Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Bożek: Greenpeace, czyli jak zmieniać świat |
|
|
Jakub Bożek
|
|
14.09.2009 |
W roku 1845 Henryk Dawid Thoreau - amerykański pisarz, poeta i filozof – zamieszkał we własnoręcznie zbudowanej chatce nad stawem Walden w Concord w stanie Massachusetts. Spędził tam kolejne dwa lata, przeprowadzając „eksperyment z prostego życia”. Na własnym polu sadził ziemniaki, fasolę i rzepę. Trochę dorabiał, a to co udało mu się zarobić, przeznaczał na słoninę, melasę i podstawowe pożywienie. Jego jedynymi meblami były: łóżko, stolik, biurko i trzy krzesła. Pisał, że w naturze odnalazł spokój i wolność. Świadectwem tego doświadczenia jest wydana w 1854 książka Walden, czyli życie w lesie. Walden uczynił z Thoreau jednego z pierwszych ekologów. Wówczas jednak apele o proste życie w zgodzie z naturą brzmiały jak wołanie na puszczy i rzeczywiście nim były.
Ponad sto lat później ekologia porwała miliony ludzi. Krytyka przemysłu i cywilizacji nie była już niecodziennym wybrykiem. Stała się językiem protestu. Skutecznego protestu, który przyczynił się do zmiany świata. Co takiego musiało się stać, by dostrzeżono więź łączącą człowieka i jego środowisko?
Ekologia? Sprawdź, co to znaczy, bo dotyczy to również ciebie
Greenpeace. O tym, jak grupa ekologów, dziennikarzy i wizjonerów zmieniła świat Rexa Weylera to drobiazgowa kronika pierwszych lat ruchu. Opowieść rozpoczyna się w drugiej połowie lat 50. Nad światem krążyło wtedy widmo wojny nuklearnej. „Udział w ćwiczeniach obrony cywilnej był w Stanach obowiązkowy” – pisze autor. 1 marca 1954 roku na atolu Bikini Amerykanie detonowali bombę termojądrową „Bravo” o mocy 17 megaton – 1200 razy większej niż „Little Boy” zrzucony na Hiroszimę. Po tej detonacji w mleku dla niemowląt na całym świecie znajdowano niebezpieczny, bo łatwo przyswajalny stront 90. Coś trzeba było zrobić. Tylko co?
Receptą na bombę atomową okazała się bomba świadomości. Taka przynajmniej była wizja Boba Huntera, jednego z założycieli i późniejszego przewodniczącego Greenpeace. Materiałem wybuchowym miała stać się ekologia – świadomość, że „ludzie nie są centrum życia na tej planecie”. Detonatorem zaś stały się media. Eksplozja przyniosła zmianę psychologii, polityki, wszystkiego. Wyrwanie ludzi z „wieży z kości słoniowej” i przeniesienie do „wieży kontrolnej” tak, by powiedzieli „nie” wyścigowi zbrojeń – było pierwszym celem Greenpeace.
Aktywiści posługiwali się masowymi mediami. Przeprowadzali kampanie nie tylko w słusznej sprawie, ale też w atrakcyjnej formie. To właśnie było kluczem do sukcesu pierwszego rejsu Greenpeace. Jego celem była Amchitka – wyspa, na której Amerykanie chcieli przeprowadzić próbę atomową. Bob Metcalfe, pierwszy przewodniczący Greenpeace, dobrze wiedział, że wygrywa ten, kto ma najlepsze nagłówki i zdjęcia. Fakty naukowe nie wystarczą, potrzebny jest oddźwięk w mediach.
6 listopada 1971 na Amchitce została zdetonowana bomba Cannikin. Mimo to działacze Greenpeace odnieśli zwycięstwo. Dlaczego? Cannikin miał moc 5,2 megatony, ale bomba świadomości była o wiele silniejsza. Nagłówki gazet krzyczały: „Czy Stanom Zjednoczonym trzeba przypominać, że świat nie jest ich własnością?”. Jeden do zera.
Wcześniej, w 1962 roku Rachel Carson napisała Silent Spring – potężne oskarżenie przemysłu produkującego pestycydy. Trucizny przenosiły się po kolejnych ogniwach łańcucha przetwarzania żywności – od trawy aż do człowieka. Jeszcze ważniejsza była diagnoza, że te „eliksiry śmierci” wnikające w ludzkie ciało były bezpośrednim produktem ubocznym powojennego gorliwego unowocześniania i technologicznego postępu. Książka sprzedała się w nakładzie pół miliona egzemplarzy i była poważnym atakiem na społeczeństwo, w którym naturę poświęca się w imię interesów przemysłu. Prezydent John F. Kennedy powołał Naukową Komisję Doradczą, która potwierdziła szkodliwy wpływ toksyn.
Książka Carlson wskazała też drogę ruchom ekologicznym. Kampanie antynuklearne nie mogły trwać w nieskończoność, należało iść do przodu. Dla Greenpeace znaczącym krokiem było zaangażowanie się w ruch obrony wielorybów. Przyniósł on nie tylko olbrzymią popularność ekologii, ale pomógł też dostatecznie określić formułę działania organizacji: „negującą przemoc, twórczą i mającą wyczucie mediów, zajmującą się akcjami bezpośrednimi”. Formuły trzymano się ściśle przy innych kampaniach: w obronie fok, przeciw zbrojeniom i nieodpowiedniemu składowaniu odpadów atomowych, a także zanieczyszczeniom związanym z wyciekami ropy.
