Cwija zapytała mnie po co przyjechałam do Izraela. Opowiedziałam o obozie dla uchodźców w Jenin, o teatrze, o warsztatach.
- Holocaust, no nie? - rzuca swobodnie i wypija kolejną wódkę.
- Owszem, zaczynam niepewnie - niektóre mechanizmy są identyczne, ale to porównanie jest zbyt proste.
28.04.08
Jerozolima. Siedzę w Palm Hostel, przy Bramie Damasceńskiej, obok pary Amerykanów grających w gry komputerowe i sprawdzających konta na Facebook’u. Odpoczywam w atmosferze wyluzowanych travellersów, anonimowości. Lubię tak znikać.
Wczoraj spędziłam ciężki wieczór z Cwiją, w pięknym domu, w Kolonii Niemieckiej. Córka Cwiji, Danielle omal nie zginęła w zamachu samobójczym jedenaście lat temu na Ben Yehuda. Od śmierci uratowały ją długie, gęste włosy, które zamortyzowały uderzenia odłamków. Przeżyła śmierć kliniczną, sepsę. Stara się żyć normalnie, ale jej mózg jest nieodwracalnie uszkodzony, wszystko robi bardzo, bardzo powoli.
Cwija wspomniała, że córka jej koleżanki zapisała się na wycieczkę do Polski.
- Lunagaz - mówi Cwija i zaśmiewa się, wymachując pulchnymi rękami, na każdym palcu ma złoty pierścionek.
- Wiesz co to lunagaz?
- Chyba coś pomiędzy komorą gazową a lunaparkiem.
- Otóż to, potwierdza Cwija.
Cwija zapytała mnie po co przyjechałam do Izraela. Opowiedziałam o obozie dla uchodźców w Jenin, o teatrze, o warsztatach.
- Holocaust, no nie? - rzuca swobodnie i wypija kolejną wódkę.
- Owszem, zaczynam niepewnie - niektóre mechanizmy są identyczne, ale to porównanie jest zbyt proste.
Opowiadam jej więc z detalami o życiu w obozie, cytuję kolejne historie nieszczęść, mówię o małym Nabeelu, którego babcia wzięła do Kiryat Gat, żeby pokazać mu ich stary rodzinny dom, z którego cała rodzina została wysiedlona, o historii Adnana przywiązanego do izraelskiego buldożera, o Juliano i katastrofie Kamiennego Teatru Arny Mer Khamis. Mówię też o demoralizacji, o tym że obóz to tykająca bomba i wylęgarnia ekstremistów, i o tym, że przestałam dziwić się tym, którzy opasani dynamitem idą się wysadzić.
- Widzisz jakąś szansę na rozwiązanie tego konfliktu? Pyta Cwija.
- Nie, odpowiadam. Nie widzę. Ale, choć doskonale wiem, że to nierealne, nie można odmawiać ludziom powrotu do ich domów, wiosek, miast. Krótko mówiąc, Izrael powinien zapewnić prawo do powrotu ludziom z obozów dla uchodźców. Ale to nierealne - sama sobie zaprzeczam…
I nagle, w zupełnie nieoczekiwanym momencie Cwija wybucha. Zaczyna krzyczeć, że Palestyńczycy są zdemoralizowani, skorumpowani, że powinni wziąć się do pracy zamiast oczekiwać pomocy, że jej matka, która jako jedyna z całej rodziny przeżyła Szoach, dała sobie radę, nie mając po wojnie nic. Licytacja traum. Dlaczego Żydzi mogli, a Palestyńczycy nie mogą? Słucham i nie dowierzam. Najpierw ma miejsce klasyczna czytka etniczna, połączoną z likwidacją najbardziej inteligentnych i tych o cechach przywódczych. Potem przesiedla się ludzi, nieraz parokrotnie, a na końcu oczekuje się od nich przedsiębiorczości i entuzjazmu, mimo wprowadzenia niewiarygodnie sprawnego systemu apartheidu. 
Nie przeszła mi przez gardło uwaga, że właściwym porównaniem sytuacji w obozie dla uchodźców nie jest Izrael lat pięćdziesiątych a żydowskie getto z czasów II wojny. Może bez wywózek do obozów śmierci.
Potem usłyszałam, że skoro taka jest bieda w obozie, to po co im teatr? Niech się nauczą czytać i pisać.
Freedom Theatre to alternatywna placówka edukacyjna, gdzie dzieciaki uczą się arabskiego, angielskiego, a nawet matematyki - miałam proste argumenty. O dobodziejstwach kultury już nie miałam siły mówić. Cwija jednak nie dała za wygraną. Wy wszyscy, wolontariusze, tylko pogarszacie sytuację, umacniacie ich w ich traumie i beznadziei.
Rano mnie przeprosiła i powiedziała że chciałaby dłużej ze mną o tym porozmawiać. Ale ja chyba nie mam ochoty. Słabo znoszę niekontrolowane wybuchy emocji, bardzo słabo. Nie potrafię się zresetować. Z ulgą wsiadę do palestyńskiego serwisu, który przez bardzo kręte i bardzo złe drogi Autonomii zawiezie mnie do teatru. Te lepsze drogi zarezerwowane są dla Izraelczyków.
Na podobny temat
|
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...
Sympatyczna opowiastka. Sympatyczna, ...