie. Pozostaje niespełnienie. Byli owymi platońskimi połówkami, a nawzajem się w walce zabili.
Przedstawienie kończy się jednak inaczej. Zjawia się Stanley, w blond peruce z odrostami. Zjawia się też dziecko. Życie zwyciężyło.Po premierze w Odeonie, francuska krytyka była oburzona, najbardziej chyba potraktowaniem przez reżysera tekstu Williamsa. Co gorsza, przedstawienie z paryskiego Odeonu okazało się w niczym nie podobne do filmu Elii Kazana z 1951 roku, ze sławną rolą Marlona Brando i nieco mniej sławną Vivien Leigh. To wydaje się faktem: Warlikowski źle potraktował tekst, zredukował go, pouzupełniał, jakby nie docenił. Musiał? Warlikowski zrobił swoje przedstawienie, a nie sztukę Tennessee Williamsa. O tym też mało kto już pamięta.
*Bogusław Deptuła, krytyk i historyk sztuki, redaktor działu szuki wizualnych w www.dwutygodnik.com
Tramwaj, reżyseria: Krzysztof Warlikowski, przekład: Jacek Poniedziałek, dramaturgia: Piotr Gruszczyński, scenografia i kostiumy: Małgorzata Szczęśniak, światło: Felice Ross, muzyka: Paweł Mykietyn, wideo: Denis Guéguin, Obsada: Isabelle Huppert (Blanche), Andrzej Chyra (Stanley), Florence Thomassin (Stella), Yann Collette (Mitch), Renate Jett (Eunice), Cristián (Soto Chłopak), piosenki w wykonaniu: Renate Jett; realizacja: Nowy Teatr Warszawa, data premiery: 4 lutego 2010
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 30.05.2010 )
|
|
|
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...