Złota dekada
W latach 70. ruch ekologiczny wyszedł z podziemia. Nawet konserwatywne magazyny z sympatią pisały o działaniach ekologów. Również politykom nie uchodziło już na sucho jawne ignorowanie spraw środowiska. Ekologia stała się masowym ruchem społecznym, obecnym w polityce i kulturze. Do historii przeszedł Dzień Ziemi 22 kwietnia 1970 roku, podczas którego 20 milionów osób w USA wzięło udział w największych w historii demonstracjach na rzecz środowiska. Efektem tych wydarzeń były dwie ustawy gwarantujące dostęp do czystej wody i czystego powietrza.
W 1971 Marvin Gaye w Mercy, Mercy Me (The Ecology) śpiewał:
Oh, things ain’t what they used to be
What about this overcrowded land?
How much more abuse from man can she stand?
Tym samym włączał ekologię w nurt emancypacyjny. Jego płyta What’s going on była wezwaniem przeciw wojnie w Wietnamie, nadużywaniu narkotyków, rasizmowi, niszczeniu środowiska. Od razu sięgnęła szczytów list przebojów, mimo że szef wytwórni Motown uważał, że jest zbyt polityczna, by się sprzedać.
Ta atmosfera służyła działaniom aktywistów. Ludzie chcieli zmiany i otrzymali ją. Kryzys naftowy z 1973 roku przysłużył się idei decentralizacji energetycznej, którą najlepiej wyraziła wydana w tym samym roku książka brytyjskiego ekonomisty Ernsta Friedricha Schumachera Small is beautiful (w Polsce ukazała się w 1981 jako Małe jest piękne). Prezydent Jimmy Carter na dachu Białego Domu umieścił panele słoneczne. Ba! W słynnym wystąpieniu z roku 1979 zapowiedział powstanie banku finansującego rozwój elektrowni słonecznych. Do roku 2000 aż 20 proc. amerykańskiej energii miało pochodzić ze słońca.
Ale tego nie dowiemy się z książki Weylera. Jest przeładowana szczegółami, a równocześnie pozbawiona kontekstu pozwalającego zrozumieć to, co się właściwie zdarzyło. Autor ucieka od analizy społecznych warunków rozwoju ekologii, a w zamian zadowala się dokładnymi aż do bólu opisami wróżb I-Ching, wewnętrznych kłótni i olśnień oraz barwnych życiorysów. Od ilości stron, które poświęcił na opisy kampanii na morzu, można dostać morskiej choroby.
Czytając tę książkę, jednocześnie zaczynamy się zastanawiać, w jaki sposób, pomimo organizacyjnej słabości, ekologom udało się osiągnąć tak wiele? Złe zarządzanie było widoczne gołym okiem. Greenpeace był nieustająco zadłużony, w dodatku ruch dzielił się na frakcje, z których każda ciągnęła w inną stronę. Pionierów ruchu – Kanadyjczyków krytykowano za romantyzm i brak praktyczności. Amerykanie dążyli do maksymalnej autonomii, a Europejczycy chcieli wejść w politykę. Punktem krytycznym był proces, który Fundacja Greenpeace z Kanady wytoczyła Greenpeace z San Francisco. Ci ostatni nie chcieli się bowiem zgodzić na podpisanie umowy scalającej krajowe grupy w jeden międzynarodowy ruch ze wspólnym zarządem. Było jasne, że należy wyznaczyć kierunek rozwoju. Książkę kończy opis instytucjonalizacji Greenpeace i przekazania władzy ekologom ze Stanów i Europy.
Nie poznamy przyczyn sukcesu, nie dowiemy się też, jak dalej powodziło się Weylerowi, Hunterowi i reszcie. A szkoda, bo lata 80. musiały być ciężkie dla zielonych. Następca Cartera Ronald Reagan natychmiast polecił zdjąć panele słoneczne z Białego Domu. Interesy biznesu znowu stawały się ważniejsze niż sprawy środowiska. W 1985 francuski wywiad zatopił pierwszy statek, który był własnością Greenepeace – Rainbow Warrior. Akcja miała kryptonim Opération Satanique i w pełni oddaje stosunek władz do niepokornych ekologów. Z drugiej strony lata 80. były też pełne nowych wyzwań i idących za nimi sukcesów. Ekologowie mieli pełne ręce roboty choćby przy katastrofie ekologicznej na Alasce, kiedy tankowiec Exxon Valdez rozlał 200 milionów litrów ropy.
Czekam na lepszą i pełniejszą (może też nieco krótszą) historię Greenpeace. Przecież na to zasługuje.
Rex Weyler, Greenpeace. O tym, jak grupa ekologów, dziennikarzy i wizjonerów zmieniła świat, tłum. Monika Wyrwas-Wiśniewska, Buk Rower 2009, s. 720, 69 zł.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 15.09.2009 )
|
|
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...